12/31/2014

Witajcie w ten jakże mroźny i śnieżny dzień :)

Witajcie w ten jakże mroźny i śnieżny dzień :)
Zacznę od tego, że dziękuję za komentarze pod postem z miniaturką - cieszę się, że Wam się spodobała. W przyszłości postaram się wrzucać więcej takich rzeczy, o ile bardzo kapryśna Pani Wena mi na to pozwoli.
Dzisiaj jest 31 grudnia, czyli Sylwester. Według tradycji powinnam już ułożyć jakieś postanowienia na Nowy Rok. Chociaż jestem beznadziejna w dotrzymywaniu obietnic (zdołaliście się sami przekonać o tym wiele razy), to chcę spróbować. Może chociaż raz w życiu będę mieć silną wolę i nie zapomnę o tym, że kiedyś tam pod koniec grudnia sobie coś postanowiłam :) Wątpię, że mi się to uda, no ale... Postanowienia muszą być - żebyśmy chociaż trochę starali się zmienić to, co jest w nas złe i niedoskonałe (z kategorii: "Mądrości życiowe Tutti" :P).
  1. Często pisać notki na blogu (Inni ludzie: "Niemożliwe!")
  2. Wezmę się za siebie - będę robić brzuszki, jeździć na rowerze, skakać na trampolinie itd. (Inni ludzie: "I tak ci się nie uda...")
  3. Będę nadal uczyć się włoskiego - to mi się na pewno uda :) (Inni ludzie: "Porąbało cię?! Jeszcze jednego języka chcesz uczyć?!")
  4. Pokażę innym, na co mnie stać!!! Nie będę szmatą, nie dam innym sobą pomiatać! (Inni ludzie: "Kobieto, na co ty liczysz?")
Koniec :D Kiedy patrzę na te cztery punkty, to wcale nie wygląda to tak źle. No może to ostatnie będzie trudne do zrobienia, ale z resztą sobie chyba poradzę. A komentarze od "innych ludzi" są wzorowane na ogólnych obserwacjach mojego "kochanego" społeczeństwa :) Oni nie wierzą w to, że mogę się zmienić, oraz w to, że mam jakąkolwiek wartość (szczególnie według takiej jednej Directionerki)...

Życzę Wam szczęśliwego nowego roku,
Dużo radości, samych sukcesów,
Bezalkoholowej, lecz dobrej zabawy (pamiętajcie: alkohol to ZŁO),
Pięknych fajerwerków na niebie,
Niewielu powodów do złości
(złość piękności szkodzi)
No i czego sobie tylko życzycie!
*otwiera wirtualnego szampana dla dzieci*
Tutti

No to lecę odpocząć przed nieprzespaną nocą, poprzeglądać inne blogi i sprawdzić,co wyszło z tatowego bigosu (mniam).
Pa! 

Źródło - licencja CC0

12/28/2014

TIME TO SAY GOODBYE

Moja dłoń kurczowa zaciska się wokół gładkiej rączki różdżki. Wzrokiem próbuję ogarnąć widok, który roztacza się przede mną. Chociaż wydawało się to niemożliwe, Hogwart płonie. Prastare mury zamczyska nie potrafiły oprzeć się płomieniom. Wszystko się wali lub przeistacza w popiół. Wiatr rozwiewa popiół w stronę błoni. To tam toczyły się najcięższe walki.
Ci, którzy przeżyli, stoją nad poległymi lub szukają wśród zwłok ciał swoich bliskich. Nienaturalną ciszę od czasu do czasu przerywa czyjś krzyk lub płacz. Przechodzę obojętnie obok kolejnego człowieka rozłożonego na chłodnej, przysypanej popiołem ziemi. Nie płaczę, nie krzyczę, nie odczuwam jakiegokolwiek bólu. Jestem pusta w środku. Z obojętnym wyrazem na twarzy przypatruję się rozpaczy innych ludzi. Idę wzdłuż rzędu zimnych, nieruchomych ciał. Niektóre osoby znałam z widzenia, z innymi zdążyłam się nawet zaprzyjaźnić. Na widok tych często zdeformowanych zwłok nie odzywa się we mnie jednak żaden ludzki instynkt. Nie umiem stanąć choć na sekundę nad którymś z poległych. Nie jestem w stanie spojrzeć w ich oczy patrzące bez wyrazu gdzieś w dal.
Jestem pusta w środku.
Idę dalej. Moje nogi zatapiają się w coraz grubszej warstwie popiołu przykrywającego trawę. Wiatr bawi się moimi jasnobrązowymi lokami. Szukam kogoś, lecz sama nie wiem kogo. Po chwili stwierdzam, że to nic nie da – tej osoby tu nie ma…
A jeśli… to jego szukam?
Moje serce przyspiesza, kiedy zrywam się do biegu. Nogi niosą mnie w szaleńczym pędzie przez błonia. Kieruję się w dół góry w stronę Hogsmeade, w kierunku Wrzeszczącej Chaty.  Już z daleka widać ten rozpadający się dom, umieszczony w odosobnieniu od innych zabudowań. Przez tych kilka minut biegu żyję nadzieją, że może jednak Harry się myli.
Dopadam do drzwi chaty. Zacięły się, ale dzięki nagłemu przypływowi adrenaliny otwieram je z niebywałą siłą. Wpadam do środka i przystaję w progu izdebki. Boję się. I nie jest to wcale strach, jaki się odczuwa, patrząc na ciemność. Bałam się, że mogłam nie zdążyć, że mogłam się spóźnić.
W końcu przełamuję się i przekraczam próg. Przez kilka sekund w półmroku panującym w pomieszczeniu nic nie widzę, ale po chwili dostrzegam ciało leżące pod oknem. Czuję, jak dłonie mi drżą, a płuca odmawiają oddychania. Powoli podchodzę do postaci. Wyciągam różdżkę i szepczę Lumos. Delikatna poświata rozprasza mrok. Teraz doskonale widzę mężczyznę leżącego przed mną. Upadam na klęczki. Spóźniłam się. Przytulam go do siebie. Jego ciało jest zimne jak lód. Serce nie bije, a klatka piersiowa nie unosi się w rytm oddechów. W rozpaczy przyciskam go jeszcze bardziej do siebie. Odgarniam ciemne włosy z jego czoła i składam na jego policzku delikatny pocałunek. Czuję, jak w oczach zbierają mi się łzy.
- Przepraszam… - zanoszę się szlochem. Nie powstrzymuję się już od płaczu. Łzy spływają mi po policzkach, by następnie spaść na ranę na jego szyi. – Przepraszam…

12/25/2014

Gdzie jesteś, zimo?

Gdzie jesteś, zimo?
Hej :)
Dzisiaj pierwszy dzień Świąt, a ja zamiast siedzieć na kanapie, obżerać się ciastkami i słuchać kolęd z radia, poszłam z rodzicami i młodszym bratem na spacer do lasu. Towarzyszył mi oczywiście aparat ^^ A jako że słońce wyszło w końcu zza chmur, udało mi się zrobić kilka przyzwoitych zdjęć.







Fotograf (czytaj Magda) wcisnął się na zdjęcie :)

Bardzo boleję nad tym, że nie ma śniegu. Jest ZIMA, a nie pełnia jesieni. Na ziemi powinien leżeć bielutki śnieg lub brudna, szara papka śniego-pochodna. A co ja tu mam? Liście... Na szczęście w radiu mówili o nocnych przymrozkach i prawdopodobieństwie opadów śniegu. Hmmm... Może jednak jutro obudzę się w świecie przykrytym białą kołderką? Oj, byłoby cudownie... I tyle do fotografowania! :O

Pa!
Tutti-Cień


A tak w ogóle to niedawno mi stukło 1000 wyświetleń!
Dziękuję ;)

12/23/2014

The Twelve Days of Christmas

The Twelve Days of Christmas

1. Kiedy zaczynasz przygotowania do Bożego Narodzenia?
Dwa, może trzy tygodnie przed... W sumie to nie mam bladego pojęcia. 
2. Posiadasz kalendarz adwentowy?
No oczywiście! Top już jest chyba taka tradycja w mojej rodzinie, ze dzieci na Mikołaja dostają ten kalendarz. Kiedyś, jak byłam mała, nie umiałam wytrzymać i już w połowie adwentu wszystkie były zjedzone xd (Co ja mogłam poradzić na to, że były takie smaczne?) Ale jako że teraz jestem bardziej cierpliwa (nie sądziłam, że się do tego przyznam :P), umiem wytrzymać i zjadam tylko czekoladkę na dzień.
3. Jakie są twoje ulubione filmy świąteczne?
"Kevin sam w Nowym Jorku" - tak już sentymentalnie; "Listy do M" - ciepła komedia z Agnieszką Dygant, czyli moja ulubiona aktorką.
4. Czy masz jakieś wesołe wspomnienia świąteczne?
Może coroczne czytanie Ewangelii przy świątecznym stole i zapalanie świecy. No i pasterka, na której byłam dwa lata temu - muszę zdecydowanie w tym roku wyciągnąć moich rodziców na nią. Pewnie coś jeszcze jest, ale nie pamiętam xd
5. Jak wygląda Boże narodzenie w twoim domu?
Normalnie - jest dwanaście potraw na stole (które potem je się przez następny tydzień), sianko pod obrusem, dodatkowy talerz dla niespodziewanego gościa, siekiera pod stołem (żeby dziadka kolana nie bolały xd), choinka, mandarynki, ciastka, Ewangelia czytana przez mnie, świeca, słuchanie kolęd, prezenty, a po skończonej wieczerzy wielkie sprzątanie.
6. Co najbardziej lubisz w Świętach Bożego narodzenia?
To, że wszyscy tak się jednoczą, stają być dla siebie mili, próbując pomoc innym ludziom będącym w potrzebie. I ta atmosfera <3
7. Jakie są Twoje ulubione piosenki świąteczne?
No to do mich ulubionych należą "W żłobie leży" w wykonaniu Krzysztofa Krawczyka lub Golec uOrkiestra oraz "Świeć, gwiazdeczko mała, świeć" Arki Noego.



Ostatnio na angielskim śpiewaliśmy jakąś piosenkę po angielsku. Tekst trudny, głupi i zabawny. Czasami zamiast śpiewać, to się śmialiśmy :)


8. Jaką będziesz mieć choinkę w tym roku?
Ze styropianu xd
9. Jaki jest twój ulubiony zapach świąteczny?
Zapach piernika ^.^
10. Jaki kolor lampeczek choinkowych lubisz najbardziej?
Te wielokolorowe po prostu kocham. Pięknie też wyglądają białe, żółte i jasnoniebieskie.
11. Odliczasz dni do Świat?
Tak ^.^
12. Ulubiony zimowy lakier do paznokci?
Maluje paznokcie tylko przez lato, a jak tak to bezbarwnym lub matowo-brzoskwiniowym. Tak więc nie posiadam ulubionego lakieru na zimę. 
13. Ulubiony napój zimowy?
Herbata, kakao, czasami gorąca czekolada. Wyśmienite też jest mleko z miodem i masłem!
14. Jak wygląda Twój pokój podczas okresu świątecznego?
W sumie tak jak zwykle - książki na podłodze i biurku (tak, mój niezwykły sposób nauki). Pojawia się tylko choinka (w tym roku styropianowa jak już mówiłam). No ale zrobiłam w końcu porządek w szufladach biurka (posegregowałam kartki, długopisy i kredki do pudełek po butach) wiec postęp w porządku jest :)



Hej :) Pomysł na TAGA zaczerpnięty został z bloga Poli - kieruje do niej podziękowania za zainspirowanie mnie po raz kolejny swoim postem :) A jako, e jutro już Wigilia Bożego Narodzenia, chciałabym połamać się z Wami wyimaginowanym opłatkiem i złożyć Wam wirtualne życzenia!

Wszystkiego najlepszego!
Zdrowia, szczęścia, radości,
Spełnienia marzeń,przyjaźni, miłości, 
Dobrych ocen, weny twórczej,
Wspaniałych chwil spędzonych z rodziną
Oraz dużo, dużo prezentów
Życzy Wam Tutti :)



12/16/2014

Święta, Potter i inne bzdury :)

Święta, Potter i inne bzdury :)
Hej :) Święta się zbliżają. Jedni się cieszą, innych szlag trafia, kiedy widzą gościa ubranego w czerwone rajtuzy w telewizji. Jeśli chodzi o świętego Mikołaja z reklamy Coca-Coli to ja należą do tych drugich.Ten Mikołaj ma tyle wspólnego z Bogiem co ryż z czekoladą. Czyli nic. Dobrze, że w kościele 6 grudnia przychodzi jeszcze tradycyjnie święty Mikołaj w szatach biskupa...
Ostatnio z bratem stroiłam choinki. Kiedyś mieliśmy taką dwu metrową sztuczna choinkę, ale stwierdziliśmy, że za dużo z nią roboty i ją komuś oddaliśmy. Jej miejsce zastąpiły takie dwie malutkie.. Niestety, mojemu pokojowi nie przypadła w udziale żadna z nich i musiałam się zadowolić choinką ze styropianu ozdobiona brokatem. Dobrze, że chociaż ładnie się prezentują.
Nie mogło zabraknąć także ciasteczek. Co prawda w moim domu piecze się jej w mniejszej ilości niż kiedyś, ale są. Z orzechami polewą czekoladową, posypką lub z lukrem cytrynowym. Mniam. Aż ślinka cieknie.
Począwszy od poniedziałku przed lekcjami w szkolnym radiowęźle zaczęto puszczać świąteczne piosenki. Pierwszego dnia "Merry Christmas Everyone" zamiast mnie podnieść na duchu, dobitnie dobiło moje już i tak złe samopoczucie tego dnia. Wyobraźcie sobie, że czytacie w klasie książkę przeznaczoną dla uczniów szkół wyższych i próbujecie zapamiętać, że Monte Corno leży gdzieś tam daleko na Półwyspie Apenińskim, a nagle nad głową zaczyna wam śpiewać Shakin Stevens na cały regulator. Załamałam się psychicznie po prostu i wyciszyłam głośnik :D
O, i dzisiaj mieliśmy wigilijkę klasową! Co prawda ekspresową, bo nim pani pozałatwiała wszystko z usprawiedliwieniami, zwolnieniami i zaliczkami na wycieczkę, to minęło pół godziny. Udało się nam w końcu normalnie ustawić stoły (pani się na nas nie wydarła tak jak w zeszłym roku, że nie przynieśliśmy obrusa) i zaczęliśmy sobie składać życzenia.  Składanie życzeń to naprawdę miła rzecz. Chociaż na kilka sekund można zakopać topór wojenny i milutko uśmiechać się do innych ludzi, życzyć im wszystkiego najlepszego. Gdybym stała z boku i przyglądała się temu wszystkiemu, nie pomyślałabym nawet, że to IIA przede mną stoi. Widziałabym klasę zintegrowaną, niepodzieloną tak bardzo. Okej, okej, nie całkiem. Był jeden chłopak, ewangelik. Mało co o nim wiemy tak naprawdę. Kilka razy próbowałam nawet z nim porozmawiać, ale spaliło to na panewce. Wymieniliśmy się nawet numerami telefonów, ale tylko po to, żeby on mógł odpisać zadanie, gdyby był chory... Wracając jednak do temu wigilijki. Siedział przy stole, jednak nie miał ani ciastek, ani opłatka (a jeśli dobrze wiem katolicy i ewangelicy łamią się opłatkami - jak jest inaczej, oświećcie mnie). Nie podszedł nikomu złożyć życzeń. Wyglądał na takiego wycofanego z życia klasy. Gdybyśmy byli chamscy, nikt nie złożyłby mu życzeń. Ale jako że moja klasa czasami potrafi mnie jeszcze zaskoczyć i wykazać postawę godną normalnego człowieka, wiele osób złożyło mu życzenia. I KOCHAM za to moją klasę - za to że potrafią być tak bezinteresowni, chociaż często mnie wnerwiają i załamują. Nie wyobrażam sobie, aby mogło zabraknąć kogoś z nich. Tak, kochani, muszę oświadczyć, że wbrew wszystkim pozorom, uważam moich klasowych kolegów za wspaniałych ludzi. Nieważne, ile pał i uwag dostają ;)


A tu muzyczka :) jak dla mnie - genialne...

Opuśćmy już temat Świąt i przenieśmy się w świat książek. Wystarczyło, że natrafiłam na jeden blog z wspaniałym opowiadaniem o Hermionie Granger, abym przypomniała sobie, że istnieje taka osoba J.K.Rowling, oraz uświadomiła sobie, jak wiele "Harry'emu Potterowi" zawdzięczam. No i naszła mnie ochota na sprawdzenie, jaka jest różnica między czytaniem, kiedy ma się dziewięć lat i czternaście. Tak więc wypożyczyłam dwie pierwsze części i muszę powiedzieć, że różnica jest... ogromna! Teraz o wiele więcej rozumiem, dostrzegam w bohaterach to, czego przedtem w nich nie widziałam. Obecnie jestem w połowie "Komnaty tajemnic" i muszę przyznać się Wam do tego, że moimi ulubionymi postaciami stali się Hermiona i Severus. Nie pytajcie się, dlaczego tak bardzo polubiłam tego zimnego dupka z lochów. To zbyt skomplikowane :D Tak więc obecnie mam fazę na "Harry'ego Pottera" - we większości zeszytów umieściłam jakże słynne słowo "Always" (wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi), znak Insygnii Śmierci, cytaty z "Kamienia Filozoficznego", a na dodatek pobrałam dużo gifów (głównie z Hermioną i Snapem) na dysk. Jeśli ta faza nie przejdzie mi za około trzy miesiące, to okaże się, że wpadłam po uszy (jak to było z Ulyssesem) i już się nie uwolnię z tych sideł. Będę Was tak namiętnie obdarowywać w postach różnorakimi zdjęciami i memami z HP, że aż odechce Wam się mnie czytać :D *żartuję* Zostanę Potterhead!

Ciao!
Tutti


12/05/2014

Update książkowy - LISTOPAD

Update książkowy - LISTOPAD


Hej :)
Miałam dzisiaj jechać na warsztaty o zwyczajach bożonarodzeniowych w Niemczech do Opola, ale tak się złożyło, że się trochę rozchorowałam, więc teraz siedzę w domu i nadrabiam zaległości  z wczoraj (a jest ich dużo).
Próbowałam pisać już kilka recenzji przeczytanych książek, ale nie wychodziły mi one zbyt bardzo. Po prostu nie umiem pisać dłuższych recenzji, więc postanowiłam, ze będę co miesiąc robić takie podsumowanie tego, co przeczytałam, i będę to oceniać.

Gwiazd naszych wina - John Green


Przeczytane: 6 listopada 2014
Ocena: 9/10
Długo wzbraniałam się przed przeczytaniem tej książki. Naprawdę. Jakoś nigdy nie czułam zbytniej sympatii do książek obyczajowych (to chyba przez lekturę "Ten obcy", którą serdecznie znienawidziłam). No ale w końcu się przełamałam, przeczytawszy kilka dobrych opinii o GNW, i pożyczyłam jeden egzemplarz od znajomej. 
Dziewczyna chora na raka spotyka chłopaka, który także jest chory. Zakochują się w sobie. Pomijając fabułę, która mnie porządnie rozczarowała (spodziewałam się czegoś bardziej skomplikowanego po bestsellerowym autorze), to bohaterowie i styl pisania autora mnie po prostu urzekły. Te wszystkie metafory, filozoficzne myśli i nietuzinkowe postacie Hazel i Gusa... Boże, jakie to było piękne <3 Szkoda tylko, że nie mogę się cofnąć w czasie i odkryć tych wszystkich magicznych słów na nowo. Tak więc po przeczytaniu "Gwiazd naszych wina" moje nastawienie do książek obyczajowych się zmieniło. Chyba już nie będę unikać jak ognia obyczajówek, w których nie ma czegoś o koniach, wojnie lub których nie poleciła mi moja nauczycielka polskiego... Na dodatek poczułam dziwną chęć przeczytania pozostałych powieści Greena, które zostały wydane po polsku...
Jeśli ktoś z Was nie przeczytał jeszcze "Gwiazd naszych wina", to dużo traci... Naprawdę!


Tam, gdzie spadają anioły - Dorota Terakowska


Przeczytane: 9 listopada 2014
Ocena: 10/10
Pożyczyłam tą książkę w ciemno od polonistki - powiem jedno: było warto :)
Powieść rozgrywa się tak jakby w dwóch sferach: tej ziemskiej, w której dziewczyna o imieniu Ewa żyje bez opieki Anioła Stróża;; oraz w tej nadprzyrodzonej, w której upadły Anioł Stróż pogrąża się powoli w ciemności.
Powieść ta jest naprawdę wartościowa. Opowiada o dobru i złu, Ziemi i Niebie, wierze, rzeczach nadprzyrodzonych oraz o tym, że każdy może pomóc drugiej osobie zmienić swój los. Bohaterowie są w sumie zwyczajni: wiecznie zapracowany ojciec, matka-artystka, które nie umie odnaleźć w sobie tego czegoś, co pozwoliłoby skończyć jej upragnioną rzeźbę, dobra babcia oraz Ewa, której zawsze musi przydarzyć się coś złego. A Anioł? Anioł ukrywa się pod postacią człowieka, który nie umie mówić i sprawnie się poruszać, przez co wszyscy biorą go za bezdomnego i niepełnosprawnego umysłowo. Wydaje mi się, że postać Anioła w ciele człowieka jest jakąś metaforą... Może, że w każdym z nas jest anioł, tylko my nie potrafimy go dostrzec?


Skąpiec - Molier


Przeczytane: 14 listopada 2014
Ocena: 8/10
Kiedy zobaczyłam "Skąpca" na liście moich lektur, modliłam się, żeby to nie był dramat w stylu "Zemsty" (czytaj: żebym tylko nie musiała czytać jednego zdania pięć razy, aby cokolwiek zrozumieć). Na szczęście nie był jak "Zemsta" i udało mi się go przeczytać w półtorej godziny.
Harpagon jest lichwiarzem (użycza pożyczek na bardzo wysoki procent) oraz skąpcem. Ma dwoje dzieci - Elizę i Kleanta - o które się nawet nie troszczy. Jak to w komedii ojciec i syn zabiegają o względy tej samej kobiety, a Eliza jest zakochana z wzajemnością  w zarządcy domu Harpagona.
Nie wiem, dlaczego ten dramat tak mi się podoba. Nawet nie jest śmieszny - w końcu kiedyś ludzie mieli inne poczucie humoru. Nie mam też pojęcia, co jeszcze napisać o "Skąpcu". Warto go przeczytać, ponieważ na pewno kiedyś się przyda Wam w jakiejś rozprawce.


Tunele. Finał - Roderick Gordon & Brian Williams


Przeczytane: 15 listopada 2014
Ocena: 6/10
Spodziewałam się czegoś o wiele, wiele lepszego. Serii "Tunele" zawsze towarzyszyła ta aura tajemniczości, odkrywania coraz to nowszych tajemnic oraz schodzenia coraz to głębiej pod ziemię, ale w tej książce już tego nie ma. Wszystko, co trzeba było odkryć, zostało odkryte, a tylko nieliczne zagadki, które pojawiły się podczas czytania, zostały rozwiązane. Tak więc dużo rzeczy nie zostało dokończonych i... Coś mi się wydaje, ze pojawi się jeszcze co najmniej jedna książka o dalszych przygodach Willa i Elliot (o ile jeszcze ona żyje - SPOILER). Oby była lepsza od tej. Wracając do tematu: od fantastyki seria przeszła w stronę tematyki wojennej (rożne strategie i tym podobne) z nielicznymi elementami fantastyki. A bohaterzy? Mamy tu Chestera, któremu zaczyna lekko odbijać, Rebekę, która no... ciut fatalnie się zakochuje, oraz Willa i Elliot - oni jeszcze trzymają poziom. Tak więc "Finał" dostał ode mnie tylko "szóstkę", ale tylko za zaskakujące zakończenie i styl pisania.


Papierowe miasta - John Green


Przeczytane: 25 listopada 2014
Ocena: 9/10
Kolejna powieść Johna Greena, tym razem z biblioteki szkolnej. Q. spędza czas głównie na myśleniu o nastoletniej, żądnej przygód Margo Roth Spiegelman (niemieckie nazwisko? O.o). Więc kiedy pewnej nocy Margo ubrana w strój ninja przez okno jego sypialnie, bez wahania przyjmuje jej propozycję na nocny objazd wokół miasta w celu zemsty na kilku osobach. Następnego dnia Q. wraca do szkoły i dowiaduje się, że Roth zniknęła w zagadkowych okolicznościach. Wkrótce znajduje ciąg wskazówek prowadzących w stronę Margo.
Jeju, już wiem, dlaczego "Papierowych miast" nie było w bibliotece miejskiej - po prostu musieliby nałożyć na to grubą warstwę cenzury, ponieważ co najmniej co dziesięć stron pojawia się coś z seksistowskim podtekstem... Ale w sumie równie dobrze może mi się tylko wydawać, że coś takiego tam jest - przecież każdy interpretuje tekst na swój unikatowy sposób. No więc moja interpretacja - filozoficzne fragmenty, w których autor próbuje nam pokazać rzeczywistość i trudy dorastania, podteksty w żartach oraz... niezrozumiałe zakończenie. Ostatnie pięćdziesiąt stron przeczytałam z dziesięć razy, ale nadal nie rozumiem motywu ucieczki Roth. Albo jestem za głupia na tą książkę, albo tylko Green wie, o co w tym chodzi. Jeśli ktoś z Was, drodzy czytelnicy, rozumie motyw podróży Margo, niech mi to wyjaśni! Proszę...
Jeśli chodzi o fabułę, to mogę tylko powiedzieć: "KOCHAM KRYMINAŁY!", bo właśnie taki charakter mają "Papierowe miasta" - opowieść obyczajowa i kryminał w jednym *.* Kocham to. Bohaterowie są naprawdę nietuzinkowi, a wplatanie w tekst fragmentów wiersza (zapomniałam, jaki był tytuł) i ich interpretacja jest naprawdę strzałem w dziesiątkę!

Pójdziesz do papierowych miast i nigdy już nie powrócisz...


Podwójna tożsamość - William Richter


Przeczytane: 28 listopada 2014
Ocena: 8/10
Naprawdę lubię książki sensacyjne i kryminalne, a "Podwójna tożsamość" Williama Richtera właśnie należy do tych dwóch gatunków. Historia zaczyna się całkiem zwyczajnie: szesnastoletnia Wallis, która jako dziecko została adoptowana przez parę zamożnych Amerykanów, ucieka z domu i teraz żyje na ulicach Nowego Jorku, przewodząc grupie składającej się z innych nastolatków. Wszystko się jednak rozkręca, kiedy ginie Sophie, była członkini grupy, a do Wallis trafia list od jej prawdziwej, rosyjskiej matki Jeleny. Dziewczyna rozpoczyna poszukiwania matki, a po piętach depczą jej dwaj, bezwzględni mężczyźni.
Książka jest naprawdę dobra. Akcja, zagmatwana zagadka, poszlaki... oraz nieprzewidywalne zakończenie. Nie sadziłam nawet, że wszystko to tak się rozwiąże. No ale w sumie to mogłam się tego spodziewać po hollywoodzkim scenarzyście, jakim jest autor.
Mam tylko nadzieję, że Wydawnictwo Dolnośląskie podejmie decyzję o wydaniu kolejnej części pomimo małego sukcesu "Podwójnej tożsamości".


Królowa lata - Melissa Marr


Przeczytane: 24 października
Ocena: 8/10
Co prawda październik już dawno minął, ale myślę, że warto powiedzieć Wam co nieco o "Królowej lata", która pomimo niskiej oceny na lubimyczytać.pl bardzo mi się spodobała. Aisilinn od urodzenia widzi wróżki. Nie są to jednak miłe, stworzenia, o których czytamy w baśniach i legendach. Są przerażające, bawię się ludźmi i ich życiem. Wkrótce Aisilinn zaczyna się interesować król Letniego Dworu oraz Zimowa Panna.
Jeśli myślicie, że to kolejna powieść młodzieżowa z mdłym trójkątem miłosnym w roli głównej. Ash, bo tak nazywają ją przyjaciele, nie jest Bellą ze "Zmierzchu" ani tym bardziej Kelsey z "Klątwy tygrysa".  Nie zakochuje się w Królu Lata nie pada mu tak od razu w objęcia, tylko dzielnie trwa u boku swojego ziemskiego przyjaciela Setha (gościa z imponującą kolekcją kolczyków i tatuaży na ciele). Co najważniejsze - nie jest sierotką Marysią, umie o siebie zadbać, zachować swoje zdanie i negocjować, jeśli zajdzie taka potrzeba. Pióro pani Melissy Marr jest lekkie, przez co książkę czyta się szybko i przyjemnie. Musze jednak przyznać, że styl pisania autorki mógł być jednak troszeczkę bogatszy. Tak więc polecam :)

Jeśli ktoś zrobi dla ciebie coś dobrego, okaże ci przyjaźń, po prostu to zapamiętaj. Nie umniejszaj tego pustymi słowami.
 Dobranoc :3
Ziewająca Ze Zmęczenia Tutti
Copyright © 2016 Only experiences , Blogger