3/29/2016

Laguna

Laguna
Myślałam, że już nie mam więcej zdjęć z Wenecji, które byłyby warte pokazania, ale jakiś czas temu, ku mojemu zdziwieniu, znalazłam na dysku komputera fotografie z rejsu po lagunie z Chioggii do samej Wenecji.



Kocham te kolorowe domy, nawet jeśli nie wszystkie z nich wyglądają na najcudowniejsze na świecie. Ogólnie stwierdziłam ostatnio, że chciałabym mieszkać w takim miejscu nad morzem, w domu z kolorową elewacją, gdzie nie ma większych mrozów, a deszcz ma swój urok.


Liny.
Drewno.
Woda.
Urocze jak zawsze...


Oba zdjęcia są naprawdę do siebie podobne. 
Po bliższym przyjrzeniu się im odkryjecie, że nie przedstawiają tej samej okolicy.
A może to jednak ten sam budynek z kopułą tylko z innej odległości?
Nieważne.
W gruncie rzeczy oba widoki na nabrzeże są urocze i nie potrafię się na nie napatrzeć. 


Boże, to niebo jest takie cudowne!


Śliczna mewa, która tak pięknie ustawiła się głową w moją stronę, że aż trudno mi w to uwierzyć...
Czy już nie wspominałam Wam, że lubię fotografować ptaki?


Dzwonnica świętego Marka - uwielbiam to zdjęcie.
Perspektywa z morza jest o wiele lepsza i ciekawsza niż ta z lądu!

3/24/2016

Piękno, które jeszcze nie umarło - "Marnie. Przyjaciółka ze snów"

Piękno, które jeszcze nie umarło - "Marnie. Przyjaciółka ze snów"
Od dawna chciałam obejrzeć produkcję animowaną, która nie ociekałaby komercją, tandetnością i CGI, którego już w zasadzie mam dość. W takim wypadku pierwszą rzeczą, o której pomyślałam było anime. Nie, to nie są chińskie bajki, jak to niektórzy lubią mówić. Także nie każda produkcja animowana pochodząca z Japonii to coś pokroju Pokemon, Bakugan i tak dalej. Nie mówię, że wymienione produkcje są złe. Nawet przyjemnie się je ogląda, ale nie przedstawiają jakichś większych wartości.
Wracając do tematu, istnieją takie produkcje z gatunku anime, które od pierwszych minut przekonują do siebie grafiką i muzyką oraz oczarowują opowiadaną historią. Niewątpliwie od dzisiaj mogę zaliczyć do tego grona Marnie. Przyjaciółkę ze snów
Uwaga! Recenzja może zawierać małe spoilery.

Anna - źródło
Dwunastoletnia Anna Sasaki po kolejnym ataku astmy zostaje wysłana przez swoich rodziców na wieś do domu ciotki i wujka. Zwiedzając okolicę, przypadkiem natrafia na piękną, lecz opuszczoną rezydencję. Pewnej nocy, wracając po raz kolejny do posiadłości, spotyka śliczną, blondwłosą dziewczynę o imieniu Marnie. Pomiędzy nimi szybko nawiązuje się przyjaźń, choć Anna z każdym dniem ma coraz większe wątpliwości, czy to, co widzi i przeżywa, dzieje się naprawdę...


Marnie - źródło
Anna może z pewnością niektórych denerwować i wydawać się lekko przerysowaną postacią. Humorzasta dziewczyna, sprawiającą problemy i niepotrafiąca się odnaleźć wśród innych ludzi. Trudno jej z kimkolwiek rozmawiać, a i z czasem nawet przestaje próbować nawiązywać rozmowy. Czuje się wyobcowana, niechciana i nierozumiana. Być może przez to, że i ja czasem odczuwam podobne emocje, dobrze ją rozumiałam i potrafiłam się utożsamić z nią.
Marnie to zupełne przeciwieństwo Anny. Jest o wiele bardziej otwarta na innych i spontaniczna od głównej bohaterki, choć prawdopodobnie przeżyła od niej o wiele więcej. To właśnie jej jako pierwszej udaje się wyciągnąć Annę z tej bariery, którą wokół siebie zbudowała. Uśmiechem próbuje ukryć swoje troski i momenty bólu, choć nie zawsze jej się to udaje.

Źródło
Akcja filmu wydaje się być zawieszona na granicy dwóch światów: rzeczywistości i fikcji. Tak naprawdę rzadko wiadomo, w którym z nich znajdują się dokładnie bohaterowie w danej chwili. Teraźniejszość i zupełnie inna rzeczywistość zgrabnie przeplatają się ze sobą, tworząc niesamowity obraz. Dzięki swojemu położeniu na granicy wielu różnych światów historia nabiera niesamowitego, lekko baśniowego charakteru.

Źródło
Marnie. Przyjaciółka ze snów to niesamowite anime opowiadające o dorastaniu, godzeniu się ze swoim losem i przyjaźni, która zmienia wszystko. Wzrusza samym zakończeniem (prawie się rozpłakałam), które sprawia, że z trudem można rozstać się z bohaterami. Oczarowuje niezwykłą, dokładną i wyrazistą grafiką oraz mistrzowsko dobraną muzyką.

Ocena: zaiste zacny.

***

Mieliście właśnie okazję przeczytać moją pierwszą recenzję filmu. Nigdy zbyt bardzo nie ćwiczyłam pisania opinii na temat właśnie tej dziedziny kultury, ale nie poszło mi chyba zbyt źle jak na pierwszy raz :)
Życzę Wam również wesołej Wielkanocy, dużo zdrowia, szczęścia, radości!
W dalszym ciągu liczę na to, że w poniedziałek trzeci raz pod rząd żaden chłopak z mojej klasy nie przyjdzie mnie oblać wodą. Nigdy tego nie lubiłam i przez ostatnie dwa lata byłam niesamowicie szczęśliwa, nie widząc za drzwiami nikogo z wielką butlą.
Pozdrawiam serdecznie Was wszystkich
Tutti



3/20/2016

Zachód - niebo - czerwień

Zachód - niebo - czerwień
Dziwnie się robi zdjęcie aparatem z obiektywem, którym nie można po prostu robić zdjęć typu macro. Czasami się przyłapuję na tym, że podchodzę do jakiegoś przedmiotu zbyt blisko i ostrość w ogóle się nie ustawia. Cały czas zapominam, że w rękach mam obiektyw, którym można zaklinać czas i obraz (bardzo piękna metafora czasownika fotografować, czyż nie?) tylko z daleka. Ma to swoje plusy, bo mogę uchwycić lepiej ptaka siedzącego wysoko na drzewie, wśród plątaniny gałęzi. Potrafię ominąć sprytnie wszelkie druty, kable i linie niskiego napięcia, choć w sumie nie skorzystałam z tej opcji na poniższym zdjęciu. Wydaje mi się, że tak jest lepiej. Bo może sieć niskiego napięcia też chce być uchwycona w chwili, kiedy tak uroczo ślicznie zachwycająco odcina się na tle nieba (palety różnorakich barw, zanurzonych w ciepłych i zimnych odcieniach)?


Moją pierwszą współpracę z zupełnie innym obiektywem mogę uznać za udaną, choć przyzwoicie wyszło mi tylko jedno zdjęcie. Reszta moich radosnych dzieł była rozmazana. Definitywnie muszę poczytać instrukcję obsługi, bo chyba samodzielnie nieprędko ogarnę, o co właściwie tak chodzi.
Pomimo wszelkich problemów z obsługą sprzętu czułam się jak dziecko dostające swoja upragnioną zabawkę, kiedy trzymałam w dłoniach aparat i patrzyłam na zachód słońca.
Jak już wspominałam, ciepłe i zimne barwy, układające się stopniowo, zachodzące na siebie i stapiające się ze sobą są czymś wspaniałym.
Nie zwracajcie uwagi na to, jak bardzo dziwnie dzisiaj postanowiłam pisać. Chyba Pani Wena postanowiła wrócić i muszę się z nią ponownie zaprzyjaźnić. Za kilka dni ten dziwny, poetycki, pseudogramofoński styl pisania zniknie i już nie będziecie musieli czytać moich dziwnych metafor o stapiających się ze sobą odcieniach kolorów.
Mój humor ostatnio strasznie się waha. Źle. Dobrze. Źle. Lepiej. Dobrze. Jestem lekko rozchwiana. Nie wiem, czy to z powodu myśli, że egzaminy się zbliżają wielkimi krokami, że muszę dużo nadrobić czy też dlatego, że powinnam już chociaż zacząć zarysowywać ogólną akcję opowiadania, które chcę napisać na ogólnopolski konkurs. Wybrałam taki temat, któremu naprawdę musiałabym poświęcić dużo czasu, uwagi i sił. Wiem, że uda mi się napisać te cztery strony tylko wtedy, kiedy włożę w to maksymalna ilość samej siebie. Chyba po raz pierwszy będę pisać całkowicie o osobie. To ma być wyzwanie, udowodnienie samej sobie, że potrafię przestać uciekać przed pewnymi rzeczami i pokazać, że jestem czymś więcej, niż inni mogliby pomyśleć. Boję się tylko tego, czy przypadkiem w samym środku nie postanowię przerwać stukania w klawiaturę i zacząć coś zupełnie odmiennego. Zastanawiam się, czy będę miał na tyle dużo odwagi i sił, by dojść do finiszu.
Tutti



Wagnera nigdy dość...

3/17/2016

Nie jest źle

Nie jest źle

Dzisiaj miał się tu pojawić strasznie smutny post, adekwatny do mojego humoru, ale w poniedziałek stało się coś, co chyba naładowało mnie pozytywna energią na następne kilka miesięcy. Już rano spodziewałam się tego, że może właśnie tego dnia ogłoszą wyniki konkursu kuratoryjnego. Nie szłam do szkoły z myślą, że mogłam mieć jakiekolwiek szanse. Tymczasem okazało się, że być może te wszystkie Wasze słowa otuchy, gadka I. (pozdrawiam!) o tym, że mam mieć dobrą aurę, tradycyjne hasło Kudi (również pozdrawiam!) wygrasz to!, grosik znaleziony na ulicy (na szczęście), a nawet mój szczęśliwy piórnik coś jednak dały i zostałam laureatem.

Szczęśliwy dzień

Nie wiem, jak ja to zrobiłam. Jakaś magia? Czary? Chyba nic z tego - po prostu miałam na tyle oleju w głowie, aby zrobić dobrze zadanie, którego nie była pewna i które spisałam od razu na straty.
Nie umiałam w to uwierzyć, kiedy na przystanku autobusowym czytałam SMS-a z gratulacjami od mojej mamy, która w pracy oglądała, czy nie pojawiły się przypadkiem wyniki. Dzięki niej w sumie oszczędziłam sobie dalszych nerwów przy otwieraniu pliku zatytułowanego finaliści. Choć taki element zaskoczenia, kiedy nie znalazłabym tam swojego nazwiska, byłby całkiem miły.
Czuję się naprawdę szczęśliwa, że jednak mi się udało. Choć dzięki jednemu z ostatnich postów nabrałam poczucia, że i tak daleko zaszłam, choćby nie wiadomo co się miało zdarzyć. To niesamowite uczucie, kiedy człowiek w końcu wie, że jego prawie trzy lata nauki jednego przedmiotu dały tak duży i owocny efekt. Bo nie muszę nadrabiać materiału z trzech przedmiotów do egzaminu. Bo mogę składać papiery gdziekolwiek, a i tak wiem, że mnie przyjmą. Bo chwała wieczna i cześć, i uwielbienie.

Warto było

Bardzo się cieszę, że nie liczyłam na zbyt wiele - dzięki temu poczułam ogromną satysfakcję i mogłam się rozpłakać (często to robię - nic nowego) z radości, kiedy usłyszałam głos mojej mamy w telefonie.
Jednak można osiągnąć coś, wkładając w to dużo pracy, poświecenia i wolnego czasu, a jak się nie uda, to zawsze można jeszcze raz spróbować, bo dlaczego mielibyśmy rezygnować?

Tutti-Dziwna-Chwilowa-Optymistka

Zdjęcie: licencja CC0

3/13/2016

Skarpetki, warzywa i poduszki - Liebster Blog Award

Skarpetki, warzywa i poduszki - Liebster Blog Award
Witajcie!
Tym razem zostałam nominowana przez Muminka, która - jak się okazało - żyje i ma się dobrze. Nie dostałam, na szczęście, żadnych nadprogramowych pytań, więc dzisiejszy post jest znacznie krótszy niż ostatnie LBA.

Pozdrawiam
Tutti, która bezpiecznie wygrzebała się z Krainy Atlasów


1. Wolisz pisać ręcznie czy na komputerze?
Na komputerze jest o wiele szybciej i sprawniej. Często zanim znajdę coś do pisania i zapiszę na kartce jakieś świetne zdanie, które mogłoby mi się przydać w opowiadaniu, to po  prostu ucieka mi cały sens wypowiedzi, a to, co spróbuję przelać na papier, ma zgrabność słonia w składzie porcelany i wydźwięk artystyczny równy zeru.

2. Twoje ulubione skarpetki? 
Te poniżej. Są ładne, miękkie, ciepłe, urocze, kochane i są w kolorze podobnym do czcionki powyżej. Posiadają także wzorek, który kocham.
opisując skarpetki, czuję się jak pięcioletnie dziecko
Swoja drogą, to jestem beztalenciem, jeśli chodzi o dobieranie skarpet do reszty stroju. Nie patrzę na kolor tylko na to, czy nie mają przypadkiem dziur. Nie rozumiem, jak to się dzieje, że w tak ekspresowym tempie przeciera mi się materiał na piętach, a czubek któregokolwiek palca nagle zaczyna wystawać przez dziurę.
To tyle jeśli chodzi o moje skarpetkowe problemy.


3. Jak zaznaczasz cytaty w książkach? Przepisujesz je gdzieś?
Kiedyś przepisywałam, ale stwierdziłam, że to jest zbyt czasochłonne, więc obecnie używam aplikacji Lubimyczytać na telefonie, która - swoją drogą - działa o wiele sprawniej niż wersja przeglądarkowa (istnieje w ogóle takie słowo?). Wystarczy jedno kliknięcie lub zrzut ekranu i już mogę się cieszyć z tego, że w razie czego będę mogła wrócić do tych magicznych słów za jakiś czas.

4. Gdybyś mogła sobie zmienić imię, to na jakie?
Moje imię (Magdalena) obecnie naprawdę mi się podoba, ale nie o to chodzi w pytaniu. Gdybym naprawdę miała taką możliwość, to wahałabym się pomiędzy Aldoną, Melanią, Anastazją, Nelą a Chiarą...

5. Ile masz poduszek?
Cztery w dzień, jedną w nocy.

6. Gdybyś była warzywem, to jakim?
Marchewką - i tak czekałby mnie los każdego warzywa. Zginęłabym w rosole, posiekana na równe kosteczki. Ewentualnie zostałabym poszatkowana i dodana do zdrowej sałatki,
Smutny jest los marchewki...

7. Wyobraź sobie, że Twoja ulubiona postać pisze o Tobie fanfika (opowiadanie fanowskie). Jaka to postać? Jak myślisz, co by opisywała?
Byłaby to Penelopa Moore z Ulyssesa Moore'a. Patrząc na jej usposobienie, myślę, że opisywałaby moje przeżycia wewnętrzne, relacje z innymi ludźmi, ale też podróże, w które chciałabym się kiedyś udać. Z pewnością do każdego rozdziału Penelopa stworzyłaby - z racji swoich umiejętności artystycznych - piękny rysunek. Także opowiadanie traktujące o mnie miałoby niesamowitą oprawę graficzną :)

8. Ziemniaki całe czy ubite?
Takie i takie. Dla mnie to bez znaczenia, czy mogę określić ilość ziemniaków w sztukach, czy też tylko liczyć kolejne łyżki jednolitej, ubitej papki ziemniaczanej.

9. Snapchat czy Instagram? Dlaczego?
Wybieram Instagrama, ponieważ ze Snapchata nigdy nie korzystałam i, patrząc na postępy Microsoftu jeśli chodzi o wypuszczanie Windows Mobile 10 na kolejne modele Lumii, nieprędko przekonam się na własnej skórze, jak działa ta aplikacja.

10. Oglądasz jakieś seriale? Jeśli tak, jaki jest Twój ulubiony?
Ostatnio jedynym serialem, który oglądałam, były Scream Queens. Jest tak głupi, płytki i przekoloryzowany, że cudem jest to, że obejrzałam 10 na 13 odcinków. Nie wiem dlaczego, ale lubię go oglądać, nawet jeśli bohaterowie zachowują się absurdalnie, a po kampusie biega morderca w stroju czerwonego diabła z piłą mechaniczną w ręce.
Przynajmniej dialogi są na tyle proste, że nawet bez napisów zrozumiałabym całkiem dobrze, co mówią.
Tak naprawdę to przy tej produkcji trzymają mnie tylko Chanel numer 1, 3 i 5. Są najpłytsze i najmniej inteligentne ze wszystkich bohaterów, ale... i tak to one właśnie zwracają na siebie najbardziej uwagę. Z jakiegoś dziwnego, niezidentyfikowanego powodu to właśnie sceny z ich udziałem oglądałam z największym zainteresowaniem.
Poza tym Billie Lourd ma ciekawy głos...

Ach, nie ma to jak Ariana Grande spychająca z schodów Emmę Stone :D
Źródło
11. Gdybyś miała okazję napisać własną książkę z Twoim ulubionym autorem, zgodziłabyś się? O czym byłaby ta książka?
Dlaczego miałabym się nie zgodzić?! Toż to jest chyba skryte marzenie każdego mola książkowego! Z pewnością czymś niezwykłym byłoby napisanie książki z panem Pierdomenico Baccalario. Facet ma niesamowitą wyobraźnię i potrafi czarować słowami :) Nie mam pojęcia, o czym ta książka byłaby, ale z pewnością byłoby to coś wspaniałego.

3/09/2016

Czasami nie można mieć wszystkiego

Czasami nie można mieć wszystkiego

Od będzie dobrze rano przeszłam do stanu schować się pod kołdrą i zapomnieć o całym świecie po południu. Miałam nadzieję, że może tym razem mi się uda. W końcu tyle się uczyłam, nawet więcej niż rok temu. Chodziłam trzy razy w tygodniu na kółko, przeczytałam trzy podręczniki i kilka razy literaturę konkursową. Nauczyłam się mniej więcej cech miasta socjalistycznego, przebiegu i skutków procesu metropolizacji. Cholera - przepraszam - mogłabym Wam nawet opisać, czym się żywi głuszec i jakie były skutki trzęsienia ziemi w obwodzie kaliningradzkim w 2004 roku.
Miałam nadzieję, że finał konkursu kuratoryjnego będzie troszeczkę łatwiejszy. W końcu zostało nas tylko osiemdziesięciu siedmiu na całe województwo.

Finał i trudności

A jednak wtorkowy dzień skutecznie udowodnił mi, że to bez znaczenia, ilu rzeczy się nauczę. Mapa synoptyczna, która okazała się być zbyt trudna, bo w sumie nigdy nikt by się jej nie spodziewał i nie pomyślałby, aby jakoś bardziej szczegółowo przećwiczyć podobne zadania. Polecenie z obliczeniem na podstawie poziomic maksymalnej głębokości, na jakiej pociąg przejeżdżał w tunelu. Potrzeba znania godziny, o której grany jest hejnał mariacki, aby zrobić jakieś zadanie. Tak, Tutti tego nie wiedziała. Po co mi w życiu wiedzieć, kiedy grają hejnał mariacki? Ludzie, którzy układali cały test, pewnie stwierdziliby, że muszę to znać, ponieważ w Programie Pierwszym Polskiego Radia puszczają go przecież codziennie o dwunastej.
Rzecz w tym, że słucham Radia Katowice, a to był konkurs o Polsce i Śląsku, a nie Polsce i Małopolsce. Na dodatek w dawnej stolicy naszego kraju byłam z dobre kilka lat i prawie nic nie pamiętam z tej wizyty poza tym, że zjadłam wtedy całkiem dobrą, acz zbyt dużą porcję naleśników, a w pociągu było tak mało miejsc siedzących, że musiałam siedzieć na podłodze.
Okej. Dosyć kiepskie wytłumaczenie.
Choć w sumie hejnał grają co godzinę...
Nieważne.
Miałam okazję także zrobić piękne zadanie z ekspozycją stoków - to okropna chwila, kiedy człowiek po raz pierwszy w życiu widzi zadanie tego typu i nie wie kompletnie, jak go zrobić...
Wyników jeszcze nie ma, lecz jako chwilowa pesymistka muszę stwierdzić, że po raz kolejny poległam. Pewnie będę gdzieś pod granicą albo może daleko w tyle. Nie wiem jeszcze, czy będę próbować pisać odwołanie. Jeśli będzie brakować mi punktu lub dwóch, to przyczepię się. Nie zaszkodzi mi spróbować, czyż nie?
Gdyby ten próg nie był tak wysoki... 54 punktów na 60 to jednak zbyt wiele jak na konkursy o takim poziomie trudności.

Na koniec

To chyba naturalne, że czuję teraz żal, smutek, rozgoryczenie i złość, bo przecież nie udało mi się coś, w co włożyłam tak wiele wysiłku i nauki. Przynajmniej została mi szóstka z geografii na koniec roku, dużo wiedzy, która może mi się potem przydać, dwie gale (miejska i szkolna) w czerwcu oraz cień satysfakcji, że po raz kolejny udało mi się zajść tak wysoko.
Jedna z tych osiemdziesięciu siedmiu, którzy byli najlepsi spośród trzech tysięcy uczniów w całym województwie.
Czy to nie brzmi pocieszająco?
Tutti

Zdjęcie: licencja CC0

3/06/2016

***

***
istniałeś tam gdzieś
przede mną
ta świadomość
jest czasem zbyt ciężka
dla mnie
dla ciebie
nikogo i wszystkich

Licencja CC0 - źródło
Zaczęłam myśleć i wyszło z tego to. Nie musicie wiedzieć, do czego się to odnosi. Po prostu od czasu do czasu muszę zrobić coś takiego, aby trochę uspokoić myśli i nie czuć tego dziwnego rodzaju smutku, kiedy czasami myślę o pewnych sprawach. Możecie to uznać za coś bezsensownego, ale jeśli znajdziecie własny sens, to... gratuluję Wam.
Tutti


3/01/2016

By the river once again

By the river once again
W końcu postanowiłam wyjść na dwór (brawo!) i chwycić za aparat. Nie ma jeszcze zbyt dużo zieleni, ale i tak udało mi się zrobić kilka ładnych zdjęć. Po drodze spotkałam sarny, które były po drugiej stronie rzeczki i, niestety, nie udało mi się ustawić ostrości, nim odbiegły. Ponadto przeżyłam spotkaniem z uroczym czarno-brązowym kotem, który także mi uciekł, oraz psem, który pomimo swoich małych rozmiarów, naprawdę głośno i uparcie szczekał.


Zawsze podobała mi się taka perspektywa :) Już kilka razy próbowałam zrobić zdjęcie w tym stylu, ale dopiero tym razem mi się udało. Efekt jak najbardziej zadowalający.


Znalazłam gniazdo. Nie wiem, czy było puste, czy nie, bo nie miałam możliwości podejścia bliżej (wysoka trawa, dużo gałęzi, zbyt dużo mokrej ziemi dla moich butów). Ogólnie: kolejna ciekawa perspektywa :)


Przedłużenie ścieżki po drugiej stronie ulicy. Rzeczka odbiła wcześniej gdzieś w bok i na jej miejscu pojawiła się łąka. Szaro, smutno i morko na dodatek...


Widok na pole i las w oddali.


Z tego zdjęcia jestem naprawdę zadowolona. Bardzo długo próbowałam uchwycić te bazie w naprawdę satysfakcjonujący sposób i w końcu mi się to udało!

Co Wy sądzicie o mojej przezacnej twórczości?
Tutti
Copyright © 2016 Only experiences , Blogger