12/29/2015

2015 - po prostu

2015 - po prostu
Kolejny rok znowu mija i chyba nadszedł czas, aby jakoś podsumować te dwanaście ostatnich miesięcy i obiecać coś sobie na te następne trzysta ileś tam dni. Miałam kilka postanowień, niezbyt dużo, aby przypadkiem czegoś nie sknocić. Zastanawiałam się, czy mi się uda, ale jakoś to poszło.

  1. Często pisać notki na blogu <-- tu, na szczęście, nie poległam. W każdym miesiącu publikowałam co najmniej cztery posty, dzięki czemu w ciągu roku udało mi się napisać ich wraz z tym aż 63.
  2. Wezmę się za siebie - będę robić brzuszki, jeździć na rowerze, skakać na trampolinie itd. <-- tu już tak dobrze nie jest, ale jestem z siebie całkiem zadowolona. Co prawda ani jednego brzuszka nie zrobiłam z własnej woli, ale w ciągu wakacji skakałam, jeździłam na rowerze i chodziłam na basen.
  3. Będę nadal uczyć się włoskiego - to zadanie wykonywałam, kiedy miałam czas i ochotę na to. Wiecie co? Czas nie równa się wcale większej ilości chęci. Czegoś jednak się nauczyłam i nawet to zaprocentowało przy czytaniu jednego rozdziału książki po włosku :)
  4. Pokaże innym na co mnie stać!!! Nie będę szmatą, nie dam innym sobą pomiatać! <-- naprawdę nie wiem, co brałam, pisząc to. Myślę, że jednak w ciągu tego roku zmieniłam się na tyle, by wypełnić dobrze to postanowienie.

Licencja CC0 - źródło
Co mnie spotkało w tym roku?
Przemyślałam sobie wielu rzeczy, spraw i doszłam do wielu wniosków. Znowu stałam się kimś innym, może dojrzalszym. Gdzieś w mojej głowie zaczęły się tworzyć nowe plany, nowe marzenia. Przeczytałam wiele cudownych książek i poznałam kilka cudownych zespołów muzycznych. Byłam na kilku fajnych wydarzeniach, z których mam miłe wspomnienia. Rozwijałam się artystycznie. Udało mi się odnieść sukces w kilku konkursach. Odwiedziłam w końcu Włochy i po raz pierwszy od dłuższego czasu jechałam pociągiem. Widziałam piękne miejsca i ludzi, którzy choć nie zawsze byli najpiękniejsi z wyglądu, to jednak sprawili, że w jakiś sposób mój pogląd na świat się zmienił.
Czego bym sobie życzyła na przyszły rok?
Jeszcze większej dojrzałości, spełnienia wszelkich moich marzeń, spotkania wspaniałych ludzi na mojej drodze, rozwijania się w sferze artystycznej i językowej, sukcesów, uśmiechu na twarzy, przyjaciół, pewności siebie, wielu wspaniałych chwil, zmienienia czegoś w moim życiu, przełamania się w pewnych sprawach, większej indywidualności w niektórych sferach, energii i optymizmu. 
W sumie to życzę Wam tego samego.
To wszystko, co jest najważniejsze.
Dla mnie i być może dla Was.
Tutti



Muzyka klasyczna do posłuchania, bo naprawdę czasami warto oderwać się od tego, co oferuje nam radio :)

12/24/2015

Best wishes

Best wishes
Buongiorno!
Pośród tej całej krzątaniny, nakrywania stołu, gotowania świątecznych potraw i wielu innych rzeczy chciałabym tu wpaść tylko na chwilę, aby zrobić to samo, co zrobiłam tutaj rok temu. Tym razem nie będzie żadnego dodawania filmików z kolędami. Będzie prosto, tradycyjnie i krótko.

Życzę Wam zdrowia, szczęścia,
Aby wszystkie Wasze marzenia się spełniły,
Cudownych przeżyć, miłości i przyjaźni dużo
Oraz wspaniałych prezentów,
Choć nie o rzeczy materialne właściwie powinno w tym chodzić.

Źródło - licencja CC0
Po tym krótkim zaprezentowaniu moich zacnych umiejętności składania życzeń ulatniam się/spadam/uciekam (niepotrzebne skreślić), aby w końcu poczuć tą magię Świąt, o której wszyscy wszędzie mówią.
Pozdrawiam Was ciepło, kochani czytelnicy!
Tutti

12/20/2015

Odkrycia, filmy i inne rzeczy

Odkrycia, filmy i inne rzeczy
Hej!
Tak niewiele czasu zostało do rozpoczęcia przerwy świątecznej, a czeka mnie jeszcze jedna kartkówka z historii, odpytanie z mojej nędznej znajomości stolic azjatyckich państewek, wigilijka i szkolne jasełka, na których zapewne będę przysypiać.
Choć śniegu nie ma, magię nadchodzących świąt jakoś trudno mi znaleźć obecnie, to jednak w pierwszej połowie grudnia odkryłam bądź uświadomiłam sobie kilka ważnych spraw, które teraz specjalnie dla Was wypiszę.
W podpunktach.
bo jestem leniwa
Zaczynajmy:
a) uświadomiłam sobie, że tak naprawdę moja olimpiada z geografii jest całkiem prosta w porównaniu do tej z matematyki. Serio. Nadal chodzę na dodatkowe kółko z przedmiotu zwanego "królową nauk" i widzę, jak porąbane, dziwne i abstrakcyjne zadania  trzeba rozwiązywać podczas przygotowań do drugiego etapu.
Państwa azjatyckie to przy tym pikuś.
b) postanowiłam w końcu obejrzeć starą trylogię z cyklu filmów "Gwiezdne wojny". Beznadziejnie byłoby pójść do kina na "Przebudzenie mocy" i nie wiedzieć w ogóle, o co w całej historii chodzi. Nie sadziłam jednak, że te trzy filmy tak bardzo mi się spodobają. Jeszcze nigdy tak dobrze się nie bawiłam podczas oglądania czegokolwiek. W sumie to z chęcią obejrzałabym jeszcze raz te trzy filmy.

Źródło
Ponieważ Han Solo jest zajebisty!
No tak, trzeba było w końcu kiedyś użyć tutaj tego słowa.
Nie martwcie się, już więcej tego nie zrobię.
Przynajmniej nie w tym poście.

Źródło
Ponieważ pokochałam postać Leii...
Jest ładną księżniczką, która ma na dodatek silny charakter.
Jak można nie polubić takiej postaci?

c) odkryłam zespół Oh Wonder. Idealnie spełnia moje oczekiwania względem muzyki. Na pierwszy rzut oka teksty ich piosenek są dosyć mało skomplikowane, ale to właśnie w nich lubię. Są tak bardzo niezłożone, że w moim odbiorze na swój sposób nabierają większego znaczenia, głębi.


They're building towers that are high enough to see the clouds 
But it don't bother me 
The elevators working overtime up and down 
Yet it don't bother me


I know it hurts sometimes but
You'll get over it
You'll find another life to live
I know you'll get over it



Lay down your slow
Come settle down, settle down
Let loose your glow
Come settle down, settle down

And I feel life for the very first time,
Love in my arms, and the sun in my eyes
I feel safe in the 5am light
You carry my fears as the heavens set fire

Nie jest jakoś tych podpunktów specjalnie dużo, ale mam nadzieję, że sam post Wam się spodobał!
Tutti

12/16/2015

Woda z sokiem

Woda z sokiem
Plotka wpatrywała się w kubek ułożony w jej zziębniętych dłoniach. Ciecz w pojemniku powoli zmieniała swoją barwę z przeźroczystej na czerwoną.
- Dzięki - odparła, przenosząc spojrzenie swoich niebieskich oczu na mnie. 
Mimowolnie skurczyłem się w sobie na fotelu, jak gdybym próbował się ukryć pod żółtym kocem okrywającym moje nogi.
- To miłe, że... pozwoliłeś mi popatrzeć, jak woda z sokiem zmienia zabarwienie - dodała po chwili niezręcznego milczenia.
- Och, to chyba nazywa się... dyfuzją - odparłem, próbując podtrzymać walącą się w gruzy rozmowę. Dlaczego nawet zwykłe rozpoczęcie rozmowy z Plotką było trudne?
- Nie wiem... Wiesz dobrze, że nigdy nie byłam dobra z fizyki. - Uśmiechnęła się zupełnie normalnie. Przez chwilę wyglądała tak jak ta dawna plotka, którą tak bardzo lubiłem i z którą potrafiłem się godzinami włóczyć po lesie. Uśmiech jednak po chwili znikł i dziewczyna spuściła wzrok.
Cisza.
Gdyby ktoś właśnie wszedł do mojego mieszkania i przystanął w progu salonu, mógłby pomyśleć, że w tym pomieszczeniu czas się zatrzymał. Widziałby dwójkę młodych ludzi naprzeciwko siebie. Jeden siedziałby skulony pod żółtym kocem na fotelu. Drugi z uporem maniaka przypatrywał by się jakiemuś fizycznemu zjawisku w swoim kubku. Drobinki kurzu wirowałyby w świetle wpadającym przez okno, a wokół trwałaby cisza.
- Tak naprawdę niczego dobrze nie wiem o tobie - postanowiłem podjąć właściwy temat rozmowy. Wolałem, żeby to ona właśnie to zrobiła, ale to nie była już ta sama Plotka. Tamta uśmiechnęłaby się do mnie wesoło i zaczęła mówić prosto z mostu, o co chodziło. Nie byłoby tej niezręcznej ciszy po każdej wymianie zdań. 
Istniałby śmiech.
Byłoby mi ciepło.
O Boże, jak ja za tym tęskniłem.
- Myślałem, że wiedziałem - kontynuowałem, czując, jak serce zaczynało mi coraz szybciej bić. - Tyle razem rozmawialiśmy. Tak wiele godzin spędziliśmy razem w tak bardzo zwyczajnych miejscach, ale zawsze dzięki tobie nabierały one jakiegoś większego blasku, znaczenia. Las nie był już tylko lasem, lecz czymś więcej. Było nam tak dobrze, ale ty... Nie, to nie są właściwe słowa... Po prostu wszystko się zmieniło. Ty też. Zaczęłaś tracić to, co w tobie tak lubiłem. Ten blask. Tą radość z życia. Przygasłaś, zwiędłaś, uschłaś, odsunęłaś się ode mnie. Tak właściwie to z wszystkimi powoli zaczęłaś tracić kontakt i nikt z nas, twoich przyjaciół, nie wie, dlaczego tak się stało. Plotko...
Jej imię dziwnie brzmiało w moich ustach. Jak gdyby wcale już tam nie pasowało.
Dziewczyna jednak nadal wpatrywała się uporczywie w swój kubek, jakby celowo starała się mnie ignorować.
Może moje słowa raniły bardziej niż cokolwiek innego?
- Plotko... - powtórzyłem ponownie jej imię, próbując jakoś je połączyć z osobą, która siedziała naprzeciwko mnie. - Powiedz, co się stało. Jeśli to jest strasznego czy upokarzającego, to nie bój się. Nikomu nic nie powiem. Ty dobrze wiesz, że ja potrafię w pewnych sprawach zachować milczenie. Mogę ci pomóc, tylko najpierw ty musisz mi powiedzieć, co się stało...
Plotka po raz drugi w ciągu naszego spotkania podniosła wzrok i spojrzała na mnie. Spodziewałem się łez w jej oczach. Stara Plotka na dźwięk takich słów, nie powstrzymałaby się przed płaczem. Byłaby szczęśliwa, wiedząc, że się o nią troszczę.
Jednak Plotka wcale nie płakała. Spoglądała na mnie tymi swoimi dużymi, smutnymi oczami, a dłoń z kubkiem herbaty delikatnie się trzęsła.
Drżenie to strach. 
Bała się wypowiedź te słowa na głos.
Bała się mnie i całego świata, i czegoś jeszcze, a ja nic nie wiedziałem.
- Nie mów, że zrozumiałbyś - odezwała się w końcu. Jej słowa były dotkliwe. Raniły, paliły, wdzierały się głęboko w serce i je rozszarpywały. Powoli. Boleśnie. - Nie ty. Nie oni. W zasadzie... to nikt z was nie powinien o tym wiedzieć. To nie jest nic strasznego, naprawdę.  Po prostu stało się i już nic nie mogę z tym zrobić.
Ta rozmowa miała wszystko wyjaśnić, lecz z każdą mijająca minut coraz bardziej uświadamiałem sobie, że tak naprawdę wszystko było coraz bardziej skomplikowane. Oczekiwałem konkretnej odpowiedzi, a tak naprawdę otrzymałem garstkę informacji i zbyt wiele nowych pytań.
O Boże, dlaczego to musi być tak bardzo trudne?
- Jeśli to nie jest tak straszne, to dlaczego boisz się wypowiedź prawdę na głos? - spytałem, próbując po raz ostatni dowiedzieć się czegokolwiek.
- Po prostu nie zrozumiałbyś - odpowiedziała i odłożyła kubek z napojem na stolik tuż obok fotela. - Tak będzie o wiele łatwiej.
Łatwiej.
To słowo naprawdę dziwnie brzmiało w jej ustach, jak gdyby było jednym wielkim zaprzeczeniem całej jej osobowości i sytuacji, w której się znaleźliśmy.
Czy naprawdę odstawienie tematu na bok i zamknięcie go w jakimś ciemnym, niedostępnym miejscu miało jakikolwiek sens?
- Ja... muszę już iść - wyszeptała i wstała. Spojrzała na mnie z wahaniem, jak gdyby oczekiwała jakichś słów z mojej strony.
Protestu.
Błagania.
Milczałem, siedząc na fotelu, okryty żółtym kocem.
Plotka ubrała swój granatowy płaszcz zapinany na żółte guzik i wyszła drzwiami, rzucając jakby od niechcenia słowa pożegnania. Spojrzałem przez okno wprost na ogród i płot. Dalej, za ogrodzeniem, rozciągała się droga, wzdłuż której rosły wiotkie brzozy i smukłe topole. Mój wzrok czujnie śledził szczupłą postać otwierającą ogrodową furtkę.
Zastanawiałem się, czy była jeszcze jakakolwiek szansa na to, że powróci...
Boże, gdyby tylko odwróciła się i spojrzała po raz ostatni na to okno, w którym nie wisiały firany.
Dziewczyna jednak nie przystanęła ani nie obróciła się. Szła dalej, a jej cień skradał się po ziemi tuż za nią. Druga Plotka rozrastała się po drodze, wydłużała, załamywała się niczym odbicie w wodzie.
I ona potem znikła, tuż za swoją siostrą, a mnie nie pozostało nic innego niż wypić nietknięty napój.

Źródło - licencja CC0
Dobrze wiem, że ten tekst jest beznadziejny i okropny, ale dzięki napisaniu go przełamałam w jakiś sposób swoją blokadę pisarską, którą miałam od połowy października.
W każdym bądź razie "Woda z sokiem" została napisana na wyzwanie literackie pod tytułem "Kreatywne spojrzenie". Hasłami na ten grudzień są: woda z sokiem, coś niebieskiego i słowa "plotka rozrasta się po drodze".
Mam nadzieję, że ten tekst przypadł Wam do gustu, choć sama nie jestem z niego zadowolona.
Ciao!
Tutti

12/12/2015

Zbyt wiele pytań, zbyt wiele odpowiedzi

Zbyt wiele pytań, zbyt wiele odpowiedzi
Witajcie!
Nominacje to rzecz niezwykła - raz się ma ich pięć na raz, a czasami przez dwa, trzy miesiące żadna się nie pojawia. Tym razem rzeczywistość coraz bardziej przybliża się do pierwszej z tych opcji. Mam już dwa książkowe tagi na głowie, a i kilka dni temu od kolekcji dołączyła nominacja od Poli, której jeszcze raz za to dziękuję. Trochę przeraziła mnie ilość pytań, na które musiałam odpowiadać, ale nominacja to nominacja - swoje zadanie trzeba wykonać w miarę możliwości szybko i rzetelnie. W każdym razie tag nazywa się Too Much Information Tag i dzięki niemu będziecie się mogli dowiedzieć wielu nieprzydatnych do niczego informacji o mnie.
Chyba, że chcecie wiedzieć, ile ważę.
Jak mogliście zauważyć, wygląd bloga przeszedł dość drastyczną zmianę. Jest o wiele bardziej minimalistyczny niż przedtem. Z nowym szablonem nadal mam trochę kłopotów - czcionka, którą są zapisane tytuły postów, nie ma większości polskich znaków, a pod każdym postem znajduje się tekst w stylu "Lorem ipsum". Próbowałam jakoś to zmienić, ale okazało się, że w przypadku darmowych szablonów z takiej a nie innej strony niczego nie da się zbytnio zmienić...
Kolejnym ogłoszeniem parafialnym jest to, że przeszłam do drugiego etapu konkursu kuratoryjnego z geografii. Myślałam, że mi się nie udało, że poległam jak żołnierz na polu walki, a jednak jestem jednym z tych 150 uczniów z całego województwa, którym się poszczęściło. Materiału od nauczenia jest naprawdę dużo, a i tym razem - czyli w zasadzie jak zawsze - na drugim etapie mogą pojawić się najróżniejsze pytania.  Muszę porządnie wziąć się do nauki, bo to moja ostatnia szansa na zdobycie tytułu laureata.
Nie przedłużając, zapraszam do przeczytania mojej odpowiedzi na nominację!

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie
Całkiem szczęśliwa Tutti

1. Co masz na sobie?

Błękitny sweter, jasnoniebieskie spodnie dresowe i szare rajstopy nieznanej nikomu marki.
Jednym słowem - ubranie. 

2. Czy kiedykolwiek byłaś zakochana?

Tak, a dokładniej mówiąc dwa razy.

3. Czy kiedykolwiek miałaś "straszne zerwanie"?

W zasadzie to chyba nie...

4. Ile masz wzrostu?

Myślę, że mierzę teraz około 170 centymetrów. Wygląda na to, że prawie przestałam rosnąć :D

5. Ile ważysz?

Obecnie 55 kilogramów. to mózg tyle waży Jeśli udaje mi się wejść w moje ulubione spodnie, to znaczy, że z moją waga jest wszystko w porządku :)

6. Jakieś tatuaże?

Na razie nie, choć nie wiadomo, co jeszcze mi w życiu przyjdzie do głowy. Gdybym nawet chciała sobie jakiś zrobić, to musiałabym i tak poczekać na to kilka lat. Moi rodzice nie patrzą na takie sprawy jakimś przychylnym okiem.
W sumie to podobają mi się małe, delikatne tatuaże, które mają ogromną wartość dla osób, które mają je wytatuowane na ciele. 

7. Jakiś piercing?

Od roku lub dwóch lat mam przekłute uszy i  z dumą noszę kolczyki. Naprawdę nie rozumiem, czemu kiedyś tak bardzo bałam się przekłuwania. Gdybym wiedziała, że kolczyki tak fajnie wyglądają, a i samo robienie dziurki tak strasznie nie boli, zdecydowałabym się na to już wcześniej.

8. One True Paring?

Prawdopodobnie piszę tu o tym po raz pięćdziesiąty bądź setny, ale i tak się powtórzę. Moja ulubioną parą od kilku lat są Ulysses i Penelopa Moore z serii "Ulysses Moore". Co z tego, że mieli tylko jedną wspólną scenę na przestrzeni czternastu tomów wydanych po polsku? Zresztą ten fragment kwalifikuje się do rankingu moich ulubionych momentów z tej serii.

9. Ulubiony program/serial?

Kiedyś lubiłam oglądać "Na dobre i na złe", ale teraz nie potrafię na ten serial patrzeć. Scenarzyści mnie po prostu zawiedli tyle razy, że szkoda o tym wspominać.
Obecnie nie mam ulubionego programu czy serialu, ale z przyjemnością od czasu do czasu obejrzę sobie odcinek "Noragami". 

Źródło

Szczerze powiedziawszy, jest to jedno z najlepszych anime, jakie miałam okazje spotkać. Z początku jest naprawdę zabawne, lecz w im dalsze odcinki się ogląda, tym jest poważniej. Poza tym pierwszy sezon ma cudowny opening, a Yato (czytaj: ten facet z wachlarzem z gifu) jest po prostu fantastyczny.

10. Ulubione zespoły?

Obecnie przeżywam niezrozumiałą nawet dla mnie fazę na piosenki zespołu Cults. Wokalistka brzmi średnio na żywo, ale nagrania studyjne mi się podobają, więc dlaczego miałabym nie słuchać tej grupy? Zresztą tekst nie jest jakiś najlepszy na świecie, ale na razie mi wystarcza.

11. Coś, czego Ci brakuje?

  • przerwy świątecznej
  • czasu
  • książek
  • zapowiedzi wydania piętnastego tomu Ulyssesa Moore'a po polsku
  • części Ulyssesa, których nie posiadam dlaczego książki z biblioteki trzeba oddawać?
  • spokoju
  • śmiesznych, acz fajnych skarpetek z wzorem w mopsy/kotki/bałwany/sarenki
  • Wenecji
  • wakacji 
  • ukochanej Pani Weny, która chyba poleciała wraz z ptakami przeżyć zimę w cieplejszych krajach

12. Ulubiona piosenka?

Ostatnio powróciłam do słuchania disneyowskich piosenek po włosku. Muszę stwierdzić, że włoska wersja "Once Upon a December" jest niezaprzeczalnie najlepsza!
kto twierdzi inaczej, niech zajmie miejsce w kolejce do Tartaru



13. Ile masz lat?

W wrześniu tego roku skończyłam piętnaście lat. Jeszcze trzy lata temu nie potrafiłam sobie wyobrazić bycia czternastolatką, a tymczasem teraz mam piętnaście lat życia za sobą. Wydaje mi się, że to za dużo. Naprawdę. To tylko trzydzieści trzy miesiące do pełnoletności.
Przepraszam za to nagromadzenie tego samego wyrazu w dwóch zdania.
To było silniejsze ode mnie...

14. Znak zodiaku?

Panna! Gdybym była leniwym dzieckiem, które woli przedłużyć sobie pobyt w brzuchu matki o dwa tygodnie, niż zacząć oddychać jak najszybciej powietrzem, to może moim znakiem zodiaku byłaby waga.

15. Czego szukasz u partnera?

To takie... poważne pytanie ;)
W zasadzie nie wiem, czego bym dokładnie szukała. Jeszcze nie miałam chłopaka tak na poważnie. Może pragnęłabym, aby mnie rozumiał i okazywał zainteresowanie moją osobą podzielał choć po części moje pasje.

16. Ulubiony cytat?

Tak właściwie nie mam swojego ulubionego cytatu. Istnieje bardzo liczna grupa fragmentów z książek, które lubię. Postanowiłam wiec wybrać zupełnie przypadkowe cytaty.

Jak się zna kogoś całe życie, to można zobaczyć go nawet w ciemności.
"Baśniarz" - Antonia Michaelis
Jeżeli nie wiesz, dokąd chcesz iść, nie ma znaczenia, którą drogą pójdziesz...
"Alicja w Krainie Czarów" - 
Lewis Caroll
Później nie znaczy lepiej. Później oznacza tylko mniej czasu.
"Przegląd Końca Świata: FEED"
 - Mira Grant
Źródło - licencja CC0

17. Ulubiony aktor?

Takowy w zasadzie nie istnieje w moim życiu... Na świecie nie ma chyba takiego aktora, który sprostałby moim wymaganiom.

18. Ulubiony kolor?

Czerwony! Moje ulubione rękawiczki, czapka i szalik są właśnie tego koloru. Nie pogardzę też pastelowymi barwami - uważam, że całkiem dobrze w nich wyglądam :)

19. Głośna muzyka czy cicha?

Zależy, w jakim nastroju jestem obecnie i  do jakiego gatunku muzycznego należy dany utwór. Jeśli chcę się wsłuchać w tekst, wychwycić każdy ważne słowo, to pogłaśniam piosenkę.

20. Gdzie idziesz, gdy jesteś smutna?

W domu: pod kołdrę, w kąt, do swojego pokoju, słucham muzyki i czytam książkę na pocieszenie.
W szkole: staram się myśleć pozytywnie. Choć trochę. Tam się nie da uciec. Trzeba wziąć się w garść. To w sumie tylko teoria, a z praktyką nie zawsze ma wiele wspólnego.

21. Jak długo zajmuje Ci prysznic?

Problem jest taki, że prysznic nie mógłby się zmieścić w łazience, więc jest w piwnicy. Ludzie, wyobraźcie sobie mycie się pod prysznicem w zimie w nieogrzewanej piwnicy. Przyjemnie, nieprawdaż?
Kiedy jestem gdzieś w hotelu, to prysznic zajmuje mi około dziesięć minut...

22. Jak długo zajmuje Ci przygotowanie się rano?

Pół godziny, kiedy wstaję o siódmej. Jeśli jednak pora mojej pobudki przypada na godzinę szósta (co w zasadzie zdarza mi się trzy razy w tygodniu), to potrzebuję aż pięćdziesiąt minut. W końcu trzeba jakoś się ogarnąć :)

23.  Czy kiedykolwiek brałaś udział w bójce?

Nie mam pojęcia, czy zwykłe przepychanki z bratem można uznać za prawdziwą bójkę. Zero krwi, zero gipsu. Ech, czyli jednak Tutti nie ma żadnej ciemnej strony w życiorysie...

24. TURN ON: co Cię kręci u chłopaków/ co Ci się podoba u chłopaków?

Lubię chłopaków, którzy są inteligentni, ale nie sztywni. Dobrze by było gdyby jeszcze potrafili mnie rozśmieszyć, ale nie robili z siebie wiecznych błaznów.

25. TURN OFF: co Ci się nie podoba u chłopaków?

Odrzuca mnie wieczne chamstwo, złośliwość, idiotyzm, debilizm, przeświadczenie wyższości nad wszystkimi innymi osobnikami na naszej planecie.

26. Powód, dla którego dołączyłaś do blogosfery?

Nie pamiętam właściwie, dlaczego zaczęłam blogować. Tak jakoś się stało. Pewnego dnia po prostu stwierdziłam, że założę bloga.

27. Czego się boisz?

Pająków. Żywych, obleśnych robaków. Choroby. Nagłej śmierci. Odrzucenia. Martwych, obleśnych robaków. Zawalenia wszystkiego, co jest ważne dla mnie w życiu. Utraty kogoś bliskiego.

28. Kiedy ostatnio płakałaś?

Z pewnością niedawno, lecz nie pamiętam dokładnie kiedy. Opiszę Wam jednak małą ciekawostkę związaną z moja płaczliwością. Mogę płakać ze śmiechu, smutku, złości bądź z niczego. Raz płakałam, bo byłam kompletnie zmęczona i przepracowana...

29. Kiedy ostatnio powiedziałaś, że kogoś kochasz?

Kilka dni temu powiedziałam to mojej mamie. I mojemu bratu. I mojemu telefonowi, kiedy zrobił naprawdę świetne zdjęcie podczas spaceru.


Sądzę, że ta fotografia naprawdę zasługuje na to, aby ją tu wstawić.

30. Co oznacza Twój blog username?

Kiedy wybierałam swoja nazwę, tak właściwie nie wiedziałam, co ona oznacza. Sądziłam, że to jakieś wymyślone słowo. Brzmiało fajnie, trochę tak "po włosku". Dlaczego by nie nazwać się Tutti?
Dopiero potem odkryłam, że "tutti" to po włosku "wszyscy", a na rynku istnieją jogurty i kosmetyki o tej nazwie. Ktoś kiedyś skojarzył mój nick z właśnie z tymi ostatnimi...

31. Ostatnia przeczytana przez Ciebie książka?

Być może cześć z Was pamięta moją recenzję "Dotyku Julii" autorstwa Tahereh Mafi. Książka ta mi się zupełnie nie spodobała, ale słyszałam opinie, że kontynuacja tej powieść jest zdecydowanie lepsza. Okazało się, że "Sekret Julii" prezentuje wyższy poziom niż swój poprzednik, ale nie jest jakiś genialny. Julia i Adam nadal mnie wkurzają. Jedynym pocieszeniem dla mnie są dwaj inni bohaterowie - ogarnięty Kenji i lekko szurnięty Werner. Z samej ciekawości chyba przeczytam następną część :)

32. Książka, którą aktualnie czytasz?

Obecnie czytam już po raz drugi "Tomka na tropach Yeti" autorstwa Alfreda Szklarskiego i "Niemców" Leona Kruczkowskiego. Drugi z tych utworów to lektura szkolna i jak na razie mi się bardzo podoba. Naprawdę fajnie po opasłym "Quo vadis" trafić na coś tak cienkiego!

33. Co ostatnio oglądałaś?

Ta produkcja jest bezsprzecznie piękna i genialna. Uwielbiam każda klatkę, każdy obraz, każdy uchwycony na tym filmiku moment.


34. Ostatnia osoba, z którą rozmawiałaś?

Mój ukochany, bo jedyny, brat.

35. Relacja między Tobą a osobą, której ostatnio wysłałaś SMSa?

Miłość rodzinna!

36. Ulubiona potrawa?

Uwielbiam pierogi z szpinakiem i wszelkimi innymi dodatkami typu cebula, ser feta czy sos grzybowy. Kocham też całym swoim sercem jajecznicę z grzybami. 

37. Miejsce, które chcesz odwiedzić?

Chciałabym z pewnością znowu zobaczyć Wenecję i pobyć w niej dłużej niż jeden dzień :) Pragnę też ponownie powrócić do cudownej Barcelony! Zwiedzić także chciałabym Londyn, Rzym, Weronę, Neapol i wiele innych miast. Może warto byłoby odpocząć gdzieś na prowincji Wielkiej Brytanii... Może w Kornwalii?

Źródło  - licencja CC0

38. Ostatnie miejsce, w którym byłaś?

Kościół.

39. Czy ktoś Ci się teraz podoba?

kolejne dziwne, bardzo osobiste pytanie
W zasadzie teraz żaden z chłopaków mi się nie podoba. Jakiś niedobór jest w tej szkole osobników płci męskiej, którzy naprawdę by mi się spodobali.

40. Kiedy ostatni raz pocałowałaś kogoś w policzek?

Dawno, dawno temu...

41. Kiedy ostatnio ktoś Cię obraził?

Mój brat mnie obraził z pewnością w ostatnich dniach. Szczerze powiedziawszy, to my się co najmniej klika razy dziennie ze sobą kłócimy... Jak jakieś małżeństwo :D

42. Ulubiony smak słodki?

Uwielbiam czekoladę, truskawki, maliny, jagody, borówki, wszelkie powidła i marmolady, jabłka oraz gruszki.

43. Ulubiona część biżuterii?

Oczywiście są to kolczyki. Noszę je codziennie, uwielbiam je. Moją ukochaną parą są te przywiezione z Wenecji. Są z czarnego szkła, na którym są wymalowane stokrotki.

44. Na jakich instrumentach grasz?

Umiem trochę grać na wiecznie fałszującym świecie. Nie pamiętam, aby ten instrument wydał kiedyś z siebie jakiekolwiek czysty dźwięk. Nawet kolędy brzmią na nim nędznie.

45. Ostatnio uprawiany sport?

Chyba na ostatnim WF grałam w siatkówkę, która swoją drogą zaczyna mi się nudzić. Na 80 procent lekcji gramy w to samo...

46. Jaka piosenkę ostatnio śpiewałaś?

Na lekcji wychowawczej kiedy moja klasa pracowała w grupach, śpiewałam sobie piosenkę Anny German. Kudi zaczęła - jak to ona - śmiać się, po czym nie potrafiła się uspokoić, a ja postanowiłam podśpiewywać pod nosem fragment pewnej piosenki, który mówił o uśmiechu. Domyślacie się, co to jest za utwór?

47. Ulubiony tekst na podryw?

Nie ma takiego :)

48. Czy kiedykolwiek użyłaś tego tekstu?

Jeśli ten tekst nie istnieje, to raczej trudno byłoby mi go użyć...

49. Z kim ostatnio przebywałaś w swoim wolnym czasie?

Ostatnio wraz z Kudi niosłyśmy stół przez część miasta. Nie pytajcie się, dlaczego to robiłyśmy... Po prostu potrzebowałyśmy stołu, znalazłyśmy go i gdzieś trzeba było go zanieść.
To musiało naprawdę dziwnie wyglądać...

50. Kto powinien odpowiedzieć na te pytania?

Każdy, kto czuje wewnętrzną potrzebę odpowiadania na pytania skupiające się wyłącznie na nim.

12/01/2015

Słów kilka o książkach

Słów kilka o książkach
W życiu każdego z nas istnieją takie rzeczy, która kocha się ponad wszystko. Ja uwielbiam książki, ale o tym wie każdy, kto przebywał na moim blogu dłużej niż pięć minut. Kocham pisać, ale nie wiążę z tym mojej przyszłości. Na dodatek powoli, acz z wielkim zamiłowaniem uczę się włoskiego.
W sumie na pierwszy rzut oka te trzy ważne elementy mojego życia nie łączą się ze sobą w jakikolwiek sposób. Jeśli przeczytaliście jednak kiedykolwiek mojego posta o książkach, dobrze znacie całą prawdę, którą przekażę tutaj w obszerniejszej formie, niż dotąd to robiłam.
Wyobraźcie sobie dziesięcioletnią Magdę, która jeszcze wtedy nie była Tutti, a o blogach wiedziała tyle co jeż o łyżkach. Dodajcie do tego kolejne szczegóły. Szkolna biblioteka pełna książek, które już przeczytała lub które zupełnie jej nie interesowały. Szukała po raz kolejny czegoś nowego i ciekawego.
Kto by chciał w końcu po raz trzeci czytać historię o łabędziu i baletnicy?
Pewnego dnia zauważyła, że ktoś z starszych klas wypożyczał jakąś książkę o naprawdę ładnej okładce. Kilka tygodni później ktoś inny zabrał do domu tą samą powieść. W koncu i ona ją przegarnęła. Spodobała jej się ta historia, nawet jeśli była trochę zdziwiona faktem, że akcja powieści rozgrywała się tylko przez jeden dzień. Nie przeszkadzało jej to, że miała w swoich rękach tom trzeci, ponieważ biblioteka nie miała w swoim posiadaniu wcześniejszych części. Mała Magda niezwykle szybko przeczytała kolejne książki, aż doszła do siódmego tomu serii, który rozpoczynał całkowicie odrębną historię.
Biblioteka nie miała oczywiście pieniędzy, aby dokupić dalszy ciąg historii. Dziewczynka mogła poczekać, aż szkoła zbierze podczas kiermaszu fundusze na zakup kolejnych książek, ale oczywiście była zbyt ciekawa, co zdarzyło się dalej.
Co zrobiła w takiej chwili dziesięcioletnia dziewczynka, która potrafiła wtedy jeszcze przekonać kogoś, że akurat ta książka była jej kompletnie niezbędna do życia? Oczywiście poprosiła kogoś z rodziny, aby przywiózł kolejne tomy z miasta.
Magda stała się dumną posiadaczką ósmej i dziewiątej części. Pokochała te książki całym swoim sercem. Zwłaszcza ten dziewiąty tom, którego zakończenie było naprawdę zaskakujące. Z zniecierpliwieniem wyczekiwała kolejnych tomów. Kiedy otwierała każdą kolejną część czuła się tak, jak gdyby przenosiła się do zupełnie innego świata. Przeżywała razem z bohaterami różne przygody, niejednokrotnie śmiała się i smuciła razem z nimi. Polubiła burkliwego ogrodnika, dwoje inteligentnych i odważnych bliźniaków, rudzielca na rowerze i wiele innych postaci.
W końcu nadszedł też ten moment, kiedy w księgarniach ukazał się dwunasty tom - tak od dawna wyczekiwany finał historii! Przeczytała książkę zaraz po premierze, z zachwytem przewracając kolejne kartki. Oczywiście wspaniała przygoda musiała się skończyć wraz z ostatnią stroną i słowami pozostawionymi przez autora.
Czy i Wy znacie te okropne uczucie, kiedy uświadamiacie sobie, że coś się bezpowrotnie skończyło?

Wszystkie zdjęcia pochodzą z mojego Instagrama


Tak mniej więcej potoczyła się historia mojego zapoznania z serią "Ulysses Moore". Pamiętam, że krótko po przeczytaniu dwunastej, wówczas ostatniej części zaczęłam sama wymyślać własne historie na temat dalszego ciągu losów bohaterów. Co się z nim stało? Czy przeżyli jeszcze jakieś przygody? W moich myślach przechodzili wiele razy przez Wrota Czasu i podróżowali do najdalszych i najbardziej niesamowitych miejsc. Czasami i ja - w chwilach przesadnego rozmarzenia - towarzyszyłam im. Nigdy nie przeniosłam ich na papier, choć właśnie dzięki nim zaczęłam pisać swoje własne historie. Szczerze powiedziawszy, moje pierwsze "opowiadanie" zostało lekko zainspirowane całą serią. Byłam taka dumna z tego, że stworzyłam swoich pierwszych własnych bohaterów!
Wraz z przeczytaniem czwartej części serii pod tytułem "Wyspa masek", której akcja rozgrywała się w osiemnastowiecznej Wenecji, zaczęło narastać moje zainteresowanie Włochami, które szybko przerodziło się w fascynacje i rozpoczęcie nauki języka włoskiego.
Prawdopodobnie gdyby nie "Ulysses Moore" nigdy nie stałabym się tym, kim jestem teraz. Nie byłabym taka sama, nie pisałabym nałogowo opowiadań i innych krótkich tekstów, a o języku włoskim wiedziałabym tyle co nic. Nigdy nie stałabym się Tutti. Wątpliwe byłoby także to, czy w ogóle zaczęłabym blogować, a jeśli nawet bym rozpoczęła swoją przygodę na "wodach" blogosfery, to prawdopodobnie nazywałabym się Madzia, Madziula czy jakoś w tym stylu.
Niezbyt oryginalnie, co nie?
Więc jestem teraz tu, gdzie siedzę - na krześle przed komputerem. Gapię się w ekran i stukam zawzięcie w klawiaturę, próbując przekazać Wam coś sensownego, może ciekawego. I staram się Was przekonać, że tak naprawdę czas spędzony z tą serią nie będzie stracony, o ile, czytając ją, nie będzie myśleć o samych sobie jak o ludziach dorosłych czy nastoletnich.
Nie, nie o to w tym chodzi.
Najpierw stańcie się dziesięcioletnimi dziećmi i pomyślcie o tych książkach jak o wspaniałej przygodzie, która na Was czeka. Przypomnijcie sobie, jak to było, kiedy byliście mali. Może dopiero wtedy odkryjecie tą całą magię zawartą w tej serii...

Co myślicie o tym poście?
Jaka książka zmieniła Wasze życie?
Do napisania!
Tutti

11/28/2015

Spacer

Spacer
Kiedy zrobiłam te zdjęcia?
Półtorej miesiąca temu?
Właściwie jest to zupełnie nieważne. Mam naprawdę wspaniały humor, więc po co miałabym pokazywać zdjęcia jakichś smutnych krzaków i nagich gałęzi... O wiele lepiej opublikować coś pełnego zieleni i wspomnień pięknej, październikowej pogody. Po co się zadręczać szarością i beznadziejnym wyglądem listopada? Październik był fajny, naprawdę, toteż na nim się skupmy.



Powyżej możecie zobaczyć pierwszą sarnę, jaką w ogóle kiedykolwiek sfotografować. Wystarczyło zostać z tyłu za towarzyszami spaceru i poczekać w spokoju. Tak właściwie to w całkowitym bezruchu patrzyłam się na kaczki, kiedy nagle sarna postanowiła wybiegnąć z zagajnika i przebiec przez płytkie koryto rzeczki. 


Poniżej znajduje się zdjęcie pewnego naprawdę klimatycznego miejsca nad rzeczką. Znajduje się tam kilka rozłożystych drzew, których gałęzie tworzą coś w rodzaju takiego zadaszenia z liści. Na żywo  wygląda to naprawdę fantastycznie. Szkoda tylko, że na ziemi jest tyle butelek...


Mam nadzieję, że te zdjęcia Wam się spodobały :) Nie są co prawda jakieś powalające, ale mi się podobają...
Do napisania!
Tutti

11/22/2015

Venezia

Venezia
W moim życiu zawsze było takie miejsce, które chciałam odwiedzić. Wiele razy wyobrażałam sobie, jak do niego przybywam. Udało się. Byłam tam. Byłam na Placu świętego Marka. Przechadzałam się wzdłuż zatłoczonego nabrzeża i wędrowałam zatłoczonymi uliczkami. Stałam we wnętrzu bazyliki świętego Marka i przysłuchiwałam się pieśni religijnej prowadzonej przez Polaków w nawie bocznej.
Było zimno. Zaczęło padać, a ja miałam sandały na nogach i niezbyt ciepły sweter zapinany na zamek błyskawiczny. Musiałam się chować z rodzicami i bratem w jakimś przejściu. Nie podobało mi się to zupełnie. Wolałabym stać w deszczu, czuć krople spadające na moją skórę. Chciałam w pełni zrozumieć słowa przewodniczki. 
"Macie szczęście widzieć to miasto w deszczu".
Zrozumieć, pochwycić, doświadczyć naprawdę.




Czas minął szybko, zbyt szybko. Czekałam na nabrzeżu na przybycie promu, który miał nas zabrać z powrotem do Chioggii. Deszcz nadal padał, Azjaci byli wszędzie, a ja czułam się kompletnie pusta w środku. Czuję, że nie wykorzystałam odpowiednio czasu, który był mi dany. I poczułam się wtedy strasznie ograniczona tym moim wiekiem. Kiedy ma się 14 lat i 11 miesięcy, nie ma jakiejkolwiek szansy na to, aby człowiek cokolwiek zwiedził sam. Bo jest się niepełnoletnim. Bo większość takich rzeczy zależy od jego rodziców, a rodzice... Dobrze wiecie, jak z nimi mogą wyglądać niektóre sprawy...




I tak po chwili doszłam do wniosku, że kiedy rano płynęłam do Wenecji tym statkiem i kiedy wysiadłam nabrzeżu, nie powinnam była mieć żadnych złudzeń. Powinnam była od razu wiedzieć, jak to będzie wyglądało. Takie myśli jednak nie pojawiły się wtedy w mojej głowie albo po prostu były, lecz moja świadomość nie chciała ich przyjąć jako coś całkowicie rzeczywistego. To był błąd, bo oczekiwałam czegoś najwspanialszego na świecie po zorganizowanej wycieczce, a wyszło, jak wyszło.
Kiedy płynęłam statkiem i patrzyłam po raz ostatni na Wenecję, rozpłakałam się. Nie był to jakiś gwałtowny wybuch płaczu. Po prostu oczy mi się zaszkliły i kilka łez popłynęło mi po policzkach. Na szczęście nikt tego nie zauważył. Wolę nie wiedzieć, co by się stało, gdyby ktoś to widział. Niektóre rzeczy lepiej przeżywać samemu, nawet jeśli jedyną rzeczą, która odgradza człowieka od zewnętrznego świata są długie włosy.
Komuś z Was może się wydawać dziwne, że płakałam z powodu rzeczy, która niektórym może wydawać się błahostką.
- Jesteś turystką, przychodzisz, zwiedzasz, zostawiasz trochę kasy w jakimś barze lub publicznej toalecie i odchodzisz. Potem i tak zapomnisz - ktoś może tak powie.
Czy naprawdę na tym polega odkrywanie nowych miejsc? A może w tym przypadku byłam zupełnie innym typem turysty?
Nie wiem, choć chciałabym poznać odpowiedź na to pytanie.
Może Wy coś wiecie?




Wrócę tam kiedyś. Przeżyję w pełni to, czego chciałam doświadczyć. Sama lub z kimś, kto będzie podobny do mnie. Lub z człowiekiem, którego będę kochać.

Wiem, jestem cholernie niepoprawną marzycielką...

11/17/2015

Niewiersz

Niewiersz


jestem duchem
piję mleko o poranku
w tej samej piżamie co zawsze
błądzę wzrokiem  po ścianach
szukam ściąg i ścieżek
instrukcji
jak przebrać się w inną piżamę


Ten wiersz mi kompletnie nie wyszedł, ale mi się podoba. Nie opowiada o niczym poważnym, jest krótki i prosty. Jest kolejną pracą przygotowaną przeze mnie na genialne wyzwanie, które zwie się "Kreatywne spojrzenie". Hasłami na ten miesiąc były słowa: duch, mleko, ściąga. Na początku napisałam jakieś dziwnie opowiadanie, ale potem stwierdziłam, że to jest niewłaściwa droga, i napisałam "Niewiersz". Wiem, nie ma takiego słowa, ale w wierszach wszystko wolno twórcom (przynajmniej w teorii), więc i ja mogłam stworzyć swój prywatny neologizm.
Niewiersz.
Hmm... Olimpiady minęły mi całkiem znośnie. Z polskiego nie przeszłam - zabrakło mi trzech, czterech punktów. Miałam jednak bardzo ładną pracę pisemną, którą był list połączony z rozprawką, więc się cieszę :) Z matematyki też mi się nie udało - miałam 45 punktów, mniej niż rok temu. Chłopakowi z mojej klasy znowu udało się przejść i dwóm pierwszoklasistom... W sumie to dobrze, bo i tak nienawidzę tych abstrakcyjnych zdań z abstrakcyjnymi sposobami liczenia :)
Dzisiaj pisałam konkurs z geografii. Chciałam do niego podejść na spokojnie, bez stresu, ale i tak się zestresowałam i przez to zrobiłam trzy błędy w naprawdę prostych zdaniach. A przecież powtarzałam to na kółku jeszcze kilka dni temu... Sądzę, że nie udało mi się przejść. Za dużo głupich błędów i stresu. Dopiero jutro będę rozmawiać z nauczycielką, ale myślę, że tylko potwierdzi to, co myślę. Może za bardzo chciałam. Może zbyt mocno mi zależało na tym, by przejść dalej. Czuję rozczarowanie, ale wiem, że się starałam, choć chyba nie na tyle, by przejść dalej.
Przynajmniej będę miała więcej czasu na czytanie książek!
Taka pozytywna strona dnia :)


Tutti

11/01/2015

Fall Cozy Book Tag

Fall Cozy Book Tag

1. Opadają czerwone, pomarańczowe i złote liście: świat jest pełen kolorów. 
Wybierz książkę, która ma okładkę w jesiennych kolorach.

Jest i kolor żółty, i ciemny pomarańcz przechodzący w taką rdzawą czerwień. A może to jest brązowy? Nie wiem, nie znam się aż tak dobrze na kolorach jak większość osób mojej płci. Motylki na okładce i te kwiatki niestety niezbyt pasują do klimatu jesieni. Swoja drogą nigdy do końca nie przeczytałam tej książki, choć na półce stoi od kilku lat prosi aż o przeczytanie. Choć pewnie gdybym ją teraz zaczęła czytać, spotkałoby ją bliskie spotkanie z moją ścianą. Albo sufitem...


2. Cieplutki sweter: w końcu jest na tyle chłodno, żeby ubierać się w miękkie swetry i szale.
Jaka książka sprawiła, że w chłodny dzień było Ci cieplej?

Ostatnio humor poprawiła mi książka "Jutro, kiedy zaczęła się wojna". Okazała się być pozycją niezłą, choć nie genialną. Sprawiła, że pewien zakątek w mojej duszy - zwany przeze mnie Cząstką Czytelniczą - mocno się ogrzał po tym, jak po przeczytaniu "Pocałunku anioła" zapanował w nim jesienny chłód. "Pocałunek anioła" swoją drogą jest jak na razie najgorszą książką, jaką dane mi było przeczytać w tym roku. W końcu kto nie woli odważnych nastolatków, którzy jednak jakieś tam swoje lęki mają i błędy popełniają, od prawie idealnej pary, która jest do bólu przesłodzona?

3. Jesienna burza: wiatr wieje za oknem, a krople deszczu uderzają w parapet.
Wybierz swoja ulubioną książkę lub gatunek do przeczytania w burzliwy wieczór.

Burzliwy wieczór, tak? Jeśli pada, a gromy spadają z nieba, to na pewno potrzebna mi jest pozycja pełna radości/lata/słońca. Może być też po prostu przyjemna, mało wymagająca. Myślę, że choć trochę w ten punkt wpasowuje się "Na tropie ogra" Evy Ibboston. Ledwo pamiętam, o czym opowiadała ta książka. Utkwiła mi jednak w pamięci jako naprawdę przyjemna powieść dla dzieci. No i czytałam ją jesienią, więc się liczy, co nie?


4. Chłodne, rześkie powietrze.
Z jaką postacią mogłabyś zamienić się miejscami?

Z Julią Covenant z serii "Ulysses Moore". Czymś wspaniałym byłoby przeżyciu tych wszystkich przygód, które spotkały ją, jej brata i Ricka. Co z tego że nie zawsze były one dobre i czasami nie miały zbyt szczęśliwego przebiegu? Ważne, że była w Kilmore Cove, odkrywała Wrota Czasu i była Podróżniczką w Wyobraźni oraz częścią tej cudownej przygody. Oj tak. Wspaniale byłoby zamienić życie Tutti na życie Julii, choć trochę bym za tym swoim tęskniła w głębi serca.



5. Kubek ciepłej herbaty.
Która książka spełnia swoje zadanie tylko jako podkładka pod gorący kubek?

Podręcznik do historii! Dla Was z pewnością jest tylko narzędziem do nauki lub przedmiotem, którego nigdy nie otworzyliście, ponieważ wiedza historyczna bijąca już z samej okładki Was oślepiła. Dla mnie oprócz dodatkowego ciężaru w plecaku jest czymś więcej. Podstawką do herbaty. I twierdzę, że nawet lepiej spełnia się w tej roli niż takie tradycyjne podstawki...

6. Ciasto dyniowe: siedzisz w fotelu i zajadasz wszystkie sezonowe pyszności.
Jaka jest Twoja ulubiona przekąska do chrupania przy czytaniu?

Najbardziej lubię pić ciepłą herbatę, choć chyba jako tako do przekąsek się nie zalicza, a chrupać się jej raczej nie da. Nieważny jest smak - ważne, żeby była ciepła, a kubek duży i śliczny.



7. Płaszcz, szalik i rękawiczki: pogoda się pogarsza i nadszedł czas, aby ukryć się za ciepłym kocem.
Która z Twoich książek ma tak żenująca okładkę, że wolisz ją ukryć przed całym światem?

Myślę, że takiej nie mam, choć obwoluta "Niny i tajemnicy ósmej nuty" jest naprawdę źle wykonana. Naprawdę nie mam pojęcia, kto ustalał jej wymiany, skoro grzbiet obwoluty nie jest w tym samym miejscu co grzbiet samej twardej okładki.
Może to nic, ale strasznie burzy harmonię na półce.
Serio.

8. Ogień w płonącym kominku: rozprowadź przyjemne ciepło.
Kogo otagujesz?

Wszystkich i nikogo!

Bardzo dziękuje Poli, która mnie do tego tagu nominowała. Dzisiaj nie będę pisać jakiegoś długiego zakończenia, ponieważ muszę się przygotować na jutrzejsze kółko z matematyki. Co prawda powinnam mieć jutro wolne, ale i tak mam te dwugodzinne zajęcia - w końcu olimpiada z matmy do czegoś zobowiązuje, nieprawdaż?
Tutti

10/24/2015

18:23

18:23

Buonasera...
Najbardziej niesamowite jest to, że kiedy człowiek musi się nauczyć do kilku kartkówek i sprawdzianów, termin oddawania prac na konkurs się nieubłaganie zbliża, a trzy olimpiady wkraczają brutalnie w obłoconych butach do mojego życia, to ma się największą chęć na czytanie książek - no bo biblioteka miejska ma tyle teraz nowości... - i uczenie języków obcych, ale oczywiście nie tych, co się powinno ich uczyć. W wakacje nawet nie tknęłam włoskiego, a teraz podczas roku szkolnego chciałabym się tyle słówek nauczyć. Wszystko, co nie jest związane z egzaminem, jest wspaniałe i przyciąga niczym magnez żelazo. Nawet technika mi się podoba, choć w normalnych warunkach jęczałabym, po co mi coś takiego do życia... No właśnie po co?
Czuję, że ostatnio zaczęło się coś we mnie zmieniać. Nie wiem jeszcze dokładnie, co się dzieje, ale coraz bardziej odczuwam pewną chęć zmiany. Nie mam pojęcia, czego miałaby dotyczyć ta zmiana, ale to we mnie kiełkuje powoli, jak gdyby przygotowywało mnie do podjęcia jakiejś decyzji. Ważnej decyzji. Może tu chodzi o tą całą ostatnią klasę, o wybór kolejnej szkoły, o myślenie o przyszłości? Coraz częściej się zastanawiam, czy to, o czym teraz myślę, jest właściwą drogą. Czy na pewno mi się to spodoba? A jeśli nie - co mogłabym jeszcze robić? I tu pojawia się pustka. Ogromna przestrzeń, która zajmuje miejsce na widowni, przylepiona wodoodpornym klejem do fotela. Jak na razie myślę, że będę się trzymać planu A, o którym zresztą Wam kiedyś opowiem. Nie dziś, nie jutro, lecz za klika miesięcy, kiedy to się wszystko skończy i będę mogła odpocząć oraz robić te wszystkie głupoty, na które nie mam teraz zbytnio czasu.
Zawsze kiedy piszę taki post zastanawiam się, czy nie pokazuję Wam jakiejś zupełnie innej Tutti. Takiej, której jeszcze nie znaliście. Choć być może za każdym razem pokazuję inną cząstkę mojej osobowości i dopiero te wszystkie cząsteczki tak naprawdę pokazują całkowity obraz tego, kim jestem. Przepraszam, jeśli te moje wszystkie rozważania są bez sensu. Tak to jest, jak człowiek poczuje nagłą chęć wypuszczenia na zewnątrz tego wszystkiego, co mu się kotłuje w sercu. W każdym razie do przelania tych przemyśleń na klawiaturę komputera skłoniła mnie pewna bardzo ładna piosenka pod tytułem "Jedyne, co mam, to złudzenia", choć jej tekst ma nikły związek z postem.
Buonanotte
Tutti





Miałam słowa własne
Ktoś stwierdził, że zbyt ciasne
Co mam zrobić bez słów, jak żyć
Bez słów jak żyć

10/13/2015

Tea Book Tag

Tea Book Tag


Przez pewną osóbkę - znaną może niektórym jako Słodka Obsesja - zostałam nominowana do wykonania tagu o jakże zacnej nazwie podanej w tytule postu. Tak właściwie to napisała, że może go zrobić każdy, kto chce. Jako że nie miałam żadnego pomysłu na post w tym tygodniu, postanowiłam poddać się tej karze podjąć się tego wyzwania. Zaczynajmy!
Tutti

Czarna herbata, czyli Twój ulubiony klasyk

Klasyk, jakiś klasyk... Tak, muszę zdecydowanie nad tym pomyśleć. O, już wiem! "Mała księżniczka" Frances Hodgson Burnett nie jest co prawda moim ulubionym klasykiem, gdyż w sumie żadnego takiego nie mam. W każdym razie powieść ta bardzo wiele uczy, np. że to nie pieniądze są najważniejsze :)

Zielona herbata, czyli książka tak nudna, że przy jej czytaniu zasypiasz

Zdecydowanie pasuje tu "Quo Vadis", które czytałam z wielkim trudem przez jakieś sześć tygodni. Zapewne wiecie, że Sienkiewicz ma jakże umiłowaną przez wszelkich uczniów umiejętność bardzo powolnego rozwijania akcji. Tak naprawdę w "Quo Vadis" zaczyna się coś dziać dopiero po tych trzystu stronach, kiedy Winicjusz i Ligia są w końcu razem. Trudno sobie wyobrazić, że tak bardzo im kibicowałam. Naprawdę bardzo zależało mi na tym, aby Winicjusz przestał usychać z tęsknoty za Ligią. Chociaż i tak dziesięć stron po ich "zejściu się" zaczynał już zachwycać się tym, jakież to szczęście go spotkało, bądź znów postanawiał zacząć "usychać".

Czerwona herbata pu-ehr, czyli książka, w której bohaterowie ciągle się przemieszczają

Bohaterowie "Papierowych miast" dużo podróżowali w poszukiwaniu Margo. Podążali za jej wskazówkami, błądzili po jej śladach, jednocześnie przeżywając niesamowitą przygodę i przemierzając kolejne kilometry samochodem.

Źródło
Oglądał już ktoś z Was w ogóle ekranizacje tej książki? Ja nie, ale póki co słyszałam już różne, czasami nawet skrajne opinie na jej temat...

Herbata oolong, czyli książka, której poświęca się zbyt mało uwagi

"Cyboria. Przebudzenie Galena" autorstwa Pierdomenica Baccalario (a może Baccalariego?) zapamiętałam jako naprawdę przyjemną powieść przygodową. Naprawdę szkoda, że Wydawnictwo Olesiejuk nie zdecydowało się wydać dwóch następnych tomów serii o Cyborii.

Biała herbata, czyli książka niezasłużenie popularna

Nigdy nie zrozumiem popularności "Urodzonej o północy". Ma wysoką ocenę na "Lubimy czytać" (7,8!), wiele czytelników ją zachwala, a dla mnie jest po prostu kolejną słabą młodzieżówką z typowym trójkątem miłosnym.

Herbata yerba mate, czyli książka, przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła

Doskonałym przykładem będzie z pewnością będzie "Jezioro osobliwości" Siesickiej, która jest lekturą na pierwszym etapie konkursu przedmiotowego z języka polskiego. Pierwsze trzydzieści stron jest naprawdę dziwne - bohaterowie są tacy sztywni, styl autorki toporny, a dialogi są takie trochę nie dzisiejsze. Dalej jednak jest już przyjemnie - zaprzyjaźniłam się z wszystkimi bohaterami oprócz pewnego Patryka, język, którym powieść została napisana, zaczynał być przyjemny, dialogi stały się mniej nienaturalne.

- [...] W gruncie rzeczy tkwi we mnie człowiek zepsuty do szpiku kości, sadysta i zboczeniec! Uwodzę nieletnie dziewczęta, wyrywam kotom ogony i dręczę starców! Boisz się mnie?"

Nie mam pojęcia dlaczego, ale powyższa wypowiedź jednego z bohaterów książki, Michała bodajże, strasznie mnie rozbawiła.
Odbiegając od tematu, bardzo się zdziwiłam, kiedy okazało się, że na drugim i trzecim etapie są "Trzy metry nad niebem" i "7 razy dziś". Sądziłam, że będą jakieś trudne, poważne lektury, a tu jakieś młodzieżówki ^^ Ale i tak na pierwszym etapie dano także I akt "Kordiana" :P
Herbata ziołowa, czyli Twoja ulubiona lekka książka

W ostatnie wakacje przeczytałam "I w sto koni nie dogoni" Janiny Porazińskiej, którą wzięłam z holu biblioteki miejskiej wprost z półki oznaczonej jakże ciekawym i zacnym napisem "Uwolnij książkę!". W każdym razie cieniutka powieść okazała się być zbiorem wspomnień autorki z okresu dzieciństwa. Ciekawym przeżyciem było czytanie o tym, jak dzieci żyły pod koniec dziewiętnastego wieku.

Iced tea, czyli książka, która zmroziła Ci krew w żyłach

Prawdopodobnie powtórzę się po raz któryś tam (ktoś chętny do liczenia?), ale co mi szkodzi... "Ulysses Moore", a właściwie ten jeden fragment z "L'isola dei ribelli", o którym pisałam w tym poście - KLIK. Może i krwi w żyłach nie zmroził, lecz zachwycił mnie i zdeptał mi serce...
O luju, jak ja się nie mogę doczekać tego tomu w Polsce!

Źródło
Rozlana herbata, czyli kogo taguję?

Każdego, kto przeczytał ten post i zwłaszcza te osoby związane w jakikolwiek sposób z herbatą.

10/07/2015

Czy wiesz, jaki dziś jest dzień?

Czy wiesz, jaki dziś jest dzień?
Być może właśnie dzisiaj dostałeś upragnioną książkę bądź wyśniony motocykl. W najlepszym wypadku udało Ci się wywinąć śmierci w postaci jedynki z historii - gratuluję. Może właśnie teraz jesteś najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, pożerając kisiel malinowy i marnując swój  bardzo, uwierz mi, cenny czas. Albo jesteś smutny, gdyż kisiel właśnie się skończył i musiałeś się zadowolić budyniem waniliowym, a ta strona wczytywała Ci się przez dobre dziesięć minut. Nie martw się - dziesięć minut już minęło, możesz to teraz w spokoju czytać, a budyń waniliowy też jest dobry, czasami nawet lepszy od kisielu.
Nie, nie o to mi chodzi.
Więc o co?
Prawdopodobnie nie wiecie bądź nie pamiętacie o tym. Wątpliwe jest to, że oznaczyliście 7 października kółkiem w kolorze tak neonowej czerwieni, że przez samo patrzenie na nią człowieka bolą oczy.
Dokładnie rok temu powstał ten doprawdy zacny zakątek w Internecie. Narodził się przez zupełny przypadek wskutek mojej głupoty... W każdym razie nie wiązałam z "Only experiences" jakichś większych nadziei, myślałam nawet, że będzie działał na takiej samej zasadzie jak mój stary blog, który rożne nazwy miał i sama już nawet nie pamiętam, ile ich było. W moim starym zakątku nie byłam zbyt dobrą blogerką, o nie. Pisałam rzadko, jeśli dobrze pamiętam. Teraz w zasadzie byłoby to dla mnie rzeczą nie do pomyślenia.
Nowy blog wyszedł mi w gruncie rzeczy na dobre - piszę tu systematycznie, przynajmniej raz na miesiąc coś skrobie i rozwijam swoje "pisarskie" umiejętności, nawet chyba się trochę zmieniłam. Osiągnęłam też o wiele więcej niż na poprzednim blogu - więcej postów, wyświetleń, komentarzy i obserwatorów. Może to i tylko liczby, ale naprawdę porządnie motywują do dalszej pracy!
Wszystkie podziękowania kieruję do Was - jesteście niczym moja wena, silnik i popychacz - jest w ogóle takie słowo? - do przodu w jednym. To dzięki Wam tu jestem i to w pewnym sensie dla Was piszę. Dla siebie również, ale przede wszystkim dla Was. Bo jaki sens miałaby twórczość, gdyby nikt na nią nie patrzył? Dziękuję za wszelkie komentarze - uwielbiam je czytać! Dziękuję za to, że czytacie moje wypociny - kompletnie nie wiem, jak to robicie! Z trudem czytam je sama. Cały czas łapię się na tym, że coś chciałabym poprawić, zmienić, dodać do tekstu i ciężko mi się powstrzymać. Daję jednak radę! Zastanawiam się także, dlaczego w ogóle czytacie moje posty... Czy ja mam naprawdę coś ciekawego, wartościowego do pokazania? Czy ja jestem jakąś pasjonującą osobą? Nie wiem... Może tak naprawdę jest, ale jestem zbyt krytyczna - jak zwykle - wobec siebie?

Źródło
Mniejsza z tym! Ważne, że ta pierwsza rocznica jest! Mam nadzieję, że będzie też druga i trzecia, o ile wszystko w moim życiu pójdzie dobrze :)
Trochę statystyk - stan na 7 października 2015 roku:
Wyświetleń ogółem uzbierało się 17,762.
Napisaliście ponad 750 komentarzy, chociaż i tak część z nich jest mojego autorstwa. Naprawdę czymś wspaniałym jest odpowiada na te Wasze!
Najwięcej wyświetleń, bo 831, ma post "TIME TO SAY GOODBYE". Jak widać, dodanie tekstu do spisu opowiadań coś daje :)
Mój blog jest obserwowany przez dokładnie 45 osób!
Postów wraz z tym powstało 64.
Pozdrawiam i do napisania!
Tutti

10/02/2015

Wspomnienia niczyje

Wspomnienia niczyje
Borówki smakowały i wyglądały tak jak zawsze - dojrzałe nabierały ciemnej barwy, kiedy pocierało się je delikatnie opuszkami palców, a ich smak był wprost nie do opisania; te na wpół zielone lub lekko czerwonawe okazywały się być tymi najmniej słodkimi, gorzkimi, cierpkimi. Zupełnie nie lubiłam tych niedojrzałych. Zaprzeczały temu wszystkiemu, czego spodziewano się po owocach lata , a oczekiwało się tej słodyczy, którą mogło się rozkoszować podniebienie każdego i dużego,  i małego smakosza.
Lato było czymś niezwykłym. Każdego sierpnia wyjeżdżałyśmy wraz z siostrą daleko od miejskiego smogu, hałasu i tłoku. Naszym ustronnym miejscem był stary dom położony gdzieś w głębi naszej ojczyzny, w cieniu lasu, wśród szumu strumyka. To było naprawdę przyjemne, a zarazem magiczne miejsce, w którym spędziłam najpiękniejsze chwile mojego dzieciństwa. To właśnie wśród krzewinek borówek biegałam na bosaka po trawie pokrytej kropelkami rosy. To w sadzie wspinałam się na drzewa po to, aby zrywać te najczerwieńsze jabłka i najciemniejsze czereśnie. To w płytkim potoku kąpałam się z okolicznymi dziećmi i z nimi liczyłam wszystkie kamyki na brzegu. Wieczorami, kiedy słońce zaczynało kryć się za wierzchołkami drzew, bawiłam się z psami na podwórzu bądź ganiałam za strachliwymi kotami po pobliskiej polnej drodze.
Żyłam tym wszystkim - każdym promieniem słonecznym padającym na moją skórę i włosy, zapachem powietrza po burzy, kolejnymi dniami spędzonymi na zabawie, śmiechu i przygodzie.
To były dobre czasy, bo byłam po prostu dzieckiem, które zawsze potrafiło dostrzec każdą piękną stronę życia i widzieć wszystko w jasnych barwach, nawet jeśli czyjaś dłoń wyrywała nieubłaganie kolejne kartki z kalendarza.

Źródło
To, co mieliście okazję właśnie przeczytać, jest naprawdę krótkim tekstem napisanym na potrzeby zabawy literackiej "Kreatywne Spojrzenie", w której biorę udział :) Hasłami na ten miesiąc były: borówka, kalendarz i kamyk. Nie sądziłam, że aż tak szybko uda mi się cokolwiek wymyślić, a tu znikąd po przeczytaniu posta z wyzwaniem na październik w głowie uformował mi się plan. Ta krótka historyjka nie ma jakiejś cudownej fabuły. Nie posiada też jakiegoś głębokiego przesłania, aczkolwiek coś chciałam przez ten tekst powiedzieć. Ktoś pobawi się w jakże słynne i zacne "Ciekawe, co autor miał na myśli"? W każdym razie jestem z tego średnio zadowolona, gdyż pod koniec miało być jeszcze jedno zdanie, ale stwierdziłam, że nie pasuje i nie ma takich słów dla mnie, które potrafiłyby zostać zakończeniem. Toteż w moim odczuciu tekst się nagle urywa...
Jeśli chodzi o poprzedni tekst z postu pod tytułem "Rainy day", to może on posiadać kilka interpretacji i te, które podaliście, są pod każdym względem prawidłowe :)
Swoją drogą - czy określenie "strachliwe" pasuje w ogóle do kotów? Kompletnie nie wiedziałam, co z tym zrobić, ale zostawiłam to tak, jak jest. I tak 99 procent kotów przede mną ucieka, a jedynie ten kocur, którego zdjęcia już w tym zakątku internetu mogliście ujrzeć, daje się pogłaskać po główce i za uszkami...

Do napisania!
Tutti
Copyright © 2016 Only experiences , Blogger