2/27/2015

Update książkowy - STYCZEŃ + LUTY

Update książkowy - STYCZEŃ + LUTY

Szczyt wszystkiego - Jeff Kinney

Ocena: 6/10
Przeczytane: 12 stycznia 2015
Kiedy przeczytałam serię "Dziennik cwaniaczka" w podstawówce, wydawała mi się naprawdę zabawna! Trochę lat minęło, a z nimi moje poczucie humoru. O wiele mniej się śmiałam, a niektóre sytuacje wydawały mi się naprawdę absurdalne. Jednak nic nie zmieniło się jeśli chodzi o to, że książka ta zawsze wprawia mnie w dobry humor :)
Nie jest to literatura wysokich lotów. Bo i czego się można spodziewać po książkach dla dzieci? Jest jednak coś, co odróżnia ją od innych powieści dla tej grupy wiekowej. Mam na myśli oczywiście formę dzienniczka ("pamiętnik" wydawałby i się tu złym określeniem) - różne rysunki, zabawne, trochę niecodzienne historyjki pisane z punktu osoby, która zaczyna gimnazjum (jeśli dobrze pamiętam, w takiej sytuacji znalazł się Greg, czyli główny bohater książki).
Polecam Wam tą książkę, jeśli jesteście zmęczeni i chcecie się zrelaksować przy czymś mało wymagającym.


Wierna - Veroniica Roth

Ocena: 6/10
Przeczytane: 19 stycznia 2015
Tak! W końcu zaczyna się coś dziać... Przynajmniej tak mi się wydaje. Tris, Tobias i reszta grupy wydostają się z miasta do zupełnie obcego im świata. Poza ogrodzeniem dowiadują się bardzo wielu... ciekawych rzeczach. Albo tak mi się przynajmniej wydawało na pierwszy rzut oka.
Czego oczekujemy od ostatniej części każdego cyklu? Wielkiego finału, rozwiązania wszelkich tajemnic. Pod tym względem "Wierna" bardzo mnie rozczarowała. Co prawda pomysł był dobry - uszkodzone geny, zawiłość natury ludzkiej - jednak wykonanie pozostawia wiele do życzenia. I nie chodzi to, że zdania brzmią sztywno. Po prostu pani Roth zamiast wyjaśnić jasno pewne sprawy, jeszcze bardziej wszystkim zamieszała. W efekcie nie zrozumiałam zbyt wiele z jej pomysłów. Jeśli chodzi o główny wątek - genetykę - on także jest taki... dziurawy. Autorka rozpoczynała jakieś zagadnienie i po chwili porzucała je, by przejść do następnego. Czyżby przez tą oszałamiającą liczbę wątków pani Roth chciała coś ukryć? Na przykład wielką, fabularną przepaść?
Najbardziej w tej książce spodobał mi się podział narracji pomiędzy Tobiasa i Tris. Jest to bardzo miła odmiana :) "Uczestniczenie" w zdarzeniach z punktu widzenia Tobiasa było naprawdę interesujące. Okazał się o wiele dojrzalszym narratorem niż Tris
Zakończenie mogłoby się wydawać zaskakujące. Można by je nawet nazwać "wielkim finałem", chociaż na to wcale nie zasługuje. Dlaczego? Co prawda jest ono rzadko spotykane wśród powieści dla młodzieży, ale nie da się ukryć, że było ono mało wyszczególnione. Po prostu znikło w morzu innych wydarzeń.
Jeśli chodzi o wątek Tris i Tobiasa - sucho jak na pustyni. Nie ma między nimi jakiejkolwiek chemii. Ich relacje są pozbawione jakichkolwiek głębszych emocji. Nie ma znaczenia, czy właśnie się kłócą, czy namiętnie całują - ich związek jest nienaturalny. I naciągany na dodatek...

Zło jest w każdym, a miłość polega na tym, by dostrzec to samo zło w sobie, bo tylko wtedy można przebaczyć drugiemu człowiekowi.





Mały Książę - Antoine de Saint-Exupery

Ocena: 10/10
Przeczytane: 31 stycznia 2015
Już podczas czytania pierwszej strony, poczułam, że "Mały Książę" będzie jedną z moich ulubionych lektur szkolnych w gimnazjum.
Książka opowiada o lotniku, który pewnego dnia musi awaryjnie lądować na pustyni. Spotyka tam chłopczyka, czyli naszego tytułowego bohatera. Lotnik podczas rozmów z chłopcem zaczyna poznawać jego historię. Historię o podróży, pełnej filozoficznych przesłań, które poruszają ważne dla nas sprawy. Jest to także powieść o podstawowych ludzkich wartościach, jakimi są miłość i przyjaźń.
Nie wszystko, co zawierała książka, było zrozumiałe. Niektóre fragmenty pozostały dla mnie niejasne, jednak w sumie dobrze jest, że tak się stało - przynajmniej teraz czekam z niecierpliwością, aż moja klasa zacznie przerabiać tą książkę.

- Na pustyni jest się trochę samotnym.
- Równie samotnym jest się wśród ludzi.



FNiN oraz Klątwa Domu McKillianów - Rafał Kosik

Ocena: 7/10
Przeczytane: 5 lutego 2015
Felix, Net i Nika wybierają się do Wielkiej Brytanii w odwiedziny do znajomych z międzynarodowej wymiany. Wszystko jednak wychodzi nie tak i lądują w zamku, znajdującym się w jakiejś szkockiej dziurze. Zaczynają nawiedzać ich bardzo dziwne i realistyczne sny, a na dodatek pojawia się wątek klątwy ciążącej na szkockim klanie.
Spodziewałam się czegoś o wiele lepszego. Już sam napis z tyłu okładki sugerował, że będzie to horror w stylu "Trzeciej Kuzynki". Nic nie było jednak takie, na jakie się zapowiadało. Fabuła trochę naciągana, zakończenie zbyt proste i... takie niepasujące do reszty książki, klimat "horroru" bliski zeru, a Net, który w poprzednich częściach był całkiem zabawny, teraz zrobił się denerwujący.
Ocena 7/10 wynika tylko z tego faktu, że pojawiło się kilka naprawdę fajnych (wiem, że to niepoprawne słowo, ale co tam :P), ciekawych scen i śmiesznych sytuacji.
Wydaje mi się, że Kosikowi powoli zaczyna brakować pomysłów na tę serię. Wymyśla coraz to bardziej naciągane rzeczy, żeby podtrzymać cykl przy życiu. Chyba że... zaczęłam już wyrastać z FNiN?



Nigdy przenigdy - Sara Shepard

Ocena: 8/10
Przeczytane: 7 lutego 2015
Zastanawiam się, ile części tej serii planuje autorka. Patrząc, na to że "Pretty Little Liars" już ma kilkanaście tomów, prawdopodobnie "Gra w kłamstwa" doczeka się także kilku kolejnych tomów.
Ta część przybliża nasz w nieznacznym stopniu do rozwiązania zagadki. Pojawiają się nowe wątki, nowi podejrzani. Dodatkowo dowiadujemy się trochę więcej o nikczemnych występkach Sutton i jej przyjaciółkach.  Jeśli już piszę o przyjaciółkach Sutton, to muszę dodać, że raz jedna, raz druga wydawała mi się mordercą Sutton.
Książkę czyta się łatwo, szybko i przyjemnie. Fabuła - podobnie jak w pierwszej części - jest trochę schematyczna, ale całkiem ciekawa. Czytając, nie można się nudzić, ponieważ co chwilę pojawiają się nowe tajemnice i poszlaki.
Jednocześnie wydaje mi się, że Emma zaczyna się trochę zmieniać. Na dobre czy gorsze? Tego jeszcze nie wiem. W sumie trudno uniknąć zmiany charakteru, jeśli udaje się innego człowieka, a szczególnie kogoś takiego jak Sutton.

Można być uśmiechniętym. ciągle uśmiechniętym i być skończonym łotrem. 




Województwo śląskie. Przyroda. Gospodarka. Dziedzictwo kulturowe.
 Renata Dulias, Adam Hibszer

Ocena: 6,5/10
Przeczytane: 27 lutego 2015
Jedna z dwóch książek do przeczytania na III etap olimpiady.
Początek - około 40 stron - opowiadający o budowie geologicznej, jest nudny i napisany tak, że niektóre fragmenty musiałam czytać po kilka razy, aby coś z nich zrozumieć, a co dopiero zapamiętać! Im dalej się jednak zagłębiałam w książkę, tym robiło cię coraz przyjemniej i mniej nudno.
Jeśli ktoś z Was mieszka na Górnym Śląsku - tak jak ja - i chciałby się o nim co nieco dowiedzieć, to polecam tą książkę temu komuś z całego serca. Wydaje mi się być całkiem interesująca propozycją, a na dodatek można przeczytać o wielu ciekawych rzeczach, o których nauczyciele nie opowiadają zbyt dogłębnie na lekcjach geografii.

2/20/2015

Nowe lektury - czyli o zgrozo O.o

Nowe lektury - czyli o zgrozo O.o
Dwa dni temu pojawiły się wyniki ankiety MEN na temat nowych propozycji w kanonie lektur w podstawówce. Już z góry wiedziałam, że w pierwszej dziesiątce z pewnością znajdzie się "Harry Potter", jednak prawdziwym zaskoczeniem było to, że serię Rowling pobiła aż o dwa miejsca książka "Tosia i Pan Kudełko. Jedzeniowe dylematy". Przez chwilę myślałam, że to coś o śmieciowym jedzeniu, ale po chwili okazało się, że jest to książka o weganach dla dzieci.
Nie, nie żebym miała coś do wegetarianów i weganów! Nawet znam kilku ;)
W każdym razie w opisie na Lubimy Czytać jest wyraźnie zaznaczone, że w tej powieści są poruszane takie tematy jak: dlaczego warto nie jeść mięsa, nie pić mleka i zrezygnować z jajek? Przynajmniej ja zrozumiałam to tak, jakby namawiali dzieci do niespożywania tych produktów. Jeśli moje przypuszczenie jest prawdziwe, to w takim razie skąd dzieci mają brać białko, wapień i inne składniki odżywcze zawarte w tych produktach spożywczych?! Z powietrza? Co prawda istnieją z pewnością preparaty, które mogą dostarczyć wymaganą ilość tych składników odżywczych organizmowi. Nie wydaje mi się jednak, aby dobrym pomysłem było podawanie leków dzieciom w takim wieku, skoro są inne sposoby...
Hmm... Mogliby się zastanowić nad zmianą tytułu. "Tosia i Pan Kudełko, czyli przepis na niedożywienie" też by pasowało.
W pierwszej 10 pojawiły się (jeśli się nie mylę) tylko dwie lektury ze starego kanonu: "Mikołajek" i "Dzieci z Bullerbyn". Na trzynastym miejscu uplasował się "Feliks, Net i Nika". Tak, dobrze przeczytaliście. Feliks... Jak widać, nawet tytuł książki trudno jest przepisać.
Dalej znajduje się "Hobbit" i "Władca pierścieni". O ile pierwsze jeszcze by jakoś przeszło, to drugie jest dla mnie wielkim nieporozumieniem. Jeśli nawet ja, wielki mól książkowym, miałam trudności w podstawówce z przeczytaniem "Wyprawy", to pomyślcie sobie, co będzie z uczniami, którzy ledwo umieją sklecać zdania!
Kolejnym zaskoczeniem okazały się "Igrzyska śmierci" na 36 miejscu. Jest to interesująca książka, da się z niej wyciągnąć coś wartościowego, jednak wydaje się jednak trochę nieadekwatna dla grupy wiekowej 6-12. Większość uczniów by się przeraziła, zniechęciła lub mało co zrozumiała.
Natomiast na 44 miejscu uplasowała się... "Saga Wiedźmin"! To jest...
Czekajcie, czekajcie...
Sapkowski dla szóstoklasistów?!


Już sama myśl, że ktoś proponował dodać do kanonu lektur szkolnych książkę, w której są wulgaryzmy, mnie... przeraża. Tyle się ostatnio mówi, że uczniom nie wypada przeklinać i w ogóle, a tu takie coś. Na dodatek styl pisania Sapkowskiego jest trudny i mało któremu z uczniów udałoby się go "przetrawić".
Pomimo tak wielu nieporozumień, na liście pojawił się także wiele wartościowych pozycji. Książki Dahla, Joanny Olech, Michaela Bonda, Astrid Lindgren i wiele innych... Jednak ja nadal uważam, że mogli zostawić wszystko tak, jak było, a te całe ględzenie w stylu "bo one nie są współczesne" było zbędne.
Patrząc na wyniki ankiety, można odnieść wrażenie, że u większości osób, które oddawały głosy, umiejętność czytania ze zrozumieniem trochę kuleje. Można by powiedzieć, że nawet bardzo. Prawdopodobnie wielu z nich głosowało na to, co lubią najbardziej, nie zważając na to, czy uczniom naprawdę uda się to przeczytać.
A jakie jest Wasze zdanie?
Tutti

2/14/2015

Jest taki dzień...

Jest taki dzień...


Budzisz się rano. Wstajesz z łózka, zakładając uprzednio ciepłe i mięciutkie kapcie, po czym kierujesz się ospale do salonu. Padasz na kanapę i włączasz telewizor z zamiarem odstresowania się po całym dniu ciężkiej pracy. "Film akcji" - chodzi ci pogłowie. - "Co najwyżej Cejrowski..." Uśmiechasz się, rozmarzony do granic możliwości, i przełączasz obraz na telewizorze na pierwszy lepszy kanał. W tym momencie Twoje wszystkie marzenia o spędzeniu przyjemnej soboty legają bezpowrotnie w gruzach.
Patrzysz na przewijający się pasek w dole ekranu i nagle uświadamiasz sobie, że jest 14 lutego, a Twoja dziewczyna rzuciła Cię zaledwie dzień wcześniej. Wzdychasz ciężko i wstajesz, aby wyciągnąć z swojej tajnej skrytki najwytworniejsze wino, jakie masz.
A może lepszym towarzyszem rozpamiętywania o niej byłaby jednak wódka? 

***

Nie pytajcie się, czym jest to "coś" powyżej. Nawet ja sama nie mam pojęcia. Po prostu Pani Wena (która chyba wróciła z długiej i pełnej trudów wyprawy na Północ) podrzuciła pomysł, który pasuje do dzisiejszego "święta". Założenie było takie, aby pokazać, że nie dla wszystkich Walentynki to święto szczęścia, miłosnych wyznań i miłości. Bohater mojego epizodu (nazwijmy to tak) ma na przykład złamane serce - dziewczyna go rzuciła, chociaż ją kochał. Prawdopodobnie miał już nawet w planach jakąś romantyczną kolację w włoskiej knajpce, z nastrojową muzyką w tle "O sole mio!" i jakże romantycznymi oświad... Okej, okej, trochę się zapędziłam z tą "romantycznością" ("Co za dużo to niezdrowo!").
Nie traćcie jednak, kochani single, nadziei! Jutro jest Dzień Singla (według cioci Nonsensopedii wymyślony przez Włochów), a więc możecie bez przeszkód upić się z żalu, że kolejny raz spędziliście Dzień Zakochanych z swoją babcią, dziergając swetry na drutach lub obcinając pazurki jej kotom.
(Nie żebym zachęcała do konsumpcji alkoholu...)
Wróćmy jednak do właściwego tematu posta. Miłość. Jeśli dobrze pamiętam, rok temu na moim starym blogu pisałam, że trudno określić, co to w ogóle jest... Uczucie? Jak najbardziej. Więź? Może być. Poza tym potrafiłam jeszcze stwierdzić, że jest kilka rodzajów miłości i opisać je.
W ciągu tego roku moja opinia zmieniła się... znacząco. O wiele bardziej zaczęłam cenić miłość rodzinną (czyli na przykład córki do matki). Natomiast w miłość miedzy chłopakiem a dziewczyną zaczęłam trochę wątpić. Nadal wydaje mi się być bardzo piękną miłością, ale już chyba sobie nie wyobrażam jej jako idealniej. No wiecie: takiej bez kłótni, kłamstw, sekretów, wad. Taka istnieje w większości dzisiejszych książek, aby podbudować nasze samopoczucie. Rzadko autor opisuje uczucie jako takie, jakie jest w prawdziwym życiu.
Jeśli chodzi o moje tegoroczne Walentynki, to dostałam buziaka w policzek od taty i brata (ten drugi zrobił to z szczególnym trudem :P). Chłopaka nie mam, bo po co? W moim wieku chodzenie z kimś nie ma  jeszcze jakiegokolwiek sensu. Połowa moich rówieśników płci męskiej to jełopy niereformowalne, 1/4 czternastoletnich przystojniaków jest zajęta, a pozostała ćwiartka mnie specjalnie nie interesuje.
I dobrze.
Ciao!
Tutti

PS Przepraszam, jeśli to, co tu napisałam jest kompletnie bez sensu :P
Nawiasem mówiąc, czy powinnam się zacząć martwić o siebie, jeśli w kółko słucham hymnu Światowych Dni Młodzieży?


2/10/2015

#zimowo

#zimowo
Buongirono!
Na początku chciałabym Wam podziękować za 2000 wejść na bloga. Wiem, że to bardzo mało w porównaniu z innymi blogami, no ale zawsze coś :) Taki kolejny, mały kroczek może prowadzić do czegoś wielkiego...
W każdym razie przybywam ponownie z kolejną dawką zdjęć. Tym razem zero kotów, tylko rzeczka, drzewa i para kaczek-uciekinierek w tle. Z góry przepraszam, jeśli kogoś rażą plamki światła na pierwszym zdjęciu, ale mi się wydaje, że dodają one mu tylko niezaprzeczalnego uroku. 
A jeśli ktoś uważa inaczej, to go zepchnę do Tartaru.

Tutti





2/06/2015

Nadchodzi zima - TAG KSIĄŻKOWY

Nadchodzi zima - TAG KSIĄŻKOWY

Witajcie!
Miałam dzisiaj zupełnie inny plan na post, ale nie umiałam się do niego w ogóle zabrać i postanowiłam odłożyć jego napisanie na kilka dni. Zamiast tego udało mi się przygotować tag, do którego zostałam nominowana przez Jess (której bloga serdecznie polecam) i Polę.
Nawiasem mówiąc, jak mijają Wam ferie? U mnie jest całkiem spokojnie, chociaż feriami bym to nie nazwała. Już trzy razy w tym tygodniu byłam w szkole (efektem czego jest cała teczka pełna testów). Tak więc mam nadzieję, że Wasz odpoczynek od szkoły jest o wiele... przyjemniejszy niż mój.

Ciao!
Tutti-Geograf-Od-Siedmiu-Boleści


1. ŚNIEG - kiedy spada na ziemie, świat od razu robi się piękniejszy, ale gdy sypie zbyt długo, zaczyna być dla nas uciążliwy i denerwujący. Książka, o której zmieniłem zdanie podczas czytania to...

"Klątwa tygrysa" autorstwa Colleen Houck. Kiedy czytałam ją po raz pierwszy, mając dwanaście lat, wydawała mi się czymś niesamowitym, niezwykłym. Proza pani Houck zrobiła wtedy na mnie wielkie wrażenie ("Taka lekka" - stwierdziłam wtedy o zgrozo). Bohaterowie byli według mnie dobrze skonstruowani, nietuzinkowi. Jednak gdy wzięłam tą książkę do ręki dwa lata później, moje zdanie o niej zmieniło się o 180 stopni. Nagle to, co uznawałam za niesamowite, stało się beznadziejne. Twardy język, postacie zachowujące się niczym Bella, Edward i Jacob ze "Zmierzchu" (co mnie niezmiernie denerwowało!). Patrząc na mój egzemplarz na półce, zastanawiam się, jak ktoś mógł stwierdzić, że sama J.K.Rowling chciałaby napisać tą książkę. Ona prawdopodobnie nie dotknęłaby tego "czegoś" końcem kija.
Pomysł może i był dobry, ale wykonanie skrzywdziło moje oczy.


2. BAŁWAN - przyznajcie, że lepienie go całą rodziną jest bardzo zabawne. Książką, którą mogłabym przeczytać z rodziną jest...

Kto nie zna Pippi, bohaterki serii powieści szwedzkie pisarki Astirid Litngren? Chyba nikt. Przygody małej sierotki (pół-sierotki? prawie-sierotki?) o rudych niczym marchewka włosach i piegach na nosie były jedną z moich pierwszych książek, które pamiętam. Trochę lat już jednak od tego czasu minęło i mało już co pamiętam z treści książki. Z całą pewnością jednak mój brat w życiu przygód Pippi nie przeczytałby z własnej woli (chyba że zagroziłoby mu się szlabanem na komputer do końca życia i jeszcze dłużej). Mój ojciec także nie byłby zbyt zainteresowany taka tematyką - on darzy miłością wielka i nieprzemijającą powieści wojenne ;) Tak więc z rodzinnego czytania nici... No ale zawsze można spróbować :)


3. ŚWIĘTY MIKOŁAJ - jak wszyscy dobrze wiemy, przynosi niesamowite prezenty. Książka, którą chciałabym dostać to...

"Powiedz wilkom, że jestem w domu" - zobaczyłam ją wczoraj w empiku i zaciekawiona tytułem na grzbiecie wzięłam ją do ręki. Od razu po przeczytaniu opisu spodobała mi się - problem AIDS (o tym zawsze chciałam trochę poczytać!), społeczne wykluczenie, coś o psychologii okresu dojrzewania. Kupię to kiedyś, jak będę mieć kasę xd, albo zażyczę sobie u rodziny, jeśli nadarzy się jakaś okazja.

4. ŚNIEŻKA - uderzenie nią boli i nie należy do najprzyjemniejszych. Książka, która wywoła we mnie silne emocje to...

"Chłopcy z Placu Broni". Podczas czytania książek odczuwam wiele emocji: zaintrygowanie, radość, zirytowanie, poruszenie itd. Nigdy jednak nie byłam tak smutna, żeby płakać. Nawet "Gwiazd naszych wina" nie spowodowała u mnie potoku łez. No okej, płakałam raz. Jeden jedyny raz. I to w czwartej klasie, kiedy za lekturę miałam właśnie "Chłopców z Placu Broni". Długo  potem rozpamiętywałam śmierć Nemeczka :(
Taki dobry...
Taki skromny...
Taki odważny...
On na to nie zasługiwał :'( *chlip*

5. JAZDA NA SANKACH - kochają ja wszystkie dzieci. Książka, która uwielbiałam, będąc dzieckiem to...

"Harry Potter", ale go już wszyscy znają, więc opowiem o innej książce, czyli "Lecie borsuka" z 1979 roku. Opowiada o chłopcu (którego imienia i tak nigdy nie było dane mi poznać), który znalazł małego borsuka. Chłopiec bierze go do domu i opiekuje się nim. Potem przezywają różne przygody, a borsuk dodatkowo staje się generatorem problemów. Co wyniosłam z tej książki? Że miejscem dzikiego zwierzęcia zawsze będzie las i nieważne, co by się robiło, instynkt tego zwierzęcia zawsze będzie ponad tresurą.


6. HERBATA - rozgrzewa nas, kiedy przychodzimy do domu zziębnięci po szaleństwach na śniegu. Książka, która ma dla mnie wartość sentymentalną to...

"Dziewczynka spoza szyby" - kolejna staroć z piwnicy (1980 rok). Nie jest jakaś wybitna czy skomplikowana. Zwykła książka dla dzieci opowiadająca o sparaliżowanej dziewczynce, która nie ma przyjaciół. Historia dla mnie jest jednak wyjątkowa, ponieważ była pierwszą książka o takiej problematyce, jaką wzięłam do ręki. Dodatkowo stała się dla mnie inspiracja do napisania "Dla ciebie", które było moim debiutem w internecie i prasie ogólnopolskiej (tak, było się swego czasu w Victorze Juniorze ^.^ yeah). niestety opowiadanie zaginęło wraz z wymianą komputera i usunięciem starego bloga.




Nominuję... nikogo xd

2/02/2015

L'inverno

L'inverno






Powyższe zdjęcia były na dysku mojego komputera już miesiąc temu, ale dopiero teraz je dodaję, ponieważ czekałam, aż spadnie śnieg. W sumie głupio by było pokazywać zimowe zdjęcia, kiedy na zewnątrz jest plus dziesięć stopni, co nie?
Wracając do tematu zdjęć, podczas mojej przechadzki nad rzeczką spotkałam kota. Sadziłam, że ucieknie (tak zazwyczaj koty na mnie reagują), ale on do mnie obszedł i zaczął ocierać się o moje nogi. Potem już nie za bardzo chciał mnie opuścić. Co najwyżej czasami wskakiwał na drzewa lub wybiegał do przodu, ale po chwili zawsze do mnie wracał... Prawdopodobnie nawet udałoby mi się zaprowadzić go do domu, ale wystraszył go pies i uciekł. W sumie to nawet lepiej, że sobie poszedł - już sobie wyobrażam minę moich rodziców, gdybym przyniosła do domu taką biało-ruda, puszystą kulkę.
Przy okazji zobaczyłam kaczki. Niestety odpłynęły, zanim zdążyłam zrobić im więcej zdjęć.
Mam nadzieję, że moje próbki fotograficzne Wam się spodobały ;) Prawdopodobnie opublikuję jeszcze jakież zdjęcia, o ile zechce mi się ruszyć z domu nad rzeczkę...

A dopo!
Tutti
Copyright © 2016 Only experiences , Blogger