1/29/2015

Wieszczki, wszędzie wieszczki

Wieszczki, wszędzie wieszczki

Z trzydziestu siedmiu osób piszących drugi etap w moim rejonie zostało wyłoniona dwunastka szczęśliwców, którzy przeszli dalej i to ja się w tej grupie znalazłam. Nie mam pojęcia, jak to się w ogóle stało! Myślałam, że będę mieć tak około 40 punktów (nie brałam pod uwagę zadań, w których nie byłam pewna swojej odpowiedzi), a tu niespodziewanie okazało się, że zdobyłam 51, czyli minimalną liczbę punktów potrzebnych do przejścia. Obecnie zwalam to na szczęśliwy piórnik z Hannah Montaną oraz obraz z Janem Pawłem II, który wisiał kilka metrów dalej na ścianie (miałam boską opiekę ^.^). Jak trochę ochłonę emocjonalnie, to zwalę to na niesamowite szczęście i umiejętność strzelania (nie, nie ze strzelby :P).
Już od kilku dni co najmniej dwie (może trzy) osóbki tak często wmawiały mi, że przejdę, aż wczoraj rano w to uwierzyłam. No i co? Sprawdziło się... A szczególnie wypowiedź zwariowanej Kudi (którą serdecznie pozdrawiam), która dodatkowo stwierdziła, że wyniki będą w czwartek. I co? Miała rację...
Może się powinnam zacząć bać? W końcu wokół mnie na angielskim siedzą trzy wróżki/czarownice/wyrocznie?
Nieważne xd
Jestem obecnie nie pozbierana emocjonalnie - kiwam się jak wariatka na swoim krześle.
Wiec będę kończyć...
Ale najpierw musiałabym wszystkim, którzy skomentowali ostatniego posta. Dziękuję za wsparcie!
I przepraszam też za to, ze ten post jest taki chaotyczny - musiałam komuś o tym opowiedzieć :)

Ciao!
Szczęśliwa, Lecz Szurnięta Tuttti
Zdjęcie: licencja CC0

1/21/2015

So say hello!

So say hello!
Witajcie!
Już 21 stycznia, a ja jak na razie opublikowałam w tym miesiącu tylko dwa posty. Wiem, wiem, mówiłam, ze będę częściej pisać, nawet zrobiłam sobie takie postanowienie. Wszystkie moje plany pokrzyżowała niespodziewana fala nauki. Zawalona atlasami, mapami, kserówkami, encyklopediami i książkami dla szkół wyższych prawie że zapomniałam o czymś takim jak blog, a co dopiero post. na szczęście dwa razy rzuciłam książki w kat, doczłapałam do klawiatury komputera i coś naskrobałam.
Wracając do tematu, przez ostatnie dwa tygodnie uczyłam się jak szalona, ponieważ wielkimi krokami zaczął się zbliżać drugi etap olimpiady z geografii, a ja umiałam zaledwie podział Australii i Oceanii. Czternaście dni minęło w mgnieniu oka i muszę się przyznać, że nadal niewiele umiałam. Nie żebym się nie uczyła, ale tego całego materiału było za dużo: Europa i region Śródziemnomorski wraz z zabytkami, Australia i Oceania, oceany, morza... Uwierzcie, nawet nauczyciele mówili, że to nie jest do nauczenia.


No i nadszedł ten dzień - 21 stycznia, czyli dzisiaj. Wylosowałam numer 22 - czyli numer mojego stanowiska (karteczkę możecie zobaczyć na zdjęciu powyżej - zachowałam ja sobie na pamiątkę, ponieważ bardzo lubię liczby, w których są takie same cyfry). Pamiętam, ze byłam bardzo zestresowana, kiedy wchodziłam na salę. Uspokoiłam się dopiero, kiedy dostałam arkusz do rąk. Rzuciwszy na zadania okiem, stwierdziłam, że jakoś to zniosę, i zaczęłam pisać. Miałam rację - niektóre zadania były łatwe, wręcz banalne, ale większość okazała się trudna. Na pewno popełniłam kilka głupich błędów, ale ile ich było, dowiem w się w przyszłym tygodniu. Skończyłam dopiero kilka minut przed czasem, chociaż już wcześniej byłam gotowa ("A nuż mi się coś jeszcze przypomni!").
W każdym razie teraz pozostaje mi tylko czekać na wyniki i mieć nadzieję, że klucz odpowiedzi okaże się dla mnie łaskawy... A jeśli mi się nie uda, to nic nie szkodzi - mogę przecież jeszcze startować w przyszłym roku szkolnym ;)
A teraz ogłoszenia parafialne!
W tym roku przystąpiłam do wyzwania "Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu". Polega to mniej więcej, że mierzę grubość książek, które przeczytam w tym roku. Jeśli suma łączna ich grubości będzie równa mojemu wzrostowi (168 centymetrów) lub będzie go przewyższać, wyzwanie będę mogła uznać za zakończone. Jeśli chcecie monitorować moje postępy, przejdźcie do strony "Inne", a później w pierwszy link od góry i przeniesie Was na stronę "Wyzwania"
Kolejna sprawa - zrobiłam nagłówek! Nareszcie po dwóch miesiącach zastanawiania się, co by tu umieścić na honorowym miejscu mojego bloga, wymyśliłam najprostszy w świecie nagłówek. "Only experiences..." ta oryginalność Wiem, że stać mnie z pewnością na więcej, ale bardzo podoba mi się ta prostota, zwyczajność, a poza tym nie mam zamiaru użerać z Fotoshopami i GIMP-ami. A tak poza tym: podoba on Wam się w ogóle?


A tu muzyczka: przyjemne, mało znane, bardzo pomaga się rozluźnić (przetestowane podczas powrotu autobusem) :)
Ciao!
Tutti

1/14/2015

Update książkowy - GRUDZIEŃ

Update książkowy - GRUDZIEŃ


Gra w kłamstwa - Sara Shepard
Przeczytane: 4 grudnia 2014
Ocena: 10/10
Emma przenosi się z jednej rodziny zastępczej do drugiej. Wszystko się zmienia, kiedy przypadkiem trafia w Internecie na nagranie... w którym bierze udział dziewczyna wyglądająca całkowicie tak jak ona! Emma umawia się przez portal społecznościowy z tą tajemniczą dziewczyną o imieniu Sutton. Dziewczyna jednak nie zjawia się na spotkaniu, a Emma zostaje zmuszona do udawania Sutton.
Kiedy dostałam "Grę w kłamstwa" wraz z prenumeratą "Victora Gimnazjalisty", byłam wniebowzięta, ponieważ słyszałam o niej dużo dobrych opinii i już od dawna czekałam, aż pojawi się w bibliotece miejskiej.
Fabuła jest ciekawa, chociaż wydaje mi się trochę oklepana. Są błyskotliwe dialogi i myśli. Trochę gorzej z miejscem akcji i bohaterami. Czytelnik trafia do dzielnicy, w której każdy jest bogaty, nieziemsko przystojny i ma wszystko, czego dusza zapragnie: wielkie domy z basenami, luksusowe samochody,  najnowsze produkty od Apple. W sumie trochę to oderwane od rzeczywistości. W każdym razie większość bohaterów często zachowują się trochę jak rozpuszczone dzieci, które nie wiedzą, że niektóre "kawały" nie są wcale a wcale śmieszne.
Daję jednak książce 10/10 za Emmę. Kiedy wkracza w ten cały świat bogatych nastolatków, pozostaje sobą - nie wywyższa się, nagły przypływ funduszy nie uderza jej do głowy; gdyby mogła, odrzuciłaby te wszystkie drogie sukienki i IPhone'y na rzecz zwykłego telefonu i pary luźnych dżinsów.



 Niezgodna - Veronica Roth

Przeczytane: 6 grudnia 2014
Ocena: 10/10
Miasto zbudowane na ruinach Chicago, którego mieszkańcy są podzieleni na pięć frakcji. Erudytów cechuje inteligencja. Prawi cenią szczerość. Dla Altruistów najważniejsza jest bezinteresowność. Nieustraszeni są odważni. Serdeczni miłują pokój. Wśród tego wszystkiego żyje Beatrice Prior, młoda Altruistka. Kiedy okazuje się, że jest Niezgodną (osobą nadającą się do kilku frakcji), dokonuje wyboru i przyłącza się do społeczności Nieustraszonych, nadając sobie nowe imię - Tris.. Wkrótce odkrywa mroczne plany przywódczyni Erudytów, które mogę zagrozić bezpieczeństwu jej rodziny z Altruizmu. Co Tris wybierze?
Dużo dobrego słyszałam o trylogii Veronici Roth, jednak jakoś nie przyciągała ona mojej uwagi. Prawdopodobnie dlatego, że po opisie zbyt bardzo skojarzyła mi się z "Igrzyskami śmierci". No wiecie podział na frakcje, ograniczony kontakt pomiędzy ludźmi z poszczególnych frakcji, no i oczywiście główna bohaterka. Tris. Odważna. inteligentna. Umiejąca się poświęcić. Spodobała mi się w roli narratorki już od pierwszej strony, chociaż jej zachowanie było czasami nieracjonalne i denerwujące. Jakby nagle... stawała się kimś zupełnie innym. Tak, to było zdecydowanie dziwne.
Podsumowując: średnie jeśli chodzi o fabułę, ale autorka nadrabia to warsztatem pisarskim

Odważny uznaje siłę innych.


Latarnik - Henryk Sienkiewicz
Przeczytane: 10 grudnia 2014
Ocena: 3/10
Jedna z najgorszych lektur, jakie czytałam (już gorszy jest tylko "Ten obcy"). Chociaż ma tylko dziewiętnaście stron (z rysunkami oczywiście, ale bez streszczenia), czytałam ją przez całą lekcje religii. I w sumie mogę przyznać, że nie uznaje tego za jakieś fantastyczne spożytkowanie czasu na wolnej lekcji (pan załatwiał jakieś tam sprawy z czymś tam i tylko nam kazał zrobić notatkę). Równie dobrze mogłabym malować na kartce kwiatki i byłabym o niebo bardziej zadowolona.
Szczerze, spodziewałam się po Sienkiewiczu czegoś lepszego, szczególnie po tym jak w piątej klasie czytałam "W pustyni i w puszczy" (które, nawiasem mówiąc, strasznie mi się spodobało). Rozległe opisy przyrody i język, który dziwnym trafem do mnie nie trafił, spowodowały to, że niektóre fragmenty musiałam czytać po 2-3 razy, żeby coś z nich zrozumieć. Historia starego Polaka, który tuła się po świecie też mi jakoś się nie spodobała. Jedyne co do mnie trafiło to była sama końcówka tej noweli - Skawiński wypływa statkiem w morze z "Panem Tadeuszem" w ręce. Dopiero w tym fragmencie odnalazłam patriotyczne przesłanie utworu Sienkiewicza.
W skrócie: nie powala.


Zbuntowana - Veronica Roth
Przeczytane: 28 grudnia 2014
Ocena: 9/10
Tris powraca w kolejnej części trylogii Veronici Roth. Muszę jednak szczerze powiedzieć, że druga część jest słabsza od pierwszej i to o wiele. W tle powieści istnieje polityczna intryga, która jednak autorce nie udała się ani trochę - jest trudna do zinterpretowania, a motywy działań przywódców wrogich obozów są proste i... dziecinne. Przez 3/4 książki akcja płynie miarowym tempem (czytaj: strzelaniny, kłótnie itd.), aby pod koniec zacząć w końcu przyspieszać. W większości dział taki zabieg wydaje mi się być jak najbardziej na miejscu, ale w "Niezgodnej"  przebieg akcji był zupełnie... bezsensowny. Końcowa akcja nie rozwiązała ani jednego problemu bohaterów, za to nasunęła jeszcze więcej tajemnic i pogłębiła absurdalność intrygi politycznej. Na dodatek nadal nie dowiedzieliśmy się za bardzo, o co z tą Niezgodną tak właściwie chodzi.
Tris w tej części mniej mnie denerwuje, chociaż nadal zdarza jej się zachowywać bezsensownie. Tak bardzo stara się ratować wszystkich dookoła, że zapomina całkowicie o swoim własnym bezpieczeństwie. To przesadnie altruistycznie zachowanie jest sztuczne i nierealne.
Jeśli chodzi o wątek miłosny to budzi we mnie mieszane uczucia. Raz wydaje mi się, że Tris i Tobias pasują do siebie idealnie, a kiedy indziej, że on jest z nią tylko z litości. Tobias jest dojrzały, racjonalny. Tris natomiast jest bardzo blisko tej granicy dojrzałości, ale przez jej impulsywność wydaje mi się, że jeszcze trochę potrwa zanim ja przekroczy. Nie, oni chyba jednak do siebie nie pasują.
Dlaczego więc dałam 9/10 pomimo tak wielu minusów? Ponieważ bardzo spodobał mi się styl pisania autorki. Lekki, idealnie wyważony. Ani nudny, ani chaotyczny. Taki w sam razy. Na dodatek pojawia się wiele mądrych słów, które dają dużo do myślenia.

Prawda, jak dzikie zwierzę, jest zbyt silna, aby pozostać w zamknięciu.

1/05/2015

THERE IS NO CHANCE

THERE IS NO CHANCE

Dla Zuzy :)

- Przepraszam – szepczę, odgarniając ciemne kosmyki opadające na moją twarz. – Nie chciałem tak na ciebie powiedzieć. Ja tylko…
- Twoje przeprosiny to wyłącznie puste słowa, Severusie – przerywa mi dziewczyna. Stoi przy oknie, wpatrując się w horyzont. Ostatnie promienie słońca padają na jej rude włosy. – Kiedy zdążyłeś tak się zmienić?
Podchodzę do niej i próbuję chwycić ją za rękę. Ona jednak odtrąca moją dłoń.
- Lily – szepczę. – To wciąż ja. Jestem tym chłopcem, którego poznałaś kiedyś na placu zabaw.
- Nie wierzę ci – odpowiada obojętnym tonem. Patrzę w jej zielone oczy, próbując nawiązać kontakt wzrokowy. Ciepłe, szmaragdowe, pełne przyjaźni – takimi je zapamiętałem. Teraz jednak są zupełnie inne – zimne, przepastne, zamglone nienawiścią.- Nie jesteś już nim. Severus, którego znałam, nigdy by ze mną tak nie postąpił. Wspierał by mnie, akceptował moje decyzje, pomagał mi w trudnych chwilach. - Nie odtrąciłby mnie.
Patrzę na swoje dłonie. Chude, przerażająco blade, o długich i zręcznych palcach. Idealne do tworzenia eliksirów. Znakomite do… czarnej magii. Próbuję dopędzić tą myśl od siebie, ale nie udaje mi się. Czy to właśnie ona mnie tak drastycznie zmieniła?
- A więc kim teraz jestem? – pytam, nadal spoglądając na dłonie pod różnymi kątami.
Po chwili milczenia dostaję odpowiedź:
- Tłustowłosym, chłodnym, nieliczącym się z uczuciami innych ludzi, ślizgońskim dupkiem! – syczy mi prosto w twarz, a nasze spojrzenia na kilka sekund się krzyżują. Jej słowa są niczym ostry miecz – przeszywają mnie naw skroś, rozrywając moje serce na miliony maleńkich kawałków. – To wszystko przez te podejrzane książki, które czytałeś przez całe wakacje, prawda? Ostrzegałam cię, Severusie, żebyś uważał, ale ty oczywiście musiałeś mnie nie posłuchać!
- Chciałem… Ja… Chciałem… - nie potrafię wydobyć z moich ust jakiegokolwiek sensownego zdania.
- Co chciałeś?! – krzyczy Lily, zaciskając pieści. jeszcze nigdy nie widziałem jej tak wściekłej. – Zaimponować ludziom pokroju Malfoy’ów? To chciałeś osiągnąć?!
Boję się. Naprawdę. A co jeśli teraz stracę ją? Osobę najbliższą mojemu sercu, którą kocham najbardziej na świecie. Opieram się o chłodną ścianę. Próbuję głęboko oddychać i uspokoić się na tyle, aby cokolwiek powiedzieć. Toczę wewnętrzną bitwę o zrzucenie maski obojętności, która już od kilku miesięcy skutecznie ukrywała moje prawdziwe oblicze. Muszę wyznać Lily moje prawdziwe uczucia względem niej. Miłość. Zaufanie. Oddanie. Troskę. Zazdrość, kiedy widzę ją z tym głupim Gryfonem o nazwisku Potter. Tylko dzięki temu mogę uratować to, co jednym niewłaściwym słowem naraziłem na koniec.
Już otwieram usta, aby wyznać jej to, co zawsze czułem od czasu, kiedy to zobaczyłem ją pierwszy raz pod starym drzewem na szczycie niewielkiego wzgórza. „Co będzie, jeśli się dowie i nie spodoba jej się to? Znienawidzi mnie jeszcze bardziej?” – przechodzi mi przez myśl.„Nie” – decyduję, a po chwili ponownie zakładam maskę przyszłego śmierciożercy.
- Tak, taki miałem zamiar – odpowiadam, chociaż moje serce mówi zupełnie co innego.
- Ty… - Usta Lily zaciskają się w wąską kreskę, a oczy zwężają. – Ty świnio! Miałam cię za przyjaciela! A tymczasem zachowałeś się jakiś arystokratyczny dupek. Szlama! Lily, jesteś szlamą! Wiem! Nie musiałeś mi przypominać!
- Lily…
- Nie przerywaj mi, Severusie! – krzyczy. – To koniec naszej przyjaźni.
- Lily… - próbuję złapać ją za rękę, ale ona się cofa w stronę wyjścia z komnaty.
- Nie mów tak do mnie! Nie dotykaj mnie!
- Proszę, daj mi szansę – szepczę, pochylając głowę. Czy dalsza walka ma jakikolwiek sens?
- Szansa?! Po co mam ci ją dawać? Żebyś kolejny raz mnie zranił?
Nie odpowiadam. Lily ma rację – zbyt wiele razy już mi wybaczała, aby kolejny raz mi zaufać.
- Żegnaj, Severusie – mówi chłodnym niczym stal głosem i wyciąga coś z kieszeni. Przez chwilę przypatruje się z uwagą małemu przedmiotowi, po czym rzuca mi go pod nogi i wychodzi z komnaty. Jeszcze przez kilka sekund słychać jej gniewne kroki, kiedy oddala się korytarzem.
Upadam na kolana i podnoszę z lodowatej, kamiennej posadzki zawieszkę w kształcie połowy serca. Z kieszeni spodni wyciągam taki sam kawałek metalu i łączę go z zawieszką Lily. Dwie połówki tworzą małe serduszku z zatartym napisem „Friends Forever”. Przez moją twarz przebiega cień uśmiechu, kiedy przypominam sobie chwilę, kiedy po raz pierwszy jej mała, ciepła dłoń zacisnęła się wokół tego prezentu. Spojrzała wtedy  w moje ciemne, głębokie oczy i wyszeptała kilka niezrozumiałych słów, prawdopodobnie w jakimś innym języku.
Siedzę na zimnym kamieniu, a przez moją głowę przemyka każda chwila, jaką spędziłem w swoim życiu z Lily Evans. Pierwsze spotkanie pod starym, rozłożystym drzewem. Długie rozmowy na polanie i na brzegu jeziora. Wiele godzin spędzonych na zabawie w lesie obok jej domu. Pierwszy dzień w Hogwarcie. Wspólna nauka i przechadzki po błoniach. . Latanie na miotłach po lekcjach.
Zaciskam szczęki i spoglądam na serce trzymane w dłoniach, uświadamiając sobie, jak duży błąd popełniłem, zakradając się pewnego dnia do działu ksiąg zakazanych i zaprzyjaźniając się z Lucjuszem oraz ludźmi jego pokroju.
Odkładam serce bok i kolejny raz spoglądam na moje dłonie. Przeraźliwie chude i tak blade, że widać każde większe naczynie krwionośne pod skórą. Zadziwiająco długie i zręczne palce, przyzwyczajone do trzymania przez długie godziny pióra w ręce. Dłonie przyszłego Mistrza Eliksirów oraz… narzędzie zbrodni śmierciożercy. Zszokowany poruszam palcami, odkrywając ich kolejne mroczne właściwości – mordowanie, rozcinanie, rozrywanie, , torturowanie…
Widzę też krew. Ciemnoczerwona posoka przepływa mi przez ręce i rozlewa się na posadzce. Czuję jej zapach i słyszę przeraźliwy pisk. Próbuję odegnać wspomnienie tego, jak ja i kilku innych uczniów w wakacje spotkaliśmy się w posiadłości Lucjusza, aby spotkać się z mistrzem młodego Malfoy’a. Z Czarnym Panem. Pamiętam, jak bardzo cieszyłem się z katowania małego, szaroburego kotka przed mistrzem Lucjusza. Teraz to mnie obrzydza. Jak mogłem zrobić coś takiego niewinnemu stworzeniu?
Kto będzie następny? Jakiś przypadkowy staruszek? Młoda matka z dzieckiem?
Nie mam pojęcia.
Jedyne, co wiem, to to, że odejście Lily sprawiło, że na krótki moment znów stałem się prawdziwym człowiekiem. Kochającym, współczującym i żałującym swoich win.
Klęczę i płaczę, by po chwili wstać. Ciemne, lekko przetłuszczone włosy nadają mi groźny widok, a oczy stają się jeszcze bardziej przepastne. W tej jednej chwili znikają wszystkie moje pozytywne uczucia. Smutek i żal ustępują miejsca gniewowi i wściekłości, a po kilku minutach stania w bezruchu pośrodku komnaty moje serce przepełnia już tylko obojętność.
Spoglądam przez okno i widzę, jak Lily biegnie przez błonia. Jej długie, rude włosy tańczą na wietrze. Podbiega pod rozłożyste drzewo i siada obok chłopaka w okularach, o ciemnych, wiecznie rozczochranych włosach. Jeszcze godzinę temu poczułbym falę zazdrości rozlewającą się po ciele na ten widok, ale teraz nic się nie dzieje. Moja miłość do Lily Evans skryła się  razem z innymi uczuciami gdzieś tam głęboko w mojej duszy, zamknięta w miejscu, którego już nigdy nie miała opuścić.
Podnoszę z podłogi dwie połówki serca. Chcę je zniszczyć, aby już nic nie przypominało mi o tym Severusie, który przed chwilą bezpowrotnie zniknął. Pragnę wrzucić je do ognia i patrzeć jak metal roztapia się pod wpływem gorąca. W wyniku jakiegoś nieznanego mi impulsu porzucam jednak ten pomysł i wkładam połówki serca do kieszeni spodni.
Idę ciemnymi korytarzami niepostrzeżenie wymykam się poza ogrodzenie Hogwartu. Wyciągam przed siebie różdżkę z ciemnego, gładkiego drewna, a w moim umyśle kształtuje się obraz Malfoy Manor. Aportuję się tam i padnę na kolana przed obliczem Czarnego Pana. Będę zapewniał go o swojej lojalności i nienawiści do mugoli. Potem zabiję jakaś szlamę, aby dowieść prawdziwości moich słów.
Z radością przyjmę Mroczny Znak…
… i zapomnę o Lily Evans.
Copyright © 2016 Only experiences , Blogger