4/27/2015

To trochę straszne...

To trochę straszne...

Ogólnie mam niesamowitą ochotę pogadać z kimś o tych dziwnych wartościach, które zauważyłam u moich rówieśników (bądź prawie-rówieśników). Na przykład dziewczyny, które otwarcie naśmiewały się z mojej znajomej. Większej złośliwości w życiu nie widziałam (no poza taką jedną istotą). Mówienie o kimś złych rzeczy za czyimiś plecami jeszcze mogę przełknąć, okej. Ale mówienie komuś czegoś takiego w twarz?! Zastanawiam się, jak można być kimś tak niewychowanym, wrednym, a zarazem pozbawionym jakiejkolwiek wyobraźni... Czasem wiara w ludzi umiera we mnie. Naprawdę. Bo niektórzy ludzie nigdy nie potrafią sobie wyobrazić, jak może czuć się ta druga osoba.
Nie zabrałam wtedy głosu w tej sprawie, nie obroniłam tej dziewczyny. Trochę to takie tchórzowskie, ale co by to dało? Nic. Bo nie jestem tak popularna jak te dziewczyny. Bo nie dorastam im do pięt pięknością, makijażem i ubraniem. Dlaczego miałyby słuchać kogoś takiego jak ja? Mola książkowego, dobrej uczennicy. 
Zignorowałyby mnie lub uśmiechnęły się kpiąco pod nosem.
Ten brak empatii, naśmiewanie się z kogoś z powodu jednej, głupiej gafy lub jakiegoś nieporozumienia mnie przeraża. I te raniące słowa, które trafiają wprost do adresata. 
Zastanawiam się, jak to będzie dalej wyglądać. Czy osoby takiego pokroju kiedyś z tego wyrosną? Czy zmienią się na lepsze? Nie mam pojęcia. Jeśli jednak odpowiedź na oba pytania brzmi "nie", to trochę zaczynam się bać tego społeczeństwa, które będzie tworzone przez moje pokolenie, bo część tego społeczeństwa to będą normalni ludzie, a jego drugą część będą stanowiły osoby wredne, pozbawione wyobraźni i empatii, pragnące, aby każdy człowiek był takim, jakim ona chcą, żeby był.
Przepraszam Was, jeśli nic nie zrozumieliście z tego postu. Pisałam go pod wpływem emocji, nie zastanawiając się zbytnio, co piszę.
Tutti

4/24/2015

Wytrzyj buty, wsłuchaj się

Wytrzyj buty, wsłuchaj się
Cześć i czołem!
Zaczynam powoli odczuwać konsekwencje olimpiady z geografii. Tyle się jej uczyłam, że obecnie mam najmniejszej ochoty na naukę czegokolwiek innego. Jedynie nad atlasami potrafię się skupić, ale wszelkie prace pisemne z polskiego mnie odstraszają, a nauka biologii jest dla mnie męką. Efekty? Kapa z polskiego (kto by się spodziewał?!) za nieprzyniesioną recenzję. Ogólnie mówiąc: szkoła zaczyna mi już trochę zwisać, a moje przejmowanie się ocenami chyba  już trochę zmalało (co w praktyce wyjdzie mojej psychice na zdrowie, bo zawsze zbyt bardzo się przejmowałam tym, jaką ocenę dostanę). W sumie to nie muszę być we wszystkim najlepsza, prawda?
Długo zastanawiałam się, o czym by tu napisać, aż w końcu wpadłam na genialny pomysł! Pomysł, który zazwyczaj jest ostatnią deska ratunku dla blogerów-leniuszków (do których grupy i tak należę).
Muzyka...
Nie mam pojęcia, czy ktokolwiek chciałby wiedzieć, co Tutti słucha w wolnych chwilach. Mój gust muzyczny jest dziwny i nieokreślony. Nie wsłuchuję się fanatycznie w żaden konkretny gatunek muzyczny. Po prostu zakładam słuchawki na uszy i odtwarzam te utwory, które lubię. Potrafię słuchać wszystkiego - od rapu, przez pop i rock, na muzyce religijnej skończywszy... No prawie wszystkiego, bo disco polo nie trawię (pewnie jak większość z Was). Wszystko zależy od tego, jaka jest pora roku i w jakim humorze jestem.
Obecnie słucham w większości muzyki alternatywnej (chyba alternatywnej - nie mam słuchu muzycznego, a tym bardziej nie potrafię rozróżnić gatunków muzycznych), czasami trochę popu. Tak więc chciałbym Wam pokazać trzech wykonawców, których utwory ostatnimi czasy (jeju, jak to archaicznie brzmi!) wręcz ubóstwiam.


Laurel
To młoda, bo dziewiętnastoletnia piosenkarka, mieszkająca gdzieś pomiędzy Southampton a Portsmouth (obie miejscowości leżą w Wielkiej Brytanii).  Natrafiłam przypadkiem na jej utwór "To the hills" na Spotify. Naprawdę zakochałam się w tym utworze. Piękny głos, wspaniały tekst (prawdopodobnie opowiadający o narkomanach) oraz te skrzypce w tle - pojęcia jednak nie mam, czy to są skrzypce, czy może dźwięk wygenerowany komputerowy. Ktoś z Was może się na tym zna i mógłby mi napisać, co to jest?
Niestety, inne piosenki Laurel są całkiem przyjemne, ale już nie zachwycają. Z niecierpliwością będę jednak wyczekiwać na jej kolejne piosenki. Myślę, że Laurel ma potencjał. Oby go tylko nie zmarnowała!






Into the hills we go
I don't know if i could live much more
Didn't know that i could feel this great
Life's to waste, higher higher, get, higher higher



Susanne Sundfor
Kojarzy ktoś z Was film "Niepamięć"? Osobiście go nie oglądałam, jednak tata podsunął mi jedyną śpiewaną piosenkę z tego filmu. Zaznaczam, iż kocham muzykę filmową całym swoim sercem, całą swoją duszą. To dzięki niej właśnie filmy nie są zwyczajnymi obrazami, pozbawionymi uczuć. Muzyka nadaje im niepowtarzalnego charakteru.
"Oblivion", bo tak nazywa się ten utwór, zawładnął moim sercem. I nawet jeśli tekst jest dosyć banalny, to głos wokalistki wszystko nadrabia.
Pozostałe utwory Susanne trzymają poziom. Są utrzymane w takim... nie wiem jak to określić... dziwnym, niecodziennym klimacie. Trochę mi się kojarzą z jakimiś futurystycznymi dźwiękami...
W każdym razie polecam :)




Since I was young, I knew I'd found you
But our love was a song sung by a dying swan
And in the night you'll hear me calling
You'll hear me calling
And in your dreams you'll see me falling, falling



Morcheeba

Zespół Morcheeba został założony w 19995 roku w Londynie. Po odejściu z zespołu oraz późniejszym powrocie do niego wokalistki zespół składają się Paul Godfrey, Skye Edwards (która już raz odeszła z Morcheeby, ale później wróciła)  i Ross Godfrey.
Niektóre utwory (tak jak na przykład "Enjoy the ride") są przesycone... taką tajemniczością, napięciem. Słuchając ich, mam wrażenie, że znajduje się w zupełnie innym święcie. Inne utwory są natomiast lekkie, takie trochę popowe (jak już mówiłam, nie znam się na gatunkach muzycznych).






If you close the door to your house
Don't let anybody in
It's a room that's full of nothing
All that underneath your skin

No to do napisania
Tutti

4/20/2015

Hello, spring!

Hello, spring!
Cześć i czołem!
W końcu, po wielu zawirowaniach pogody, wiosna nadeszła. Pszczoły i trzmiele wzbiły się w powietrze, a ptaki rozćwierkały. Morela na moim podwórku postanowiła zakwitnąć, a wiśnie i jabłonie już się do tego przymierzają. Z racji tego, że ładna pogoda znowu powróciła, wyszłam na dwór i porobiłam zdjęcia. Jak wyszły? Zobaczycie sami ;)
A co tam u mnie? W sumie to nic, nie wliczając tego, że wyczuwam kapę z biologii. Tyle się uczyłam, ale nauczycielka dała jakieś takie dziwne pytania na sprawdzianie. No i zajęłam III miejsce na Przeglądzie Twórczości Literackiej Dzieci i Młodzieży w kategorii gimnazjum! *fanfary* W sumie zastanawiam się, jak coś, co mówiło o samobójstwie, mogło uplasować się na tak wysokim miejscu O.o Nieważne. Grunt, że mi się udało :D Rozdanie nagród oczywiście za tydzień, ale zastanawiam się, jak to wypadnie, skoro teraz będę mieć przez trzy dni wolne i nie będę się widzieć z moją nauczycielką polskiego...
Wracając do tematu zdjęć, próbowałam sfotografować kury, ale wyszło to mniej więcej tak: stałam za ogrodzeniem, kury oczywiście były nadzwyczaj spokojne, w ogóle się nie ruszały; weszłam na ich "wybieg" - i co? Zaczęły kiwać głowami jak szalone, a więc każda próba zrobienia zdjęcia, kończyła się jakąś dziwną, kolorową plamą :P
Taaa, ja to mam szczęście do zwierząt!
No i chciałabym jeszcze powiedzieć, że życzę wszystkim gimnazjalistom (a szczególnie Fobos i Jess) powodzenia na egzaminach!
Niech moc będzie z Wami!
Tutti

Borówka amerykańska
Coś wydaje mi się, że aparat nie złapał tu zbyt dużej ostrości... Sądzę, że pewnie zaś coś poprzestawiałam przypadkiem w ustawieniach :P

A to moje ulubione zdjęcie :)



 Na tym zdjęciu znowu zdarzyły się problemy z ostrością - kwiat z lewej jest niewyraźny, ponieważ znajduje na dalszym planie...

4/17/2015

Gdzieś po drodze, gdzieś na drodze

Gdzieś po drodze, gdzieś na drodze
szklane martwe oczy w suficie rozpatrzone 
loki słoneczne poszarpane wyrwane
ręka nieruchoma machająca radośnie
do tłumu kłębuszków na okręgu
usta śpiewające w rytm wiatru
i filiżanka gniazdem pajęczyn
już gotowa do napełnienia aromatem wchodu


Dzisiaj napisałam wiersz. Nie jest jakiś niesamowity. Ot, zwykłe, drętwe wersy, napisane niepewnym piórem czternastolatki. Wiersz prawie że nie ma rymów - w sumie to świadome układanie rymów u mnie kończy się tak: "był tu ptak/aż tu KRAK!". Mówię poważnie, naprawdę. 
Temat dziwny, nie do końca wyjaśniony, być może niezrozumiały. Jeśli ktoś chciałby się podjąć analizy tego arcydzieła badziewia, to może to śmiało zrobić. Proszę tylko o litość (jak to brzmi:P) - nie jestem poetką, piszę wiersze raz na ruski rok, "żonglować" metaforami nie potrafię, lecz niesamowitą radość sprawia mi sam fakt, że coś samodzielnie skleciłam!
W sumie to tyle w tym tygodniu - chciałam napisać coś innego, ale nagle mnie naszła ochota i wena na zrobienie czegoś, czego nie potrafię za bardzo zrobić. masło maślane
Teraz znikam z jakże ambitnymi planami na dzisiaj: a) zacząć oglądać 1 sezon "Gry o Tron" b) dokończyć czytać prawie że zawsze czasami nudną powieść Verne'a pod tytułem "20000 mil podmorskiej żeglugi" - jak dotrwam do jej końca, to będę zadowolona...
Do napisania...
Poetka-Od-Siedmiu-Boleści-Tutti


4/14/2015

Niedźwiedzie, wianki i bale

Niedźwiedzie, wianki i bale

Witajcie!
W zeszły czwartek miałam półmetek, czyli dyskotekę dla klas drugich z okazji "przetrwania" połowy czasu spędzonego w gimnazjum. Z początku zabawa niezbyt się kleiła. Wszyscy staliśmy jak słupy stoi, nie wiedząc zbyt bardzo, jak się zachować. W sumie myślałam, że będzie tak aż do dwudziestej - będziemy stać i gapić się na siebie, a ktoś może od czasu do czasu coś powie. Wyszło jednak całkiem inaczej i po pół godzinie "podpieracze ścian" rozeszli się do klas, a ci, którzy aż tak się nie wstydzili, zaczęli szaleć na parkiecie. Nawet osoby, które znam od podstawówki i które nigdy nie tańczyły zbyt chętnie, nagle zaczęły poruszać nogami i wymachiwać rękoma! Ja wraz z kilkoma osóbkami z mojej klasy usytuowałam się przy stanowisku DJ-a. Przez całe dwie godziny miałam wrażenie, że się wszyscy na mnie gapią... W gruncie rzeczy tak wspaniale się bawiłam, że przez całe następne dwa dni bolały mnie stopy i kostki...
No i widziałam wczoraj jeża przy rzece. Żywego, nie rozjechanego :P

Liebster Blog Award 

Zostałam nominowana do tej zabawy przez Rebbelious. Polega ona mniej więcej na tym, że udziela się jedenastu odpowiedzi, zadaje jedenaście pytań i nominuje się jedenaście innych blogów. Podobno ma to na celu wypromowanie mniej znanych blogów...

1. Gdybyś potrafiła latać, gdzie być poleciała?
Zwiedziłabym całe Włochy (Wenecja, Florencja, Rzym, Turyn i tak dalej). Przeleciałabym całą Kornwalię w poszukiwaniu Kilmore Cove. Trochę bym się też poszwendała po Kanadzie i Stanach Zjednoczonych...

2. Co sprawia, że się nie poddajesz?
Przyjaciele. Rodzina. Ale chyba najbardziej zmotywowało mnie nazwanie mojej osoby "suką" przez No okej, na początku byłam trochę zdołowana, ale potem dało mi to takiego kopa :) W sumie to nawet nie mam pojęcia dlaczego ;)

3. Czy kiedykolwiek cokolwiek tak Cię wciągnęło, że nie spałaś całą noc?
Jeden jedyny raz nie przespałam nocy z powodu czegoś innego niż Sylwester. To było gdzieś tak w grudniu, jeśli dobrze pamiętam. Zamiast się uczyć czytałam Sevmione bez cukru. Genialne i przezabawne. Jest to jedno z tych nielicznych opowiadań, w których bohaterowie zachowują swoje charaktery z kanonu: Severus nie staje się ślizgońskim przystojniakiem i uwodzicielem, a Hermiona nie przemienia się w wytapetowana dziewczynę w minispódniczce... To trochę dziwne, że czytam takie rzeczy, co nie? Hermiona plus Snape... Nie, to nie jest w żadnym aspekcie pedofilia... o ile Hermiona ma skończone 17/18 lat w opowiadaniu...
Tak, wiem - jestem dziwna :P


4. Czy nienawidząc kogoś, jednocześnie nie możesz bez niego żyć?
Dziwne pytanie. Normalne jest to, że jeśli się kogoś z całego serca nienawidzi, to życie bez tej osoby wydaje się być spełnieniem marzeń... Ale nienawidzenie kogoś, a jednoczesna potrzeba mienia tej osoby przy sobie - to trochę ciut straszne. To tak jakby wejść prosto w paszczę law lub zamknąć się z rozszalałym słoniem w małym pomieszczeniu...
Podsumowując: nie, tak się nie da.

5. Inwazja obcych. Nie wiesz, czy są przyjaźnie nastawieni. Widzisz drony, lecą prosto na Ciebie. Co robisz?
Uciekam i chowam się gdzieś, gdzie mnie nie znajdą (piwnica? schron? kurnik?). Mogłabym też zacząć drzeć się na całe gardło lub piszczeć tak długo, aż w statkach kosmitów pękłyby szyby, co spowodowałoby przeniknięcie ziemskiego powietrza do środka ich pojazdów, a kosmici, dla których tlen byłby prawdopodobnie szkodliwym gazem, zatruliby się nim i umarli... wspaniały plan

6. Kto jest najśmieszniejszym człowiekiem, jakiego znasz? Jaki masz do niego stosunek?
Zdecydowanie taką osobą jest Kudi, o której już kilkakrotnie wspominałam na blogu. Strasznie pozytywna osóbka. Uśmiechnięta od ucha. Prawie że cały czas się śmieje... Czasami zastanawiam się, skąd ona bierze tyle energii :)

7. Co musiałoby się stać, żebyś był w stanie powiedzieć komuś niemal wszystko?
W sumie to nie mam pojęcia. Na pewno musiałoby to być coś strasznego, co by wywróciło mój świat do góry nogami.

8. Kiedy najbardziej szaleje Ci wyobraźnia?
Oczywiście na lekcjach - szczególnie na historii i chemii. Jeśli chodzi o pierwszy przedmiot, to w myślach układam sobie różne historie związane z właśnie omawianymi tematami. Oj, taka caryca Katarzyna nie musi być wcale oziębła i okrutna. Na chemii natomiast fantazjuję o powrocie do domu...

9. Czym jest dla Ciebie wiara?
Zależy, jaka to jest wiara, ale strzelam, że ... chodziło o wiarę w Boga. No to zacznijmy od tego, że jest praktykująca katoliczką. Oczywiście nie jestem fanatyczką popowieszaną krzyżami :P W gruncie rzeczy wiara jest dla mnie ważna, ale różnie z nią bywa. Raz mi się chce chodzić do Kościoła i modlić, innymi razy nie. Taka trochę chwiejna jestem w tej kwestii, ale wierzę :)


10. Czy to, że jesteśmy ludźmi - żyjemy, myślimy, tworzymy - ma według Ciebie jakiś sens?
Wszystko ma sens, tylko czasami nie potrafimy go dostrzec. Maskotki są do przytulania, zeszyty do pisania, a ludzie do... Nie mam w sumie pojęcia. Znamy sens istnienia przedmiotów, które używamy, ale nie umiemy określić, jaki jest sens naszej egzystencji. Może prawdę zna tylko Bóg/stworzenie, które jest nadrzędne w stosunku do nas?
11. Dłuższa praca na koniec testu... Opisz swój najbardziej odjechany sen!
Pamiętam, że najpierw byłam niedźwiedziem, który biegł przez las. Później przemieniłam się w dziewczynę (normalnie jak w Zmierzchu - tylko że zamiast niedoszłych wilkołaków są misie) Na głowie miałam chyba wianek z stokrotek czy jakichś innych białych kwiatków. Potem i las, i niedźwiedź znikli w tajemniczych okolicznościach i pojawiło się jakieś osiedle. Na tym osiedlu jakiś facet dał mi swoje dziecko, abym je popilnowała. On zniknął, a na jego miejscu pojawił się wściekły tłum - no wicie, taki z widłami i pochodniami. Krzyczeli, że ja to dziecko porwałam, i zaczęli mnie gonić. Po chwili tłum zniknął. Dziecko także rozpłynęło się w powietrzu. Nagle znalazłam się razem z jakimś chłopakiem w sklepie obuwniczym na rondzie (dosłownie!) i przymierzałam nowe buty. W tym momencie się obudziłam.
Według wujka Google mój sen oznacza, że czeka mnie miłe spotkanie (chłopak), będę mieć szczęście w kartach i grach (niedźwiedź), szybko wyjdę za mąż (noszenie wianka), będę mieć dobrobyt i dobre zarobki (dziecko, tłum ludzi) oraz czeka mnie daleka podróż (nowe buty).... Ale to tylko zabobony, w które nie powinnam wierzyć :P No chociaż z tą podróżą, to trochę racji wujek Google ma - w końcu czekają mnie wakacje we Włoszech (nareszcie!!!).

Nieszczęśliwi nominowani to:
Pola
Bukwa
Martina
Muminek
Matsu
Jess
Kolorowe Stworzonko
Co prawda nie ma ich jedenastu, ale więcej mniejszych blogów nie znam, a nominowanie tych "większych" blogerów nie ma sensu - małe prawdopodobieństwo, że pociągną tą zabawę dalej...

Nie potrafię wymyślać pytań. Naprawdę. Zawsze muszę ułożyć jakieś takie drętwe, zwyczajne...
1. Opisz siebie jednym słowem!
2. Jaki jest Twój ulubiony cytat?
3. Masz jakieś plany na przyszłość?
4. Jesteś pesymistą, optymistą, a może realistą? Dlaczego?
5. Rzecz, bez której nie mogłabyś żyć to... Uzasadnij swoją odpowiedź!
6. Jaką książkę uważasz za najbardziej uniwersalna (czyli taką, która nadaje się dla wszystkich)?
7. Cecha, którą najbardziej cenisz u innych ludzi, to...
8. O czym najbardziej marzysz?
9. Czy kierujesz się w swoim życiu autorytetami?
10. Najbardziej szalona rzecz, jaką chciałabyś zrobić, to...
11. Co najbardziej chciałabyś w sobie zmienić?


Zdjęcie powyżej przedstawia pewne zadanie, które robiłam na korkach z angielskiego. Polegało ono na tym, że trzeba było dopasować do zdania odpowiednią reakcję. Oczywiście musiał się trafić jakiś śmieszny przykład (przynajmniej dla mnie był śmieszny). Poniżej tłumaczenie dla tych, którzy z angielskiego są słabi:

Dwie osoby siedzą w restauracji i jedzą.
Pani X: Jaki jest Twój kurczak?
Pani Y: Obawiam się, że jest martwy.

*baddum tss*
Po usłyszeniu tego epickiego podkładu muzycznego możecie zacząć się śmiać.
A dopo!
Tutti

4/09/2015

Szuflady

Szuflady

Witajcie!
Ostatnio natknęłam się na tym blogu (o bardzo oryginalnej nazwie) - KLIK - na post, w którym mowa była o satreotypach oraz ocenianiu na podstawie wyglądu. Oczywiście zostawiłam pod postem komentarz (jakżeby inaczej?) i poczułam niesamowitą ochotę, aby moją opinię na ten temat rozwinąć bardziej tu, na blogu.
Powinnam zacząć od tego, co to jest tak właściwie stereotyp. Wydaje mi się jednak, że zupełnie niepotrzebną rzeczą jest wyjaśnianie czegoś tak banalnego. W końcu nie jesteśmy przedszkolakami, prawda? 
Kiedy kogoś widzimy po raz pierwszy, uważnie przypatrujemy się jego powierzchniowości: w co jest ubrany, jak mówi, jak się porusza. Od razu szufladkujemy. Ten chłopak nosi rurki - to pewnie gej. Ta dziewczyna ma na nogach glany, a na dodatek jest ubrana na czarno - zapewne emo lub buntowniczka od siedmiu boleści. O, a ten ma wytatuowaną całą rękę i do tego ma kolczyk w uchu! Założę się, że to kryminalista...


TO JEST ZŁE MYŚLENIE! Nie można kogoś osądzać od razu, że jest taki a taki. Przynajmniej tak wszyscy mówią wokół, prawda? I mają rację! Nie każdy gość z tatuażem to seryjny morderca. Nie wszystkie blondynki są głupiutkimi miłośniczkami różu. Każdego człowieka trzeba oceniać indywidualnie według wartości, jakie ujawnia swoimi czynami, a nie według jego ubioru lub przynależności do danej grupy. Jako przykład mogę podać wyznawców islamu - dla niektórych z nas każdy z nich to przyszły terrorysta, ale tak naprawdę tak nie jest (bo w każdej grupie zawsze znajdzie się jednostka, która ma odmienne poglądy).
Temat, o którym właśnie piszę, jest dosyć popularny na blogosferze oraz w naszej społeczności. Dużo osób mówi, że nigdy, przenigdy nie szufladkowało oraz nie osądzało bezpodstawnie innych osób - mam rację? Tym razem oni jednak są w BŁĘDZIE! Nie ma przecież człowieka, który nigdy by tego nie robił. Pomyślcie sami, ile razy kogoś tak oceniliście. Czasami robicie to zupełnie odruchowo lub nieświadomie, czasami celowo. Jedni z Was robią to częściej, drudzy rzadziej. I ja też nieskazitelnie czysta nie jestem i nie chcę się też "wybielać" w Waszych oczach (mam nadzieję, że zrozumieliście cokolwiek z tego zdania:P). Również szufladkuję, oceniam bezpodstawnie.
Oczywiście możemy starać się tak nie myśleć. Możemy być pełni nadziei i każdego dnia mówić: "Już nigdy tak nie pomyślę". Myślę jednak, że takiego myślenia nie da się całkowicie wyplewić z naszej głowy. Taka jest ludzka natura - niektórych jej aspektów nie można zmienić. Można walczyć, próbować z całych sił - to jednak będzie zawsze siedziało w nas i od czasu do czasu będzie powracać. U niektórych częściej, u innych zaś rzadziej.
Boję się, że tego, co napisałam, nikt nie rozumiał lub ktoś źle to odebrał. No cóż, nie wszyscy możemy myśleć w taki sam sposób i postrzegać świat w takich samych barwach.
Poniżej znajduje się bardzo śliczny utwór - trochę taki nostalgiczny, smutny...
Ciao!
Tutti

4/03/2015

Update książkowy - MARZEC

Update książkowy - MARZEC



Black ice - Becca Fitzpatrick
Przeczytane: 10 marca 2015
Ocena: 7/10
Britt wraz z swoją najlepszą przyjaciółką Korbie wybiera się w wyprawę wzdłuż górskiego łańcucha Teton. Niespodziewanie rozpętuje się śnieżyca i dziewczyny muszą się zatrzymać w połowie drogi wzdłuż górskiej szosy. Wkrótce Britt i Korbie odnajdują schronienie w domku na odludziu, u dwóch przystojnych nieznajomych. Wkrótce jednak okazuje się, że Manson i jego kompan nie są tak przyjaźni, jak się wydawali na początku - są zbiegami, a na dodatek biorą Britt za zakładniczkę. W zamian za uwolnienie dziewczyna musi wyprowadzić ich z gór. Czy jej się to uda?
Zacznę od postaci Britt - jest bystrą, mądrą dziewczyną, chociaż czasami jej zachowanie sprawiało, że chciałam krzyczeć: "Co ty robisz, dziewczyno?!" Najbardziej denerwującą rzeczą w niej było to ciągle wałkowanie tematu byłego chłopaka. Od ich rozstania minęło z osiem miesięcy, a ona nadal rozpamiętywała to, jak gdyby dał jej kosza zaledwie dzień wcześniej. Jej zachowanie w przypadku byłego chłopaka było dosyć typowe - nadal była w nim zadurzona, chociaż nie umiała się do tego przyznać przed rodziną i przyjaciółmi, a co dopiero przed sama sobą!
Reszta bohaterów jest ukazana w sposób wiarygodny, chociaż Korbie została trochę wykreowana na taką głupiutką, bogata dziewczynę, której tylko chłopcy w głowie. Korbie ma jednak u mnie wielkiego plusa za to, że  wyruszyła z Britt w góry pomimo tego, że prawdopodobnie wolała wygrzewać się w słońcu na Karaibach.
Zakończenie jest zaskakujące - nie sadziłam, że właśnie ta osoba (nie powiem kto) okaże się mordercą. Ostatni rozdział, taki trochę jakby epilog, strasznie mnie zawiódł - nie pasował zupełnie do reszty książki. Taki cukierkowy. Wiem, wiem - bohaterowie przecież potrzebowali odrobiny szczęścia po tym, co się stało, no ale bez przesady. Wszystko skończyło się zbyt idealnie.
Na plus oceniam styl autorki. Prosty, lekki, a zarazem wciągający.


Mapa przejść - Pierdomenico Baccalario

Przeczytane: 11 marca 2015
Ocena: 10/10
Stara Cumai umiera. Wieczorem, w dzień jej pogrzebu na wzgórzu i okolicznych wyspach pojawiają się ogniska. Niezwykły pogrzeb Cumai to dopiero początek tajemniczych zdarzeń w Applecross. Finley będzie musiał po raz kolejny dowieść swojej odwagi i uratować swoich przyjaciół przed niebezpieczeństwem.
Nie wiem, skąd Baccalario bierze te pomysły. Pusta Ziemia, Płotoprzenikacze, szkatułka pożeraczka serc... Nie dość, że oryginalne, to jeszcze bardzo pomysłowe!
Finley jest mądrym, bystrym i dzielnym chłopcem. Potrafi z czegoś zrezygnować, aby w innej sprawie osiągnąć cel. Nie kieruje się wyłącznie swoimi pragnieniami. Naprawdę fantastyczny bohater :)
W większości książek pomiędzy bohaterami w wieku 11-13 lat nawiązuje się najczęściej przyjaźń. Pierdomenico Baccalario nie boi się jednak pisać o miłości pomiędzy dziećmi. Nie jest to oczywiście jakieś wielkie uczucie, lecz lekkie zauroczenie, które może w przyszłości przerodzić się w coś większego.
Książkę czyta się łatwo i przyjemnie. Po prostu wciąga. Śliczna jest oprawa graficzna książki - ilustracje są wykonane starannie, a okładka jest po prostu prześliczna - aż zachęca do przeczytania.
Chociaż książka zasługuje na 8/10, to jednak w moim odczuciu, wielkiej fanki twórczości pana Baccalario, jest niesamowita i magiczna :)

Rozumienie to pierwsze z wielkich złudzeń czasu. Wcale nie trzeba rozumieć, aby móc działać. 


Niebo istnieje... Naprawdę! - Todd Burpo,
Przeczytane: 13 marca 2015
Ocena:  8/10
Chyba każdy zna tą historię. Jeśli jednak ktoś z Was mieszkał w amazońskiej dżungli bez telewizji przez prawie dwadzieścia lat i nie kojarzy tego chłopca z okładki, to mogę mu wybaczyć tą niewiedzę :)
Chociaż mało kto daje mu szanse na przeżycie, czteroletni Colton Burpo zdrowieje po nagłej operacji wyrostka robaczkowego. Po kilku miesiącach spokoju i sielanki chłopiec zaczyna opowiadać niesamowitą historię o Niebie. Mówi, że śpiewały mu anioły, że widział Jezusa i wiele innych rzeczy. Początkowo rodzinie jego rodzinie jest w to trudno uwierzyć, lecz z każda wypowiedzianą przez czterolatka nową informacją na temat Nieba utwierdza się w nich przekonanie, że Colton przeżył to wszystko naprawdę.
Sadzę, że jest to naprawdę dobra książka. Motyw historii opowiedziana w niej jest znana nam od wielu lat - przecież co jakiś czas pojawia się człowiek, który mówi, ze był w Niebie. Prawdopodobnie na rynku wydawniczym jest wiele powieści opowiadających o osobach na granicy życia i śmierci. "Niebo istnieje... Naprawdę!" - jest jednak książką wyjątkowa - historia opowiadana przez Coltona nie jest ubierana w jakieś barwne epitety, porównania. Chłopiec po protu mówi na swój własny, dziecięcy sposób, że tak jest i koniec.
Jedynym, lecz wielkim minusem książki jest to, że wszystkie przemyślenia ojca Coltona są takie... suche.

Cztery - Veronica Roth
Przeczytane: 14 marca 2015
Ocena 7/10
Szesnastoletni Tobias żyje w Altruizmie i jest synem jednego z przywódców owej frakcji. Jego ojciec nie jest jednak tak krystalicznie czysty, jak się innym wydaje - bije i poniża Tobiasa. Chłopak postanawia wyrwać się spod jarzma ojca i podczas dnia, w którym każdy wybiera swoją nową frakcję, przystępuje on do Nieustraszoności.
Tobias rozpoczyna szkolenie, podczas którego zmienia się nie do poznania i przyjmuje nowe imię - Cztery.
W "Wiernej" Cztery był o wiele dojrzalszym i ciekawszym narratorem niż Tris, toteż spodziewałam się, że książka opowiadająca jego historię będzie dobrze poprowadzona. Trochę się jednak myliłam. Myślałam, że dowiem się więcej o samym Cztery. Tymczasem nic nowego nie zostało wprowadzonego do jego charakterystyki. 
Myśli Cztery są trochę takie sztywne, sztuczne. Czasami miałam wrażanie, że zachowuje się nie jak Tobias, którego znam z trylogii "Zbuntowana", ale zupełnie inny człowiek.
Co do pióra pani Roth nie mam żadnych zastrzeżeń. Jak zwykle czytało się przyjemnie :)



Assassin's creed: Tajemna krucjata - Oliver Bowden
Przeczytane: 24 marca 2015
Ocena: 5/10
Miałam pewne obawy co do tej książki. Po pierwsze: kolega pożyczył mi nie pierwszą, lecz trzecią część serii. Po drugie: książka jest napisana na podstawie gry.
Asasyni to bractwo skrytobójców, które walczy z zakonem templariuszy, aby doprowadzić do pokoju na świecie. Chociaż walczą o to samo, mają zupełnie inne metody walki. Templariusze pragną uzyskać pokój za pomocą zastraszania i władzy, a asasyni prawdą i wolności. Według mnie to asasyni w niczym się nie różnili od templariuszy. Oba zakony zabijały w imię "pokoju", tylko że asasyni bardziej zaprzeczali temu, że zabijają. Asasyni chcieli wyjść na takich świętoszków...
Mamy II połowę XII wieku. Altaïr wyrusza do Jerozolimy, aby powstrzymać templariuszy. Wszystko jednak idzie nie tak i, złamawszy wszystkie zasady bractwa, Altaïr ponosi klęskę. Za karę musi zmierzyć się z dziewięcioma osobami, które stoją na drodze do pokoju, i je zabić. Podczas tej wyprawy Altaïr poznaje prawdziwe znaczenie asasyńskiego Creda i doznaj wewnętrznej przemiany (trochę taki oklepany pomysł z tą wewnętrzna przemianą, ale okej...).
Fabuła jest nudna. Główny bohater dostaje zlecenie zabójstwa. Z tego zabójstwa wywiązuje się kolejna przyszła ofiara. I tak w kółko. Trochę, nudne co nie? W grze to nie jest takie monotonne (mogę to powiedzieć na podstawie własnego doświadczenia, ponieważ widziałam całą serię na YouTube), ale w książce już tak. Na dodatek styl pisania autora jest ciężki i nudny. Niektóre opisy są niepotrzebne i zbyt szczegółowe. Rzadko mogłam przeczytać o uczuciach bohatera. Przez to wydawało mi się, że Altaïr to jakiś robot bez uczuć i serca, zaprogramowany wyłącznie na zabijanie i skakanie po dachach. 


Oskar i pani Róża - Eric-Emmanuel Schmitt
Przeczytane: 25 marca 2015
Ocena: 10/10
"Oskar i pani Róża" to powieść o śmierci, którą najtrudniej jest przyjąć do naszej świadomości. Takiej niewytłumaczalnej, która chwyta za serce i sprawia, że zadajemy sobie pytanie: "Dlaczego?".
Głównym bohaterem książki jest dziesięcioletni Oskar, który jest chory na białaczkę. Pomimo wszelkich starań lekarzy chłopca czeka nieubłagany koniec życia. Rodzice chłopca nie potrafią znaleźć z nim wspólnego języka. Jedyną osobą, która w tym czasie rozumie chłopca jest pani Róża, która utrzymuje, że jest byłą zapaśniczką.
Książka jest napisana w bardzo prosty sposób, w formie takich listów do Boga. Oskar opisuje w tych listach swoją historię i znajomość z panią Różą.
Nie mam pojęcia, co jeszcze mogę o tej książce napisać. Naprawdę. 
Podsumowując: jest piękna, niesamowita. Każdy powinien ja przeczytać bez względu na to, ile ma lat, czy jest mądry czy głupi jak but. Każdy powinien ją zrozumieć bez najmniejszych problemów i czegoś się od niej nauczyć.

Tylko Bóg ma prawo mnie obudzić.


Niebieskie migdały - Ewa Nowak
Przeczytane: 27 marca 2015
Ocena łączna wszystkich pięciu opowiadań: 6/10
Nigdy nie miałam styczności z twórczością pani Nowak. W sumie to jej książki mijałam szerokim łukiem z niewiadomego mi powodu. Okazało się jednak, że w maju w bibliotece miejskiej odbędzie się spotkanie autorskie z nią, toteż postanowiłam, chociaż kilka jej książek przeczytać.
Na pierwszy ogień wzięłam "Niebieskie migdały". Na książkę składa się pięć opowiadań, które łączą wspólni bohaterowie i pewna gazeta o tytule... No, zgadnijcie, jak się nazywa! Nie wiecie? No to odpowiem sama: "Niebieskie migdały"...
Pierwsze opowiadanie posiadało strasznie oklepaną fabułę. Podwójna randka. Jedna dziewczyna poznaje fantastycznego faceta. Potem ta dziewczyna oskarża swoja przyjaciółkę o to, że chce jej odbić chłopaka. Ocena: 7/10
Druga historia opowiada o Zuzi, która marzy o tym, aby zagrać w spektaklu i pięknie śpiewać. ma masę kompleksów - uważa, że jej palce wyglądają jak grube, różowe parówki, jej obojczyki są ohydne i za bardzo wystają i że jest za niska. Ale tego, że głosu nie ma, to już oczywiście nie zauważyła! Kolejnym jej problemem jest to, że nie ma żadnej przyjaciółki. Nie dziwię się, że jest samotna, skoro nawet najmniejsza wada u innych dziewczyn ją odrzuca. Ocena: 5/10
Trzecie opowiadanie jest o Karolinie, która notorycznie kłamie. Jej kłamstwa są czasami tak absurdalne, że aż głupie. Na przykład: "Moja mama jest w ciąży!". Kto z choć odrobiną rozumu mówi coś takiego na forum klasy?! Ocena: 6/10
Czwarta historia opowiada o dwóch bliźniaczkach, które wychowuje ich babcia. Rzecz w tym, że babcia zabrania im dosłownie wszystkiego: zamykania drzwi do pokoju, rozpuszczania włosów, znajomości z chłopcami, wychodzenia bez pozwolenia na dwór, czy też czytania zwykłej gazety dla nastolatek. Nieoczekiwanie na drodze bliźniaczek pojawia się przystojny cudzoziemiec o imieniu Martin. Znajomość z nim przyniesie siostrom wiele zmian. Ocena: 7/10
Piąte opowiadanie podobało mi się najbardziej. Ola, pomimo swojego młodego wieku, jest ciocią dla dwójki uciążliwych szkrabów. Nienawidzi opiekować się dziećmi (rozumiem ją - sama często nie mam ochoty na zabawę z moim bratem). Na dodatek zaczyna korespondować z chłopakiem, który wkrótce staje się jej niezwykle bliski pomimo tego, ze nigdy go nie widziała. W miarę pouczająca historia :) Ocena: 7/10



Zac & Mia - A. J. Betts
Przeczytane: 28 marca 2015
Ocena: 8/10
Siedemnastoletni Zac siedzi z swoją matką w izolatce po przeszczepie szpiku. Na oddziale wokół niego są sami staruszkowie po sześćdziesiątce, którzy nie łapią tak naprawdę nic z jego rzeczywistości. Pewnego dnia do pokoju obok trafia młoda dziewczyna, z którą Zac z początku komunikuje się za pomocą stukania w ścianę, karteczek przemycanych pomiędzy pokojami przez pielęgniarkę i muzyki Lady Gagi.
Na pierwszy rzut oka książka z pewnością skojarzy Wam się z "Gwiazd naszych wina". Rak, dwoje młodych ludzi i tym podobne sprawy. Muszę Wam jednak powiedzieć, że Wasze skojarzenie jest mylne. Powieść tylko tematem przewodnim przypomina słynne dzieło Johna Greena.
Zac i Mia (bo tak nazywa się dziewczyna) to dwie, zupełnie różne od siebie osoby. Zac jest pogodzony z chorobą, pełen nadziei na to, że uda mu się przezwyciężyć białaczkę. Mia natomiast nie potrafi zaakceptować choroby pomimo niewiarygodnie dobrych rokowań. Według Zaca Mia powinna się cieszyć z swojego farta. Ona jednak wcale tego tak nie widzi. Martwi się, co powiedzą inni, kiedy ją zobaczą w peruce.
Zac i Mia w jakiś sposób się uzupełniają, ale wyraźnie widać to dopiero pod koniec książki, kiedy zaczynają się w sobie zakochiwać. Tak więc miłość nie gra tu pierwszych skrzypiec, a choroba, poczucie odrzucenia i przyjaźni.
Polecam :)

Czym jest odwaga? To jest zostanie na miejscu, mimo że chcesz uciekać. To zaparcie się i obrócenie na wprost tego, co cię przeraża (...) To otwarcie oczu i wpatrywanie się w ten strach tak długo, aż to on nie wytrzyma i odwróci wzrok.

***


Życzę Wam wesołych Świat Wielkanocnych,
Szczęścia, zdrowia, dużo czekoladowych jajek i króliczków.
No i mokrego poniedziałku ;)
Tutti


Copyright © 2016 Only experiences , Blogger