5/28/2015

Las, nocna paranoja i ja

Las, nocna paranoja i ja

Witajcie!
Byłam na wycieczce! Zastanawiałam się, czy w ogóle ona dojdzie do skutku, czy uda nam się zebrać, czy wyjdzie to tak jak w zeszłym roku... Na szczęście w tym roku cała organizacja poszła w miarę sprawnie :) Na czas doniesiono zgody, terminowo oddano pieniądze - no po prostu wzorowa klasa :P Trochę się jednak zawiodłam jeśli chodzi o długość wycieczki. Dwa dni... W sumie to nic. Pierwszego dnia człowiek się rozpakuje, spędzi jedną noc w nieznanym łóżku, a następnego dnia musi się już pakować i wyjeżdżać... To takie smutne :/ A zwłaszcza, że bardzo mi się spodobało w tamtym miejscu...
- Tutti, gdzie byłaś? - spytacie.
A no byłam w Ustroniu (tak 50 kilometrów od mojej miejscowości), w stanicy harcerskiej. Część osób narzekała na warunki noclegowe, chociaż nie rozumiem, co oni mogli wymagać od miejsca, w którym nocleg był darmowy. Były trochę twarde łóżka piętrowe, drzwi jak z bunkra i toalety takie w... Trudno to nazwać. Przypuśćmy, że jest to harcerski styl :P Tak, tak może nawet być.
Toalety w harcerskim stylu...
Czy to nie brzmi wspaniale?


Pierwszego dnia trochę pochodziliśmy po okolicy, zaszliśmy nawet na małe zakupy do Lewiatana. Przy tej wędrówce większości klasy przemokły buty, ale moje trapery na szczęście wytrzymały przedzieranie się przez las i spacer nad Wisłę...
Wieczorem postanowiliśmy zrobić ognisko. Część klasy (w tym ja) zajęła się zbieraniem drewna i wskrzeszaniem ognia, a reszta no cóż... miała nas w nosie i zrobiła sobie dyskotekę... Wracając do tematu: pomimo deszczu i mokrego drewna udało nam się rozpalić ognisko (cud!!!), w efekcie czego siedzieliśmy przy nim aż do dwudziestej drugiej. 
Muszę przyznać, że bardzo lubię wpatrywać się w ogień. Jest taki... magiczny, cudowny, a zarazem interesujący. Ogrzewa zmoknięte ciała, rozświetla mrok, z cichym trzaskiem zajmuje kolejne gałęzie. Jest i naszym wrogiem, i naszym przyjacielem. Może wszystko przemienić w popiół lub przywrócić do życia zmarznięte dusze :)
to było takie poetyckie...



Noc w stanicy można by określić tylko dwoma słowami: zbiorowa paranoja. Część dziewczyny ciągle myślała, że jakiś morderca wejdzie przez drzwi pomimo tego, że były zamknięte. Dodatkowo zaczęły coś gadać o jakichś zabójstwach oraz puszczać kołysanki z telefonu. Początkowo były to nawet przyjemne składanki, przy których można było spokojnie usnąć. Dziewczyny stwierdziły jednak, że takie piosenki im się nie podobają i przełączyły na "Aaa kotki dwa". W dzień ten utwór prawdopodobnie wydawałby się być spokojną, trochę smutną piosenką, lecz w nocy, kiedy spałam w obcym łóżku, zamieniło się to w obłąkany śpiew sekty.
Naprawdę.
Tak więc około pierwszej w nocy leżałam z szeroko otwartymi oczami, z jednej strony bojąc się zasnąć, a z drugiej bardzo chcąc zasnąć, bo wiedziałam, że bez chociażby dwóch godzin snu będę w dzień wlec się za moją klasą podczas spaceru jak zombie.
Ktoś z Was na pewno pomyślał, że to koniec wieczornych atrakcji. O nie! Jedna z dziewczyn zaczęła przez sen mówić "Czekaj! Czekaj!", a jeszcze inna o drugiej w nocy postanowiła pobełkotać jak ja kocham mowę potoczną <3 trochę o tym, że słyszy śpiew ptaków. Nie obyło się także bez krzyków. Kilka moich koleżanek kilka razy wrzasnęło, myśląc, że ktoś w środku nocy stukał w okno.
Dziwię się, że w ogóle udało mi przespać te trzy, cztery godziny O.o To i tak jednak nie zmienia faktu, że rano czułam się tak, jakby przejechała po mnie ciężarówka załadowana po brzegi stalą i kamiennymi blokami.


Po śniadaniu w planach mieliśmy wyjście do centrum Ustronia, których trochę się opóźnił, ponieważ moja klasa musiała odwalić pewną scenę, która z góry była skazana na niepowodzenie. Wniosek: w niektórych sytuacjach z dorosłymi nie da się wygrać, choćby nie wiadomo co się zrobiło.
W samym Ustroniu było bardzo miło. Pograliśmy w szachy na wielkiej szachownicy, która stała na rynku, zjedliśmy lody włoskie, które jakimś dziwnym trafem niezbyt lubię, a ja zainwestowałam w oscypki :) W sumie to niewiele zwiedziliśmy, ale w końcu mieliśmy bardzo mało czasu.
Ech... Jak ja bardzo za tym wszystkim tęsknię. Za szelestem liśćmi, za dudnieniem deszczu o dach i chłodnym, czystym powietrzem...
*melancholia*
Wracając do teraźniejszości: zajęłam I miejsce drużynowo w konkursie matematyczno-ekonomicznym! I w sumie to tyle, czyli nic ciekawego :) Szkoła powoli zbliża się ku końcowi, a mi nauka przychodzi coraz trudniej. Szczerze powiedziawszy, tak jest zawsze. Pod koniec roku uczę się niektórych rzeczy dwa razy dłużej niż na początku semestru letniego... Na szczęście zostało tylko 29 dni do końca :D
Przepraszam, jeśli ten post był nieogarnięty, nieciekawy (nie mam doświadczenia w pisaniu tego typu relacji), pełen błędów interpunkcyjnych i stylistycznych.
Pozdrawiam ciepluteńko :)
Tutti

5/24/2015

COURTSHIP BOOK TAG

COURTSHIP BOOK TAG

Cześć i czołem!
Wczoraj powróciłam z wycieczki klasowej (chce ktoś kopniętą emocjonalnie recenzję z tego wydarzenia w przyszłym tygodniu? :P), co wiążę się z powrotem do blogosfery, z czego natomiast wynika wiele notek, które uzbierały się w ciągu tych dwóch dni (bo zawsze musi być tak, że gdy się nudzę w domu, to nie ma w ogóle postów, a jak mam coś ważnego do zrobienia lub nie ma mnie w ogóle w domu, to nagle wszyscy sobie przypominają, że trzeba coś w internecie skrobnąć!).
W każdym razie zostałam nominowana przez kochaną Fobos (niech Ci się zrobi ciepło na sercu!) do tagu o nazwie "COURTSHIP BOOK TAG". Dotyczy on oczywiście książek i miłości do nich.
-A jak z Twoja miłością do książek, Tutti? - możecie spytać.
Odpowiem więc:
- Obecnie przeżywam ognisty romans z "Tajemniczą wyspą" :P

1. ZAUWAŻENIE
książka, którą kupiłaś ze względu na okładkę
Wiele, wiele lat temu, czyli kiedy miałam tak z dziesięć lat, miałam prawdziwego hopla na punkcie koni. Posiadałam własne kompendium na ich temat oraz nawet chodziłam przez jakiś czas do szkółki jeździeckiej, ale po dwóch miesiącach moja kariera dżokejki się skończyła, co tylko potwierdziło, że nie nadaję się do trenowania jakiejkolwiek dyscypliny sportowej :P Właśnie książkę "Heartalnd. Powroty" zakupiłam w tamtym okresie. Już od pierwszej chwili, kiedy zobaczyłam konie na okładce, wiedziałam, że przekonam mamę do jej zakupu, co okazało się być rzeczą o wiele łatwiejsze niż teraz :)


 2. PIERWSZE WRAŻENIE
książka, którą kupiłaś ze względu na opis
Już sam tytuł jest zachęcający - taki magiczny, owiany jakąś mroczna tajemnicą. O co w nim chodzi? Jaki związek ma z samą treścią? Sam opis jeszcze bardziej bardziej zachęca do przeczytania. Czarne odciski dłoni pojawiające się znikąd na drzwiach domów na wszystkich kontynentach. Praga zasypana śniegiem. Skrzydlaci nieznajomi wpadający  do naszego świata przez szczelinę w niebie. No i dziewczyna - niebieskowłosa, z tajemniczymi tatuażami na dłoniach, szkicownikiem pełnym potworów, z sakiewką zapełnioną zwierzęcymi i ludzkimi zębami. Czy to nie brzmi zachęcająco?

3. SŁODKIE ROZMÓWKI 
książka z niesamowitym stylem pisania
"Buszującego w zbożu" czytałam już dawno temu i mało co z niego pamiętam. Najlepiej jednak w pamięci utkwiło mi to, że stwierdziłam, że styl pisania J. D. Salingera jest głęboki i lekko pokręcony. Zaimponowało mi to, że pod tymi wszystkimi krytycznymi rozmyśleniami oraz aroganckim i olewającym wiele spraw zachowaniem Holdena, głównego bohatera, kryje się wiele głębokich prawd... Niestety, chyba nie wszyscy potrafią to dostrzec - dużo osób twierdzi, że ta książka jest o niczym, że Holden jest za arogancki, za bezmyślny, że jest płytki. A ja tymczasem odkryłam chyba właśnie to drugie dno :)

4. PIERWSZA RANDKA 
pierwszy tom serii, który sprawił, że od razu chciałaś sięgnąć po kolejny
Pierwszy tom "Baśnioboru" dostałam na dwunaste urodziny od dziewczyny, którą swego czasu nazywałam Kajakiem (ktoś z Was ją pamięta z starego bloga?). Książka ta tak bardzo mi się spodobała, że kilka dni po jej przeczytaniu wybrałam się do księgarni kupić dwa następne tomy :)



5. NOCNE ROZMOWY TELEFONICZNE
książka, przy której przetrwałaś noc
"Najstarszy" pana Paoliniego to chyba jedyna powieść, przy której zarwałam jakąkolwiek części nocy. Tak bardzo wciągnęły mnie przygody Eragona i jego smoczycy, że czytałam tą książkę do późnej nocy, aż w końcu tata przyszedł z wieczornej zmiany (czyli tak o 23 bądź 24) i kazał mi iść spać.

6. ZAWSZE W MYŚLACH 
książka, o której nie możesz przestać myśleć
"Mały Książę" to zdecydowanie taka powieść, która od chwili jej przeczytania często przewija się w moich myślach. Zastanawiam się nad niektórymi wątkami tej książki, przypasowuję je do niektórych aspektów życia, porównuję wartości w nich zawarte do mojego światopoglądu oraz innych ludzi (czy tylko ja czasami widzę Lisa, Różę bądź Małego Księcia, przechodząc szkolnym korytarzem?).

7. KONTAKT FIZYCZNY 
książka, którą pokochałaś za towarzyszące przy niej uczucia
Historia przyjaźni syna gestapowca i małego, żydowskiego chłopczyka bardzo mnie wzruszyła. Czegoś musiało w niej jednak zabraknąć, skoro nie uroniłam nad nią ani jednej łzy. Ten fakt w sumie jest mało ważny, bo o wiele ważniejsze jest to, że podczas czytania "Chłopca w pasiastej piżamie" w ogóle poczułam smutek, radość, wzruszenie i wiele innych uczuć.

8. SPOTKANIE Z RODZICAMI
książka, którą możesz polecić rodzinie lub znajomym
"Matylda" to taka książka, która spodoba się i dużym, i małym. Nie ma w sumie znaczenia, ile kto ma lat, książka ta zachwyci każdego... Poza moim bratem oczywiście ;) Ech, chyba nigdy nie zrozumiem, dlaczego tak opornie idzie mu to czytanie, skoro w swojej odległej już młodości nasi rodzice bardzo lubili czytać...


9. MYŚLENIE O PRZYSZŁOŚCI 
książka, która będziesz wiele razy czytać w przyszłości
Seria "Ulysses Moore" ma w sobie coś takiego, że chyba nigdy mi się nie znudzi i wielokrotnie będę po nią sięgać. Przeżywanie tych wszystkich przygód na nowo to coś naprawdę niezwykłego - odkrywanie Willi Agro, chowanie się w niszach w Krainie Puntu, szukanie odpowiedzi w Labiryncie, żeglowanie na Metis po odległych morzach, rozwiązywanie zagadek. Tajemnice, przygoda, prosty, acz przyjemny styl pisania - to wszystko mnie przyciągnęło i sprawiło, że pokochałam tą serię całym swoim sercem :)

10. DZIELMY SIĘ MIŁOŚCIĄ! 
czyli kogo otagujesz?

Muminek
Pola
Martina - chociaż nie wiem, czy nominowanie jej ma jakikolwiek sens, skoro nawet nie wiadomo, czy na swojego bloga wróci :/
Bukwa
Kolorowe Stworzonko

No i na tym koniec :)
A dopo!
Tutti
Zdjęcia: licencja CC0

5/18/2015

No title

No title

nie ma łez
                    we krwi
nie ma słów
                      w pałacu
jest tylko posadzka
                      tak zimna
i nóż na piedestale 
                     ludzkości

Licencja CC0 - źródło
Oto kolejny wiersz mojego autorstwa. Liczę więc, że i tym razem postaracie się odnaleźć sens moich myśli. Klimat ponownie jest nie najweselszy, ale właśnie takie utwory najłatwiej mi pisać.
Pamięta ktoś z Was wiersz z posta "Gdzieś na drodze, gdzieś po drodze"? W końcu po miesiącu postanowiłam Wam wyjaśnić, o co w nim chodzi. W całym utworze ogólnie chodziło o przemijanie. Główną bohaterką była lalka, która leżała gdzieś na strychu, porzucona przez dziecko. Jej złote, poszarpane loki miały symbolizować to, ze wszystko prędzej czy później się psuje, niszczeje, nawet ludzie. W pozostałych wersach chodziło mi o to, ze w jej wyobraźni nadal trwa zabawa w tak zwany podwieczorek. Tylko w jej wyobrażeniach macha ręką, chociaż tak naprawdę nie może się poruszyć. Kłębuszki, które kojarzą mi się z czymś znajomym, bezpiecznym, radosnym, miały symbolizować dzieci, które gdzieś tam w wyobraźni tej lalki siedzą wokół niej w okręgu. A filiżanka była właśnie symbolem podwieczorku, zabawy - była napełniona pajęczynami, z czego można wywnioskować, że już od dawna nie była używana. Lalka oczekiwała, że filiżanka niedługo zostanie napełniona herbatą, czyli "aromatem wschodu" z wiersza :) To, o czym myśli lalka, nigdy nie nastąpi, bo jej czas już minął.
To jest mniej więcej moja osobista interpretacja :) Wasze interpretacje były jednak naprawdę dobre. Rebellious i Fobos jako jedyne domyśliły się, że chodzi tu  o lalkę, a Lennyk i Pola podchwyciły wątek przemijania...
Tak więc zmykam - rozprawka na jutro w końcu sama się nie napisze :)
Ciao!
Tutti

5/15/2015

Update książkowy - KWIECIEŃ

Update książkowy - KWIECIEŃ




Przeskoczyć przez ogień - Romek Pawlak
Przeczytane: 2 kwietnia 2015
Ocena: 6/10
Ukochany koń Agnieszki, Bucefał, ma trafić do rzeźni, pomimo że w ogóle sobie na to nie zasłużył. W sprawę zbiórki pieniędzy na uratowanie konia włączają się przyjaciele Agnieszki, Marcin i Krzysiek. Na dodatek na horyzoncie pojawia się tajemniczy mężczyzna, z którym spotyka się mama Agnieszki, a wspólnemu przyjacielowi trójki głównych bohaterowie giną nagle klucze do domu. 
Nierozwiązane sprawy mnożą się - czy bohaterowie sobie poradzą?
Fabuła jest prosta, wręcz banalnie, ale nie ma się co dziwić, ponieważ jest to książka dla dzieci. Treść powieść głównie krąży wokół sprawy konia, jednak pojawiają się inne wątki takie jak nowy chłopak matki Agnieszki i zagubione klucze... Najbardziej niezrozumiałe dla mnie w tym było to, że dzieci nazywają te wszystkie sprawy kryminalnymi. W końcu gdzie w zbiórce pieniędzy czy zagubionych kluczach jest jakaś wielka zagadka? Chociaż... może chodzi tu o to, że dla dzieci wszystko jest tajemnicą, czymś nieznanym, wielka przygodą.
Główni bohaterowie niczym nie różnią się od tych drugoplanowych czy też epizodycznych. Podczas czytania wydawało mi się, że nie mają w ogóle charakteru.
Według mnie ogromnym plusem książki jest to, że uczy tego, że przyjaciół powinno się spierać w najtrudniejszych chwilach i że zawsze jest jakieś wyjście nawet z najbardziej beznadziejnej sytuacji. 

Urodzona o północy - C.C. Hunter
Przeczytane: 19 kwietnia 2015
Ocena: 4/10
W jednym momencie całe życie Kalie Galen wywraca się do góry nogami. Jej ukochana babcia umiera, rodzice postanawiają się rozwieść, zostaje aresztowana na przyjęciu u znajomego, a na dodatek nieustannie widuje żołnierza, którego nikt inny zdaje się nie zauważać. O mało bym zapomniała dopowiedzieć, że matka Kalie wysyła ją na obóz dla "trudnej" młodzieży.
Zastanawiam się, jakim cudem ta książka ma tak wysoką ocenę na lubimyczytać.pl (aż 7,79!), skoro się niczym specjalnie nie wyróżnia. Ot, taka zwykła, lekka młodzieżówka, oparta na bardzo popularnym schemacie. Nastoletnia dziewczyna, której cały świat się zawala, zostaje wysłana wbrew swojej woli na obóz. Jak się okazuje (spoiler?), po obozie hasają elfy, wilkołaki, wampiry i tym podobne stworzonka. No i nasz ukochana Kylie także jest jednym z tych stworzonek. Czy tylko ta historia mi się wydaje jakoś dziwnie znajoma?
Najbardziej denerwował mnie ten wyraźnie wyczuwalny trójkąt miłosny. Ba, to się nawet czasami przeistaczało w czworokąt! Trudno nie wspomnieć o samych relacjach w tym trójkącie - podczas czytania wydawało mi się, że autorka na siłę wepchnęła tą pseudo miłosną relację pomiędzy główną bohaterkę a dwóch chłopaków Szczerze powiedziawszy, ta uwaga może dotyczyć prawie że wszystkich wątków miłosnych w tej książce.
Postać Kylie nie podbiła jakoś szczególnie mojego serca, ale też nie sprawiła, że miałam ochotę wrzeszczeć nieustannie: "Co ty robisz, dziewczyno?!". Autorka wykreowała ją trochę średnio. Na początku wydawała się być  nawet osobą z silnym charakterem, ale po przyjdzie na obóz stała się taka... trochę naiwna. Okej, może bardziej niż trochę! Czasami jej przebłyski humoru ratowały jej obraz w moich oczach.
Inni bohaterowie nie zrobili na mnie większego wrażenia oprócz tego, że kłótnie przyjaciółek Kylie były momentami nawet śmieszne. No i znowu zapomniałabym wspomnieć o tym, jak autorka przedstawiła relację Kylie i jej matki. Raz wydawało mi się, że między nimi roztacza się rozległa przepaść, innym razem wyglądało na to, że bardzo się kochają. Zero logiki. Naprawdę.
Końcówka książki naprawdę mnie zawiodła. Spodziewałam się zupełnie innego rozwiązania akcji, a nie czegoś takiego... Wyglądało to tak, jak gdyby autorka poszła na łatwiznę.
Podsumowując: książka jest słaba.


Trzeci do pary - Jeff Kinney
Przeczytane: 23 kwietnia 2015
Ocena: 6/10
Kolejna książka bardzo znanej serii. Tym razem Greg, narrator powieści, stoi przed wyzwaniem znalezienia partnerki na bal walentynkowy. Oczywiście nie obyłoby się bez wielu mało zabawnych wpadek podczas poszukiwania odpowiedniej (czytaj: w miarę ładnej i normalnej) dziewczyny.
"Trzeci do pary" jest na takim samym poziomie jak jego poprzednicy. Po prostu lekka książka dla dzieci, przepełniona obrazkami i humorem. Z tym humorem jednak bym się tak całkowicie nie zgodziła, gdyż niektóre sytuacje, które powinny rozbawiać dzieci, nie sprawiły, aby wykwitł na moich ustach chociaż jeden lekki uśmieszek. Ale w końcu czternaście lat to nie to samo co siedem czy dziesięć.
W każdym razie książka na pewno spodoba się dzieciom lub osobom, które chciałyby przeczytać coś mało wymagającego po ciężkim dniu :)


My, dzieci z dworca ZOO - Christiane Felschrinow
Przeczytane: 28 kwietnia 2015
Ocena: 10/10
Christiane jest normalną dziewczyną z Berlina Zachodniego (o ile przemoc w domu można uznać za normalną, chociaż w latach '70 była to rzecz powszechna w niemieckiej klasie robotniczej) do czasu, aż wnika do grupki nastolatków, których spokojnie można by nazwać przyszłymi narkomanami. W wieku dwunastu lat zaczyna palić haszysz, a niespełna rok później sięga po heroinę.
Szczerze powiedziawszy, to z początku spodziewałam się czegoś podobnego do "Pamiętnika narkomanki" Barbary Rosiek - w miarę delikatnych, pseudofilozoficznych opisów i przemyśleń, czasami jakieś krótkiego wierszyka. Ogólnie mówiąc: mądre, głębokie myśli, których na dłuższą metę ma się dość. Tymczasem "My, dzieci z dworca ZOO" z wrażenia wepchnęły mnie w głąb fotela. Nie spodziewałam się czegoś tak mocnego i drastycznego. Zapis wielogodzinnego wywiadu z Christiane nie jest czymś takim jak zwykłe cyckanie się z młodzieżą: "Narkotyki są złe. Nie powinnaś ich brać. Bla, bla, bla...". Jest to prosty i mocny przekaz opowiadający o tym, jak łatwo wpaść w uzależnienie i stoczyć się na sam dół, posuwając się do kradzieży, kłamstw i prostytucji, aby tylko znaleźć pieniądze na zakup kolejnej dawki heroiny. Na pewno wiele osób przeczytanie tej książki może przekonać do tego, że nie warto próbować. Niestety, zapewne znajdą się i tacy, na których opis skutków zażywania narkotyków (obojętność, świat jest piękny, lekki, pozorny brak wszelkich problemów) i którzy postanowią przekonać się na własnej skórze, jak to jest zażyć takie środki.

Byłam niesamowicie dobra, jeśli szło o problemy innych. Tylko z własnymi nie umiałam sobie poradzić.



Długo zastanawiał się nad tym, na jakiej podstawie oceniam książki. W końcu doszłam do wniosku, że moim głównym kryterium jest to, czy mi się powieść spodobała, czy podczas czytania nie czułam zgrzytów w fabule i czy bohaterowie mnie zafascynowali. Aj, trochę mi się wydaje, że z prawdziwym recenzowaniem nie ma to nic wspólnego ;) No ale i tak fantastyczną rzeczą jest wyrazić własną opinię.
No i byłam na rozdaniu nagród za konkurs literacki. Laureaci z szkół podstawowych i średnich dostali powieści, a gimnazjaliści... słowniki i książki przyrodnicze O.o Strasznie się rozczarowałam, kiedy zobaczyłam atlas "Cuda natury" - i jak tu nie mówić, że geografia mnie prześladuje na każdym kroku? :D

Pozdrawiam cieplutko
Tutti

5/08/2015

Niespodziewany gość

Niespodziewany gość
Abel piął się dzielnie po kolejnych stopniach schodów, próbując nie patrzeć na szarobure ściany, stare okiennice oraz drobinki kurzu wirujące powietrzu. Jednocześnie starał wyobrazić sobie zadbaną klatkę schodową, z gładkimi ścianami, czystymi oknami i błyszczącą poręczą schodów. To była tylko iluzja, oszukiwanie samego siebie. Żył jednak nadzieją, że to małe kłamstewko powtarzane wiele razy stanie się w końcu prawdą.
W końcu doszedł na ostatnie piętro, wprost pod drzwi mieszkania jego rodziców. Wyciągnął z kieszeni spodni klucze i otworzył drzwi, na co one odpowiedziały niepokojącym skrzypieniem nienaoliwionych zawiasów. Kiedy Abel wszedł do środka, od razu uderzyła go nienaturalna cisza. Zamarł przy drzwiach, próbując wyłapać jakikolwiek dźwięk jak chrapanie ojca czy odgłos wody płynącej w rurach. Nic. Cisza.
Abel przeszedł do staromodnie urządzonej kuchni i zdjął kurtkę. Po chwili zauważył, że na stole coś leży. Była to najzwyklejsza w świecie kartka, zapisana zgrabnym, pełnym zawijasów pismem jego matki.
„Z ojcem idziemy do państwa Wierzbickich. Wrócimy późno. W lodówce masz obiad.”
Abel uśmiechnął się smętnie pod nosem i odłożył kartkę z powrotem na stół. Dla wielu jego rówieśników nieobecność rodziców oznaczała pełną swobodę. Abel jednak bardzo lubił towarzystwo swoich rodziców i odczuwał pewnego rodzaju pustkę w sercu, kiedy nie było ich w domu.
Abel westchnął i przeszedł z kuchni do swojego pokoju. Nienawidził tego miejsca. Cztery ściany w paskudnym kolorze pomarańczu. Niewygodne łóżko przykryte starą narzutą. Pożółkłe firany. Stare okna o drewnianych ramach. I samotność.
Abel usadowił się na łóżku i wziął do ręki „20000 mil podmorskiej żeglugi” Verne’a. Przez chwilę nawet próbował przesuwać wzrokiem po linijkach tekstu, jednak nie potrafił się skupić na tekście. Myślami błądził gdzieś daleko, a dokładniej mówiąc wokół tego nieszczęsnego pokoju. Pokoju, który uznawał za powód wszystkich jego klęsk w strukturze społeczeństwa. W sumie to nawet nie wiedział, skąd wzięło się u niego to przekonanie. Może nie miał serca zwalać winy na innych ludzi i obarczył nią rzecz martwą, która nie miała uczuć?
Od zawsze był nieśmiały. Bał się rozmawiać z nieznanymi sobie ludźmi, więc trudno mu było przystosować się do nowego otoczenia. Jego szkolni znajomi szybko przypięli do niego łatkę samotnika i tak pozostało aż do końca podstawówki. W gimnazjum historia potoczyła się całkiem podobnie. Teraz, kiedy Abel miał iść do liceum, wiedział, że tam też będzie tak samo. Milczenie. Siedzenie samemu na korytarzu. Szczerze mówiąc, dostał to wszystko w pakiecie na własne życzenie, jednak nie chciał przyznawać się do tego. Kolejne drobne kłamstewko, iluzja. Bo czyż nie łatwo nie widzieć w ogóle problemu?
W tym momencie zauważył coś dziwnego. Za oknem, na parapecie znajdował się kamienny gargulec. Abel uszczypnął się, aby sprawdzić, czy to nie jest przypadkiem sen lub omamy. Nie, to w żadnym wypadku nie były halucynacje. Kamienna rzeźba z katedry Notre-Dame siedziała na parapecie, wpatrując się w panoramę Paryża.
Abel podbiegł do okna i otworzył je na oścież.
- Dzień dobry. – Gargulec się poruszył i odwrócił „twarzą” do chłopaka.
Chłopak otworzył ze zdziwienia usta.
- Zamknij usta, bo jeszcze jakąś muchę połkniesz – burknął gargulec, wykrzywiając kamienne usta.
Abel posłusznie wykonał polecenie i założył ramię na ramię, opierając się o framugę okna.
- Co tu robisz? – spytał chłopak, przechylając głowę na prawo. Był ciekawy tego, co odpowie mu kamienne monstrum.
- Siedzę  i myślę – odpowiedział gargulec. W jego wzroku chłopiec zauważył smutne iskierki. – I marzę. I zastanawiam się, dlaczego nie jesteś na dworze i nie grasz z przyjaciółmi w piłkę, skoro tak pięknie dziś świeci słońce…
Abel zaniemówił po raz kolejny tego dnia. Jak odpowiedzieć na tak bardzo osobiste pytanie? Po kilku sekundach pełnych wątpliwości i niepokoju chłopak zaczął mówić:
 - Ja… nie gram w piłkę… Nie lubię w nią grać, a na dodatek nie mam przyjaciół.
- To smutne, kiedy ktoś nie ma przyjaciół – westchnął gargulec. – Bo człowiek w gruncie rzeczy potrzebuje przyjaźni, aby żyć. Trudno egzystować, kiedy nie ma się z kim rozmawiać. Wiesz, miałem kiedyś przyjaciół, ale ich straciłem. Zostali całkowicie zamienieni w kamień. Nie mogą mówić. Nie potrafią się ruszać. Mogą tylko patrzeć na to, co się dzieje wokół nich. Od tego czasu latam od domu do domu w poszukiwaniu przyjaciela…
Pomimo absurdalności tej rozmowy, Abel postanowił ciągnąć ją dalej. Jakiś głos w jego podświadomości podpowiadał mu, że rzeźba może być całkiem interesującą „osobą”.
- Czy szukając przyjaciół, nie porzucasz przypadkiem tych starych?
- To może właśnie wyglądać tak, jakbym od nich odszedł i nigdy już nie miał wrócić. W gruncie rzeczy to jest prawda, chłopcze – odparł gargulec. – Nie można jednak cały czas żyć przeszłością, bo inaczej przeszłość cię „zje”.
- Zje? – zdziwił się Abel.
- Pożre. Zawładnie tobą. Zamknie drzwi do twego serca – wyjaśnił niespodziewany gość, jak go w myślach nazwał Abel. – Te wrota powinny być cały czas otwarte, aby dopuścić do środka duszy jak najwięcej promieni słonecznych, dźwięków pięknej muzyki i ciepła ludzkich rąk. Powinny zostać otwarte, ażeby emanowało z nich dobro. Otwarte drzwi to jeden z wielu sposobów na zdobycie przyjaciela – mówiąc to, gargulec wskazał kamienną dłonią na lewą stronę klatki piersiowej, czyli tam, gdzie u człowieka znajduje się serce. – Chłopcze, mogę się ciebie o coś zapytać?
- Możesz.
- Dlaczego jesteś samotny?
Chłopak spojrzał na gargulca, próbując stwierdzić, jaki jest w ogóle cel tej rozmowy. Zapełnienie smutku w sercu niespodziewanego gościa po utracie przyjaciół? Czy też uświadomienie Ablowi… czegoś ważnego?
- Bo moje drzwi są zamknięte.
Gargulec spojrzał na chłopaka ufnym wzrokiem, pełnym miłości i zrozumienia. To właśnie to spojrzenie podobało się Ablowi najbardziej. Chociaż z początku kamienna rzeźba mogła się wydawać nieprzyjemna i wyobcowana, to jednak po chwili rozmowy okazało się, że jest ona wrażliwą „istotą”.
- Więc je otwórz.
- Nie wiem jak – odparł chłopak. – A ty wiesz?
- Wiem. – Gargulec uśmiechnął się. – Wyjdź na zewnątrz i pójdź na boisko.  Podejdź do chłopców grających w piłkę, uśmiechnij się i zacznij z nimi rozmawiać. To wystarczy.
- Na pewno? – zdziwił się Abel. Czy coś, co wydawało mu się przez tyle lat trudne, mogło okazać się być rzeczą tak łatwą?
- Na pewno…
Nagle wszystko zlało się w jedną, wielką, kolorową plamę.

***
Abel otworzył oczy i rozejrzał się wokół. Nadal stał przy otwartym oknie, jednak na parapecie nie siedział już gargulec. „Czy to był sen?” – zapytał się w duchu chłopak, a jego wzrok skierował się na otwartą książkę Verne’a. Tuż obok ilustracji przedstawiającej Nautilusa widniał staranny rysunek gargulca.
- A jednak naprawdę tu był – wyszeptał chłopiec, przyglądając się ilustracji. Skąd ona się wzięła? Gdzie podział się niespodziewany gość? – Pewnie wyruszył na dalsze poszukiwania – dodał Abel i wyciągnął z szafy sportowe buty, ponieważ nagle nabrał chęci na granie w piłkę nożną.
Spojrzał po raz kolejny na panoramę Paryża rozciągającą się za oknem.
- Powodzenia, przyjacielu – wyszeptał i wybiegł z mieszkania, przeskakując po dwa stopnie na schodach i dziękując w duchu za to niesamowite spotkanie.


***

Powyżej znajduje się jakże "ambitne" opowiadanie, które wysłałam na konkurs do "Victora Gimnazjalisty". Numer, w którym było prezentowane zwycięskie opowiadanie i wyróżnienia, przyszedł do mnie dzisiaj. Nie znalazłam się nawet na liście wyróżnionych, ale to było raczej do przewidzenia, ponieważ pisałam to w dzień zakończenia konkursu. Toteż praca nie była dopracowana. Tak to jest, jak wena przychodzi do człowieka o dwudziestej trzeciej ;) Muszę jednak pogratulować Poli, która po raz kolejny zdobyła wyróżnienie. Jak ty to robisz, dziewczyno?!
Przepraszam za wszelkie błędy w opowiadaniu, ale dopiero co wróciłam z domu po kręceniu filmu na zajęcia artystyczne (moja rolą było leżenie w pokrzywach, udawanie trupa i staranie, aby nie zauważyć ślimaków pełzających wokół mojej głowy) i padam ze zmęczenia. Tekst poprawię więc jutro, kiedy już psychicznie odpocznę od użerania się z grupą chłopaków.

PS No i przepraszam za te z kosmosu wzięte zakończenie, ale musiałam jakoś na szybko rozwiązać akcję, a ograniczenie było na 2 strony A4 :/

EDIT 10.05.2014 - tekst poprawiony  chyba w całości
A dopo!
Pół-Żywa-Tutti

5/02/2015

Flowers

Flowers
Witajcie :)
Dzisiaj chciałabym Wam pokazać kilka zdjęć, które zrobiłam tak z tydzień temu, kiedy w całej Polsce panowała jeszcze ładna, słoneczna pogoda. Fotografie są w sumie takie sobie. Ani beznadziejne, ani niesamowite. Najbardziej podoba mi się to pierwsze przedstawiające mlecza :) Moim zdaniem ciekawie wyszły też zdjęcia, na których widać... tego latającego owada. Zastanawiam się, co to w ogóle jest za stworzenie . Na pszczołę czy trzmiela to nie wygląda, na bąka też nie. Wie ktoś z Was, co to jest za owad? Byłabym bardzo wdzięczna za odpowiedź :)
Do napisania!
Tutti

PS No i w końcu dzięki postowi Fobos przypomniałam sobie o czymś takim jak Devian Art! Po kliku miesiącach zalogowałam się ponownie na moje stare konto i dodałam tam moje próbki twórczości, które według mnie nie były tak "wspaniałe", aby dodawać je tu, na bloga. Jeśli ktoś z Was byłby zainteresowany moją twórczością, to tu ma linka - KLIK.





Tak, wiem, owad jest nieostry...

Jak zawsze coś nie wyszło z ostrością :P

Żuk.
Copyright © 2016 Only experiences , Blogger