12/31/2014

Witajcie w ten jakże mroźny i śnieżny dzień :)

Witajcie w ten jakże mroźny i śnieżny dzień :)
Zacznę od tego, że dziękuję za komentarze pod postem z miniaturką - cieszę się, że Wam się spodobała. W przyszłości postaram się wrzucać więcej takich rzeczy, o ile bardzo kapryśna Pani Wena mi na to pozwoli.
Dzisiaj jest 31 grudnia, czyli Sylwester. Według tradycji powinnam już ułożyć jakieś postanowienia na Nowy Rok. Chociaż jestem beznadziejna w dotrzymywaniu obietnic (zdołaliście się sami przekonać o tym wiele razy), to chcę spróbować. Może chociaż raz w życiu będę mieć silną wolę i nie zapomnę o tym, że kiedyś tam pod koniec grudnia sobie coś postanowiłam :) Wątpię, że mi się to uda, no ale... Postanowienia muszą być - żebyśmy chociaż trochę starali się zmienić to, co jest w nas złe i niedoskonałe (z kategorii: "Mądrości życiowe Tutti" :P).
  1. Często pisać notki na blogu (Inni ludzie: "Niemożliwe!")
  2. Wezmę się za siebie - będę robić brzuszki, jeździć na rowerze, skakać na trampolinie itd. (Inni ludzie: "I tak ci się nie uda...")
  3. Będę nadal uczyć się włoskiego - to mi się na pewno uda :) (Inni ludzie: "Porąbało cię?! Jeszcze jednego języka chcesz uczyć?!")
  4. Pokażę innym, na co mnie stać!!! Nie będę szmatą, nie dam innym sobą pomiatać! (Inni ludzie: "Kobieto, na co ty liczysz?")
Koniec :D Kiedy patrzę na te cztery punkty, to wcale nie wygląda to tak źle. No może to ostatnie będzie trudne do zrobienia, ale z resztą sobie chyba poradzę. A komentarze od "innych ludzi" są wzorowane na ogólnych obserwacjach mojego "kochanego" społeczeństwa :) Oni nie wierzą w to, że mogę się zmienić, oraz w to, że mam jakąkolwiek wartość (szczególnie według takiej jednej Directionerki)...

Życzę Wam szczęśliwego nowego roku,
Dużo radości, samych sukcesów,
Bezalkoholowej, lecz dobrej zabawy (pamiętajcie: alkohol to ZŁO),
Pięknych fajerwerków na niebie,
Niewielu powodów do złości
(złość piękności szkodzi)
No i czego sobie tylko życzycie!
*otwiera wirtualnego szampana dla dzieci*
Tutti

No to lecę odpocząć przed nieprzespaną nocą, poprzeglądać inne blogi i sprawdzić,co wyszło z tatowego bigosu (mniam).
Pa! 

Źródło - licencja CC0

12/28/2014

TIME TO SAY GOODBYE

Moja dłoń kurczowa zaciska się wokół gładkiej rączki różdżki. Wzrokiem próbuję ogarnąć widok, który roztacza się przede mną. Chociaż wydawało się to niemożliwe, Hogwart płonie. Prastare mury zamczyska nie potrafiły oprzeć się płomieniom. Wszystko się wali lub przeistacza w popiół. Wiatr rozwiewa popiół w stronę błoni. To tam toczyły się najcięższe walki.
Ci, którzy przeżyli, stoją nad poległymi lub szukają wśród zwłok ciał swoich bliskich. Nienaturalną ciszę od czasu do czasu przerywa czyjś krzyk lub płacz. Przechodzę obojętnie obok kolejnego człowieka rozłożonego na chłodnej, przysypanej popiołem ziemi. Nie płaczę, nie krzyczę, nie odczuwam jakiegokolwiek bólu. Jestem pusta w środku. Z obojętnym wyrazem na twarzy przypatruję się rozpaczy innych ludzi. Idę wzdłuż rzędu zimnych, nieruchomych ciał. Niektóre osoby znałam z widzenia, z innymi zdążyłam się nawet zaprzyjaźnić. Na widok tych często zdeformowanych zwłok nie odzywa się we mnie jednak żaden ludzki instynkt. Nie umiem stanąć choć na sekundę nad którymś z poległych. Nie jestem w stanie spojrzeć w ich oczy patrzące bez wyrazu gdzieś w dal.
Jestem pusta w środku.
Idę dalej. Moje nogi zatapiają się w coraz grubszej warstwie popiołu przykrywającego trawę. Wiatr bawi się moimi jasnobrązowymi lokami. Szukam kogoś, lecz sama nie wiem kogo. Po chwili stwierdzam, że to nic nie da – tej osoby tu nie ma…
A jeśli… to jego szukam?
Moje serce przyspiesza, kiedy zrywam się do biegu. Nogi niosą mnie w szaleńczym pędzie przez błonia. Kieruję się w dół góry w stronę Hogsmeade, w kierunku Wrzeszczącej Chaty.  Już z daleka widać ten rozpadający się dom, umieszczony w odosobnieniu od innych zabudowań. Przez tych kilka minut biegu żyję nadzieją, że może jednak Harry się myli.
Dopadam do drzwi chaty. Zacięły się, ale dzięki nagłemu przypływowi adrenaliny otwieram je z niebywałą siłą. Wpadam do środka i przystaję w progu izdebki. Boję się. I nie jest to wcale strach, jaki się odczuwa, patrząc na ciemność. Bałam się, że mogłam nie zdążyć, że mogłam się spóźnić.
W końcu przełamuję się i przekraczam próg. Przez kilka sekund w półmroku panującym w pomieszczeniu nic nie widzę, ale po chwili dostrzegam ciało leżące pod oknem. Czuję, jak dłonie mi drżą, a płuca odmawiają oddychania. Powoli podchodzę do postaci. Wyciągam różdżkę i szepczę Lumos. Delikatna poświata rozprasza mrok. Teraz doskonale widzę mężczyznę leżącego przed mną. Upadam na klęczki. Spóźniłam się. Przytulam go do siebie. Jego ciało jest zimne jak lód. Serce nie bije, a klatka piersiowa nie unosi się w rytm oddechów. W rozpaczy przyciskam go jeszcze bardziej do siebie. Odgarniam ciemne włosy z jego czoła i składam na jego policzku delikatny pocałunek. Czuję, jak w oczach zbierają mi się łzy.
- Przepraszam… - zanoszę się szlochem. Nie powstrzymuję się już od płaczu. Łzy spływają mi po policzkach, by następnie spaść na ranę na jego szyi. – Przepraszam…

12/25/2014

Gdzie jesteś, zimo?

Gdzie jesteś, zimo?
Hej :)
Dzisiaj pierwszy dzień Świąt, a ja zamiast siedzieć na kanapie, obżerać się ciastkami i słuchać kolęd z radia, poszłam z rodzicami i młodszym bratem na spacer do lasu. Towarzyszył mi oczywiście aparat ^^ A jako że słońce wyszło w końcu zza chmur, udało mi się zrobić kilka przyzwoitych zdjęć.







Fotograf (czytaj Magda) wcisnął się na zdjęcie :)

Bardzo boleję nad tym, że nie ma śniegu. Jest ZIMA, a nie pełnia jesieni. Na ziemi powinien leżeć bielutki śnieg lub brudna, szara papka śniego-pochodna. A co ja tu mam? Liście... Na szczęście w radiu mówili o nocnych przymrozkach i prawdopodobieństwie opadów śniegu. Hmmm... Może jednak jutro obudzę się w świecie przykrytym białą kołderką? Oj, byłoby cudownie... I tyle do fotografowania! :O

Pa!
Tutti-Cień


A tak w ogóle to niedawno mi stukło 1000 wyświetleń!
Dziękuję ;)

12/23/2014

The Twelve Days of Christmas

The Twelve Days of Christmas

1. Kiedy zaczynasz przygotowania do Bożego Narodzenia?
Dwa, może trzy tygodnie przed... W sumie to nie mam bladego pojęcia. 
2. Posiadasz kalendarz adwentowy?
No oczywiście! Top już jest chyba taka tradycja w mojej rodzinie, ze dzieci na Mikołaja dostają ten kalendarz. Kiedyś, jak byłam mała, nie umiałam wytrzymać i już w połowie adwentu wszystkie były zjedzone xd (Co ja mogłam poradzić na to, że były takie smaczne?) Ale jako że teraz jestem bardziej cierpliwa (nie sądziłam, że się do tego przyznam :P), umiem wytrzymać i zjadam tylko czekoladkę na dzień.
3. Jakie są twoje ulubione filmy świąteczne?
"Kevin sam w Nowym Jorku" - tak już sentymentalnie; "Listy do M" - ciepła komedia z Agnieszką Dygant, czyli moja ulubiona aktorką.
4. Czy masz jakieś wesołe wspomnienia świąteczne?
Może coroczne czytanie Ewangelii przy świątecznym stole i zapalanie świecy. No i pasterka, na której byłam dwa lata temu - muszę zdecydowanie w tym roku wyciągnąć moich rodziców na nią. Pewnie coś jeszcze jest, ale nie pamiętam xd
5. Jak wygląda Boże narodzenie w twoim domu?
Normalnie - jest dwanaście potraw na stole (które potem je się przez następny tydzień), sianko pod obrusem, dodatkowy talerz dla niespodziewanego gościa, siekiera pod stołem (żeby dziadka kolana nie bolały xd), choinka, mandarynki, ciastka, Ewangelia czytana przez mnie, świeca, słuchanie kolęd, prezenty, a po skończonej wieczerzy wielkie sprzątanie.
6. Co najbardziej lubisz w Świętach Bożego narodzenia?
To, że wszyscy tak się jednoczą, stają być dla siebie mili, próbując pomoc innym ludziom będącym w potrzebie. I ta atmosfera <3
7. Jakie są Twoje ulubione piosenki świąteczne?
No to do mich ulubionych należą "W żłobie leży" w wykonaniu Krzysztofa Krawczyka lub Golec uOrkiestra oraz "Świeć, gwiazdeczko mała, świeć" Arki Noego.



Ostatnio na angielskim śpiewaliśmy jakąś piosenkę po angielsku. Tekst trudny, głupi i zabawny. Czasami zamiast śpiewać, to się śmialiśmy :)


8. Jaką będziesz mieć choinkę w tym roku?
Ze styropianu xd
9. Jaki jest twój ulubiony zapach świąteczny?
Zapach piernika ^.^
10. Jaki kolor lampeczek choinkowych lubisz najbardziej?
Te wielokolorowe po prostu kocham. Pięknie też wyglądają białe, żółte i jasnoniebieskie.
11. Odliczasz dni do Świat?
Tak ^.^
12. Ulubiony zimowy lakier do paznokci?
Maluje paznokcie tylko przez lato, a jak tak to bezbarwnym lub matowo-brzoskwiniowym. Tak więc nie posiadam ulubionego lakieru na zimę. 
13. Ulubiony napój zimowy?
Herbata, kakao, czasami gorąca czekolada. Wyśmienite też jest mleko z miodem i masłem!
14. Jak wygląda Twój pokój podczas okresu świątecznego?
W sumie tak jak zwykle - książki na podłodze i biurku (tak, mój niezwykły sposób nauki). Pojawia się tylko choinka (w tym roku styropianowa jak już mówiłam). No ale zrobiłam w końcu porządek w szufladach biurka (posegregowałam kartki, długopisy i kredki do pudełek po butach) wiec postęp w porządku jest :)



Hej :) Pomysł na TAGA zaczerpnięty został z bloga Poli - kieruje do niej podziękowania za zainspirowanie mnie po raz kolejny swoim postem :) A jako, e jutro już Wigilia Bożego Narodzenia, chciałabym połamać się z Wami wyimaginowanym opłatkiem i złożyć Wam wirtualne życzenia!

Wszystkiego najlepszego!
Zdrowia, szczęścia, radości,
Spełnienia marzeń,przyjaźni, miłości, 
Dobrych ocen, weny twórczej,
Wspaniałych chwil spędzonych z rodziną
Oraz dużo, dużo prezentów
Życzy Wam Tutti :)



12/16/2014

Święta, Potter i inne bzdury :)

Święta, Potter i inne bzdury :)
Hej :) Święta się zbliżają. Jedni się cieszą, innych szlag trafia, kiedy widzą gościa ubranego w czerwone rajtuzy w telewizji. Jeśli chodzi o świętego Mikołaja z reklamy Coca-Coli to ja należą do tych drugich.Ten Mikołaj ma tyle wspólnego z Bogiem co ryż z czekoladą. Czyli nic. Dobrze, że w kościele 6 grudnia przychodzi jeszcze tradycyjnie święty Mikołaj w szatach biskupa...
Ostatnio z bratem stroiłam choinki. Kiedyś mieliśmy taką dwu metrową sztuczna choinkę, ale stwierdziliśmy, że za dużo z nią roboty i ją komuś oddaliśmy. Jej miejsce zastąpiły takie dwie malutkie.. Niestety, mojemu pokojowi nie przypadła w udziale żadna z nich i musiałam się zadowolić choinką ze styropianu ozdobiona brokatem. Dobrze, że chociaż ładnie się prezentują.
Nie mogło zabraknąć także ciasteczek. Co prawda w moim domu piecze się jej w mniejszej ilości niż kiedyś, ale są. Z orzechami polewą czekoladową, posypką lub z lukrem cytrynowym. Mniam. Aż ślinka cieknie.
Począwszy od poniedziałku przed lekcjami w szkolnym radiowęźle zaczęto puszczać świąteczne piosenki. Pierwszego dnia "Merry Christmas Everyone" zamiast mnie podnieść na duchu, dobitnie dobiło moje już i tak złe samopoczucie tego dnia. Wyobraźcie sobie, że czytacie w klasie książkę przeznaczoną dla uczniów szkół wyższych i próbujecie zapamiętać, że Monte Corno leży gdzieś tam daleko na Półwyspie Apenińskim, a nagle nad głową zaczyna wam śpiewać Shakin Stevens na cały regulator. Załamałam się psychicznie po prostu i wyciszyłam głośnik :D
O, i dzisiaj mieliśmy wigilijkę klasową! Co prawda ekspresową, bo nim pani pozałatwiała wszystko z usprawiedliwieniami, zwolnieniami i zaliczkami na wycieczkę, to minęło pół godziny. Udało się nam w końcu normalnie ustawić stoły (pani się na nas nie wydarła tak jak w zeszłym roku, że nie przynieśliśmy obrusa) i zaczęliśmy sobie składać życzenia.  Składanie życzeń to naprawdę miła rzecz. Chociaż na kilka sekund można zakopać topór wojenny i milutko uśmiechać się do innych ludzi, życzyć im wszystkiego najlepszego. Gdybym stała z boku i przyglądała się temu wszystkiemu, nie pomyślałabym nawet, że to IIA przede mną stoi. Widziałabym klasę zintegrowaną, niepodzieloną tak bardzo. Okej, okej, nie całkiem. Był jeden chłopak, ewangelik. Mało co o nim wiemy tak naprawdę. Kilka razy próbowałam nawet z nim porozmawiać, ale spaliło to na panewce. Wymieniliśmy się nawet numerami telefonów, ale tylko po to, żeby on mógł odpisać zadanie, gdyby był chory... Wracając jednak do temu wigilijki. Siedział przy stole, jednak nie miał ani ciastek, ani opłatka (a jeśli dobrze wiem katolicy i ewangelicy łamią się opłatkami - jak jest inaczej, oświećcie mnie). Nie podszedł nikomu złożyć życzeń. Wyglądał na takiego wycofanego z życia klasy. Gdybyśmy byli chamscy, nikt nie złożyłby mu życzeń. Ale jako że moja klasa czasami potrafi mnie jeszcze zaskoczyć i wykazać postawę godną normalnego człowieka, wiele osób złożyło mu życzenia. I KOCHAM za to moją klasę - za to że potrafią być tak bezinteresowni, chociaż często mnie wnerwiają i załamują. Nie wyobrażam sobie, aby mogło zabraknąć kogoś z nich. Tak, kochani, muszę oświadczyć, że wbrew wszystkim pozorom, uważam moich klasowych kolegów za wspaniałych ludzi. Nieważne, ile pał i uwag dostają ;)


A tu muzyczka :) jak dla mnie - genialne...

Opuśćmy już temat Świąt i przenieśmy się w świat książek. Wystarczyło, że natrafiłam na jeden blog z wspaniałym opowiadaniem o Hermionie Granger, abym przypomniała sobie, że istnieje taka osoba J.K.Rowling, oraz uświadomiła sobie, jak wiele "Harry'emu Potterowi" zawdzięczam. No i naszła mnie ochota na sprawdzenie, jaka jest różnica między czytaniem, kiedy ma się dziewięć lat i czternaście. Tak więc wypożyczyłam dwie pierwsze części i muszę powiedzieć, że różnica jest... ogromna! Teraz o wiele więcej rozumiem, dostrzegam w bohaterach to, czego przedtem w nich nie widziałam. Obecnie jestem w połowie "Komnaty tajemnic" i muszę przyznać się Wam do tego, że moimi ulubionymi postaciami stali się Hermiona i Severus. Nie pytajcie się, dlaczego tak bardzo polubiłam tego zimnego dupka z lochów. To zbyt skomplikowane :D Tak więc obecnie mam fazę na "Harry'ego Pottera" - we większości zeszytów umieściłam jakże słynne słowo "Always" (wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi), znak Insygnii Śmierci, cytaty z "Kamienia Filozoficznego", a na dodatek pobrałam dużo gifów (głównie z Hermioną i Snapem) na dysk. Jeśli ta faza nie przejdzie mi za około trzy miesiące, to okaże się, że wpadłam po uszy (jak to było z Ulyssesem) i już się nie uwolnię z tych sideł. Będę Was tak namiętnie obdarowywać w postach różnorakimi zdjęciami i memami z HP, że aż odechce Wam się mnie czytać :D *żartuję* Zostanę Potterhead!

Ciao!
Tutti


12/05/2014

Update książkowy - LISTOPAD

Update książkowy - LISTOPAD


Hej :)
Miałam dzisiaj jechać na warsztaty o zwyczajach bożonarodzeniowych w Niemczech do Opola, ale tak się złożyło, że się trochę rozchorowałam, więc teraz siedzę w domu i nadrabiam zaległości  z wczoraj (a jest ich dużo).
Próbowałam pisać już kilka recenzji przeczytanych książek, ale nie wychodziły mi one zbyt bardzo. Po prostu nie umiem pisać dłuższych recenzji, więc postanowiłam, ze będę co miesiąc robić takie podsumowanie tego, co przeczytałam, i będę to oceniać.

Gwiazd naszych wina - John Green


Przeczytane: 6 listopada 2014
Ocena: 9/10
Długo wzbraniałam się przed przeczytaniem tej książki. Naprawdę. Jakoś nigdy nie czułam zbytniej sympatii do książek obyczajowych (to chyba przez lekturę "Ten obcy", którą serdecznie znienawidziłam). No ale w końcu się przełamałam, przeczytawszy kilka dobrych opinii o GNW, i pożyczyłam jeden egzemplarz od znajomej. 
Dziewczyna chora na raka spotyka chłopaka, który także jest chory. Zakochują się w sobie. Pomijając fabułę, która mnie porządnie rozczarowała (spodziewałam się czegoś bardziej skomplikowanego po bestsellerowym autorze), to bohaterowie i styl pisania autora mnie po prostu urzekły. Te wszystkie metafory, filozoficzne myśli i nietuzinkowe postacie Hazel i Gusa... Boże, jakie to było piękne <3 Szkoda tylko, że nie mogę się cofnąć w czasie i odkryć tych wszystkich magicznych słów na nowo. Tak więc po przeczytaniu "Gwiazd naszych wina" moje nastawienie do książek obyczajowych się zmieniło. Chyba już nie będę unikać jak ognia obyczajówek, w których nie ma czegoś o koniach, wojnie lub których nie poleciła mi moja nauczycielka polskiego... Na dodatek poczułam dziwną chęć przeczytania pozostałych powieści Greena, które zostały wydane po polsku...
Jeśli ktoś z Was nie przeczytał jeszcze "Gwiazd naszych wina", to dużo traci... Naprawdę!


Tam, gdzie spadają anioły - Dorota Terakowska


Przeczytane: 9 listopada 2014
Ocena: 10/10
Pożyczyłam tą książkę w ciemno od polonistki - powiem jedno: było warto :)
Powieść rozgrywa się tak jakby w dwóch sferach: tej ziemskiej, w której dziewczyna o imieniu Ewa żyje bez opieki Anioła Stróża;; oraz w tej nadprzyrodzonej, w której upadły Anioł Stróż pogrąża się powoli w ciemności.
Powieść ta jest naprawdę wartościowa. Opowiada o dobru i złu, Ziemi i Niebie, wierze, rzeczach nadprzyrodzonych oraz o tym, że każdy może pomóc drugiej osobie zmienić swój los. Bohaterowie są w sumie zwyczajni: wiecznie zapracowany ojciec, matka-artystka, które nie umie odnaleźć w sobie tego czegoś, co pozwoliłoby skończyć jej upragnioną rzeźbę, dobra babcia oraz Ewa, której zawsze musi przydarzyć się coś złego. A Anioł? Anioł ukrywa się pod postacią człowieka, który nie umie mówić i sprawnie się poruszać, przez co wszyscy biorą go za bezdomnego i niepełnosprawnego umysłowo. Wydaje mi się, że postać Anioła w ciele człowieka jest jakąś metaforą... Może, że w każdym z nas jest anioł, tylko my nie potrafimy go dostrzec?


Skąpiec - Molier


Przeczytane: 14 listopada 2014
Ocena: 8/10
Kiedy zobaczyłam "Skąpca" na liście moich lektur, modliłam się, żeby to nie był dramat w stylu "Zemsty" (czytaj: żebym tylko nie musiała czytać jednego zdania pięć razy, aby cokolwiek zrozumieć). Na szczęście nie był jak "Zemsta" i udało mi się go przeczytać w półtorej godziny.
Harpagon jest lichwiarzem (użycza pożyczek na bardzo wysoki procent) oraz skąpcem. Ma dwoje dzieci - Elizę i Kleanta - o które się nawet nie troszczy. Jak to w komedii ojciec i syn zabiegają o względy tej samej kobiety, a Eliza jest zakochana z wzajemnością  w zarządcy domu Harpagona.
Nie wiem, dlaczego ten dramat tak mi się podoba. Nawet nie jest śmieszny - w końcu kiedyś ludzie mieli inne poczucie humoru. Nie mam też pojęcia, co jeszcze napisać o "Skąpcu". Warto go przeczytać, ponieważ na pewno kiedyś się przyda Wam w jakiejś rozprawce.


Tunele. Finał - Roderick Gordon & Brian Williams


Przeczytane: 15 listopada 2014
Ocena: 6/10
Spodziewałam się czegoś o wiele, wiele lepszego. Serii "Tunele" zawsze towarzyszyła ta aura tajemniczości, odkrywania coraz to nowszych tajemnic oraz schodzenia coraz to głębiej pod ziemię, ale w tej książce już tego nie ma. Wszystko, co trzeba było odkryć, zostało odkryte, a tylko nieliczne zagadki, które pojawiły się podczas czytania, zostały rozwiązane. Tak więc dużo rzeczy nie zostało dokończonych i... Coś mi się wydaje, ze pojawi się jeszcze co najmniej jedna książka o dalszych przygodach Willa i Elliot (o ile jeszcze ona żyje - SPOILER). Oby była lepsza od tej. Wracając do tematu: od fantastyki seria przeszła w stronę tematyki wojennej (rożne strategie i tym podobne) z nielicznymi elementami fantastyki. A bohaterzy? Mamy tu Chestera, któremu zaczyna lekko odbijać, Rebekę, która no... ciut fatalnie się zakochuje, oraz Willa i Elliot - oni jeszcze trzymają poziom. Tak więc "Finał" dostał ode mnie tylko "szóstkę", ale tylko za zaskakujące zakończenie i styl pisania.


Papierowe miasta - John Green


Przeczytane: 25 listopada 2014
Ocena: 9/10
Kolejna powieść Johna Greena, tym razem z biblioteki szkolnej. Q. spędza czas głównie na myśleniu o nastoletniej, żądnej przygód Margo Roth Spiegelman (niemieckie nazwisko? O.o). Więc kiedy pewnej nocy Margo ubrana w strój ninja przez okno jego sypialnie, bez wahania przyjmuje jej propozycję na nocny objazd wokół miasta w celu zemsty na kilku osobach. Następnego dnia Q. wraca do szkoły i dowiaduje się, że Roth zniknęła w zagadkowych okolicznościach. Wkrótce znajduje ciąg wskazówek prowadzących w stronę Margo.
Jeju, już wiem, dlaczego "Papierowych miast" nie było w bibliotece miejskiej - po prostu musieliby nałożyć na to grubą warstwę cenzury, ponieważ co najmniej co dziesięć stron pojawia się coś z seksistowskim podtekstem... Ale w sumie równie dobrze może mi się tylko wydawać, że coś takiego tam jest - przecież każdy interpretuje tekst na swój unikatowy sposób. No więc moja interpretacja - filozoficzne fragmenty, w których autor próbuje nam pokazać rzeczywistość i trudy dorastania, podteksty w żartach oraz... niezrozumiałe zakończenie. Ostatnie pięćdziesiąt stron przeczytałam z dziesięć razy, ale nadal nie rozumiem motywu ucieczki Roth. Albo jestem za głupia na tą książkę, albo tylko Green wie, o co w tym chodzi. Jeśli ktoś z Was, drodzy czytelnicy, rozumie motyw podróży Margo, niech mi to wyjaśni! Proszę...
Jeśli chodzi o fabułę, to mogę tylko powiedzieć: "KOCHAM KRYMINAŁY!", bo właśnie taki charakter mają "Papierowe miasta" - opowieść obyczajowa i kryminał w jednym *.* Kocham to. Bohaterowie są naprawdę nietuzinkowi, a wplatanie w tekst fragmentów wiersza (zapomniałam, jaki był tytuł) i ich interpretacja jest naprawdę strzałem w dziesiątkę!

Pójdziesz do papierowych miast i nigdy już nie powrócisz...


Podwójna tożsamość - William Richter


Przeczytane: 28 listopada 2014
Ocena: 8/10
Naprawdę lubię książki sensacyjne i kryminalne, a "Podwójna tożsamość" Williama Richtera właśnie należy do tych dwóch gatunków. Historia zaczyna się całkiem zwyczajnie: szesnastoletnia Wallis, która jako dziecko została adoptowana przez parę zamożnych Amerykanów, ucieka z domu i teraz żyje na ulicach Nowego Jorku, przewodząc grupie składającej się z innych nastolatków. Wszystko się jednak rozkręca, kiedy ginie Sophie, była członkini grupy, a do Wallis trafia list od jej prawdziwej, rosyjskiej matki Jeleny. Dziewczyna rozpoczyna poszukiwania matki, a po piętach depczą jej dwaj, bezwzględni mężczyźni.
Książka jest naprawdę dobra. Akcja, zagmatwana zagadka, poszlaki... oraz nieprzewidywalne zakończenie. Nie sadziłam nawet, że wszystko to tak się rozwiąże. No ale w sumie to mogłam się tego spodziewać po hollywoodzkim scenarzyście, jakim jest autor.
Mam tylko nadzieję, że Wydawnictwo Dolnośląskie podejmie decyzję o wydaniu kolejnej części pomimo małego sukcesu "Podwójnej tożsamości".


Królowa lata - Melissa Marr


Przeczytane: 24 października
Ocena: 8/10
Co prawda październik już dawno minął, ale myślę, że warto powiedzieć Wam co nieco o "Królowej lata", która pomimo niskiej oceny na lubimyczytać.pl bardzo mi się spodobała. Aisilinn od urodzenia widzi wróżki. Nie są to jednak miłe, stworzenia, o których czytamy w baśniach i legendach. Są przerażające, bawię się ludźmi i ich życiem. Wkrótce Aisilinn zaczyna się interesować król Letniego Dworu oraz Zimowa Panna.
Jeśli myślicie, że to kolejna powieść młodzieżowa z mdłym trójkątem miłosnym w roli głównej. Ash, bo tak nazywają ją przyjaciele, nie jest Bellą ze "Zmierzchu" ani tym bardziej Kelsey z "Klątwy tygrysa".  Nie zakochuje się w Królu Lata nie pada mu tak od razu w objęcia, tylko dzielnie trwa u boku swojego ziemskiego przyjaciela Setha (gościa z imponującą kolekcją kolczyków i tatuaży na ciele). Co najważniejsze - nie jest sierotką Marysią, umie o siebie zadbać, zachować swoje zdanie i negocjować, jeśli zajdzie taka potrzeba. Pióro pani Melissy Marr jest lekkie, przez co książkę czyta się szybko i przyjemnie. Musze jednak przyznać, że styl pisania autorki mógł być jednak troszeczkę bogatszy. Tak więc polecam :)

Jeśli ktoś zrobi dla ciebie coś dobrego, okaże ci przyjaźń, po prostu to zapamiętaj. Nie umniejszaj tego pustymi słowami.
 Dobranoc :3
Ziewająca Ze Zmęczenia Tutti

11/29/2014

Goodbye, autumn!

Goodbye, autumn!
Wita Was zasmarkana, obolała Tutti. Nie wierzę, że tyle nie pisałam! Miały być dwa posty na tydzień, czyli około osiem w miesiącu, a i tak w listopadzie wyjdą tylko trzy. Ech... No, ale miałam powody, aby nie pisać: kartkówki i sprawdziany, książki, od których się nie można oderwać, oraz pewien stan umysłu, zwany leniuszkiem-śmierdziuszkiem...
A jako że przez ten głupi katar, czuję się jakby ktoś odebrał mi tą część mózgu, która jest odpowiedzialna za bardziej skomplikowane procesy myślenia, jedynymi rzeczami, jakie potrafię zrobić, jest przerzucenie zdjęć z aparatu na komputer, wypisanie kilku żałosnych powodów mojego nieczęstego pisania oraz napisanie, jak to mi poszło z tymi olimpiadami.
Nawiasem mówiąc, poszło mi całkiem dobrze. Z matematyki zabrakło mi czterech punktów od przejścia, wiec pani powiedziała, że i tak mi da szóstkę na koniec roku. Jeśli chodzi o geografię, to jakimś cudem przeszłam... Musiałam mieć okropne szczęście, bo w jednym zadaniu za sześć punktów strzelałam.





Wracając do tematu, zdjęcia wyszły mi okropnie. Naprawdę. Takie zwyczajne. Nic ciekawego. Okej, może ta kura prezentuje jeszcze jakiś poziom (pomijając fakt, ze w powiększeniu okazuje się być nieostra)
.

Pa!
Trochę Depresyjna Tutti

11/17/2014

"Tag", ogórki w słoiku, tokijskie metro oraz kaczki i gęsi

"Tag", ogórki w słoiku, tokijskie metro oraz kaczki i gęsi
Zdjęcie: licencja CC0

Zostałam trzy dni temu nominowaną przez Bukwę (której bloga szczerze polecam) do wyzwania? taga? Okej, powiedzmy, ze to jest "tag". Tak więc mam wypisać:

! - moje ostatnie odkrycia
↑ - co jest dla mnie ważne w życiu
? - pytanie, które mi Bukwa zadała

! - moje odkrycia są zwyczajne trochę śmieszne i pokręcone i pewnie nigdy w życiu bym się nie przyznała do takich głupich wniosków, ale jak już mi kazano, to zrobię... Tak więc, kiedy zobaczyłam, ze zostałam nominowana, na myśl nasunęło mi się następujące pytanie: "A co by mi się stało gdybym się tego nie podjęła?" Oczywiście od razu włączył mi się tryb "INTENSYWNE MYŚLENIE", a po kilku chwilach otrzymałam odpowiedź... A nawet odpowiedzi! Pierwsza była bardzo racjonalna: "Nic", no ale druga pod wpływem mojej bujnej wyobraźni stała się ciągiem klątw, plag i tak dalej. Skończyło się na Mrocznym Kosiarzu zdecydowanie za dużo simsów w ostatnim czasie i Obcym z "Obcy - ósmy pasażer Nostromo" oraz (nie mam pojęcia czemu) ogórkami w słoiku (widocznie mój umysł musiał uznać je wtedy za najgorsze z najgorszych :P)
Odkryłam także naprawdę piękny film - "Pianistę", Romana Polańskiego. Podczas oglądania na przemian to ryczałam, to pociągałam ze wzruszenia i smutku nosem. Uwierzcie mi, żaden nauczyciel nigdy Wam nie wytłumaczy Holocaustu tak, żebyście zrozumieli ogrom tragedii Żydów podczas II wojny światowej. Chyba jedynie filmy potrafią w taki sposób to ukazać, żeby naprawdę trafić do świadomości odbiorcy.


- Ważne w moim życiu są dla mnie na pewno książki - bez nich nigdy bym nie zaczęła pisać, interesować się językiem włoskim i wieloma innymi rzeczami; muzyka  - naprawdę wspaniale jest po wręcz morderczym dniu w szkole paść na kanapę i włączyć losowe odtwarzanie piosenek (zawłaszcza że ja ich mam na telefonie ponad 700) i wsłuchać się w ukochane piosenki; od razu czuję się lepiej i mam ochotę do nauki; przyjaźń - i tu nawiązując do punktu "co odkryłam" ostatnio uświadomiłam sobie, że jestem osobą stworzoną do mocniejszych więzi tylko z jedna osobą, mocno angażującą się w przyjaźń (tak wiec rozstanie pewnie bardziej mnie boli niż osoby towarzyskie).

? - Gdybyś miała szkatułkę, do której możesz włożyć tylko trzy rzeczy, a wyjąć możesz je jedynie ty, to co byś tam włożyła?

Na pewno bym wzięła tą moją piękną, czerwoną Lumię, ponieważ nie znoszę, kiedy młodszy brat mi ją zabiera. W końcu miałabym ją zawsze pod ręka, a nie jak wtedy kiedy chcę sprawdzić coś ważnego, a nie chce mi się włączać komputera, i nagle okazuje się, że "magicznym" sposobem ta czerwona "cegła" zniknęła z pokoju. Drugą rzeczą (a raczej osobą) byłaby... Zuzia alias Halley! Tylko jak ją do tej szkatułki wepchnąć? Eee... Coś tam się potem wymyśli xd Najwyżej zatrudnię takich panów, którzy upychają ludzi w wagonach (chyba tak to można nazwać) w tokijskim metrze :P


Trzecią rzeczą będzie mój zeszyt z opowiadaniami, które od czasu do czasu sobie popisuję, chociaż i tak żadnego opowiadania nigdy nie kończę :P

Pytanie rzucam... Poli!

Co byś zrobiła, gdybyś odkryła, że kaczki to tak naprawdę gęsi przebrane za kaczki, a gęsi to tak naprawdę kaczki przebrane za gęsi i że jedząc kaczki, tak naprawdę jadłabyś gęsi przebrane za kaczki, a jedząc gęsi, tak naprawdę jadłabyś kaczki przebrane za gęsi?

Nie, żartuję tylko xd
To nie to pytanie...
ale jak chcesz to możesz na nie odpowiedzieć

To jest Twoje pytanie, droga Polu:

Jakiego bohatera z serii "Olimpijscy herosi" powołałabyś do życia w naszym świecie i dlaczego?

***
Ech, to będzie morderczy tydzień: sprawdzian z chemii, kartkówka z historii (nienawidzę uczyć się z historii), wypracowanie klasowe oraz olimpiada z geografii. Na moje szczęście nie przeszłam do drugiego etapu olimpiady z matematyki, toteż nie będę miała czterech godzin dodatkowej matematyki w tygodniu jak chłopak z mojej klasy, który przeszedł (jakim cudem on to zrobił?!).
Zauważyłam, że jakby tak spojrzeć na połowę takich typowych blogów (nie, nie chodzi mi tu o żadne blogi z kosmetycznymi i  modowymi sprawami, ale o takie z głębszymi przemyśleniami lub recenzjami książek, filmów itd.), to wszędzie jest tylko o jednym: KREW OLIMPU. Nie, nie wcale mi to nie przeszkadza; w sumie to fajnie przeczytać opinie innych przed przeczytaniem samemu. Boję się jednak, czy ta książka mnie nie zawiedzie tak jak na przykład ostatnia część "Eragona" i nie odłożę jej na bok w połowie. Już "Dom Hadesa" prezentował średni poziom (dlaczego tam nikt nie zginął?!!!) i strach pomyśleć, co Riordan zrobił z KO... Spróbuję KO przeczytać, o ile wersja papierowa wpadnie kiedykolwiek w mojej ręce (co jest niezwykle trudne, ponieważ w mojej bibliotece do książek z tych popularniejszych serii czeka w kolejce średnio 5-7 osób).

A tu piosenka specjalnie na te listopadowe, zimne, lecz nie zawsze suche wieczory ;)

Tutti

11/09/2014

Takie tam

Takie tam

Tak więc witam Was!
I z góry zastrzegam, ze to nie będzie ani post z przemyśleniami, ani z recenzją, której nawet nikt nie przeczyta, ani ze zdjęciami (ponieważ w sumie nie mam nic ostatnio do fotografowania - brudno, szaro, nawet liście nie są fotogeniczne -.- ). To będzie post nielogiczny, niepokładany i bezsensowny. Będzie o tym, co mi się ostatnio przytrafiło i tak dalej...
No dobrze, może trochę przemyśleń będzie...
Zacznę od tego, że mam strasznie dyzo nauki. Cały listopad zawalony sprawdzianami, do tego jeszcze konkurs wojewódzki (tak zwana olimpiada) z matematyki i geografii. Zaczynam mieć tego powoli dość. Nauka, nauka i nauka... Jakbym nie miała w domu, co robić. A na dodatek moja pani od języka polskiego powiedziała mi, że w przyszłym roku chce mnie "wziąć" na olimpiadę z polaka. Kiedy to usłyszałam, aż mi się słabo zrobiło. Nie, nie! Już wolałabym robić sto pompek (jak ja ledwo 10 pompek damskich robię xd) niż iść na kolejną olimpiadę. Co prawda matematyczce uległam, ale w tym wypadku się nie przełamię, choćby mnie polonistka miała na kolanach błagać.
Byle do 20 listopada. Wtedy już będzie po wszystkim - ŻADNYCH kserówek, ŻADNYCH układów równań oraz ŻADNEGO Pitagorasa. Tylko ja, książka i anime wieczorem... No ale w sumie jeślibym przeszła na drugi etap, to by dopiero się zaczęła udręka... Boję się :-{
*WIECZNE NARZEKANIE*
Jedynymi pozytywami tego i poprzedniego tygodnia jest to, że: a) mój stos książek wzbogacił się o "Szukając Alaski" Johna Greena (PS Wie ktoś może, czy wydanie Wydawnictwa Znak mocno różni się od wydania Wydawnictwa Bukowy Las?), "Tunele. Finał" oraz "Podwójna tożsamość" Williama Richtera, a skrócił się o kilka pozycji, miedzy innymi o "Królowe lata"(recenzja przy dobrych wiatrach w przyszłym tygodniu) b) będę mogła w końcu obejrzeć sobie anime "Noragami", ponieważ potrzebuję napisać recenzję jakiegoś nowszego serialu czy filmu na zajęcia dziennikarskie, ale jestem zbyt leniwa, żeby wsiąść w autobus i pojechać do kina xd A anime to szczerze Wam polecam - jest i akcja, i bogowie, i duchy oraz szczypta humoru, pomijając kilka brzydkich scen c) w końcu wiadomo, że czternasta część "Ulyssesa Moore'a" będzie wydawana w Polsce na początku przyszłego roku

Yato <3


Z dwa-trzy tygodnie temu założyłam sobie konto na Instagramie. Jest to ogromnie popularna aplikacja na smartfony, Ludzie wsadzają do sieci różne zdjęcia (selfie, "portrety" jedzenia itd.) i oznaczają je hashtagami (na przykład  #korki#matma). Muszę powiedzieć, że mi się to średnio podoba. Coś tam powrzucałam: jakiejś zdjęcie mojego wspaniałego szkicu Iki Hiyori z "Noragami" (który potem przypadkiem zniszczyłam, malując go pastelami olejnymi - to był raczej zły pomysł) lub pieska koleżanki, której dawałam korepetycje z potęg. Ale w sumie to jednak tak wspaniałe nie jest - dzielisz się z kimś chwilami, czasami nawet najważniejszymi momentami swego życia. I co Ci to daje? Kilkanaście lub kilkadziesiąt łapek w górę czy jeden nędzny komentarz w stylu "Super". Nigdy w sumie nie rozumiałam ludzi zamieszczających na Facebook'u czy tym podobnych portalach społecznościowych zdjęć swoich dzieci, sióstr itd.  Ja posiadam konto na Facebook'u tylko po to, by śledzić wpisy na blogach, prowadzić stronkę o "Ulyssesie"oraz rozmawiać z przyjaciółką z Krakowa. Nigdy nie udostępniałam swoich... Okej, okej może raz, ale naprawdę wręcz niemożliwością było mnie rozpoznać na tym zdjęciu... Tak więc postanowiłam, że nie ma sensu dłużej prowadzić tego konta w tej aplikacji, która i tak nic nie wnosi do mojego życia...
Dziękuje wszystkim tym, którzy dotrwali do końca posta :)

Ciao!
Tutti

10/30/2014

Tutti w lesie

Tutti w lesie
Ciao!
Miałam już te zdjęcie pokazać Wam dawno temu (czyli w połowie września lub na początku października), ale wynikła sprawa z starym blogiem i na śmierć o tym zapomniałam.
Tak więc byłam z tatą na grzybach. Tak naprawdę to ja jednak wcale grzybów nie szukałam. Dla pozorów lawirowałam między drzewami i chaszczami, bezmyślnie rozchylając kijkiem większe zarośla. Czujnym okiem rozglądałam się wokół, przeczesując las w poszukiwaniu niezwykłych "widoczków" do sfotografowania. "Może nawet jakaś sarna się pojawi pomiędzy drzewami" - myślałam, analizując światło padające poprzez dziury w liściastym baldachimie. 
(Jak ja lubię te słowa: liściasty baldachim ^^ To tak fajnie brzmi.)


Ostatecznie udało mi się zrobić kilka ciekawych zdjęć. Kadry w miarę dobre, tylko na jednym pojawiły się plamy światła. Te plamki nadają fotografii taki niepowtarzalny klimat, ale jednocześnie... też psuja ogólny wygląd zdjęcia.





I jak Wam się podobają?

Tutti :)

PS Droga Polu, mój sprzęt to Nikon, jaki model nie pamiętam, obiektyw 18-105 mm.

10/15/2014

BOOKS TAG

BOOKS TAG
Ciao!
Pola jest niedobra - pokrzyżowała mi plany na recenzję xd
No i Pola też jest wspaniała, bo swoim wczorajszym postem zainspirowała mnie do napisania posta o bardzo podobnej tematyce, czyli o... książkach, czyli o czymś bardzo bliskim mojemu sercu. Pozwoliłam sobie pożyczyć z Twojego posta, droga Polu, kilka pytań... No dobra, może wszystkie :P Ale ile ich będzie, to się zobaczy, jak napiszę. Może dodam kilka własnych...
Tak więc zaczynamy! Ech, ta obsesja na punkcie "tak więc"
1. Wolisz czytać książki papierowe czy e-booki?

E-booki nic nie ważą, są z pewnością troszkę tańsze niż te tradycyjne, a na czytniku można pomieścić ich dziesiątki, jeśli nie setki. Kilka razy w życiu miałam już czytnik, ale stwierdziłam, że nie jest to raczej urządzenie i sposób czytania właściwy dla mnie. Co to za frajda z czytania, jeśli nawet nie czujesz ciężaru książki, nie możesz wdychać jej fantastycznego, tak bardzo bibliotecznego zapachu i denerwować się za każdym razem, kiedy przypadkiem zagniesz (tak to się mówi chyba mówi) róg strony?  Tak więc o wiele bardziej wolę tachać książki z domu do biblioteki i na odwrót, niż piracić e-booki z internetu.


2. Wolisz czytać w kółko 20 ulubionych książek, czy sięgać po nowe pozycje?

Jakie dwadzieścia?! Coś się pomylili w tych pytaniach. Ja mam tylko 13 ulubionych książek i to z jednej serii (no wiecie jakiej). Je oczywiście w całości poczytam sobie od czasu do czasu, ale moje ulubione fragmenty to mogłabym czytać w nieskończoność. Ale jeśli miałabym już wybierać, to jednak wolę sięgać po nowe propozycje, bo czytanie w kółko cały czas tego samego już nie dawałoby takiej frajdy. A tak to po przeczytaniu kilku innych książek mogę sobie sięgnąć po jakiegoś Ulyssesa tak na rozluźnienie.

3. Wolisz kupować książki w Empiku, w księgarniach internetowych, czy w innych księgarniach takich na miejscu?

Co prawda od bodajże w moim mieście w galerii działa Empik, ale Empikiem tego nazwać nie można. Mało miejsca, wszystko wydaje się takie poupychane, a do tego nie mam go po drodze. Jeśli już kupuję w Empiku to w tym, który mieści się w Rybniku w Plazie lub Focusie (nie rozróżniam tych galerii, więc nie wiem, w której jest Empik, ale podejrzewam, że w obu :P). Różnica po prostu ogromna. W księgarniach internetowych kupuje bardzo rzadko, bo czasami przesyłka wynosi połowę ceny książki, a do tego takiej transakcji się przed rodzicami nie da ukryć, a ja wolę jednak, żeby nie widzieli, no bo mamy już tyle książek w domu, że wieści o następnych już by chyba nie znieśli xd Tak więc pozostają księgarnie takie na miejscu (u mnie na mieście jest ich z cztery, pięć), ale i tak chodzę tylko do jednej, ponieważ jest tam całkiem duży wybór, miła obsługa, mam do niej po drodze ze szkoły oraz od czasu do czasu dostaję tam jakąś zniżkę :)

4. Wolisz powieści jednotomowe/trylogie/serie wielotomowe?

To zależny od przypadku. Jedne historie są takie, że można je zapisać tylko w jednej książce lub trzech, a kontynuacje nie są już zbyt wciągające. Bywają także historie (ech, te powtórzenia...), które są tak fascynujące, że ciężko się z nimi rozstać, a autor ma tak dobry pomysł na dalsze przygody, ze aż grzech nie napisać kolejnych tomów. Napiszę więc, jakie powieści mi się spodobały z poszczególnych kategorii:
  • jeden tom: "Chłopiec w pasiastej piżamie", którego obecnie czytam, no... no tyle :P
  • trylogia: b r a k
  • serie wielotomowe: "Ulysses Moore", "Harry Potter", Wiedźmin", "Tunele", "Felix, Net i Nika..." i tak dalej
Tak więc chyba jednak najbardziej lubię powieści wielotomowe ;)

5. Wolisz, żeby wszystkie książki zostały zekranizowane, czy żeby przekształcono je w seriale?

Niektóre książki aż proszą się o zekranizowane, ale jeśli chodzi o dzieła obszerne lub bogate w wątki jak na przykład "Pieśń Lodu i Ognia".

6. Wolisz być profesjonalnym recenzentem czy autorem?

Oczywiście że autorem! Każdy amator-pisarz pragnie, aby jego powieść wydano, pokochano oraz zekranizowana. Ja też kiedyś tak pragnęłam, ale ostatnio to pragnienie jakoś dziwnie osłabło. I chyba nawet wiem dlaczego :) Zapewne na tyle dorosłam, aby ochłonąć i uświadomić sobie, że jest bardzo mała szansa na to, aby takie wielkie marzenie się spełniło. Wróćmy jednak do autora i recenzenta. Jeśli autor napisze powieść, a czytelnik ją przeczyta, to czytelnik przez następnych kilka dni będzie chodził taki rozemocjonowany - nie będzie umiał więc przestać myśleć o książce. Rrecenzent natomiast pisze recenzję książki, dzieli się swoimi uwagami i odczuciami. Jego recenzja pomaga potencjalnemu czytelnikowi na zdecydowanie się, czy chce kupić książkę. Tak więc recenzent pomaga autorowi w zdobyciu większej popularności, lecz rzadko przekłada się to w drugą stronę.


Koniec pytań. Teraz więcej spróbuje nominować kilka osób, żeby na swoich blogach przeprowadziły TAGA. Nominowani zostają:
- HalleyS z bloga o bardzo długiej nazwie, której nie chce mi się przepisywać :P
- Fobos z bloga Moje przemyślenia...
- Bukwa z bloga Otchłań internetu
- Sheilla z bloga Sheilla

A tu muzyczka :) Nie wiem, czy komukolwiek się spodoba, no ale posłuchajcie. A na zdjęciu powyżej mały stosik książek, które obecnie męczę lub zamierzam męczyć :D
Tak więc pa
Tutti

10/12/2014

#fotograficznie

#fotograficznie
Ciao :)
Przede mną ciężki tydzień: rozprawka, do zrobienia kilka testów na kółko z geografii, zadania z matematyki na olimpiadę oraz pewnie coś jeszcze. Ech, mam kompletnie dosyć szkoły i z radością czekam na jakiś dzień wolny. Co prawda we wtorek jesteśmy zwolnieni z lekcji, ale ja i tak będę musiała iść do szkoły, bo muszę nadgonić zaległe godziny kółka. Ciężki los gimnazjalisty Oby ten tydzień minął szybko i bezboleśnie, abym mogła w końcu odpocząć, czytając książkę, oglądając jakiś serial lub grając w Simsy.





Wróćmy jednak do zdjęć, bo nawał obowiązków to niestety nie jest główny temat ego posta. Wybrałam te najbardziej udane zdjęcia, czyli takie, które na pierwszy rzut oka wydają się być w porządku - dobre kadry, ostrość okej. Ale jak zawsze musiałam coś źle ustawić, ponieważ na zdjęciu z pająkiem tylko sieć jest wyraźna, a pająk przy przybliżeniu okazuje się być lekko rozmyty. Coś mi mówi, ze chyba jeszcze długo będę mieć problemy z ustawieniem ostrości.
Tak wiec na razie :) W poniedziałek/wtorek/środa możecie się spodziewać jakiejś recenzji - czego, to jeszcze nie wiem, ale prawdopodobnie będzie to jakiś serial.
Bye, bye!
Tutti

10/07/2014

I znowu wracam na pokład...

I znowu wracam na pokład...
Witam, szanownych państwa, kimkolwiek jesteście lub czymkolwiek nie jesteście.
Nazywam się... Nie, to już stare czasy co najmniej z piątku czy soboty, więc poprawię mój głupi błąd. Nazywałam się Tutti, prowadziłam bloga "Enjoy the silence..." już od około półtora roku i w ten oto typowy piątkowy wieczór zrobiłam taką głupotę, że mi się nie chce o tym nawet pisać. To było zbyt głupie z mojej strony. Przecież byłam doświadczoną blogerką, więc jak mogło mi się coś takiego przytrafić? Ale nie, ja byłam Tutti, a Tutti czasami miała totalnego pecha w niektórych dziedzinach życia i często musiała coś spartolić. Tak więc przestraszyłam się nie na żarty, że jakiś durny Trojan lub gówno (przepraszam, przepraszam Was bardzo za słownictwo!)  podobnego pokroju mogło mi się zagnieździć gdzieś w czeluściach laptopach, wykraść wszystkie loginy, e-maile i hasła i coś porozmieszczać w sieci różne dziwne rzeczy itp. Tutti, jak to Tutti, najpierw się przestraszyła nie na żarty, pozmieniała wszyściusienkie hasła, a po dziesięciu minutach była tak bardzo zestresowana, że ledwo co umiała oddychać. Usunęła więc bloga i konto, ale przynajmniej trochę jej ulżyło i mogła się w miarę spokojnie wygadać przed swoją matką, co głupiego zrobiła.
Ech... Kiedy myślę o tym, co osiągnęłam przez te półtora roku na tamtym blogu, to mi się smutno robi. No bo jednak żal tylu wyświetleń, postów i miłych komentarzy, których już nie będzie można zobaczyć, porozczulać się nad nimi ani pokazać komuś znajomemu i pochwalić się: "Ha! Zobacz ile osiągnęłam!"

By me 

Postanowiłam jednak wrócić i zacząć wszystko od początku: nowe konto (no dobrze, nie całkiem nowe, bo już tkwi w internecie od roku, ale co tam :P ), nowy blog o tytule innym niż "Enjoy the silence..." czy "Kwiat nocy", nowiusieńka szata graficzna (na razie taka prosta i pusta, bo muszę się nad tą sprawą zastanowić; chyba, że Wam pasuje taki szablon - wypowiedzcie się na ten temat, proszę ) oraz nowe zamiary - a jakie to dowiecie się w najbliższym czasie ;)
Tak więc wypowiadałoby się przedstawić tym, którzy nigdy nie przeczytali ani jednego mojego posta oraz osobom, które już mnie znają :)

  • Nazywam się Magda i będę tu podpisywać się jako Tu... Madii znaczy się :)  No nie! Znowu?! Dlaczego Madii? To prosta sprawa - prowadzę bloga o tematyce Sailor Moon i tam właśnie także podpisuję się Madii. Co prawda obecnie nie mam czasu na pisanie opowiadań i nic tam się nie pojawia, ale chyba jest tam jedno opowiadanie warte uwagi, nad którym w wolnym czasie pracuję - "Secret love" - KLIK - kto ma ochotę poczytać moje psychiczne bazgroły i trochę pogłówkować nas psychiką głównej bohaterki opka zapraszam pod ten link :)
  • Mam 14 lat
  • Mieszkam na Górnym Śląsku, można by powiedzieć, ze na pograniczu/przedmieściach niewielkiego bo ledwo pięćdziesięciotysięcznego miasta
  • Lubię czytać książki; interesuję się językiem włoskim i kulturą Włoch; moim pasjami są także fotografia oraz pisanie opowiadań i książek, których i tak nigdy nie kończę; zażarta fanka bajek/seriali z klasyfikacją wiekowa od 6 latu wzwyż, do których oglądania nie przyznałaby się żadna typowa czternastolatka, czyli My Little Pony i Wnix Club (tak jestem dziwna ^^); od czasu do czasu pogram sobie w Simsy lub inną gierkę
  • Kocham słuchać starych przebojów i piosenek Miley Cyrus, Demli Lovato i  Seleny Gomez (ale tylko piosenek - ich osobami tak średnio się interesuję)

I co ja tu będę opisywać na tym blogu? Różne rzeczy: moje przemyślenia, recenzje, jakieś przeżycia (stąd wzięła się nazwa bloga "Only experiences", czyli "Tylko przeżycia") i tak dalej.


A tu na dobry początek piosenka zespołu 30 Secodns To Mars, którym się ostatnio zaczęłam naprawdę fascynować :)
A więc pa :)
Madii alias Tutti

PS Zauważyliście, ze ostatnio mam jakąś manie na punkcie słów "tak więc"?

EDIT 8.10.2014 - Albo wiecie co, zmienię login jednak z powrotem na Tutti - niech chociaż to będzie po staremu ;)
Copyright © 2016 Only experiences , Blogger