11/15/2016

Czego nauczyło mnie gimnazjum?


W związku z zbliżającymi się protestami dotyczącymi (nie)dobrej zmiany w oświacie i moim poczuciem solidarności z nauczycielami, chciałabym obalić stwierdzenie zwolenników reformy, którzy narzekają, że gimnazja niczego nie uczą. Przynajmniej mój przykład doskonale pokazuje to, że z tego etapu edukacyjnego da się dość dużo wynieść. Sądzę, że w każdej szkole można się nauczyć czegoś pożytecznego, jeśli człowiek po prostu chce się rozwijać i wyciągać wnioski ze swoich porażek oraz sukcesów. 

Nie muszę mieć przyjaciela

Całą podstawówkę przeżyłam z myślą, że w klasie trzeba mieć jakiegoś naprawdę bardzo bliskiego przyjaciela. Tak miotałam się od jednej dziewczyny do drugiej, czasami z powodu decyzji tej drugiej strony, czasami ze względu na moją własną głupotę. Rozpad przyjaźni w połowie pierwszej klasy gimnazjum wszystko zweryfikował. Dość długo to przechorowywałam, zastanawiałam się, co poszło nie tak. Dziś widzę po prostu, że zbyt bardzo chciałam mieć kogoś bardzo bliskiego, a i pomiędzy nami było za wiele różnic.
Po tym, jak w końcu odnalazłam się wśród kilku dziewczyn z mojej klasy, zrozumiałam, że wystarczy mieć garstkę dobrych znajomych, by czuć się w jakimś środowisku. Zresztą wsparcie z ich strony było dla mnie czymś wspaniałym i nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam ze strony moich  byłych szkolnych przyjaciółek. 

Nauczyciele to ludzie

W gimnazjum okazało się, że z nauczycielami można porozmawiać normalnie. I to nie tylko o nauce, ale dosłownie o wszystkim. Można mieć przynajmniej do niektórych jakieś zaufanie, sympatię. Ba, z kilkoma można było nawet pożartować.
W pewnym sensie także ich podejście do mnie było już zupełnie inne niż w podstawówce - dojrzalsze, bardziej wymagające. Nie byłam już dzieckiem, a jednocześnie jeszcze nie dorosłym.

Trója też jest spoko

Z podstawówki wyszłam z wewnętrzną presją posiadania jak najlepszych ocen, czerwonego paska na koniec i wzorowego zachowania. Choć poziom moich ocen wzrósł, to jednak moje parcie na oceny zmalało na tyle, że obecnie cieszę się z trói z historii. Co z tego, że obniżyła mi średnią? Przejdę? Przejdę! Zresztą nie zawsze wszystko musi mi dobrze wyjść - nie nazywam się Wikipedia czy też Encyklopedia PWN.


Ciężka praca daje efekty

W podstawówce brałam udział kilka razy w konkursach kuratoryjnym. Zawsze z marnym efektem. Zresztą zawsze słyszałam także teksty typu Po co ci to? czy Jakbyś dała sobie spokoju, to przynajmniej miałabyś więcej wolnego czasu. Dziś widzę, że takie słowa są zupełnie bez sensu. Jeśli podałabym się myśleniu tego typu, prawdopodobnie odmówiłabym mojej nauczyciele geografii, kiedy zaproponowała mi udział w kółku przygotowującym do konkursu kuratoryjnego.
Kiedy przeszłam do drugiego etapu, byłam dosyć zaskoczona - nie spodziewałam się tego, że mogłabym napisać taki test chociaż na 50%, a jednak mi się udało.
Najbardziej jednak w przeświadczeniu, że moje wysiłki mogą coś dać, utwierdziła mnie trzecia klasa. Radość z osiągniętego sukcesu już po części była dla mnie czymś niesamowitym. Płakałam ze szczęścia, choć jeszcze kilka chwil przedtem myślałam, że mi się nie udało.
W pewnym sensie to wszystko pomogło mi częściowo w budowaniu mojej pewności siebie, przekonania o tym, że coś, na czym mi zależy, może się udać, jeśli naprawdę włożę w to dużo wysiłku.

Nie muszę być popularna, by być kimkolwiek

W pierwszych klasach podstawówki bardzo chciałam zostać przewodniczącą klasy. W moim dziecięcym umyśle istniało pewne uproszczenie: jakakolwiek funkcja wśród szkolnych rówieśników oznaczała bycie lubianym, a bycie popularnym oznaczało bycie fajnym. To, że padał na mnie może jeden głos, nie było żadna niespodzianką, bo naprawdę nie byłam kimś popularnym. Byłam tak popularna (w przeciwnym kierunku), że czasem zabierano mi pudełko ze śniadaniem i rzucano się nim między sobą, ja z tego powodu rozpaczałam/byłam zdenerwowana, a wszystkim wydawało się to bardzo zabawne. Hahaha. Nie, to nie było zabawne ;)
W czwartej klasie podstawówki chęć bycia kimś w klasie na szczęście mi przeszła. W sumie to i tak nigdy nikt wtedy nie wybrałby mnie, patrząc na to, jak wielką pierdołą życiową wtedy byłam.
W gimnazjum nie byłam nadal jakoś szalenie popularna, ale w pewnym sensie bardzo się zmieniłam, zdobyłam jakiś tam poziom sympatii wśród części osób z mojej klasy. I zostałam skarbnikiem, czego nie spodziewałabym się w ogóle, patrząc na to, jak mało spontaniczną osobą jestem. Moja kandydatura została zaproponowana przez nauczycielkę, większość osób zagłosowało na mnie, a ja się zgodziłam. Bo czemu nie?

Potrafię się jakoś dogadać!

Największym moim problemem, kiedy przyszłam do gimnazjum, była nieśmiałość. Umiejętność zawiązywania kontaktów międzyludzkich leżała u mnie na poziomie poniżej piwnicy. Z czasem jednak udało mi się zrozumieć, co trzeba robić, by jakoś się wpasować, pozostając jednocześnie w dalszym ciągu sobą. Rozmowa, uśmiech, własny wkład w rozmowę. W pewnym sensie nadal pozostało u mnie pewne skrępowanie związane z poznawaniem ludzi. Jest jednak coraz lepiej i myślę, że za trzy lata wszystko już będzie w miarę okej.
Gdyby nie pobyt w gimnazjum, w liceum na pewno nie przystosowałabym się do środowiska po dwóch tygodniach. Ze względu na jeszcze większe różnice dotyczące umiejętności poznawania ludzi moje kłopoty z asymilacją z pewnością potrwałyby dłużej niż rok.

Wniosek: czegoś się nauczyłam. Wow.


INNY POST POWIĄZANY Z TEMATEM
Zdjęcia: licencja CC0

63 komentarze:

  1. Każdy etap edukacji zdecydowanie czegoś uczy. Jednak z doświadczenia wiem, że w pewnym sensie gimnazjum jest to tymczasowe "przetrzymanie " młodzieży pomiędzy podstawówką, a liceum.
    Ciszę się, że Ty tyle wynosiłaś z gimnazjum i oby więcej takich osób! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja muszę mieć przyjaciół w każdym otoczeniu, a szczególnie w szkole. Bez moich przyjaciółek, a zwłaszcza jednej, nie dałabym rady :x one sprawiają mi uśmiech codziennie :D Gratuluję, już niedługo 200 obserwatorów :)

    / Zapraszam na mój blog / Odwiedzam każdy blog zostawiony w komentarzu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Według mnie do konca nie chodzi nawet o sama idee gimnazjum. Po prostu każda sytuacja czy doświadczenie czegoś uczy. Ja akurat o swoim gimnazjum chetnie bym zapomniała no ale... było, minęło, przeżyłam i na pewno jakos to wpłynęło na moje życie.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam tendencję do częściowego zapominania o złych sytuacjach. Wiem, co się zdarzyło w pewnym momencie, wyciągnęłam wnioski, zamknęłam sprawę, a jednak nie mam już pojęcia do końca, jak się dokładnie czułam.
      To dziwnie brzmi ;)
      Mi bardziej chodziło o to, że z przebywania w każdym środowisku można wynieść coś pożytecznego i mądrego, choćby nie wiadomo co na spotkało ;)

      Usuń
  4. Mnie też gimnazjum wiele nauczyło.Poznałam wspaniałych ludzi i jest to dla mnie najlepszy okres.Podstawówka była dla mnie koszmarem.Byłam pulchną dziewczynką,a wiadomo jakie dzieci potrafią być.W gimnazjum nikt nie mówi ci wprost,że jesteś gruby czy chudy.Lubią cie za osobowość.Jednak to w gimnazjum zmieniłam swoje życie schudłam i zaczęłam na całego interesować się książkami,a także znajdować inne zainteresowania.


    http://weruczyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo zależy do tego, na jakich ludzi się trafi. Znałam od dzieciństwa człowieka, który uwielbiał innym wypominać ich wygląd, żartować z nich - taki pozostał do dziś :/ Za to było też dużo osób, których nie obchodziło to, czy ktoś jest gruby, czy nosi markowe ubrania czy nie.
      Nowe środowisko to zawsze życiowa loteria bez względu na nasz wiek.

      Usuń
  5. Mnie gimnazjum ciągle uczy, bo jestem w 2 klasie. Ustawa wydaje mi się kompletnie bezsensowna tym bardziej, że moja szkoła planuje zrobić podstawówkę (łączną z liceum)... Punkt z tróją strasznie zgadza się u mnie. Nigdy nie byłam dobra z matmy ( nienawidzę), w podstawówce miałam 5, bo rzeczy typu ćwiczenia do oddania, pytanie przy tablicy zapowiedziane podwyższały mi ocenę. Teraz spokojnie uczę się na 3 i mam mniej stresu przy tym. Co do nieśmiałości ciągle walczę, ale na pewno jest lepiej niż było kiedyś. Na razie mam moje bliskie 4 przyjaciółki i to dzięki nim jest lepiej ( potrzebuję chociaż jednej osoby)
    http://xartday.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy się... ja też potrzebuję kogoś, ale dla mnie to nie musi być koniecznie przyjaciel. Wystarczy (bliższy) znajomy, który jednak będzie mnie wspierał ;)

      Usuń
  6. Czego mnie nauczyło gimnazjum... Przede wszystkim tego, że człowiek się zmienia, w podstawówce byłam święcie przekonana, iż nasze zachowania, nawyki się nie zmieniają. Jednak dwa lata w gimnazjum pokazały mi, że ludzie zmieniają się i na dobre, i na złe.

    Pozdrawiam
    Enjoy Lifeee (KLIK)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy też w pewnych sprawach w ogóle się nie zmieniają, choć czasami się wydaje, że jest inaczej ;)

      Usuń
  7. Wysuwasz dość "dorosłe" wnioski. Mi się obecne gimnazjum nie za dobrze kojarzy, bo w myślach mam młodzież, która na siłę chce być dorosła i przekracza wszelkie granice możliwości swoich, rodziców i jeszcze otoczenia. Chyba każdy wie, jaki jest teraz stereotyp o młodzieży w gimnazjum. Podoba mi się jednak Twoje myślenie. Na studiach "trója też jest spoko" jest bardzo dobrze znana, haha :D I podsumowanie - czegoś mnie nauczyło. Dobrze powiedziane. Wyniosłaś bardzo dużo i fajnie, że jesteś świadoma!

    Dziękuję za odwiedziny :) Pozdrawiam cieplutko;) Tak Po Prostu BLOG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że ważne jest sobie uświadomienie, że jest się gdzieś pomiędzy - nie jest się jeszcze dorosłym, ale już nie jest się dzieckiem. Ja trzymałam się właśnie takiego myślenia :)

      Usuń
  8. Według mnie to pieniądze w błoto. Przyjdzie nowy rząd i zaś wprowadzi i tak w kółko.Najważniejsze by zrobić tak aby podstawa programowa była wreszcie normalna! Ciągle coś zmieniają a to wcale nie pomaga. Jak sobie pomyślę że miałabym siedzieć 4 lata w liceum to bym chyba zwariowała , serio.. :O
    Cieszę się, że etap edukacji już za mną ♥
    Mój Blog

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie w gimnazjum nie było niestety aż tak kolorowo, bo klasa była podzielona na takie jakby 'grupki' więc gadało ze sobą 5 osób a inne 20 nie:) Dlatego też trzeba było sobie właśnie radzić samemu i chyba tego głównie się tam nauczyłam - żeby liczyć na siebie a nie na kogoś.
    http://uglyographyy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ciągu mojej edukacji były zawsze grupki. Częściej to właśnie dziewczyny były podzielone, ale jakoś udawało nam się dogadać.

      Usuń
  10. Ja jestem zdania, że te zmiany są bezsensowne. Przecież to samo będą musieli uczyć jak będzie 7, czy tam 8 klas. Przez tą reformę, niektórzy nauczyciele stracą pracę, bo nie wszyscy mają uprawnienia do uczenia młodszych osób. Jestem w 2 gimnazjum, więc mnie to nie dotyczy, ale i tak uważam to za wyrzucenie pieniędzy w błoto.

    Pozdrawiam kochana:*
    KLIK

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakoś nie przepadam za gimnazjum, to czas gdy jak nie jesteś taki jak reszta to jesteś dyskryminowany. Zrozumiałam, że to nie oceny świadczą o mojej wiedzy, przecież nie zawsze wszystko idzie świetnie! Są sytuacje gdy uczysz się, ale nauczyciel daje takie zadanie, że i tak jest ci ciężko je zrobić albo robisz głupia pomyłkę, ale Jeju wazne że to rozumiesz! Świetny post ;D
    MÓJ BLOG :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wykluczenie z powodu inności zauważalne jest w ogóle całego społeczeństwa - tylko bardzo małe dzieci tak naprawdę nie widzą różnic w ubiorze, pochodzeniu czy charakterze. Dopiero dorosłe otoczenie wpaja im takie postrzeganie świata ;)

      Usuń
  12. Ja nie jestem za tym aby gimnazjum likwidowano. Jestem zdania, że po co cofać się do przeszłości? Ci ludzie robią nie potrzebne zamieszanie. A poza tym nie wiem jak osoby będące w gimnazjum mogłyby znajdować się z podstawówką. Bardzo się cieszę, że ja miałam jeszcze możliwość pójścia do gimnazjum. Na pewno coś tego wyciągnę haha! A o 3 to już się przekonałam.
    Littleredcherrysmile click

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje gimnazjum było połączone z podstawówką, ale było czuć granicę pomiędzy nami ze względu na odrębność etapów edukacyjnych.

      Usuń
  13. Mega inspirujący post! I w ogóle genialny pomysł :) Mnie gimnazjum uodpornia na trudności życiowe na pewno :))
    MELA BLOG ¦

    OdpowiedzUsuń
  14. Również uważam, że zmiana jest bez sensu. Wydawanie pieniędzy, chaos, kolejna niepotrzebna zmiana, która wprowadzi tylko zamieszanie. No i moim zdaniem umieszczanie piętnastolatków w jednej szkole z siedmiolatkami to fatalny pomysł.
    Ja akurat gimnazjum kończę w tym roku i jak na razie oceniam ten okres jako jeden z lepszych w moim życiu. Rozwinęłam pasje, poznałam świetnych ludzi w roczniku, wiadomo, nie wszystkich lubię, ale niektórzy są świetni. Z wieloma byłam także w podstawówce, jednak dopiero teraz zacieśniłam więzy. No i nade wszystko, w gimnazjum na dobre rozwinęła się relacja z moimi przyjaciółkami. Uwielbiam te dziewczyny, to niesamowite osoby, na które zawsze mogę liczyć ♥ Boję się, że w liceum nasz kontakt osłabnie, bo możliwe, że rozejdziemy się do różnych szkół, ale mam nadzieję, że uda nam się utrzymać tę relację.
    A'propos przyjaźni - w podstawówce niemal obsesyjnie szukałam przyjaciółki na całe życie. Wpływ książek, w których taka przyjaźń była opisywana. Często dawałam się wykorzystywać, bo byłam bardzo naiwnym dzieckiem. I co ciekawe, przyjaźń znalazłam wtedy, gdy przestałam jej szukać :)
    Dokładnie, nauczyciele w gimnazjum są zupełnie inni. Bardziej... ludzcy. Można z nimi pogadać, pożartować, nie tylko o nauce. Traktują Cię bardziej poważnie. Tak przynajmniej było u mnie.
    Punkt z ocenami również się zgadza. W gimnazjum oceny trochę mi spadły, kiedy w podstawówce zawsze wszystko było na tip top. Teraz nie rozpaczam, że dostałam trochę gorszą ocenę. Cieszę się z czwórki. Trója? Dobra, najwyżej poprawię. Nie muszę być mistrzem ze wszystkiego, oczywiście staram się trzymać poziom i tak dalej, ale chyba minimalnie nauczyłam się trochę odpuszczać i skupiać się na tych przedmiotach, które są dla mnie ważne, na przykład polskim i angielskim.
    Też marzyłam o byciu popularną. I również zrozumiałam, że wcale nie muszę być jedną z tych ,,fajnych", chociaż czasem wciąż czuję się tak, jakbym była trochę na uboczu. Ale nie żałuję. Bo mam wokół siebie cudownych ludzi, którzy są dla mnie najważniejsi. I to jest najważniejsze :)
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "I co ciekawe, przyjaźń znalazłam wtedy, gdy przestałam jej szukać" - też mi się tak zdarzyło - przyjaźń przyszła z zupełnie niespodziewanej strony, kiedy moja była się skończyła :)

      Usuń
  15. Gimnazjum skończyłam już jakiś czas temu, ale do dzisiaj pamiętam lekcje, jakie wyniosłam z tego okresu. Że nie jestem wystarczająco dobra, że moją rolą życiową jest bycie ofiarą i celem szydery, że cokolwiek nie zrobię, to i tak nigdy nie dorównam innym. Z biegiem czasu to wszystko ukształtowało mnie, by być twardą, ale uważam, że mogłabym się tego nauczyć bez tych wszystkich traumatycznych przeżyć. Gimnazjum samo w sobie nie jest złe (a ośmioklasowa podstawówka to edukacyjne samobójstwo dla obecnego programu nauczania, o sytuacji obecnych uczniów nawet nie wspominając), problemem jest nasze nastawienie i to, jak dajemy się postrzegać i traktować. Większość punktów, które napisałaś, ja nauczyłam się dopiero w liceum, a nawet i na studiach; ale pod tym dotyczącym ocen podpisuję się obiema rękami - w podstawówce jest przyzwolenie na "rozpieszczanie" uczniów ocenami, bo "to przecież tylko dzieci".

    FLAMENTINE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Problemem jest nasze nastawienie i to, jak dajemy się postrzegać i traktować." - mogłabym się pod tym podpisać. Mam wrażenie, że w wielu sytuacjach nie jesteśmy nauczeni brania wszystkiego w swoje ręce, że czasami sami pozwalamy na pewne sytuacje (i tak było wiele razy w moim przypadku).
      W każdym razie dobrze, że pomimo złych przeżyć udało ci się ukształtować silniejszy charakter ;)
      Samo w sobie nie jest złe - to ludzkie historie są różne i musimy się starać, by jak najwięcej było tych dobrych.

      Usuń
  16. Jestem dopiero w pierwszej klasie liceum, ale już teraz wiem, że gimnazjum to naprawdę dobry okres w moim życiu.

    pieknapani.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Gimnazjum skończyłam w czerwcu, ale faktycznie, mogę stwierdzić, że nauczyło mnie każdej z wymienionej przez Ciebie rzeczy. No, może nie "trói z historii", bo moje bycie doskonałym nadal mnie prześladuje i nie daje odpuścić. I choć byłam wyśmiewana na każdym kroku, to wyszłam stamtąd twarda i silna. W sumie to dziękuję moim "oprawcom" za to, że teraz taka jestem. Bez nich nie byłoby to samo.
    Jednak cała ta reforma jest dla mnie śmieszna. Po co znowu wracają do punktu wyjścia?

    Pozdrawiam,
    http://kozlovskaiza.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja nie wspominam zbyt dobrze gimnazjum, aczkolwiek jak moja poprzedniczka wyszłam z niego twarda i silna, pomimo wyśmiewań na temat mojej osoby. Niemniej jednak z tej szkoły wyniosłam pewne lekcje. Pozdrawiam! wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, pewnie też były osoby, które się ze mnie wyśmiewały, ale zazwyczaj nie robiły tego publicznie, tylko szeptały gdzieś za moimi plecami. W sumie to nawet wiem, kim były niektóre z tych osób...

      Usuń
  19. W moim gimnazium nauczyciele byli okropi...po prostu wymagali cały czas a nie potrafili uczyc plus oceny wystawiali pozytywne ale tylko swoim pupilom :P W sumie fajnie wszystko opisałas i z wiekszością też się zgodzę :)

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  20. Miałaś duże szczęście, że właśnie tak minęło ci gimnazjum. Z własnego doświadczenia, oraz z doświadczenia znanych mi osób wiem, że gimnazjum może być tragiczne. Ale cieszę się, że u ciebie tak nie było :)
    Pozdrawiam,
    BOOK MOORNING

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to każdy etap edukacyjny można wspominać dobrze lub źle. Większość moich znajomych wspomina dobrze gimnazjum, choć wiadomo, że niemiłe sytuacje się zdarzały ;)

      Usuń
  21. Eee jasne, ta wiedz przydaje ci się w szkole, ale czy przyda ci się kiedykolwiek w życiu, w praktyce? Jeśli wybierzesz jakiś specjalny kierunek, bo chcesz być chociażby chemikiem, to jasne, przyda ci się ta matma i fizyka może. Ale osoby, które chcą pracować w sklepie tracą lata nauki, prawdopodobnie swoją kreatywność i indywidualność, bo szkoła w nich to zabija. I czy są przygotowani do pracy w sklepie? Ani trochę, bo szkoła ich do tego nie przygotowała. Polecam posłuchać 'Don't stay in school - Boyinaband' oraz jego następujących filmików dotyczących edukacji. Gościu wie o czym mówi.

    Oczy Outsidera blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opisałam tu umiejętności społeczne, które na pewno mi się przydadzą.
      Co do wiedzy przedmiotowej, to chyba lepiej byłoby by każdy mógł chociaż poznać przedmioty, zobaczyć, do czego się nadaje, a do czego nie.To temat rzeka, trudno to wszystko ogarnąć w jednym komentarzu. Znam osobę, która prowadzi sklep po studiach zupełnie niezwiązanych z marketingiem. Da się? Da. Szkoła nie musi nas wszystkiego nauczyć, może nas jedynie naprowadzić. I tak w mojej starej szkole podczas jarmarku sprzedawaliśmy różne rzeczy - może się wydawać to głupie, ale czegoś też uczy. Znam osoby, które drygu do organizowania różnych rzeczy nabrały w szkole. Dzięki chęciom można zrobić wiele. I taka praca w sklepie jest możliwa do ogarnięcia nawet po ogólniaku.

      Usuń
  22. każde doświadczenie i nauka są przydatne w życiu, także takie podsumowanie świetnie wypełniło swoją rolę :)
    zapraszamy w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Bardzo fajny post. Ze względów zdrowotnych nie doświadczyłam chodzenia do gimnazjum, jednak wszystkie przedstawione przez ciebie ``lekcje`` również otrzymałam. Nie miałam przyjaciół, poznałam nauczycieli na tyle by zrozumieć, że to zwyczajni ludzie, nie byłam popularna i najważniejsze. Ciężka praca daje efekty. Uważam tę planowaną zmianę za bezsensowną. Po co wyrzucać pieniądze i przewracać wszystko do góry nogami.

    http://shizuko-ai.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  24. świetny temat, ja bardzo pozytywnie wspominam gimnazjum ;) mimo wszystko uważam, że nie powinni likwidować gimnazjum, bardzo dużo wspomnień zostaje ;*
    pozdrawiam cieplutko i zapraszam do mnie, będzie mi bardzo miło jeśli zajrzysz, zaobserwujesz xkroljulianx

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja z perspektywy czasu uważam podstawówkę za najmniej fajną, najmniej uczącą szkołę. Przyjaźnie, które wtedy nawiązałam też się szybko rozpadły, "najlepsze przyjaciółki" znikały już w wakacje przed rozpoczęciem gimnazjum. Mnie także gimnazjum nauczyło bycia bardziej otwartą osobą, w dodatku poznałam bardziej wartościowych ludzi. Faktycznie, w podstawówce można było popłakać się z dostania trójki, a w gim. nie robiła już w ogóle wrażenia. Jednak wydaje mi się, że chociaż w ostatniej klasie warto się jeszcze postarać o oceny, żeby się dostać do wymarzonego lo.
    Pewnie, że każda szkoła czegoś uczy i to niekoniecznie matematyki czy pisania rozprawek, czasem tę naukę zauważam z biegiem czasu. Gimnazjum uważam za o wiele fajniejszy czas niż podstawówka, a liceum to jak dla mnie ( i przynajmniej na razie) jeszcze lepsza bajka :)
    malinowynotes.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja widzę zalety i wady każdej szkoły. W liceum pewne rzeczy zmieniły się na lepsze, inne pogorszyły się ;)

      Usuń
  26. Gimnazjum było najlepszym okresem w moim zyciu ,szkoda ze chca je zlikwidowac :( zgadzam sie z tw postem :)

    http://zwyczajnaminika.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  27. Podeszłaś do tego tematu bardzo dojrzale. Dla mnie trójka nigdy nie była złą oceną. W technikum zaczęłam doceniać to zdecydowanie bardziej.
    Odwdzięczam się za każdy szczery komentarz.
    Pozdrawiam,annnathalie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  28. Podeszłaś do tego tematu bardzo dojrzale. Dla mnie trójka nigdy nie była złą oceną. W technikum zaczęłam doceniać to zdecydowanie bardziej.
    Odwdzięczam się za każdy szczery komentarz.
    Pozdrawiam,annnathalie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  29. Mnie też gimnazjum wiele zmieniło, powiem szczerze, że gdybym miała zdecydować to by zostało :)
    Pozdrawiam ♥ #Smile
    Unpredictabble

    OdpowiedzUsuń
  30. ja również uważam, że likwidacja gimnazjów to zły pomysł. Gimnazjum to chyba najgorszy wiek i szczerze nie wyobrażam sobie trzymać takie 15 letnie dzieci (często już mające własne dzieci) przy 7 letnich dzieciach. Gimnazjum to dobry czas na przejście tego buntu, żeby później wkroczyć w doroślejszy świat bardziej przystosowanym, odpowiedzialnym i świadomym.
    mvgdalena - klik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodziłam do gimnazjum połączonego z podstawówką i mogę powiedzieć, że było widać grancie pomiędzy nami ze względu na różnicę etapów edukacyjnych. Zresztą na przerwach było o wiele spokojniej niż tych w podstawówce :)
      "Często" to aż nie :P Choć trzeba przyznać, że poziom edukacji seksualnej w tym kraju leży i kwiczy.

      Usuń
  31. Mnie gimnazjum wiele nauczyło i to był mój najtrudniejszy okres w życiu i teraz czuję się w tym liceum inaczej, doświadczona.
    A zabierając gimnazja, zabierają 3 lata do nauki o życiu.

    http://live-telepathically.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja niektórych z tych rzeczy nauczyłam się dopiero w liceum, chyba w tym okresie najbardziej dojrzałam pod tymi względami.

    Zapraszam do mnie na nowy post! Koniecznie sprawdź, bo przygotowałam coś fajnego! ❤
    ALEXANDRAK-BLOG.BLOGSPOT.COM
    facebook




    OdpowiedzUsuń
  33. mialam podobnie jesli chodzi o kwestie szukania przyjaciol na sile, za wszelka cene chcialam miec chociaz jedna, tak bardzo bliska kolezanke, jednakze (podobnie jak ty) zawiodłam się na niej, do dzis nie wiem co ja jej zrobilam, ze nasza przyjazn tak nagle sie urwała, no ale coz ;) a co do kwestii nauczycieli, to od zawsze jakos z nimi mialam dobry kontakt i bez problemu sie z nimi dogaduje ;)

    ciekawa tematyka bloga- obserwuje!


    nowy post http://justemsi.blogspot.com/2016/11/gdansk-is-good-taste-by-drukarnia.html?m=0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi najlepiej udawało się dogadywać z nauczycielami w gimnazjum, ale dopiero zaczęłam liceum, więc jeszcze wszystko może się zmienić ;)

      Usuń
  34. Bardzo interesujący post. Gimnazjum wiele uczy nas jako uczniów ale i taz jako ludzi. Zawsze się bałam, że nie bede akceptowana. Lecz dzieki temu doświadczeniu wydoroslałam i inaczej patrze na rózne sprawy. Trója jest dobrą ocena :D jednak osobiscie zawsze woalalam miec 5 :D
    Pozdrawiam i zapraszam paulabiliniewicz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak już jest trzy, to trzeba się cieszyć :D

      Usuń
  35. W gimnazjum wszystko zależy od tego, do jakiej szkoły, klasy i na jakich nauczycieli trafisz. Ja średnio dobrze wspominam ten okres. Miałam wrażenie, że kompletnie nie pasuje do ludzi w klasie, byłam nieco zbyt dojrzała... Skupiałam się też na nauce i miałam najlepsze oceny z niemieckiego w grupie, co nie podobało się reszcie i za co często mnie wyśmiewali. Były w klasie grupy, grupki i podziały, czasem nie miałam do kogo się odezwać, więc nosiłam do szkoły książki i czytałam...

    Wiele zmieniło się w liceum i dopiero tutaj zauważyłam, że jestem w stanie dogadać się z ludźmi w moim wieku, że nie są to sami idioci, ale jest też wiele inteligentnych osób. W innym mieście odkryłam, że dobre oceny to powód do uśmiechu a nie wstydu i cieszę się, że tak się stało ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem pojawiały się jakieś komentarze dotyczące moich dobrych ocen, ale miałam to zupełnie gdzieś ;)
      Też często nosiłam do szkoły książki - na długich przerwach większość moich dobrych znajomych gdzieś zawsze znikała (a to na obiad, a to gdzieś przepadali) i nie miałam wtedy z kim gadać. Zresztą do dziś czytam w szkole - np. na zastępstwach czy nudnych lekcjach ;)
      Podobno już od samego początku byłam jakaś taka bardziej dojrzała, ale znalazłam osoby pod tym względem podobne do mnie, więc było dobrze. Zresztą często też rozmawiałam z nauczycielami...
      W ciągu mojej edukacji grupy i grupki były zawsze, ale teraz w liceum jeszcze się nie wytworzyły.

      Usuń
  36. Już między gimbazą a szkołą średnią jest ogromny przeskok, a co dopiero te dzieciaki będą czuły jak przejdą z podstawówki wprost do lo/technikum. Takie wrzucenie ich od razu na głęboką wodę, masakra. Uważam, ze gimnazjum mimo swoich wszystkich minusów jest potrzebne i masz racje że wiele można z niego wynieść. Jednak jeśli chodzi o mnie to to że nie muszę mieć w klasie przyjaciela zrozumiałam dopiero w technikum teraz w 1 klasie. mam dobrych bliskich znajomych ale już nie umiem nawiązywac takich czystych relacji jakie nawiązałam z moją przyjaciółką w 4 klasie i z drugą przyjaciółką w 1 gim. już nie umiem się tak otworzyć przed kimś jak kiedyś ale to tez wynikło z takich rożnych innych sytuacji w moim życiu ;)
    mnnie osobiście gimnazjum nauczyło że ludzie są fałszywi, nie można im ślepo ufac i wierzyć we wszystko, stałam się bardziej odporna na krzywdę z ich strony. może to nie był do końca dobry okres w moim życiu (miałam problemy z jedzeniem, coś w rodzaju depresji, dużo płakałam ), ale nie żałuje. Bardzo wiele się nauczyłam. Plus pierwsze wagary, spotkania ze znajomymi (bo w podstawówce nie mogłam sie dogadać a w gimnazjum nagle byłam w centrum jak to pisałas w poście "popularność"), spróbowanie papierosa i alkoholu. Apropo oceny 3 to ci powiem że ja w gimbie jechałam na samiutkich piąteczkach a że moje technikum jest na wysokim poziomie to zaczęłam doceniać swoje czwórki chociaż średnio na jeża jestem z nich zadowolona.. no i to że nauczyciele są noralnymi ludźmi to też dopiero w gimnazjum odkryłam XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nie było jakichś ekstremalnych przypadków wagarów. Zresztą system punktów minusowych w przypadku nieusprawiedliwionych godzin działał wzorowo. Papierosów nigdy nie paliłam - ich zapach mnie skutecznie odstrasza.
      Jak na razie nie czuję przeskoku pomiędzy gimnazjum a liceum (miałam pójść do technikum, ale trafiłam gdzie indziej w ostateczności). Wiem jednak, że przejście od razu z podstawówki do liceum byłoby dla mnie zbyt dużym szokiem.
      Niby też miałam prawie same piąteczki, ale tróje się zdarzały - poprawiałam je, ale w trzeciej klasie już sobie odpuściłam i je czasami zostawiałam w spokoju, o ile nie był to koniec semestru.
      Teraz poziom ocen się trochę u mnie obniżył, ale jestem zadowolona :)

      Usuń
  37. Generalnie moim zdaniem to bardziej kwestia tego,czego nauczyła Cię ta konkretna szkoła niż,że było to gimnazjum. Bardzo często jest tak,że większej różnicy między podstawówką a gimnazjum się nie odczuwa - co pewnie w dużej mierze jest też kwestią poziomu danej szkoły. Nie posiadania przyjaciela w szkole to nauka,którą można w dowolnym czasie przerobić. W Twoim przypadku było to akurat w gimnazjum. Z nauczycielami kwestia szczęścia na kogo kiedy trafisz. Może być tak,że akurat np. w gimnazjum trafisz na kiepskich nauczycieli i o wiele lepszych spotkasz w szkole średniej lub spotkałaś przed gimnazjum podczas nauki w szkole podstawowej. Rozumiem oczywiście,że Twoje przykłady są przykładem tego,że gimnazjum może czegoś (czegokolwiek) nauczyć. Reforma ma swoje plusy i minusy,jak dla mnie podobna jest ilość i tych i tych,dlatego osobiście nie posiadam konkretnego zdania w tym temacie. Wszystkim się nie dogodzi to pewne - pamiętam wiele lat temu,kiedy były tylko szkoły podstawowe i miały powstawać gimnazja też było wielu przeciwników. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy system ma swoje minusy i plusy, ale nie sądzę, by istniały jakiekolwiek solidne przesłanki, by nagle wywracać oświatę do góry nogami i wracać do starego modelu.
      Jestem świadoma tego, że tych rzeczy można nauczyć się na każdym etapie, ale to podkreśliłam już we wstępie. To, czy przeskok jest duży, zależy już od konkretnej osoby. Dla mnie był to dosyć duża zmiana ze względu na moją osobowość. Zresztą te trzy lata mnie bardzo zmieniły (i to na plus).

      Usuń
  38. Właśnie w gimnazjum poznałam ludzi, z którymi do dziś mam kontakt i te relacje zdają się być potencjalnymi kandydatami na te, które trwają całe życie - wcale nie takie bezużyteczne te szkoły jak wszędzie gadają ;)

    OdpowiedzUsuń
  39. Kończę właśnie gimnazjum, jestem w trzeciej klasie i nie ukrywam, również wiele z niego wyciągnęłam. Moje podejście do ocen również się zmieniło, choć może nie aż tak - wciąż tkwi we mnie mały potworek szepcący mi na ucho "musisz być we wszystkim dobra, ba! najlepsza", choć staram się z nim walczyć. Znalazłam to, co naprawdę mnie interesuje i choć również byłam zdania, że nie jestem w stanie niczego osiągnąć, dziś jestem na etapie intensywnych przygotowań do II etapu konkursu biologicznego. Może się nie wydawać to tak wielkim osiągnięciem, lecz dla mnie nim jest. Także no...
    Osobiście uważam, że może i ta reforma ma jakieś plusy, ale z pewnością sposób, w jaki jest przeprowadzana, jest raczej niewłaściwy. *Łał, wypowiedziała się smarkula, nic nie wie o życiu ;)* Zamieszanie, nikt nic nie wie, chaos. I zgadzam się z tobą. Może nie takie te gimnazja straszne?
    Pozdrawiam,
    V.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. II etap konkursu z biologii? Podziwiam cię, nigdy bym się nie zdobyła na to, by siedzieć nad tym przedmiotem tyle czasu. Tysiąc razy bardziej wolę geografię :) Rozumiem Cię - dla mnie przejście do następnego etapu konkursu kuratoryjnego z geografii już było czymś wielkim :)

      Usuń
  40. Miałam w gimnazjum podobnie, jeśli chodzi o nauczycieli. Takie zaskoczenie, że można z nimi normalnie pogadać, że to nie są jakieś "potwory" (żartuję). Dzięki czemu, jakoś inaczej podeszłam do nauczycieli w liceum. Aczkolwiek poza tym... Zdaję mi się, że gimnazjum akurat mnie nie zmieniło. Twój przykład idealnie pokazuje, że gimnazja to nie zło. Wyślij to do ministerstwa :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oszukujmy się - Zalewska i tak nie przeczytałaby tego :P

      Usuń

Wszelkie komentarze pod postami typu "Jaki super blog :) Ciekawy post. Zapraszam do mnie!" usuwam. Niech Twój komentarz nawiązuje do tematu mojego posta!
Nie bawię się w "obs. za obs.". Obserwuję blogi tylko wtedy, jeśli naprawdę mi się podobają.
Odwiedzam Wasze blogi w miarę moich możliwości...
Kontakt: napisz.tutti@gmail.com

Copyright © 2016 Only experiences , Blogger