5/08/2015

Niespodziewany gość

Abel piął się dzielnie po kolejnych stopniach schodów, próbując nie patrzeć na szarobure ściany, stare okiennice oraz drobinki kurzu wirujące powietrzu. Jednocześnie starał wyobrazić sobie zadbaną klatkę schodową, z gładkimi ścianami, czystymi oknami i błyszczącą poręczą schodów. To była tylko iluzja, oszukiwanie samego siebie. Żył jednak nadzieją, że to małe kłamstewko powtarzane wiele razy stanie się w końcu prawdą.
W końcu doszedł na ostatnie piętro, wprost pod drzwi mieszkania jego rodziców. Wyciągnął z kieszeni spodni klucze i otworzył drzwi, na co one odpowiedziały niepokojącym skrzypieniem nienaoliwionych zawiasów. Kiedy Abel wszedł do środka, od razu uderzyła go nienaturalna cisza. Zamarł przy drzwiach, próbując wyłapać jakikolwiek dźwięk jak chrapanie ojca czy odgłos wody płynącej w rurach. Nic. Cisza.
Abel przeszedł do staromodnie urządzonej kuchni i zdjął kurtkę. Po chwili zauważył, że na stole coś leży. Była to najzwyklejsza w świecie kartka, zapisana zgrabnym, pełnym zawijasów pismem jego matki.
„Z ojcem idziemy do państwa Wierzbickich. Wrócimy późno. W lodówce masz obiad.”
Abel uśmiechnął się smętnie pod nosem i odłożył kartkę z powrotem na stół. Dla wielu jego rówieśników nieobecność rodziców oznaczała pełną swobodę. Abel jednak bardzo lubił towarzystwo swoich rodziców i odczuwał pewnego rodzaju pustkę w sercu, kiedy nie było ich w domu.
Abel westchnął i przeszedł z kuchni do swojego pokoju. Nienawidził tego miejsca. Cztery ściany w paskudnym kolorze pomarańczu. Niewygodne łóżko przykryte starą narzutą. Pożółkłe firany. Stare okna o drewnianych ramach. I samotność.
Abel usadowił się na łóżku i wziął do ręki „20000 mil podmorskiej żeglugi” Verne’a. Przez chwilę nawet próbował przesuwać wzrokiem po linijkach tekstu, jednak nie potrafił się skupić na tekście. Myślami błądził gdzieś daleko, a dokładniej mówiąc wokół tego nieszczęsnego pokoju. Pokoju, który uznawał za powód wszystkich jego klęsk w strukturze społeczeństwa. W sumie to nawet nie wiedział, skąd wzięło się u niego to przekonanie. Może nie miał serca zwalać winy na innych ludzi i obarczył nią rzecz martwą, która nie miała uczuć?
Od zawsze był nieśmiały. Bał się rozmawiać z nieznanymi sobie ludźmi, więc trudno mu było przystosować się do nowego otoczenia. Jego szkolni znajomi szybko przypięli do niego łatkę samotnika i tak pozostało aż do końca podstawówki. W gimnazjum historia potoczyła się całkiem podobnie. Teraz, kiedy Abel miał iść do liceum, wiedział, że tam też będzie tak samo. Milczenie. Siedzenie samemu na korytarzu. Szczerze mówiąc, dostał to wszystko w pakiecie na własne życzenie, jednak nie chciał przyznawać się do tego. Kolejne drobne kłamstewko, iluzja. Bo czyż nie łatwo nie widzieć w ogóle problemu?
W tym momencie zauważył coś dziwnego. Za oknem, na parapecie znajdował się kamienny gargulec. Abel uszczypnął się, aby sprawdzić, czy to nie jest przypadkiem sen lub omamy. Nie, to w żadnym wypadku nie były halucynacje. Kamienna rzeźba z katedry Notre-Dame siedziała na parapecie, wpatrując się w panoramę Paryża.
Abel podbiegł do okna i otworzył je na oścież.
- Dzień dobry. – Gargulec się poruszył i odwrócił „twarzą” do chłopaka.
Chłopak otworzył ze zdziwienia usta.
- Zamknij usta, bo jeszcze jakąś muchę połkniesz – burknął gargulec, wykrzywiając kamienne usta.
Abel posłusznie wykonał polecenie i założył ramię na ramię, opierając się o framugę okna.
- Co tu robisz? – spytał chłopak, przechylając głowę na prawo. Był ciekawy tego, co odpowie mu kamienne monstrum.
- Siedzę  i myślę – odpowiedział gargulec. W jego wzroku chłopiec zauważył smutne iskierki. – I marzę. I zastanawiam się, dlaczego nie jesteś na dworze i nie grasz z przyjaciółmi w piłkę, skoro tak pięknie dziś świeci słońce…
Abel zaniemówił po raz kolejny tego dnia. Jak odpowiedzieć na tak bardzo osobiste pytanie? Po kilku sekundach pełnych wątpliwości i niepokoju chłopak zaczął mówić:
 - Ja… nie gram w piłkę… Nie lubię w nią grać, a na dodatek nie mam przyjaciół.
- To smutne, kiedy ktoś nie ma przyjaciół – westchnął gargulec. – Bo człowiek w gruncie rzeczy potrzebuje przyjaźni, aby żyć. Trudno egzystować, kiedy nie ma się z kim rozmawiać. Wiesz, miałem kiedyś przyjaciół, ale ich straciłem. Zostali całkowicie zamienieni w kamień. Nie mogą mówić. Nie potrafią się ruszać. Mogą tylko patrzeć na to, co się dzieje wokół nich. Od tego czasu latam od domu do domu w poszukiwaniu przyjaciela…
Pomimo absurdalności tej rozmowy, Abel postanowił ciągnąć ją dalej. Jakiś głos w jego podświadomości podpowiadał mu, że rzeźba może być całkiem interesującą „osobą”.
- Czy szukając przyjaciół, nie porzucasz przypadkiem tych starych?
- To może właśnie wyglądać tak, jakbym od nich odszedł i nigdy już nie miał wrócić. W gruncie rzeczy to jest prawda, chłopcze – odparł gargulec. – Nie można jednak cały czas żyć przeszłością, bo inaczej przeszłość cię „zje”.
- Zje? – zdziwił się Abel.
- Pożre. Zawładnie tobą. Zamknie drzwi do twego serca – wyjaśnił niespodziewany gość, jak go w myślach nazwał Abel. – Te wrota powinny być cały czas otwarte, aby dopuścić do środka duszy jak najwięcej promieni słonecznych, dźwięków pięknej muzyki i ciepła ludzkich rąk. Powinny zostać otwarte, ażeby emanowało z nich dobro. Otwarte drzwi to jeden z wielu sposobów na zdobycie przyjaciela – mówiąc to, gargulec wskazał kamienną dłonią na lewą stronę klatki piersiowej, czyli tam, gdzie u człowieka znajduje się serce. – Chłopcze, mogę się ciebie o coś zapytać?
- Możesz.
- Dlaczego jesteś samotny?
Chłopak spojrzał na gargulca, próbując stwierdzić, jaki jest w ogóle cel tej rozmowy. Zapełnienie smutku w sercu niespodziewanego gościa po utracie przyjaciół? Czy też uświadomienie Ablowi… czegoś ważnego?
- Bo moje drzwi są zamknięte.
Gargulec spojrzał na chłopaka ufnym wzrokiem, pełnym miłości i zrozumienia. To właśnie to spojrzenie podobało się Ablowi najbardziej. Chociaż z początku kamienna rzeźba mogła się wydawać nieprzyjemna i wyobcowana, to jednak po chwili rozmowy okazało się, że jest ona wrażliwą „istotą”.
- Więc je otwórz.
- Nie wiem jak – odparł chłopak. – A ty wiesz?
- Wiem. – Gargulec uśmiechnął się. – Wyjdź na zewnątrz i pójdź na boisko.  Podejdź do chłopców grających w piłkę, uśmiechnij się i zacznij z nimi rozmawiać. To wystarczy.
- Na pewno? – zdziwił się Abel. Czy coś, co wydawało mu się przez tyle lat trudne, mogło okazać się być rzeczą tak łatwą?
- Na pewno…
Nagle wszystko zlało się w jedną, wielką, kolorową plamę.

***
Abel otworzył oczy i rozejrzał się wokół. Nadal stał przy otwartym oknie, jednak na parapecie nie siedział już gargulec. „Czy to był sen?” – zapytał się w duchu chłopak, a jego wzrok skierował się na otwartą książkę Verne’a. Tuż obok ilustracji przedstawiającej Nautilusa widniał staranny rysunek gargulca.
- A jednak naprawdę tu był – wyszeptał chłopiec, przyglądając się ilustracji. Skąd ona się wzięła? Gdzie podział się niespodziewany gość? – Pewnie wyruszył na dalsze poszukiwania – dodał Abel i wyciągnął z szafy sportowe buty, ponieważ nagle nabrał chęci na granie w piłkę nożną.
Spojrzał po raz kolejny na panoramę Paryża rozciągającą się za oknem.
- Powodzenia, przyjacielu – wyszeptał i wybiegł z mieszkania, przeskakując po dwa stopnie na schodach i dziękując w duchu za to niesamowite spotkanie.


***

Powyżej znajduje się jakże "ambitne" opowiadanie, które wysłałam na konkurs do "Victora Gimnazjalisty". Numer, w którym było prezentowane zwycięskie opowiadanie i wyróżnienia, przyszedł do mnie dzisiaj. Nie znalazłam się nawet na liście wyróżnionych, ale to było raczej do przewidzenia, ponieważ pisałam to w dzień zakończenia konkursu. Toteż praca nie była dopracowana. Tak to jest, jak wena przychodzi do człowieka o dwudziestej trzeciej ;) Muszę jednak pogratulować Poli, która po raz kolejny zdobyła wyróżnienie. Jak ty to robisz, dziewczyno?!
Przepraszam za wszelkie błędy w opowiadaniu, ale dopiero co wróciłam z domu po kręceniu filmu na zajęcia artystyczne (moja rolą było leżenie w pokrzywach, udawanie trupa i staranie, aby nie zauważyć ślimaków pełzających wokół mojej głowy) i padam ze zmęczenia. Tekst poprawię więc jutro, kiedy już psychicznie odpocznę od użerania się z grupą chłopaków.

PS No i przepraszam za te z kosmosu wzięte zakończenie, ale musiałam jakoś na szybko rozwiązać akcję, a ograniczenie było na 2 strony A4 :/

EDIT 10.05.2014 - tekst poprawiony  chyba w całości
A dopo!
Pół-Żywa-Tutti

17 komentarzy:

  1. Nie wydaje mi się, że Victor Gimnazjalista to gazeta, która ocenia sprawiedliwie czy profesjonalnie. Kiedyś, kiedy chodziłam do gimnazjum i czytałam tę gazetę, a i jeszcze w 6. klasie, była taka akcja, że umieszczali opowiadania w gazecie. Najlepsze. Może ich zdaniem, ale cóż. Nie martw się, twoja opowieśc jest bardzo ciekawa. Pisz na - na przykład - Portalu Pisarskim. I bierz udział w tamtych konkursach. Pozdrawiam.

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. mam wrażenie, że znam tą Polę. Polę B. Ba, mijam ją codziennie na korytarzu. Na pocieszenie powiem, że na co dzień się do niej nie zbliżam i w konkursie na miła osobowość na 100% byś ją wyprzedziła (nawet, jeśli nie jesteś szczególnie miła, serio).
    Według mnie opowiadanie jest bardzo ładne, takie w moim stylu. Niegłupie. Ciekawe, czego oni oczekują na tych 2 kartkach A4, że nawet wyróżnienia nie dali ;)
    Opowiastki Prawdziwe (klik)

    OdpowiedzUsuń
  3. No cóż, trudno napisać opowiadanie na zaledwie dwie strony, które miałoby moc zwalania z nóg. Jeszcze się dobrze nie zaczęło, a już musisz je skończyć...
    Moje starsze siostry kupowały tę gazetę, ale to było bardzo dawno. Nie mam pojęcia, na jakiej podstawie ocenia ona prace, ale ta jest według mnie całkiem niezła. Tylko zakończenie jest krótkie, ale to już wiemy, dlaczego. Reszta bardzo mi się podobała. :>
    Wena o dwudziestej trzeciej to jeszcze nic... a co, jak przychodzi o takiej drugiej w nocy i nie daje spać? :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo podoba mi się to opowiadanie. Masz lekki,sprawny styl, a do tego pojawia się wiele mądrych refleksji. Czytelnik od razu czuje sympatię do Abla, z którym łatwo się utożsamić:) Zakończenie rzeczywiście trochę szybkie, ale wiadomo-ograniczenia (ech, dwie strony to tak mało...). Poza tym podoba mi się ten ,,happy end",wywołuje uśmiech na twarzy:)
    Heh, wena przychodzi zawsze w najmniej oczekiwanym momencie. Kapryśna jest, oj, kapryśna...
    Maria Antonina Austriaczka urodziła się w 1755, a zmarła w 1793... może Twoja historyczka mówiła o innej Marii Antoninie?...
    Dziękuję za miłe słowa, to naprawdę wiele dla mnie znaczy:)
    Niestety, ale nie wiem skąd ta opinia Minnimki... nie rozmawiamy ze sobą, nie jesteśmy nawet znajomymi. Cóż...
    Pozdrawiam ciepło!
    Pola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może po prostu mamy skrajnie różne osobowości, więc baardzo mnie to odpycha :) i z natury jestem obserwatorem. ale nieważne... przepraszam, jeśli uraziłam

      Usuń
  5. Powinnaś wygrać! Nie znają się :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Hahahahahaha, właśnie skończyłam czytać opowiadanie Poli i czytam, czytam Twoje, i tak nagle się zastanawiam "znowu gargulec?!". A tutaj taka niespodzianka, że wysłałyście prace na ten sam konkurs. ;) Co do opowiadania to jest ono ciekawe, pełno w nim przemyśleń, ma przesłanie. Chociaż nie podobają mi się za bardzo utwory, gdzie wydarzenia w których brał udział bohater okazują się snem lub do snu podobnym. Przyczepiłabym się tylko do dwóch rzeczy: do dwóch powtórzeń. " Chłopak otworzył ze zdziwienia usta.
    - Zamknij usta, bo jeszcze jakąś muchę połkniesz – burknął gargulec, wykrzywiając kamienne usta." słowo usta.
    "I marzę. I zastanawiam się, dlaczego nie jesteś na dworze i nie grasz z przyjaciółmi w piłkę, skoro tak pięknie dziś świeci słońce…" I... Choć zdaję mi się, że jest ono użyte do ukazania, pokazania, opisania języka paryskiego gargulca?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, znowu te powtórzenia się pojawiły, chociaż i tak jest ich mniej niż kiedyś :)
      Te "I' to akurat napisałam specjalnie ;)

      Usuń
  7. Abel! ♥ Jakie genialne imię. Świetne pierwsze słowo opowiadania. Bohaterowie o niezwykłych imionach są zawsze najlepsi, jak powiadam. Plusik.
    Cóż, Twoje opowiadanie jest ogólnie bardzo przyjemne w odbiorze, choć - przyznaję to z niekłamanym żalem - trochę widać limit stron i czasu w zakończeniu. To znaczy, początek bardzo dobry, końcówka nieco gorsza, ale to nie szkodzi, i tak Cię kochamy :P
    Muszę zacząć kupować tego całego Victora! Nigdy, nigdy, NIGDY w życiu nie miałam w ręku ani jednego numeru. Serio. Czytam tylko gazety "dla dorosłych", zapominając o tych przeznaczonych (niby) dla mnie. Ech. Zła Bukwa. No dobra.
    Weny, weny!
    B.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mi tak opowiadanie naprawdę bardzo się podoba! ^^ Do tego czytając go słuchałam 'Falling slowly', a zakończenie wyszło mi przy tym ostatnim, cudownym refrenie, więc bardzo mi to wszystko umiliło. ^^ Wydaje mi się jednak, że wstęp do całej akcji jest ciutkę za długi, ale to tylko moje teorie, sama nie piszę opowiadań dla przyjemności. ;) Ale całe opowiadanie bardzo mi się podoba. ^^
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno wstęp mogłam w jakiś sposób skrócić, a uzyskane dodatkowe linijki tekstu przełożyć na dłuższe zakończenie, ale była zbyt późna pora, byłam na dodatek już zmęczona i mi się po prostu nie chciało już tego poprawiać.

      Usuń
  9. Jeny, naprawdę ciekawe opowiadanie! Bardzo mi się podoba! :)
    Paczix Blog

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale świetnie piszesz! Naprawdę masz talent :)

    W wolnej chwili zapraszam do mnie:
    ✿Jully-Blog✿ [KLIK]

    OdpowiedzUsuń
  11. Wow i jeszcze raz wow ! Super piszesz :)
    Masz sekundkę ? Zapraszam do siebie --- > http://aroundmydayy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Mi tam twoje opowiadanie się podobało.
    Współczuje leżenia w pokrzywach :(

    http://zyjewmoimwlasnymswiecie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tak straszne aż to nie było... No może trochę ;)

      Usuń

Wszelkie komentarze pod postami typu "Jaki super blog :) Ciekawy post. Zapraszam do mnie!" usuwam. Niech Twój komentarz nawiązuje do tematu mojego posta!
Nie bawię się w "obs. za obs.". Obserwuję blogi tylko wtedy, jeśli naprawdę mi się podobają.
Odwiedzam Wasze blogi w miarę moich możliwości...
Kontakt: napisz.tutti@gmail.com

Copyright © 2016 Only experiences , Blogger