10/18/2016

Przepustka do Nieba


- Kiedy umrę, stanę przed tą bramą Nieba, tuż przed obliczem Boga. I wiesz, co mi powie? Pan, proszę pana, był w każdą niedzielę na mszy świętej. Przyjmował pan księdza, kiedy była kolęda, i dawał na tacę w kościele. Nie widzę żadnych przeszkód, by nie był pan w stanie pójść do Nieba.
Bardzo podobne słowa usłyszałam pewnego ciepłego, licowego wieczoru, kiedy słońce skryło się już za widnokręgiem, a komary zaczynały przypuszczać już do ataku. Nie wypowiedziało ich żadne dziecko czy nastolatek ani staruszka, która byłaby bardziej pomarszczona niż pień starego, sękatego drzewa.
Słowa należały do dorosłego i może dlatego mnie tak zasmuciły.

Czy to wystarczy?

Nie jestem najżarliwszą chrześcijanką na świecie, nie świecę też przykładem pod względem życia duchowego. Nie kocham Boga na tyle, ile chciałbym Go kochać. O modlitwie często zapominam, a i zdarza mi się ranić innych ludzi, najczęściej nieumyślnie. 
Doskonale jednak wiem, że samo przesiedzenie tej godziny tygodniowo w kościelnej ławce to nie wszystko. Sama obecność od razu wcale nie definiuje tego, czy człowiek znajdzie swoje miejsce od samego początku w mieszkaniu Boga. 
Bez zwątpienia uczestniczenie w życiu Kościoła jest dość istotnym elementem wiary. Czasami jednak zapominamy, że to nie jest coś wystarczającego. Gdzie jest ofiarowywanie jałmużny z własnej woli, a nie tradycji czy obowiązku? Czy nadal my, chrześcijanie, potrafimy stosować się co do przykazań? Gdzie jest kierowanie się miłosierdziem, empatią i krztyną wyobraźni?
To jest naprawdę ważne - może nie zawsze udaje się nam idealnie stosować się wobec tego wszystkiego, o czym napisałam, szczególnie w przypadku trudnych wyborów moralnych. Warto mieć jednak tą świadomość, że to nie tylko siedzenie w ławkach definiuje, kim dla Boga jesteśmy na końcu naszej drogi, ale nasze zachowanie wobec bliźnich i nasze intencje względem nich.


34 komentarze:

  1. Dokładnie. Jakże często ludzie zapominają, że chodzenie do kościoła nie czyni kogoś automatycznie dobrym człowiekiem. Jest wielu ludzi, którzy może i chodzą regularnie na mszę, ale nie stosują się do przykazań i są pełni nienawiści, uprzedzeń. Jest także wielu, którzy omijają kościół szerokim łukiem, ale za to każdego dnia postępują pięknie, z miłosierdziem. Bo o to tak naprawdę chodzi- żeby kochać Boga, ludzi, świat, siebie i postępować pieknie, dobrze, z miłością.
    Moja katechetka kiedyś powiedziała coś takiego: ,,na ławce w Niebie możesz usiąść obok złodzieja, prostytutki, kogoś tam jeszcze".
    Bo liczy się to, jakim jesteś człowiekiem.
    Tak po prostu.
    Pozdrawiam cieplutko!
    P.

    OdpowiedzUsuń
  2. I się okazuje, że do Nieba prowadzi trudniejsza droga niż nam się wydawało. Ups...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zapominajmy o tym, że Jezus spytany o najważniejsze przykazanie powiedział o przykazaniu miłości. I to w sumie tyle. Tak niewiele, a jednocześnie tak dużo. Jeśli nasze chodzenie do kościoła, dawanie na tacę czy nawet spełnianie dobrych uczynków nie wynika z miłości, nie jest aż tak istotne. Szkoda, że tak często zapomina się co jest podstawą chrześcijaństwa :(
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, czasami zapominają nawet o tym samym księża. Słyszałam o takich, którzy w swych kazaniach przemycali nacjonalistyczne, rasistowskie, szerzące nienawiść przesłania. Gdzieś gubi się ta postawa pełna miłości i wsparcia dla nawet tych najbardziej wykluczonych :/

      Usuń
  4. Jeśli chodzi o mnie to uważam, że zamiast tego całego umierania ludzie powinni być nieśmiertelni. Póki co umarło tylko 93% ze wszystkich ludzi, więc mamy solidne siedem procent szansy na nieśmiertelność ;) Natomiast jeśli chodzi o bogów to mi chyba brakuje jakiegoś gruczołu. Rzecz jasna mam jakieś tam pojęcie o tym, co dobre a co złe. Tylko nie wiem, dlaczego ludzie upierają się mieszać w tak podstawowe rzeczy jakichś swoich Niewidzialnych Przyjaciół. Ale w sumie nie moja sprawa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech każdy wierzy sobie (lub nie), w co chce, o ile nikogo przy tym nie krzywdzi :)

      Usuń
  5. Pięknie to opisałaś, ja też myślę, że to czy trafimy do nieba nie zależy w szczególności od tego czy chodzimy do kościoła, a tym jakimi ludźmi jesteśmy.
    Bardzo spodobał mi się twój blog, zdecydowanie zostaję na dłużej ;) Obserwuję ;D
    Pozdrawiam ♥ #Smile
    Nasz blog - klik

    OdpowiedzUsuń
  6. Fakt, to trochę straszne. Z takie rozumowania wynika, że skoro nie daję na tacę, to jestem stracona :P A nie daję, bo służę Kościołowi w inny sposób, całą swoją osobą, a nie pieniędzmi moich rodziców. Czy w takim razie jestem gorsza?
    Smuci mnie takie myślenie. Smuci mnie brak wiedzy ludzi. Tak, wiem że wiara jest podstawą, ale bardzo ważnym filarem jest też wiedza. Nie taka, jakiej uczyli nas na religii bo nie oszukujmy się, to najczęściej jakieś nieprzydatne strzępki i formułki. I ludzie nie mają pojęcia, w co właściwie wierzą. Nie jest to może gorszy sposób - wielu starszych ludzi uważa, że piekło jest pełne teologów i mnie też ostrzegali, żebym nie próbowała zrozumieć, tylko - no właśnie - poszła na mszę. To ich sposób na życie, ich sposób pojmowania, okej, ale dla mnie to skrywa wewnętrzną pustkę i nie sposób dowieść, czy ktoś naprawdę wierzy tak ,,prosto, ludowo" czy kryje się pod tym brak wiary, jakieś jej zamrożenie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Uczestniczę w życiu Kościoła,ale nie uważam,że jeśli będę dawać na tacę to pójdę do nieba.
    Świetny post.Bardzo mądrze napisane.

    http://weruczyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Był taki okres że sądziłam że Boga nie ma - było to spowodowane odejściem bliskiej mi osoby. Teraz jednak coraz częściej się modlę, jednak nie jest to tak jak chciałabym aby było...
    Be Beauty (klik) Zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Amen! ;)
    Słuszne spostrzeżenia. To przykre, że wiele osób nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Są świetnymi katolikami tylko w niedziele lub przy wymówce "dawania na tacę i potrzeby kościoła" już pomagają, więc ich droga do nieba powinna być usłana różami...
    Liczy się to, co mamy w sercach i czy nasze intencje są szczere..

    Pozdrawiam ciepło ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak to dobrze, że są jeszcze ludzie którzy tak myślą! :) Moim zdaniem Bóg nie prowadzi tabelki w excelu i nie oblicza Twojego procentowego udziału w Mszach Świętych, ale ocenia Cię od narodzin aż do śmierci i ocenia Cię za to, jakim człowiekiem jesteś i co sobą reprezentujesz...
    Miło się czyta, pozdrawiam! :)

    ab-photographs.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja powiem nawet, że On nas kocha w 100% takimi jakimi jesteśmy i nie przeszkadza Mu nasza przeszłość. Bylebyśmy się nawrócili i uwierzyli. A potem to z wiary wypływa wszystko inne. Tak. A mimo to jest ciężko, no...
      Nie ma tabelki w Exelu ;D
      (Stasia tak bardzo szczęśliwa, że poruszono tak piękny temat, taaa :) I szczęśliwa, że inni go podjęli. Jeeej! )

      Usuń
  11. Ja też nie jestem jakąś zażyłą chrześcijanką, chodzę do kościoła w miarę możliwości, ale to nie oznacza, że już jestem święta. W tych czasach, które nastały teraz zanika miłość, chęć niesienia pomocy i to wszystko, co liczyło się w dawnych czasach.

    Pozdrowionka,
    b l a c k e l e y

    OdpowiedzUsuń
  12. Oczywiście, sam kościół nie wystarcza... Wielu ludzi chodzi regularnie do kościoła, a poza nim nadal grzeszy...

    OdpowiedzUsuń
  13. Podziwiam cię, że poruszyłaś ten temat, mało blogerek porusza tematy z religią związane, bo są dla nich czymś o czym nie chcą rozmawiać, SZACUN! :*

    Zapraszam! Jeśli ci się spodoba zaobserwuj, będzie mi miło :D
    Gabrielle->Klik!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto pisać na takie tematy choćby po to, by poukładać swoje myśli :)

      Usuń
  14. Pięknie to opisałaś, w gruncie rzeczy chodzi przecież o to jakim jest się człowiekiem, zwłaszcza w stosunku do bliźniego. Post mi się spodobał, więc na pewno tu wrócę.

    OdpowiedzUsuń
  15. Zgadzam się z Tobą. Nie wystarczy chodzić do kościoła, trzeba być też dobrym człowiekiem i co moim zdaniem najważniejsze być posłusznym Bogu i jego przykazaniom z własnej woli. Nie dlatego, że wypada czy ktoś każe, dlatego, że tego chcemy i czujemy w sercu, że tak powinno być.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie~ Nataliaaa
    http://happy1forever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Pewnie :)
    Trzeba tylko pamiętać, że o własnych siłach to sobie nie damy rady. W ogóle. Nic. Że trzeba zaufać Panu i prosić Go o to, żeby zabrał nas do Nieba. Bo On się nie może doczekać, kiedy nas tam zobaczy ^^
    Aj, u mnie też czasem ciężko z tą modlitwą, ale ostatnio doszłam do wniosku, że kiedy będę miała z tym problem i nie będę umiała się modlić, to będę po postu prosić Jezusa, co by mi dopomógł w tej sprawie i znajdywać dla niego czas, a resztę to On zdziała. Tak :)
    Z tym miłosierdziem i działaniem to jest trudno :D Aż się z tych względów nie mogę napatrzeć na Matkę Teresę.
    Bardzo fajowy post ^^ Cieszę się, że ktoś otwarcie pisze o Niebie, Tak! :)

    Pozdrawiam cieplutko:
    Stasia

    OdpowiedzUsuń
  17. Pięknie napisane. Jestem pod wrażeniem (choć nie powinno mnie to dziwić), że znajdujesz w sobie odwagę by mówić o wierze publicznie. To wielki dar. Jeśli mogę zapytać - zdjęcia do postów wykonujesz sama czy korzystasz z innych źródeł?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcia do postów pochodzą z darmowych banków zdjęć, więc są na licencji CC0.

      Usuń
  18. Zgadzam się z Tobą! Samo chodzenie do kościoła w niedziele nie wystarczy, trzeba przede wszystkim pomagać bliskim i potrzebującym. Bóg jest najbardziej miłosierny dla tych, którzy pomagają bliźniemu i stosują się do przykazań. Kościół w niedziele jest bardzo ważny, niestety w niektorych przypadkach jest tak, ze ktos jest co niedziela w kościele, a jak z niego wychodzi to nie postepuje po chrześcijańsku.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie;)
    (recenzentka-ksiazek.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  19. Zdecydowanie do Nieba prowadzi nas trudniejsza droga niż ta, którą sobie wyobrażaliśmy. Niestety czy stety ja jestem zdania, że chodzenie do kościoła co niedziele nie jest już tym co było kiedyś. W tej chwili nie wszyscy przychodzą tam aby spotkać się z Bogiem, lecz czasem po to, aby odstawić się jak 'Stróż na Boże Ciało' i pochwalić się tym co mają. Może nie mam racji. Naprawdę świetnie napisany post!
    Pozdrawiam,
    Szwajka (kilk)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutne jest to, że zdarzają się tacy księża, którzy z ambony głoszą słowa zachęcające do nienawiści względem innych :/

      Usuń
  20. Zgadzam się z tym w 100%. Przecież nie wystarczy 'odbębnić' godziny tygodniowo i od czasu do czasu iść do spowiedzi, to trzeba czuć. Przynajmniej tak mi się wydaje - bardzo możliwe, że po prostu jestem jeszcze głupia i niedoświadczona.
    Czasami zapominam o wielu rzeczach, które powinnam robić, ale później mam okropne wyrzuty sumienia i staram się to naprawić. Nie wiem, czy to wystarczy, ale chyba nikt tego nie wie.
    m.

    OdpowiedzUsuń
  21. "Nie kocham Boga na tyle, ile chciałabym ko kochać."
    Wiesz, go oczywiste, że twoja miłość nie będzie bezgraniczna, jesteś tylko człowiekiem i masz rano popełniać błędy. Jeśli chcesz pokochać bardziej Boga, po prostu przyjmij jego miłość. Miłość, która jest odwieczna, bezgraniczna i jedyna.

    czytajacpomiedzywersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Gotyckie katedry są piękne! (taak, początek komentarza na medal) Kiedyś usłyszałam, że nie powinno się siedzieć w ostatnich ławkach w kościele, tych w tych pierwszych. [sarkazm] najlepiej przed samiuteńkim ołtarzem. Uważam, że takie gadanie to absurd. Nie ważne, gdzie, ważne, że ci zależy i naprawdę bierzesz udział we mszy, a nie odbębniasz swój obowiązek. Przez tego typu gadanie, co napisałaś przestałam jakoś brać czynnego udziału we mszach, świętach w ogóle jakoś tak... Wiesz, nawet nie chodzę na religię. Co nie znaczy, że jestem ateistką. Następny absurd. Dobra nie będę się rozkręcać. Jeśli pozwolisz na ten temat pojawi się na moim blogu post za jakieś trzy tygodnie, jeśli nie zapomnę.

    OdpowiedzUsuń
  23. Dlatego też przestałam chodzić do kościoła. Po co miałam to robić, skoro wynikało to głównie z obowiązku, a nie chęci bycia blisko Boga? Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zrezygnowałam, pytano się mnie: "to nie chcesz razem z nami trafić do nieba?". Jeśli chodzenie do kościoła ma o tym decydować... dziękuję. Najważniejsze jest dla mnie teraz odnalezienie miłości Boga (niekoniecznie samego Boga, bo w niego wierzę) albo pogodzenie się z tym, że nigdy jej nie dostrzegę. Przede wszystkim ufam w to, że to głównie nasze uczynki wobec bliźnich decydują o tym, gdzie trafimy po śmierci.
    Ostatnio byłam w kościele dla mamy (bardzo zależało jej, bym poszła). Podczas mszy jedni się modlili, a drudzy przychodzili jedynie zwiedzać i robić sobie zdjęcia... Podczas mszy! Jeśli do zbawienia jedynie takie coś jest potrzebne, z ogromną chęcią zacznę uczęszczać na mszę :P

    OdpowiedzUsuń
  24. Ojej. Rozmowy o Bogu.
    Uwielbiam rozmowy o Bogu.
    Jakoś strasznie dużo rozmawiam o Bogu. I dużo też myślę o Bogu.
    Odkąd przeżywam jakieś szalone duchowe zawirowania, udało mi się dojść do kilku wniosków jeden z nich brzmi następująco:
    KOŚCIÓŁ = LUDZIE BÓG = BÓG
    (Robiłam te spacje na YOLO, mam nadzieję, że zachowa się dramatyczny efekt :D).
    Jak dla mnie chodzenie do kościoła ma w sobie taki sens, że możesz trafić na dobrego księdza/pastora/popa/cokolwiek, który pomoże Ci interpretować Biblię i natchnie do dobra, jakkolwiek by to nie brzmiało. Że ta wizyta da Ci właśnie to natchnienie i siłę. I że odpoczniesz. Ale poza tym - no, fakt, nie jest to raczej kluczyk do zbawienia, wrzucić pieniądze do koszyka :P Więc trochę straszne są słowa tego dorosłego. I smutne.
    A co do modlitwy - moja pani od religii, którą osobiście wielbię, powiedziała nam, że często modli się w ciągu dnia. I że dla niej modlitwa wygląda tak:

    Pani Od Religii:
    Czasem zapominam pomodlić się rano i przypominam sobie w autobusie. I wtedy wiecie co robię? Robię sobie w głowie takie "pstryk! Bóg jest". I wiecie co? To już jest modlitwa.

    Idea modlitwy jako zwykłego zdania sobie sprawę z istnienia Boga i w tej jednej sekundzie przekazania mu wszystkiego, co się ma w tych serduszkach i wątrobach, wydaje mi się piękna. I nowa. W sumie polecam. Formułki już porzuciłam raczej dawno, a modlę się w sumie codziennie, i wtedy po prostu dziękuję. No i proszę o tę siłę, mądrość i tak dalej, bo wierzę, że to Bóg chce i może mi dać (ale już niekoniecznie musi "oddać" zdrowie, nawet, jak się odklepie te wszystkie różańce). Czuję się nieźle z wiarą ostatnio.
    Przepraszam, jakoś tak się rozpisałam, trochę weszłam w dygresję, trochę za bardzo mówiłam o sobie - post oczywiście zacny i trafny.
    Przyjmij hołd od uniżonej
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dramatyczne spacje między ludźmi a Bogiem się nie zachowały. Ale były tam dramatyczne spacje. Jakby co.
      B.

      Usuń
  25. Zgadzam się w 100%. Za to jacy jesteśmy dla bliźniego będziemy rozliczani. Przyznam się, że wolę sama usiąść i się pomodlić. Nie praktykuje ale wierzę w Boga.

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie komentarze pod postami typu "Jaki super blog :) Ciekawy post. Zapraszam do mnie!" usuwam. Niech Twój komentarz nawiązuje do tematu mojego posta!
Nie bawię się w "obs. za obs.". Obserwuję blogi tylko wtedy, jeśli naprawdę mi się podobają.
Odwiedzam Wasze blogi w miarę moich możliwości...
Kontakt: napisz.tutti@gmail.com

Copyright © 2016 Only experiences , Blogger