9/27/2015

Tutti znowu w lesie

Tutti znowu w lesie
Dzisiaj byłam z tatą w lesie, tym razem jednak grzybów nie zbieraliśmy. Po prostu chcieliśmy się trochę przejść. Przy okazji porobiłam mnóstwo zdjęć, które możecie zobaczyć poniżej. Mam nadzieję, że się Wam spodobają :)
Tutti
















9/21/2015

Time

Time


Hej!
Czas - jak może wiecie lub nie - strasznie szybko płynie. Zanim się obejrzałam, minęły moje piętnaste urodziny i najlepsze przyjęcie urodzinowe w moim życiu. Co prawda miałam tylko dwóch gości, ale nie chodzi tu o ilość, ale o jakość. Dostałam od Kudi i I. książkę ("Sekretne życie pszczół") i pudełko cukierków o różnych dziwnych smakach. I w tym przypadku ilość mnie nie zawiodła, gdyż książka była dokładnie taka, jaką chciałam przeczytać, życzenia napisane w książce były pierwszorzędne, a przy spożywaniu cukierków było więcej śmiechu niż prawdziwego jedzenia. Tak wiec było zacnie, a zacność wynikała z tego, że nawet w trójkę można dobrze się bawić, siedząc w dosyć wygodnej wannie.
W sobotę były natomiast urodziny mojego brata. Z początku chciałam zamknąć się w sypialni i pouczyć trochę na poniedziałkowy sprawdzian z fizyki, ale zapamiętywanie informacji o magnetyzmie tylko po to, aby potem zaliczyć to, co się ma do zaliczenia, i zapomnieć o nich, jakoś straciło sens w porównaniu z piskami dochodzącymi zza okna. Tak naprawdę, gdybym nie wiedziała, że to zgraja jedenastoletnich dzieci wrzeszczy, pomyślałbym, że kogoś obdzierają ze skóry :P Nawet nie wiem, dlaczego dołączyłam się do ich gry w butelkę. Może dlatego, aby sobie przypomnieć, jak to się miało także te jedenaście lat i zadawało się głupie wyzwania i pytania. Przytul ją/jego. Pocałuj go/ją w policzek. W tym wieku takie zadanie napawało pewnie każdego z nas przerażeniem/odrazą/względna ulgą, że twój oprawca kolega nie kazał ci zrobić czegoś jeszcze bardziej szargającego honor. Dlatego ja zawsze wybieram pytania - są bezpieczniejsze. Przynajmniej w teorii. I raz na mnie wypadło. Zgadnijcie, jakie pytanie zadały mi koleżanki mojego brata?
Swoja drogą - skąd on ma takie powodzenie u płci przeciwnej?


Śmiało - pomyślcie i zgadnijcie! W sumie to strasznie łatwe, bo samo pytanie jest doprawdy charakterystyczne dla ogólnie naszego przedziału wiekowego.
- Czy masz chłopaka? - spytały z szatańskim uśmiechem na ustach.
Gdybym siedziała na krześle, pewnie bym z niego spadła, ale - i na szczęście - na podłodze jest to raczej ciut niemożliwe do zrealizowania. Roześmiałam się tylko i zgodnie z prawdą znaną i Wam odpowiedziałam, że nie.
- Jesteś zbyt ładna, aby nie mieć chłopaka - odparły na to, lekko zdziwione. I tu zaczęłam się jeszcze bardziej śmiać i gorąco zaprzeczać. W zasadzie nie wzięły moich słów na serio. Zresztą ja im też zbytnio nie uwierzyłam. Jestem nawet ładna, ale chyba nie na tyle, aby w gimnazjum komukolwiek się spodobać. Na tym etapie edukacji raczej liczą się te naprawdę ładne dziewczyny, które czasami w bonusie dostają całkiem ciekawą osobowość (czasami dla mnie po prostu banalną), ładne ciuchy i... wiele innych rzeczy. A na nie patrzą ci (prawie) zawsze przystojni chłopcy, którzy także czasami dodatkowo dostają te same cechy/rzeczy.
Może to też przez to, że nadal mam lekko zaniżone mniemanie o mojej osobie. Nie jestem osobą o prostej obsłudze- mam tego całkowitą świadomość. I nie jestem tak naprawdę w całości taka, jaką się wydaję być na pierwszy rzut oka. Taka cicha, spokojna, miła... No i po bliższym poznaniu trochę pokazuję pazurki (czyli że czasami uaktywnia się u mnie "charakterek"), jak to powiedziała moja nauczycielka geografii.
To był post z rodzaju tych... No cóż, nie potrafię dokładnie stwierdzić, o czym on jest, ale  z pewnością jest tu więcej ględzenia o niczym niż przemyśleń. A może jest na odwrót?
Pozdrawiam
Tutti

9/08/2015

Bardzo dużo miłości

Bardzo dużo miłości
W ciągu półtorej tygodnia:
a) zostałam skarbnikiem klasowym. Nie pytajcie się, jak to się stało, bo trudno jest to wyjaśnić, a co dopiero opisać słowami. W każdym razie nie jest to "posada", do której pałam miłością, acz też najgorsza nie jest.
b) kompletnie zakochałam się w dwóch filmikach opublikowanych przez włoską YouTuberkę Marzię Bisognin. Jej kanał głównie traktuje o makijażu i modzie, lecz do wszystkiego przykłada wiele wysiłku i pasji. Oczywiście da się też znaleźć w jej filmikach wiele perełek.




A tu lekko horrorowy filmik, który powstał w współpracy z Albertą Curti. On jest cudowny <3

c) założyłam stronę bloga na Facebooku - KLIK. Kto chce, niech kliknie "lubię to". Kto nie, to zapraszam do kolejki do Tartaru nie. Nie musisz. To Twój własny wybór. Ogólnie będę tam dodawała różne... no rzeczy xd Jeszcze nie wiem, co dokładnie będzie się pojawiało (pewnie jakieś informacje czy coś w tym stylu), ale pewnie niedługo się zdecyduję. Przekonałam się także w końcu do Instagrama. Zapomnijcie o tym, że kiedyś go krytykowałam :P W sumie to nadal go będę krytykować, ale trochę mniej... Przekonałam się tylko dlatego, że lubię robić całkiem artystyczne  i mniej artystyczne zdjęcia telefonem, ale boli mnie to, że aby opublikować coś na Deviant Art, musiałabym najpierw przenieść zdjęcia z karty sd na komputer. po prostu jestem leniwa, okej? No i Instagram dociera do większej grupy odbiorców :P No więc KLIK. Pewnie nie będę jakoś niesamowicie aktywna, no ale trzeba było Was poinformować :)

d) zaczęłam myśleć nad pewnym projektem na zajęcia artystyczne. Jak na razie jest w fazie planów, ale już wiem, że będzie związany z blogosferą, którą można w pewien sposób podpiąć pod dziennikarstwo. Na swój sposób wpływamy na opinię i sposób postrzegania świata naszych odbiorców, czasami nawet na ich decyzje. Dla przykładu: jeśli polecimy książkę, czytelnik prawdopodobnie ją przeczyta, jeśli będzie miał do tego okazję.

e) zakochałam się w książce "Dopóki nie zgasną gwiazdy"! Przedstawia ona dość apokaliptyczną wizję świata, w którym zimno jest zawsze, ludzie to praktycznie gatunek zagrożony wyginięciem, a na dodatek po górach, w których mieszkają ocaleni, hasają Świetliki, twory, o których krąży wiele dziwnych teorii. Jedni twierdzą, że to zło wcielone, inni uważają je za coś w rodzaju zbawienia czy formy przeistoczenia (trudno to wyjaśnić). Nie sądziłam, że ta książka mnie aż tak zaskoczy.. Z początku akcja szła miarowym krokiem, potem gdzieś tak mniej więcej w połowie się zatrzymała i właśnie wtedy pomyślałam sobie, że to właśnie ten moment, kiedy reszta książki okazuje się zwyczajnie słaba tuż po przeczytaniu dobrego i ciekawego początku. Po około trzydziestu-czterdziestu stronach bieg zdarzeń znowu zaczął nabierać tempa - i to jakiego! Pod koniec książki nadal pozostało wiele pytań. Wszystko jednak wskazuje na to, że pan Patykiewicz pisze drugi tom. Spodobało mi się to, że autor powolutku odkrywa fabułę i tajemnice, które jednocześnie pociągają za sobą kolejne sekrety. Wrażenie też zrobiła na mnie zmiana psychiki głównego bohatera - urzekło mnie to, jak nastoletni Kacper powoli odkrywał, że to, o czym marzył, tak naprawdę wcale nie było wspaniałe. Kolejnym elementem, który bezprecedensowo podbił moje serce, było ukazanie tego, jak różne osoby mogły postrzegać to samo zdarzenie i wymyślać bądź dochodzić do tego, dlaczego zdarzyło się właśnie coś takiego.
No i ten cały upadek naszej cywilizacji i zacofanie...


Rysunki w książce są mistrzowskie - doskonale oddają klimat powieści. Są dynamiczne i śliczne, i zacne... Okładka jest zaprojektowana w innym stylu niż ilustracje i po prostu skutecznie przyciąga wzrok :)
Tak, to jest recenzja. Postanowiłam wstawić ją właśnie tutaj, ponieważ obecnie nie mam zbyt wiele chęci, aby pisać "Update'y książkowe". Nie będę teraz czytać wielu książek, a i czasu będzie trochę brakować...
Arrivederci!
Tutti

9/05/2015

Rainy day

Rainy day

Żarówka w moim pokoju już dawno przestała świecić. Przepaliła się, a ja byłam zbyt leniwa, aby wejść na krzesło i ją wymienić. Zresztą krzesło stało w kuchni, dwa pomieszczenia dalej - to o wiele za daleko dla kogoś, kto lubi żyć w bezruchu.
Telefon na szafce nocnej milczał już od kilku miesięcy. Bateria padła, a ja i tak go już od dawna nie potrzebowałam. Nie miałam do kogo dzwonić. Zresztą nawet jeśli bym próbowała to zrobić, nie potrafiłabym wymówić ani słowa. Nie byłam już częścią ich życia.
Puste opakowanie po lakierze leżało pod łóżkiem. Nie chciałam się schylać, aby go podnieść. Niech sobie poleży. I tak już nikt w tym domu nie układał fryzury. W końcu nie przejmowałam się już tak swoim wyglądem.
Podeszłam do drzwi, z trudem nacisnęłam chłodną klamkę i wyszłam na korytarz.
- Mamo? Tato? - wyszeptałam, wpatrując się w drobinki kurzu wirujące w świetle zalewającym korytarz.
Cisza.
Jak wtedy, kiedy wszystko się zatrzymało - parasol zawirował w powietrzu, świat stał się dziwnie chłodny, a krople deszczu zaczęły zbierać się na mojej twarzy, zostawiając na ustach metaliczny posmak.
Cisza, a przedtem światła zmieniające kolor.
Zielony, czerwony...

Źródło

***

Witajcie!
Z początku miało to być przedłużenie mojego opowiadania konkursowego, lecz po napisaniu kilku zdań wszystko skasowałam. Do głowy przyszedł mi o wiele lepszy pomysł. Mam nadzieję, że tekst Wam się spodobał i zmusił do wymyślenia teorii na temat losów bohaterki. W sumie domyślenie się, co tak naprawdę się stało, jest naprawdę proste, acz w sumie losy narratorki mogą być różne.
W każdym razie jest to bardzo krótki tekst na wyzwanie literackie "Kreatywne spojrzenie". W tym miesiącu hasłami były słowa lakier, parasol, klamka.
Do napisania
Tutti-z-Oddziału-IIIa
Copyright © 2016 Only experiences , Blogger