2/12/2016

Wiara

- Wierzę - mogę to śmiało powiedzieć, bo dobrze wiem, że tak właśnie jest. Nie potrafię określić, jak bardzo. Zresztą, czy da się umieścić pojecie abstrakcyjne w dziesięciostopniowej skali? 
Nie.
Dla ważnych spraw nie istnieje żadna skala. Jest tylko subiektywne odczucie, nieopierające się na liczbach.
Mocno?
Słabo?
W moim przypadku żadna z tych, być może najpopularniejszych, odpowiedzi nie jest w stu procentach właściwa. Moja wiara jest chwiejna - doskonale zdaję sobie z tego sprawę, choć ostatnio w mojej sferze duchowej zaszły naprawdę duże zmiany.
Licencja CC0
Kiedy rozpoczęłam przygotowanie do przyjęcia sakramentu bierzmowania, nie byłam zbytnio przekonana do czegokolwiek. Z każdym spotkaniem miałam coraz więcej pytań, a coraz mniej odpowiedzi. Wtedy przyszedł lekki kryzys. Czy to wszystko ma sens? Czy ja naprawdę tego chcę? Czy to nie jest odhaczenie kolejnej mojej rzeczy w życiu na zasadzie bo tak trzeba?
Nie mam pojęcia, kiedy dokładnie ten kryzys przeszedł i znalazłam odpowiedzi, których szukałam. Nie wiem, co dokładnie się do tego przyczyniło. Sięgnięcie po wiersze religijne czy też modlitwa na spotkaniu w kapliczce u sióstr zakonnych, podczas której każda osoba, jeśli chciała, mogła o coś poprosić lub za coś podziękować? 
Podczas przyjmowania sakramentu bierzmowania wcale  nie czułam się, jak gdybym była nie na miejscu. Nie myślałam o tym, że to nie ma sensu. Ba, znałam cel, dla którego za chwilę miałam znaleźć się przed biskupem. Większość słów dopływała do mnie wyraźnie i właściwie to było w pewnym sensie magiczne. Przysłuchiwałam się uważnie, chyba po raz pierwszy w życiu przeżywając to tak głęboko.
Czy coś poczułam?
Tak, jeśli można za rzecz niezwykłą wziąć uczucie, że coś zmieniło się.
Na lepsze.

16 komentarzy:

  1. Moja wiara również bywa naprawdę chwiejna, non stop mam jakieś pytania, a ostatnio przeżyłam pewien kryzys. ,,Czy naprawdę w to wierzę? Czy to na pewno prawda?...". Ostatnio miałam rekolekcje i chociaż nie były jakieś porywające, to bardzo mi pomogły. Kilka zdań zmotywowało mnie do przemyśleń i takiej szczerej modlitwy, a to... pomogło. Czasem naprawdę wydaje mi się, że czuję Boga, że wiem, iż ktoś jest przy mnie. Takie chwile są piękne. I w sumie dla takich właśnie chcę cały czas wierzyć, bo niektóre momenty są magiczne:) Myślę, że wątpliwości są normalne i w sumie chyba każda wierząca osoba ma takie okresy zwątpienia.
    Też uważam, że liczby nie powinny się odnosić do ważnych spraw, a zwłaszcza dla wiary:)
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wierzę. To też mogę powiedzieć. Ale z każdym rokiem, coraz mniej wierzę w katolików. Nie są tacy jacy być powinni. Nie chodzą do kościołów, nie modlą się, a jednak wypowiadają się na tematy, na jakie tak naprawdę nie powinni. Jeszcze bardziej rozwala mnie mój katecheta nie tolerujący dosłownie nikogo ani niczego. Homoseksualizm? Zapomnij! Równouprawnienie kobiet? No co ty! Przecież od dziecka uczeni jesteśmy, że Bóg nas kocha, bez względu na nic. Swoją drogą, lekcje religii w szkołach tak naprawdę są o niczym. Przynajmniej u mnie w szkole. Bez sensowne (za przeproszeniem) pieprzenie o niczym albo w ogóle nic nie robienie.

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Sakrament bierzmowania zdziała cuda :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak tak się zastanawiam, to moja wiara była właściwie dość mocna przez całe moje życie. Dopiero niedawno coś zaczęło się... może nie psuć, ale na pewno zmieniać. Myślę że właśnie te chwile zwątpienia są potrzebne, żeby wiara była zdrowa. Kiedy poszukujesz odpowiedzi na dręczące Cię i, śmiem twierdzić, ważne pytania, odkrywasz, czego potrzebujesz, co Ci odpowiada, właściwie kim jesteś. Docierasz do sedna sprawy. Wierzę w Boga i mogę to rzec na luzie i tak dalej, choć czasem mam lekką spinę z samą instytucją Kościoła. No, ale c'est la vie, jak mówią.
    *przepraszam za tę głębię jak w łyżeczce do herbaty*
    Chwała & gloria!
    B.
    PS Zawsze lubiłam bierzmowanie za to, że można sobie wybrać jakieś ładne imię :P Ale jeszcze poczekam.

    OdpowiedzUsuń
  5. To... dobrze, że znalazłaś odpowiedzi na swoje pytania i że trafiłaś na osoby, które pomogły Twojej wierze (tak się domyślam, że były takie osoby). To dużo znaczy dla młodego człowieka w świecie, tak głupim i abstrakcyjnym. Ja.. Moja wiara jest skomplikowana. Wierzę, ale poniekąd nie tak jakby chciało chrześcijaństwo, papiestwo. Znaczy.. Po prostu mam wiele pytań, a księża i ludzi wierzących, których spotykam wcale mnie do wiary nie zachęcają. Czyż skoro chrześcijaństwo mówi o akceptacji i tolerancji, a człowiek, który modli się, chodzi do kościoła, czyta Biblię, wyraża pogardę do reszty świata, która nie jest chrześcijańska, to nie paradoks? Ok, nie będę się rozpisywać. Przeczytawszy Twój post, pomyślałam, że może kiedyś zrobiłabym taki u siebie... Chociaż hejty by mnie zalały. Zgodziłabyś się?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie byłoby hejtów. Jeśli u mnie wszyscy ładnie się wypowiedzieli, to myślę, że u Ciebie byłoby tak samo.
      Śmiało - pisz! Chciałabym poznać Twoją bardziej rozwiniętą odpowiedź na ten temat.
      Cóż... Ten paradoks istnieje, bo... nie jesteśmy idealni. I to wcale nie znaczy, że mamy to tak zostawić w spokoju. Mamy naprawiać nasze błędy, starać się być coraz lepszymi. Tylko czy wszyscy potrafią zauważyć swoje błędy?
      Nie sądzę...

      Usuń
  6. Gratuluje podejścia :) I jednocześnie - trochę zazdroszczę. Przyjmując bierzmowanie byłam w najgłębszym kryzysie wiary i w ogóle się ono dla mnie nie liczyło. Właściwie dojrzałam do niego dopiero po 3 latach, dopiero teraz zrozumiałam jego prawdziwą wagę. I to nie łatwym sposobem, decyzja o trzymaniu się wiary była dla mnie bardzo trudna i naprawdę, sama nie dałabym rady za nic. Wiele razy załamywałam się i dopiero od końca stycznia mogę spokojnie powiedzieć: tak, wierzę. I będę. Musze nadrobić stracony czas i odpokutować... Dużo rzeczy. Dobrze, ze ty odpowiedziałaś na wszystkie pytania zanim się stoczyłaś i całkowicie straciłaś wiarę. Oby jak najwięcej takich przypadków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że dojrzałaś do tego, choć zajęło Ci to tak dużo czasu. Lepiej później niż wcale.
      Podziwiam Cię, że wytrwałaś na tyle długo, by znowu uwierzyć :)

      Usuń
  7. Bierzmowanie brałam kilka lat temu, teraz jestem na drugim roku studiów i jestem dumna z tego że jestem osobą wierząca. Na moich studiach jestem z niewielu osób a w moim prywatnym towarzystwie w zasadzie jedyną i nie wstydzę się swojej wiary :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Z moją wiarą też bywa różnie. Czasem przeżywam malutkie kryzysy. Czasem zadaję sobie pytanie, jaki to ma sens. Ale cóż. Mogę powiedzieć, że wierzę. Z całą pewnością. Bo zawsze w końcu wychodzę na prostą.
    Świetny post! Refleksyjny, daje do myślenia. Gratuluję :D
    Muminek

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja wierzę w Boga, myślę że człowiek powinien w Coś wierzyć bo inaczej nie byłoby sensu życia, tego celu gdzie powinien zmierzać. W pierwszej klasie uczył nas taki ksiądz który całkowicie zmienił moje postrzeganie Boga, ale po roku musiał przenieść się do innej parafii. Brakuje mi go bardzo, bo zachowywał się jak normalny człowiek, a nie jak ksiądz który mówi "MUSICIE chodzić do Kościoła, MUSICIE się modlić itd, a tak jest odkąd zaczełam chodzić na nauki przygotowujące do bierzmowanie a wiadomo że jeśli człowieka do czegoś zmuszają to ten się zaczyna mimowolnie buntować..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy przeczytałam pierwsze zdanie Twojego komentarza, przypomniał mi się tytuł pewnej piosenki - "Trudno nie wierzyć w nic"...
      Szkoda, że istnieją tacy księża, ale w sumie tak jest każdą grupą społeczną - są rodzice, którzy za wszelka cenę chcą, aby ich dziecko miało same piątki i szóstki na świadectwie, i tacy, którzy pomagają dziecku iść we właściwą stronę, a jednak nie naciskają przesadnie. czasami ma się pecha i trafia na ludzi z pierwszej kategorii.
      A jednak zawsze możesz poszukać kogoś, kogo możesz słuchać w zupełnie innym miejscu niż swoja parafia. Z pewnością w internecie znajdziesz mnóstwo osób dających dobre świadectwo w przystępny dla Ciebie sposób :)

      Usuń
  10. Masz racje sama się przekonałam na sobie podczas przyjmowania sakramentu bierzmowania i po czujemy się inaczej trzeba to utrzymać jesli tylko tego chcemy a nie zawsze potrafimy...

    OdpowiedzUsuń
  11. Bierzmowanie brałam w zeszłym roku, więc jest to jeszcze dla mnie świeży temat:)
    A czy wierzę? Wierzę.
    Zapraszam do mnie:) Pomożesz mi w klikaniu? *KLIK*. Dziękuje za pomoc, z przyjemnością odwdzięczę Ci się!

    OdpowiedzUsuń
  12. Myślę, że w życiu każdego zdarzają się momenty zwątpienia, obojętnie, o co chodzi. Nie tylko w sferze wiary, przyjaźni, marzeń... Najczęściej zdarza się to w okresie dojrzewania, kiedy na nowo odkrywamy otaczający nas świat. Nie jesteśmy już dziećmi, które raczej z przyzwyczajenia lub tradycji wierzą w Boga. Wierzą, nie zastanawiając się nawet nad tym, dlaczego właściwie to robią. I to jest piękne, bo nie potrzebują dowodów na to, że Bóg istnieje. Ale później rodzą się pytania. Skąd wiem? Czy wierzę w istniejącego Boga czy to tylko moje wyobrażenie? Czy to tylko rodzice, którzy niejako wmówili mi, że Bóg jest w niebie i spogląda na mnie, abym był grzeczny? Sama miałam jakiś czas temu podobny kryzys. Myślałam długo na ten temat. Akurat w moim przypadku było to jakiś czas po bierzmowaniu, które w sumie to nie jestem pewna, czy przyjęłam z poczucia obowiązku czy realnej miłości do Boga. Teraz czuje, że Bóg jest, że istnieje, że opiekuje się mną. Skąd to wiem? Nie wiem, po prostu nie wiem, ale tak czuję. I wydaje mi się, że wiary w Niego nie można analizować na milion sposobów, że trzeba po prostu uwierzyć. I nie wątpić, a utwierdzać się w wierze każdego dnia :)

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie komentarze pod postami typu "Jaki super blog :) Ciekawy post. Zapraszam do mnie!" usuwam. Niech Twój komentarz nawiązuje do tematu mojego posta!
Nie bawię się w "obs. za obs.". Obserwuję blogi tylko wtedy, jeśli naprawdę mi się podobają.
Odwiedzam Wasze blogi w miarę moich możliwości...
Kontakt: napisz.tutti@gmail.com

Copyright © 2016 Only experiences , Blogger