3/30/2015

Pozytywnie!

Pozytywnie!
Dawno, dawno temu, czyli gdzieś tak w listopadzie ubiegłego roku, zostałam nominowaną przez Polę (którą pozdrawiam!) do zabawy o jakże przyjaźnie brzmiącej nazwie "Pozytywnie"W zabawie tej chodzi o to, aby każdego dnia, przez cały tydzień wypisywać po trzy pozytywne rzeczy, jakie mnie spotkały. Niestety, tylko pięć pierwszych dni minęło mi miło...

Poniedziałek, 23 marca
  • W szkole już od samego rana krążyłam pomiędzy klasami i gabinetem dyrektorki w celu załatwienia sprawy z odwołaniem. Znalazłam cztery zadania w arkuszu, od których mogłabym się dowoływać. Dwa są całkiem pewne, trzecie całkiem całkiem, ale ostatnie jest bardzo niepewne. Cytując moja nauczycielkę: "pisane na wodzie". Niektórzy żartobliwie mówili, że jestem za inteligentna na ta szkołę i dyrekcja chce mnie przenieść do innej placówki :P
  • Podczas którejś z przerw rozdawano darmowe jabłka. To było bardzo miłe. Ale i tak trafiło mi się jakieś robaczywe, lekko zgniłe w środku jabłko... No cóż, takie szczęście :D
  • Podczas prasowania koszul dowiedziałam się bardzo wielu ciekawych rzeczy... Ale o tym się nie będę rozpisywać, bo jest to zbyt dziwny i nieogarnięty psychicznie temat.

Wtorek, 24 marca
  • Idąc na korepetycje z angielskiego, zobaczyłem dwie cukrówki (to takie jakby gołębie) na drucie telefonicznym. Siedziały przytulone do siebie i "gruchały". Bardzo ładny widok :)
  • Wieczorem rozmawiałam przez kilka godzin z Zuzą. Nie wiem, jak ona to robi, że przy niej zachowuję się tak dziwnie (czytaj: jak kompletna idiotka). Nasza rozmowa zeszła na temat opowiadania (któremu nadałam jakże poetycką nazwę "Kasza w pałacu samotności"), połączenia naszych osobowości pod nazwą Manna Tajer, wielokrotnego pisania "Kluseczko..." oraz podkocykowych pogawędek bohaterów literackich... Podsumowując: było bardzo ciekawie :D
  • Na polskim rozmawialiśmy o trenach Kochanowskiego, dokładnie to o "Trenie V". Moja nauczycielka spytała się: "Dlaczego sadownik nie zauważył małego drzewa oliwnego pośród pokrzyw?" . Na to ja: "Bo miał wadę wzroku". Teraz powinniście usłyszeć głośne *baddum tss*, ale moja odpowiedź nie była chyba jednak aż tak śmieszna, aby zasłużyć na epicki podkład muzyczny.
Środa, 25 marca
  • Pierwszy dzień rekolekcji. Rekolekcje zazwyczaj są ciekawsze od zwykłych mszy, jednak do dzisiaj tylko jedne, które odbyły się chyba w podstawówce, zapadły mi w pamięć. Pamiętam, że w parafii gościliśmy takiego starszego księdza, który tak fajnie mówił o scyzoryku i kłamstwie, że aż normalnie mnie poczucie winy za serce "chwyciło". Wracając do tegorocznych rekolekcji, odwiedził nas Andrzej Sowa, były narkoman. Opowiedział nam swoją historię: jak zaczął brać, jak powoli się staczał i jak całkowitym przypadkiem znalazł się pewnego dnia na rekolekcjach. Zaskoczyło mnie to, że podczas opowiadania swojej historii nie bał się od czasu do czasu wypowiedzieć przekleństwa, czyli słowa które raczej w kościele nie powinno być używane. Wydaje mi się, że te wulgaryzmy nadały jego słowom autentyczności, głębszego przekazu. Dzięki nim nie była to zwykła, sucha gadka o narkotykach i nawróceniu.
  • Po raz pierwszy od kilku miesięcy wyjęłam rower z piwnicy i wybrałam się na krótką przejażdżkę wzdłuż rzeczki.
Więcej pozytywnych rzeczy nie pamiętam.

Czwartek, 26 marca
  • Drugi dzień rekolekcji. W kościele spowiadał naprawdę fajny ksiądz. Kiedy już miałam odejść, on podał mi rękę i powiedział: "Powodzenia". Zamurowało mnie. Jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, aby ksiądz powiedział coś tak... pokrzepiającego. jakby wierzył, że mogę pokonać swoje słabości. W czasie, gdy niektórzy się spowiadali, grał zespół. Tak mniej więcej po godzinie niektórzy z nas włączyli się do śpiewu. Dużo osób wyszło przed zakończeniem spotkania. Z tego, co później usłyszałam, według nich te wszystkie śpiewy były nudne. A mi się tam podobało ^.^ Te wspólne śpiewanie i klaskanie do rytmu podczas ostatniej piosenki...
  • Po lekcjach poszłam kupić koszulę, którą już sobie jakiś czas temu upatrzyłam. Długie rękawy, kołnierzyk, czerwono-czarna krata. Przeszukałam cały rynek i jego okolice, żeby właśnie taką znaleźć. Wchodzę do sklepu, podchodzę do wieszaka, patrzę się i co widzę? Same koszule w rozmiarze 42...
  • Wieczorem weszłam do mojego pokoju i gwałtownie krzyknęłam (czytaj: zapiszczałam tak, że wyleciały wszystkie szyby). Mama po chwili wpadła sprawdzić, czy się mi coś przypadkiem nie stało. Była naprawdę zdziwiona, kiedy okazało się, że... zobaczyłam pająka :P Taki mały, niegroźny pajączek, a ja się darłam na cały głos... Chociaż może się to nie wydawać jakoś przesadnie pozytywne (tak samo punkt z koszulą), to jednak później śmiałam się z tego :)
Piątek, 27 marca
  • Dzień trzeci, a zarazem ostatni rekolekcji. Odbyła się msza. Zacznę od tego, że cała nasza klasa weszła do kościoła. Patrzymy - większość ławek z tyłu zajęte. Wszyscy stanęliśmy z tyłu i nie widzieliśmy, co zrobić. Iść do przodu, czy nie? Jako że nie chciało mi się ani trochę stać *niech żyje wrodzone lenistwo!*, poszłam do samego przodu i siadłam w ławce razem z chłopakami z technikum ekonomicznego. Co zrobiła moja klasa? W sumie to nie mam pojęcia. Nie miałam już ochoty oglądać się do tyłu i sprawdzać, czy wyzbyli się swojej fobii przed siadaniem z przodu pomieszczeń (Kudi, jeśli to czytasz, napisz, co w końcu zrobiliście?). za dużo nawiasów Pod koniec mszy znowu było śpiewanie, a wiec to, co lubię najbardziej robić w kościele. Aż się rączki same rwały do klaskania. Prawdopodobnie większość mojej klasy urwała się przed końcem mszy, ponieważ nigdzie jej widziałam po wyjściu z kościoła. Kurcze, jak ktoś usłyszy w mojej szkole, że mi się nie nudziło, to chyba dostanę jakąś plakietkę w stylu: "Dziecko Dziwactwa" :P
  • Z moim bratem graliśmy w siatkówkę na korytarzu, jednak zamiast piłki używaliśmy balona. Cud, że ten balon jeszcze istnieje...

Sobota, 28 marca

Rozchorowałam się (ból głowy i gardła, bonusowo jeszcze katar) i w sumie nic nie było dla mnie ani trochę przyjemne -.-

Niedziela, 29 marca

Choroby ciąg dalszy...

Poniedziałek, 30 marca
  • Znowu rozdawano jabłka.
Trochę się podkurowałam i pozbyłam bólu gardła, ale z powodu przeżycia pewnej sytuacji w gabinecie wice-dyrektorki i zrobienia z siebie totalnej debilki (Kudi może wie, o co chodzi) wróciłam dzisiaj do domu smutna i zdołowana.... Ech, powoli zaczynam mieć dość szkoły... Bardzo bym chciała coś napisać o tym, jak szkoła i rodzice próbują kształtować naszą osobowość oraz jak sprzeczne są w sumie ich interesy. Czuję jednak, że to nie czas i miejsce na takie wywody na temat postawy obywatelskiej i tego, czego się od nas oczekuje.

Do zabawy nominuję Matsu!

Buona notte
Tutti


EDITA 31.03.2015 Przyszło pismo - nie zaliczyli mi  nawet jednego punktu... Wiedziałam, że tak będzie :P Przynajmniej próbowałam...

3/25/2015

O vlogerkach słów kilka

O vlogerkach słów kilka


Ostatnio zauważyłam, że na fali popularności Banshee (chyba każdy z Was wie, kto to jest, prawda?) zaczęły niczym grzyby po deszczu pojawiać się młode vlogerki. Nie chodzi mi tu oczywiście o vlogerki mające czternaście czy piętnaście lat - nie widzę jakichkolwiek przeszkód, aby ktoś w tym wieku mógł nie zaczynać przygody z YouTubem. 
Pisząc "młode", mam na myśli dziewczyny mające dziewięć, dziesięć lat. Zakładają swoje własne kanały. Pół biedy, jak dziewczynka ta jeszcze potrafi wymyślić coś swojego i kierować się komentarzami zawierającymi pomocne sugestie. Niestety, większość tych dziesięciolatek taka nie jest. W sumie jeszcze żadnej takiej nie spotkałam.
Ostatnio natknęłam się na dziewczynę, która miała jakże "kreatywny" nick. Szalona plus jej imię. Mimo, że nie jest to bezpośrednie kopiowanie nazwy starego kanału Banshee, to jednak aż na kilometr cuchnie plagiatem, prawda? Dziewczyna także sposobem mówienia i zachowania próbowała naśladować Banshee, jednak nie za bardzo jej to wychodziło. To dziwne wywracanie oczami na początku każdego filmiku i chaotyczne ruszanie kamerą ciut odstraszyło mnie...
Jak już wspomniałam o kamerze, to trzeba trochę powiedzieć o jej sprzęcie. Nie był jakoś powalającej jakości - w końcu była to kamerka komputerowa. Wiem, wiem, że nie każdy ma możliwość kupienia od razu wystrzałowej lustrzanki z trzy tysiące złotych, ale chyba da się skądś wytrzasnąć te dwieście złotych na mały, cyfrowy aparacik (tak na dobry początek). Dziewczyna wcale nie wyglądała na biedną. Jeśli dobrze pamiętam, miała w swoim posiadaniu "The Sims 4" (które są strasznie drogie w porównaniu z innymi częściami tej gry) oraz robiła haula zakupowego (czyli pokazywanie zakupionych przez siebie rzeczy), w którym pokazywała ubrania z H&M... Wniosek jest taki: stać ją. Skoro jednak ja stać, dlaczego nie kupiła aparatu? Sadzę, że robi to wszystko w tajemnicy przed rodzicami. No wiecie... Oficjalnie się uczy, ale tak nieoficjalnie to skleja filmiki na laptopie... W sumie to ja tak samo robiłam z blogiem :P Tylko że blog a kanał na YouTube to są dwie różne rzeczy. Na blogu nie musisz pokazywać swojej twarzy, jeśli nie chcesz, ale jak już kręcisz vloga, to raczej wymagane jest, aby twoja piękna osoba była widoczna w kadrze.


Kolejną rzeczą, która mnie totalnie zdziwiła, była umiejętność rozumienia treści komentarzy przez tą dziewczynę. Bardzo dobrze przyjmowała pochwały w stylu "Ale super filmik". Chociaż pewnie był to spam. Zresztą, kto z nas nie lubi pochlebstw? Jeśli jednak ktoś coś skrytykował, ona od razu usuwała te komentarze. Zapytana, dlaczego tak robi, odpowiedziała, że nie chce wszczynać kłótni... Kiedy to przeczytałam, po prostu mnie zatkało. Naprawdę. Zrozumiałabym, gdyby to były zwyczajne hejty w stylu: "Masz krzywy ryj. Wypad z internetu!"... Były to jednak opinie widzów oparte na konstruktywnych argumentach oraz zawierające różne porady. Tak więc wszelkie przyjmowanie krytyki u niej leżało i kwiczało. W sumie to chyba mało kto, mając dziewięć czy dziesięć lat, potrafi nie przejąć się przesadnie krytyką i wyciągnąć z niej odpowiednie wnioski.
Obecnie na jej kanale jest zablokowane dodawanie komentarzy...
Zauważyłam także wielką ekscytacje tych młodych vlogerek, kiedy osiągając ilość subskrybentów równą... dajmy na to dwanaście. No po prostu fajerwerki, spełnienie marzeń. Dodatkowo specjalny filmik. *uohooooho!!!* Potem lanie wody przez dziesięć minut o tym, jak dla nich ważne jest te dziesięć czy dwanaście subskrybentów. Nie mówię, że to jest złe czy niedopuszczalne. Nie sądzę także, że nie mają prawa się tym ekscytować. W sumie to ja, mając tyle lat co one, też byłabym rozpierana przez radość i  chwaliłabym się na całą dzielnicę (tu powinien pojawić się obraz Tutti otwierającej okno i wrzeszczącej na wszystkiej domy dokoła). Jednak niektóre z vlogerek (osób, które nagrywają gry, również to dotyczy) zapominają, że to tylko dwanaście subskrypcji - czyli prawie nic, szczerze powiedziawszy jak na YouTube - i robią rzeczy, których się nie robi, mając kilku widzów. Do jednej z nich należy... wysyłanie prac fanowskich! Nie byłoby to nic złego, gdyby osoby te miały wynajętą skrytkę pocztową, ale jako że to już byłoby trudno ukryć przed rodzicami, którzy nawet nie wiedzą o internetowej "karierze" swoich dzieci, to podają swój adres. Czyż to nie czysta głupota? Nie rozumiem, dlaczego teraz, w obecnych czasach, kiedy tyle się mówi o nieudostępnianiu swoich dokładniejszych danych (typu adres, telefon) w internecie, nadal tyle osób pozostaje nieświadome zagrożeń wynikających z tego. Jeśli dobrze pamiętam napisałam osobie, która właśnie coś takiego zrobiła, komentarz w stylu : "To jest złe. Nie powinnaś tego robić, bo coś takiego może się stać... Bla, bla..." Przynajmniej poskutkowało i owa osoba filmik z podanym adresem usunęła.
No i jak zwykle wyszło na to, że wszystko krytykuję, wszystkich pouczam, chociaż sama mam niewiele więcej lat od tych dziesięciolatek... Przynajmniej mam jednak własne zdanie :) A to jest chyba najważniejsze. Podsumowując: niektóre osoby powinny trzymać się z dala od myszki jeszcze z rok, może dwa, aż trochę podrosną i dojrzeją do nagrywania filmów.

Co Wy myślicie na ten temat?

Pozdrawiam
Tutti

3/17/2015

Photography is a poem without words...

Photography is a poem without words...
Posta zacznę od jakże smutnej wiadomości - nie udało mi się zostać laureatką. Zabrakło mi czterech punktów do osiągnięcia "magicznej" bariery. Byłam naprawdę zrozpaczona, kiedy się o tym dowiedziałam, ale pewna osoba mi powiedziała, że jeśli w tym roku tak dobrze mi poszło, to już w przyszłym na pewno mi się uda.To mnie naprawdę podniosło na duchu :) Oczywiście pozostaje jeszcze jedna opcja: odwołanie się. Pomimo tego, że prawie niemożliwe jest wywalczenie czterech punktów, postanowiłam spróbować. Tak więc jutro jadę do Rybnika obejrzeć, co zrobiłam źle na konkursie, a potem będę pisać z moją nauczycielką odwołanie...
Jak mi się uda, to będzie cud...
Poniżej kolejna, a zarazem ostatnia porcja zdjęć. Kwiatki, drzewa, kaczuszki, czyli to, co Tutti lubi najbardziej :) Chociaż  z początku to one wydawały mi się najlepsze, to jednak wczoraj stwierdziłam, że fotografie przedstawiające mosty są o niebo lepsze. Jak Wy myślicie?
A dopo!
Tutti-Prawie-Laureatka

PS Dziękuję za wszelkie słowa wsparcia, z jakimi spotkałam się pod ostatnim postem ;)






3/14/2015

The bridges

The bridges
Witam :)
Przed Wami kolejna porcja zdjęć. Wiem, że są nudne, ale chyba właśnie takie zdjęcia lubię robić najbardziej :) Ale jeśli są już nudne, to powiedzcie, dlaczego. Samo stwierdzenie, że "nieciekawe", niewiele pomaga mi w doskonaleniu moich umiejętności... Proszę o jakieś konkrety (na przykład: beznadziejny kadr) lub prośbę o zmianę tematu...
Jeśli chodzi o moje życie codzienne, to wpadłam w wir czytania książek i nadrabiania tego, czego nie musiałam robić w szkole przez trzy tygodnie mojego cudownego immunitetu. Mam do napisania pięć sprawdzianów, jedną pracę na polski, scenariusz do filmu na zajęcia artystyczne oraz muszę zrobić domowy elektroskop... Aż się żyć odechciewa -.-
Ciao!
Tutti
PS Mam nadzieję, że nie zabrzmiało to tak, jak gdybym oskarżała Was o to, że bezpodstawnie oceniacie moje prace.
PS2 Nie, nie to nie było oskarżenie...




Miało wyjść trochę inaczej, no ale jest, jakie jest i nic na to nie poradzę...

3/10/2015

Wiem, że nic nie wiem

Wiem, że nic nie wiem
Hej :(
Jestem obecnie w wielkiej, czarnej, psychicznej dziurze, ponieważ właśnie wróciłam z III etapu olimpiady. Byłam strasznie zdenerwowana, kiedy wchodziłam na salę. Czułam, że pomimo tylu godzin nauki, nadal nic nie umiem,  a moja wiedza jest bliska zeru. Wszystko się jednak zmieniło, kiedy wylosowałam numer mojego stolika - 20. Widok tej cyfry naprawdę podniósł mnie na duchu. W styczniu 22, teraz 20 - przypadek? Raczej tak, ale jako że jestem trochę zabobonna, to uznałam to na początku za dobry omen. W każdym razie myślę, że całkiem dobrze mi poszło i istnieje mikroskopijna szansa na to, że zdobyłam te magiczne 54 punkty.
Czy mi się poszczęściło? Tego dowiem się albo w ten piątek, albo w przyszłym tygodniu.

***

Wracając do głównego tematu postu, zrobiłam w zeszła niedzielę nową partię zdjęć. Było jednak tak wiele udanych fotografii, że postanowiłam rozdzielić je na trzy posty. W tej notce pojawią się zdjęcia mniej profesjonalnej, w następnej z widokami mostów, a w ostatniej światło dzienne ujrzą najpiękniejsze dzieła.

Chociaż myślałam, że kotka coś przejechało lub zagryzło, to jednak znowu go spotkałam!
Tym razem zaprowadziłam go o wiele dalej, bo aż do drogi, ale potem przestraszył się przejeżdżających samochodów.



Tu ja i jakże "urocze" plamki światła.

Jak Wam podobają się zdjęcia? Co mogłabym poprawić lub zmienić? Wyraźcie swoją opinię!
Ciao!
Tutti

3/07/2015

Sono...

Sono...

Dla Kudi - za to, że jesteś moją wariatką 


- Jestem tylko tym, za co uważają mnie inni ludzie – powiedziała Anna, spuszczając smętnie głowę.
- Jestem nikim… - wychrypiał chłopak, stojący nad krawędzią dachu wieżowca.
- Nikogo nie obchodzę… – chlipało małe dziecko, wtulone z całej siły w miękką, puchową poduszkę.
- Nic nie znaczę – westchnął bezrobotny, niewykształcony mężczyzna, przyglądając się mi. Jego ciemne, przekrwione oczy uważnie lustrowały moją postać. – A ty?
Otworzyłam usta, zaskoczona tym pytaniem.
- A ty? – powtórzył mężczyzna, by po chwili doprecyzować swoje pytanie: - Kim jesteś?
Odpowiedź zamarła mi w ustach, ponieważ po raz pierwszy od wielu lat nie wiedziałam, w jakie słowa przybrać mój odzew.
- Nie mam pojęcia – odparłam zgodnie z prawdą i spojrzałam wyczekująco na mężczyznę.
On jednak uparcie milczał, wpatrując się w jakiś daleki punkt na horyzoncie. Zmrużałam powieki i po chwili zobaczyłam to samo co on. Klucz pięknych, czarnych ptaków, które odlatywały zapewne na cieplejsze kontynenty, aby uciec przed surowością i chłodem zimy.
- Człowiek, który nie wie, jaka rolę spełnia w tym świecie, tak naprawdę nie istnieje w naszej społeczności. Żyje w ciemności i w zamknięciu. Powoli osączają go jego własne demony. Staje się niebezpiecznym zwierzęciem lub pustym ciałem.
Przerażona cofnęłam się do tyłu.
- Co masz na myśli? – wyszeptałam, czując, jak moje serce zaczyna bić coraz szybciej.
- Jego dusza umiera – odpowiedział mężczyzna i wzruszył ramionami. Potem odwrócił się i odszedł, a wraz z nim sprzed oczu uciekło mi tysiące barw. Wszystko zlało się w jedną, wielką szarą plamę.
Później nastała ciemność…
... a ja zmieniłam się w bestię...

Źródło - licencja CC0
Proszę! Oto moje nowe mini-opowiadanko. Przepraszam, jeśli pomysł jest banalny, a wykonanie beznadziejne, ale potrzebowałam jakiejś odskoczni od olimpiady (jeszcze trzy dni - HELP ME!). Inspiracją dla mnie stało się pewne włoskie słowo, czyli tytułowe "sono", które po polsku znaczy "jestem". Mam nadzieję, że Wam się spodobała ta próbka moich pisarskich umiejętności :) Wspaniale również by było, gdybyście napisali, jak Wy rozumiecie ten tekst...

Bounanotte!
Tutti

3/04/2015

Wspomnienie lata

Wspomnienie lata
Witajcie!
Zima za oknami, chociaż jest troszkę inna, niż byśmy chcieli. Zero śniegu, plus dziesięć stopni, tylko trochę wiatr za mocno wieje. Ja w chwilach wolnych od nauki zaczęłam przeglądać dysk mojego komputera w poszukiwaniu plików, które niepotrzebnie zajmują miejsce i mogłabym je usunąć. Przy okazji znalazłam kilka ciekawych zdjęć i postanowiłam je obrobić. 
Jak mi poszło? Oceńcie sami :)
Tutti

Ten biały kot z tyłu psuje cały efekt -.-

Z niewiadomych przyczyn to zdjęcie spodobało mi się najbardziej...

Rzeka Ropotamo podczas rejsu łodzią (a może to była barka?)...

Wiem, wiem - ten róż razi w oczy :)
Copyright © 2016 Only experiences , Blogger