5/30/2016

Wiosenny TAG Kwiatowy

Wiosenny TAG Kwiatowy
Jest już koniec maja, a ja dopiero teraz postanowiłam wziąć się za tag, do którego nominowała mnie Lunatyczka (dziękuję!). Bardzo lubię książkowe tagi - uwielbiam przypasowywać do poszczególnych kategorii powieści lub bohaterów literackich. Po prostu sprawia mi to przyjemność i radość :)

Bratek, czyli książka, o której zawsze pamiętasz i masz nadzieję, że główny bohater także o Tobie pamięta
Ostatnio przeczytałam Sekretne życie pszczół, które mnie kompletnie oczarowało. Wiem, że będę wracać do tej powieści jeszcze wiele razy i na zawsze będzie istnieć gdzieś tam w mojej pamięci.
Główną bohaterkę tej pozycji pokochałam od pierwszej strony i nieustannie jej kibicowałam w poszukiwaniu własnego miejsca na świecie, gdzie ktoś w końcu by ją pokochał..

Źródło
Cyklamen, czyli książka, której szczerze nienawidzisz
Do tej kategorii zdecydowanie pasuje Ten obcy. Raczej go nie znienawidziłam, lecz do dzisiaj pamiętam, jak się męczyłam z czytaniem go w szóstej klasie podstawówki. Jedyne, co wiem o tej książce, to to, że była tam jakaś wyspa, Pestka i Zenek, a fabuła była nudna jak flaki z olejem.

Frezja, czyli książka, którą darzysz uznaniem i szacunkiem
Myślę, że taką serią jest Sklepik Okamgnienie, autorstwa mojego ulubionego pisarza, pana Baccalario. Uwielbiam wykreowany przez niego świat pełen magii. Kocham każdą z postaci występujących w tym cyklu i nie ukrywam, że pragnę poznać więcej ich przygód. Poza tym mam niesamowity szacunek do Pierdomenica, że potrafi wciąż wymyślać tak wspaniałe rzeczy. Jak on to robi?

Hiacynt, czyli książka, która sprawiła Ci przykrość przez zachowanie głównego bohatera
Duże nadzieje wiązałam z Biancą z książki Duff. ta brzydka i gruba.
Znacie ten schemat, w którym występuje inteligenta (przynajmniej z pozoru) siedemnastolatka oraz zarozumiały, kochliwy chłopak, ona go nienawidzi, ale i tak na trzydziestej siódmej stronie go całuje, a trochę dalej idzie z nim do łóżka?
Tak, ta książka zawiera go w 100% procentach.

Żonkil, czyli tak świetny fikcyjny świat, że aż wzbudza w Tobie zazdrość
Ostatnio rozpoczęłam swoja przygodę z Władcą Pierścieni i po przeczytaniu pierwszego tomu mogę stwierdzić, że z chęcią zamieszkałabym w Śródziemiu. Pomińmy orków, Morię, Saurona, Balroga i setki innych stworzeń, które chętnie zabiłyby pierwszego lepszego przechodnia. 
Kto by nie chciał żyć w chatce hobbita i mieć za przyjaciela Gandalfa?

Źródło
Konwalia, czyli książka z delikatną i nieśmiałą bohaterką
Delikatna i nieśmiała? Moim pierwszym skojarzeniem była główna bohaterka Ani z Zielonego Wzgórza. Powiedzmy, że była delikatna - w koncu musiała mieć w sobie bardzo dużo wrażliwości, by móc wymyślać te wszystkie fantastyczne nazwy i dostrzegać piękno ukryte w otaczającym ją świecie. 
Nieśmiałości jednak w niej zupełnie nie zauważyłam - potrafiła bez wahania odezwać się do kogokolwiek.

Irys, czyli książka, którą czytałaś tak dawno, że już nie pamiętasz, co o niej myślałaś?
Być może kiedyś miałam jakąkolwiek opinię o Eragonie, ale obecnie zupełnie nie wiem, co o nim sadzić. Niby przeczytałam dwie następne części, ale zastawiam się, co mnie do tego pchnęło. Może naprawdę mi się spodobało albo moja była prawie-przyjaciółka (to skomplikowane) tak mi polecała tę serię, że grzechem było nie dowiedzieć się, co było dalej, i nie mieć wspólnego tematu do rozmowy?
Za to wiem, że ekranizacji Eragona nigdy nie polubię. Nawet gdybym traktowała ją jako osobne dzieło, mój stosunek do niej byłby niezmienny.

Czerwony tulipan, czyli książka, którą darzysz gorącą miłością
Ulysses Moore już kilka lat temu skradł moje serce i do dziś, sięgając po jakąkolwiek część, czuję tę magię i mrowienie w palcach. Przewracam kolejne kartki i zapartym tchem pochłaniam szeregi litery.
Zresztą całemu cyklowi stworzonemu przez cudownego Pierdomenica Baccalario zawdzięczam naprawę wiele. Bez tych książek nie byłabym tą osobą, którą jestem teraz. Można nawet powiedzieć, że ta seria po części mnie wychowała.

Fiołek, czyli książka, którą masz zamiar przeczytać po raz kolejny 
Chciałabym znowu przeczytać Harry'ego Pottera. W zeszłym roku skończyłam po raz kolejny Zakon Feniksa, który w końcu mi się naprawdę spodobał, i wypadałoby teraz zabrać się za Księcia Półkrwi. Cóż, pani Rowling poczeka jeszcze trochę - jest zbyt wiele innych pozycji, które patrzą na mnie błagalnym wzrokiem.

Do tagu nominuję Justynę z bloga Loony czyta
Życzę Wam wszystkim miłego dnia!
Tutti

5/26/2016

Maki

Maki
Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić już całkiem stary tekst z zeszłego roku, który zostały wysłany na konkurs do gazety Victor Gimnazjalista. Wygrać mi się udało, mój tekst został opublikowany, przy czym pochwalono mój - podobno - bardzo dojrzały styl pisania. Przeglądając po raz kolejny pracę, ujrzałam, że wysłałam mój twór z naprawdę karygodnym błędem. Nie mam pojęcia, jak mogłam tego nie zauważyć przy korekcie. Mam nadzieję, że spostrzegli to i poprawili. Szkoda, że nie potrafię teraz znaleźć gazety, aby to sprawdzić. Auć. W każdym razie błąd jest już poprawiony, więc zapraszam Was do czytania. Jestem bardzo zadowolona z tego tekstu. Zresztą byłam zaskoczona, że wymyśliłam coś tak mocno rzeczywistego do tak niezwykłej fotografii, jaką było zadanie konkursowe. Bardziej sugerowała jakieś wróżki, elfy niż to, co mi przyszło do głowy.
Zdjęcie dodane do posta nie było w zadaniu konkursowym. Nie mogłam dodać tu właściwej fotografii, gdyż egzemplarz gazety gdzieś przepadł.
Miłego czytania!
Tutti


***

Nigdy nie byłem nikim szczególnie wyróżniającym się z tłumu. Nie byłem najprzystojniejszy – ot zwykły chłopak po dwudziestce o zwyczajnych rysach twarzy. Zarabiałem wystarczająco dużo aby jakoś się utrzymać, siadając na chodniku w cieniu niskiego drzewa i na życzenie tworząc portrety wszędobylskich turystów.
Naturalną rzeczą było to, że, pracując pośród ludzi, słyszałem wiele niesamowitych historii i widziałem wiele niesamowitych i całkowicie zwyczajnych twarzy. Niewiele z nich jednak zapamiętywałem. Czasami, kiedy rysowałem, odczuwałem dziwne wrażenie, że już gdzieś widziałem ten nos lub oczy bądź słyszałem bardzo podobną opowieść.
To były jednak przebłyski, nic nieznaczące drobinki pyłu, które wiatr unosił w moją stronę. Mogłem je chwycić, potrzymać przez chwilę dłoni, przyjrzeć się im z bliska. Wiatr był jednak niecierpliwy – wyrywał mi je z ręki, siłą otwierając dłonie.
Nie pytajcie się, jak to możliwe, że wietrzyk pokonał siłę ludzkich mięśni.
To metafora, a metafora jest zabójczynią rzeczy niemożliwych.
Jedyną osobą, która tak naprawdę zapadła mi w pamięć, była dziewczyna. Ona także nie wyróżniała się niczym. Zupełnie tak jak ja. Codziennie rano szła w stronę liceum katolickiego na wzgórzu, za każdym razem przechodząc obok mnie. Nigdy jednak mnie nie zauważyła. Nigdy nie zaszczyciła mnie spojrzeniem błękitnych oczu. Dwa jasne warkoczyki podskakiwały na jej plecach w rytm kroków, a torba z książkami kołysała się na ramieniu.
Oprócz poranków widziałem ją jeszcze popołudniu, kiedy wracała z liceum, i wieczorem. O tej ostatniej porze szła zawsze w niebieskiej sukience z bukietem kwiatów w dłoniach. Najbardziej niezwykłe w tej jej dziwnej rutynie było to, że gatunek kwiatów zmieniał się zależnie od dnia tygodnia. Złocie żółte, astry zastygłe w barwach delikatnego fioletu, aksamitki o wściekle pomarańczowych płatkach, delikatne niezapominajki, margerytki, które nazywałem starszymi siostrami stokrotek, i różowe goździki. Nigdy tak naprawdę nie zapamiętałem, do jakiego dnia były przypasowane poszczególne kwiaty.
Na zawsze jednak w mojej pamięci pozostała niedziela. Dziewczyna przechodziła wtedy wyjątkowo chodnikiem po drugiej stronie ulicy, wpatrując się uparcie w czubki swoich balerin. W jej dłoniach delikatnie spoczywały cztery maki. Czerwień ich płatków wyraźnie odcinała się od jasnej skóry blondynki.
Mijały dni, tygodnie, miesiące, aż w końcu upłynęło sześć lat, od kiedy po raz pierwszy ją zobaczyłem. Już dawno przestała chodzić do liceum katolickiego, ale i tak trzy razy dziennie przechodziła obok mnie, nie zauważając mnie nawet. Zawsze szła w stronę swojej starej szkoły.
Przez sześć lat wiele razy rozmyślałem o młodej dziewczynie i jej kwiatach. Co z nimi robiła? Czy komuś je dawała? I skąd je brała? Może jej rodzina prowadziła kwiaciarnię? Równie dobrze mogła też kupować każdego dnia bukiet u kwiaciarki na targu.
Pewnego dnia jednak dziewczyna nie przyszła ani rano, ani po południu, ani wieczorem. Próbowałem ukryć mój niepokój, wmawiając sobie, że tego dnia może coś ją zatrzymało.
- Jutro przyjdzie – mamrotałem do siebie, tworząc kolejny rysunek w moim szkicowniku. – Na pewno.
Przyszła. Nie w niebieskiej sukience, lecz  w bladoróżowej bluzce i dżinsach. Z pojedynczym makiem w bladej dłoni.
Kiedy usiadła naprzeciwko mnie na chodniku, moja ręka trzymająca ołówek znieruchomiała nad kartką papieru, a moje płuca na moment odmówiły oddychania. Spoglądałem na nią, zastanawiając się, jak to możliwe, że po sześciu latach w końcu zauważyła mnie, zwykłego, ulicznego artystę.
- Narysuj mnie – odezwała się. Jej głos był całkowicie inny niż się spodziewałem – niski, trochę dziecięcy. – Albo narysuj cokolwiek. Chcę mieć pamiątkę po tym miejscu.
Pamiątkę – słowo ponownie zadźwięczało w moich uszach. Tak zazwyczaj mówili przejezdni, którzy niedługo mieli opuścić to miasto tylko po to, aby inni obcy ludzie mogli zająć ich miejsce.
Czy to słowo w jej ustach znaczyło, że miała już tu nie wrócić w najbliższym czasie?
Nagle zdałem sobie sprawę, jak trudno było mi wyobrazić sobie codzienne życie bez wyczekiwania na jej przejście obok mnie, bez widoku kolorowych kwiatów w jej dłoniach i patrzenia na jej dwa warkocze podskakujące na plecach. To, co dla zwykłych ludzi znaczyło tyle co nic, dla mnie było częścią życia. Warkocze, błękit i maki. Były jednymi z tych rzeczy, dla których jeszcze siedziałem na chodniku w cieniu drzewa i przenosiłem zwyczajne i niezwykłe twarze na papier.
Czy to nie dziwne, że spośród wielu innych ulicznych artystów wybrała właśnie mnie?
Postanowiłem nie rozmyślać już nad tym, po prostu oddać się chwili i stworzyć coś, co zawsze przypominałoby jej o tej całkiem dużej kropce na mapie. Nie zastanawiałem się nad tym, co robię. Po prostu kreśliłem ołówkiem i kredkami po kartce.
- Może być? – spytałem po trzech godzinach, podając jej zakończoną pracę. Nie miałem pojęcia, dlaczego narysowałem to, co najbardziej kojarzyło mi się z nią. Błękitne oko. Skóra, na której widniały wszystkie kwiaty, jakie widziałem w jej dłoniach, i żółte płatki wyrastające z zewnętrznego kącika oka.
- Czy to ja? – spytała, wpatrując się z uwagą w dzieło. Na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. Złote włosy delikatnie rozwiał wiatr. Liście w górze zaszeleściły niczym dzwoneczki.
Pokiwałem głową.
- Piękne – odparła i schowała moje dzieło do plecaka. – Czy to wystarczy w ramach zapłaty?
Spojrzałem na czerwony mak, który trzymała w wyciągniętej ręce. Odpowiedziałem na pytanie skinieniem głowy i wyjąłem kwiat z jej dłoni, rozchylając jej długie palce. Nie gwałtownie jak wiatr, lecz delikatnie, powoli.
- Do zobaczenia. -Dziewczyna wstała, zarzuciła plecak na ramię i odeszła.
Nic nie odpowiedziałem – po prostu siedziałem, trzymając czerwony kwiat w rękach, jakby był jakimś reliktem, i wpatrywałem się w jej sylwetkę tak długo, aż znikła mi z pola widzenia.
Wielokrotnie potem wyrzucałem sobie to, że nic więcej nie zrobiłem. Mogłem zapytać się ją, jak się nazywa, gdzie wyjeżdża, o co właściwe chodziło z kwiatami i codzienną wędrówką ulicą w stronę liceum. Miałem tyle okazji, aby ją zaczepić, porozmawiać z nią, ale jak zwykle musiałem wszystko zaprzepaścić. W jakiś niewytłumaczalny sposób bałem się do niej podejść. Dlaczego? Chyba po prostu zbyt długo zwlekałem.
Kiedy wróciłem do domu, wziąłem wazon, nalałem do niego wody i postawiłem go na parapecie w moim pokoju. Brat przypatrywał mi się z sąsiedniego łóżka, jak z przesadną ostrożnością wkładałem kwiat do naczynia. Spytał się mnie, od kogo go dostałem.
- Od dziewczyny z warkoczami – odparłem zgodnie z prawdą i usiadłem na parapecie, tuż obok wazonu.
Do zobaczenia.
To były jej ostatnie słowa. Brzmiały pokrzepiająco, rozpalały w sercu nadzieję na następne spotkanie, sprawiały, że każdego dnia wracałem na moje stałe miejsce w cieniu drzewka. Nadal rysowałem portrety turystów, patrzyłem na zwyczajne oczy i niezwykłe usta oraz wysłuchiwałem zabawnych anegdotek obcokrajowców. Zapamiętałem każdą z tych historii tylko po to, aby opowiedzieć je wszystkie kiedyś dziewczynie.


Źródło - licencja CC0

5/22/2016

Kota bierze się za to, że nim jest - Liebster Blog Award

Kota bierze się za to, że nim jest - Liebster Blog Award
Po raz kolejny zostałam nominowana Liebster Blog Award przez Jess, za co bardzo jej dziękuję. Bez względu na zdanie innych ludzi bardzo lubię odpowiadać na pytania innych ludzi, nawet jeśli czasami się powtarzają. Co do nominowania innych osób do LBA jestem obecnie już mniej chętna - czasami naprawdę ciężko jest mi wymyślić jakieś sensowne, ciekawe i mało spotykane pytania.

1. Ulubiony program telewizyjny?
Już jakiś czas temu odzwyczaiłam się od oglądania telewizji. Naprawdę rzadko chce mi się przysiąść na kanapie i zerknąć na jakiś program, toteż naprawdę trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie.

2. Ulubiony film?
O Pianiście z cudownym Adrianem Brodym wspominałam tu już kilka razy. Oglądałam go naprawdę wiele razy i po każdym seansie moja opinia była niezmienna. Pianista jest tak wspaniały i wzruszający, że nie potrafię zliczyć, ile razy wracałam do moich ulubionych scen i po raz kolejny wypłakiwałam się przy nich. 
Oprócz dzieła Andrzeja Wajdy uwielbiam także Gwiezdne wojny, o czym mogliście się już ostatnio przekonać. Największą miłością darzę oczywiście Oryginalna Trylogię, w której występują moi ukochani bohaterowie. Możecie mówić, że to nie Wasze klimaty, że nie jesteście przekonani, ale warto spróbować spojrzeć chociaż przez chwilę na Nową nadzieję. Dlaczego? Możecie przeczytać o tym tutaj.

3. Czy jest jakiś kraj, którym się fascynujesz?
Jest kilka takich państw, lecz moją największą miłością pozostaną Włochy. Dwa tygodnie pobytu w tym państwie były zbyt krótkim okresem czasu, aby poznać chociaż część jego uroków. Zresztą kilka godzin w Wenecji pozostawiło u mnie nie dosyt i z chęcią spędziłabym w niej przynajmniej z tydzień. Wspaniale byłoby się zapuścić gdzieś dalej poza turystyczne okolice placu świętego Marka. 

4. Gdzie chciałbyś pojechać na wakacje?
Poza wspomnianymi wyżej Włochami powróciłabym do przepięknej i nastrojowej Barcelony. Potem zawędrowałabym gdzieś na północ. Fiordy w Norwegii? Wulkany i gejzery na Islandii? Zielone pastwiska i wrzosowiska w Wielkiej Brytanii? Poza tym spróbowałabym poszukać Kilmore Cove, czyli nieistniejącego miasteczka z serii powieści Ulysses Moore. Kto mi zabroni spróbować?

5. Jakie jest twoje największe marzenie?
Być szczęśliwym człowiekiem. Zamieszkać w Wenecji. Odszukać Kilmore Cove. Wstąpić do Klubu Podróżników w Wyobraźni. Odkrywać. Podróżować. Pisać. Robić zdjęcia rudym kotom i gałęziom drzew. 
Jakoś żyć.

6. Masz Wattpada?
Mam, ale nie dodaję na nim jakichkolwiek moich tworów. Od czasu do czasu przeczytam jakiś tekst, ale dosyć trudno znaleźć wśród tysiąca nielogicznych opowiadań coś wartościowego i dobrze napisanego. Gdyby nie to, że w rubryce Polecane wyświetlają mi się głównie opowiadania, których fabuła opiera się na seksie dwójki ludzi, którzy ledwie siebie znają, być może polubiłabym tę stronę. Zresztą równie łatwo na Wattpadzie znaleźć teksty w stylu 50 twarzy Grey'a.

7. Jaka jest Twoja ulubiona potrawa?
Pierogi ze szpinakiem i twarogiem oraz cebulą są dla mnie najwspanialszym daniem na świecie. Jeśli twierdzicie, że nie lubicie szpinaku, to widocznie nigdy nie jedliście go w takiej postaci.

8. Wolisz gdy jest bardzo zimno czy bardzo ciepło?
Zdecydowani preferuję, kiedy jest gorąco. Zawsze mogę zacząć wachlować się gazetą zwiniętą w rulon lub po prostu zejść do piwnicy i tam rozłożyć leżak, na którym mogłabym sobie usiąść. 
Kiedy jest zimno, to nawet dwadzieścia swetrów nie sprawiłoby, że nagle nie byłabym zmarznięta, a mój nos przestałby się zachowywać, jak gdybym miała katar.

9. Jaki jest Twój ulubiony napój?

Herbata z bratka lub pokrzywy.



10. Jakie zwierzęta lubisz najbardziej?
Kiedyś byłam kompletnie szurnięta na punkcie koni. Potrafiłam pokochać wszystko, co było z nimi związane. Przez chwilę uczęszczałam nawet na lekcje jazdy konnej, ale mój talent jeździecki skończył się na stępie.
Teraz, gdybym miała się zdecydować na adopcję jakiegoś zwierzęcia, bez chwili wahania wybrałabym kota.
Dlaczego?
Bo to kot.
11. Lubisz pisać? Jeśli tak, to jaki gatunek?
Uwielbiam pisać! Od kiedy miałam jedenaście, dwanaście lat nieustannie zapełniałam zeszyty kolejnymi opowiadaniami, choć wraz z pójściem do gimnazjum moja częstotliwość pisania bardziej rozbudowanych historii. Obecnie wolę tworzyć krótkie, dosadne teksty.
Zmieniła się także tematyka moich wypocin. Kiedyś lubiłam tworzyć fantastyczne światy, lecz teraz stawiam na tematy związane z życiem codziennym ludzi.
Poza tym zaczęłam także pisać pseudowiersze.

5/18/2016

O stanie zawieszonym

O stanie zawieszonym
nie wiem
kim jestem
gdzie idę
po co to robię
czuję się źle
po prostu
złota rybka w occie

Licencja CC0

5/14/2016

Flowers again

Flowers again
Mam wrażenie, że tym razem zupełnie nie udało mi się powiązać ze sobą kolorystycznie zdjęć w dzisiejszym poście. Pomimo tego jestem zadowolona z tego, co udało mi się uwiecznić podczas kolejnej przechadzki nad rzeczkę. Może nie są to najwspanialsze zdjęcia na świecie, ale trzeba  w końcu ćwiczyć i jakoś dokumentować swoje postępy.



Z tej fotografii jestem najbardziej zadowolona.


Z tego także jestem zadowolona.


Dosyć nieudana próba.


Tu coś mi się nie udało z ostrością.
Nic nie szkodzi.
Następnym razem będzie lepiej.


Jeszcze mniej udana próba, ale podoba mi się ta kolorowa plama...


Jak zwykle urokliwa leszczyna. 


Mogło być lepiej, ale nie jest źle.


Cudem zrobiłam to zdjęcie, gdyż ostrość za nic nie chciała się na początku ustawić.

Co myślicie o mojej zacnej twórczości?
Tutti

5/10/2016

Koszmary książkoholika

Koszmary książkoholika
1. Bohater, którego nienawidzisz, przeżywa
Źródło
Jest okropny, beznadziejny, denerwujący, zbyt idealny, przesadnie przystojny i mdły. Poza tym złota rybka odznacza się większym ilorazem inteligencji od niego. Kiedy mówi, z jego ust zamiast słów wypada jakaś cholerna tęcza, a w tle leci muzyczka z Nyan Cata
Nienawidzisz go i marzysz o jego rychłym uśmierceniu przez jakże wspaniałego autora.
Nie martw się, przeżyje. Choćby miała go przejechać ciężarówka wypełniona środkami wybuchowymi, to on i tak się z tego wyliże.

2. Kontynuacja Twojej ulubionej serii nigdy nie zostaje opublikowana
Źródło
Za każdym razem nie potrafiłeś doczekać się kolejnego tomu Twojego ukochanego cyklu. Kiedy już dostawałeś książkę w swoje lepkie, acz kochane łapki, z miłością głaskałeś grzbiet i z nabożna czcią przewracałeś kartki.
Co z tego jednak, że tak bardzo kochasz tę historię?
Kogo obchodzi to, że bez względu na wszystko zawsze kupisz najnowszą powieść tego autora?
Nawet jeśli książka jest wspaniała, a sprzedaje się kiepsko, Twoje ogromne uczucie do niej nie uratuje losu serii. Zostaniesz z krwawiącym sercem, niezliczoną ilością pytań w głowie i przygniatającą świadomością, że już nigdy nie dowiesz, jak potoczyły się koleje życiowe książkowych bohaterów.

3. Twój ukochany bohater umiera
Źródło
Pokochałeś go od chwili, kiedy po raz pierwszy ujrzałeś jego imię wydrukowane czarna farba na białej kartce papieru. Nieustannie mu kibicowałeś i pokładałeś w nim swoje największe nadzieje. Razem z nim  śmiałeś się, płakałeś i przeżywałeś kolejne przygody. Jak zawsze myślałeś, ze tak już pozostanie. Tymczasem autor zdradziecko wbił Ci nóż w plecy, a Twój ulubieniec padł martwy na ziemię, brocząc płytki łazienkowe krwią.
Miało być pięknie, a i tak finalnie zamknąłeś książkę z uczuciem, że pod powiekami zbierają Ci się łzy.

 4. Znajomi wyciągają Ci zakładkę z książki
Źródło
Drogi książkoholiku, doskonale znasz tę sytuację, która złamała na wskroś Twoje serce. Po prostu w towarzystwie swoich przyjaciół zamknąłeś książkę, odłożyłeś ją na chwilę na bok i poszedłeś coś szybko załatwić. Kiedy wróciłeś z powrotem z zamiarem dokończenia lektury, zauważyłeś, że zakładka, która wcześniej leżała grzecznie pomiędzy stronicami, spoczywa na ziemi.
Co masz zrobić?
Jak wrócić do czytania, nie wiedząc, na jakiej stronie się skończyło?
Przykro mi, musisz zacząć od początku.

5. Nikt Cię nie rozumie
Źródło
Kiedy siadasz gdziekolwiek z książką w dłoni i zaczynasz czytać, wszyscy patrzą się na Ciebie jak na dziwaka i kompletnego odludka, który przez brak jakichkolwiek znajomych nie ma z kim rozmawiać. Nie rozumieją, jak przesuwanie wzrokiem po ciągu liter może wspaniale odprężać i rozwijać.
Nie smuć się, przynajmniej książki odbierają na tych samych falach co Ty.

5/06/2016

Marzenia żywej i umarłej

Marzenia żywej i umarłej
Patrzyłam w jej oczy, tak bardzo radosne i pełne nadziei. Przyglądałam się, jak wierciła się na swoim krześle i bawiła się własnymi włosami zaplecionymi w dwa grube warkocze. Słuchałam każdego jej rozgorączkowanego słowa z uwagą, jaką zazwyczaj poświęca się komuś najważniejszemu na świecie.
- Chciałabym zobaczyć wszystko - mówiła. - Wspiąć się na najwyższą górę i zejść do najgłębszej doliny, nie zapominając wcale o policzeniu wszystkich gwiazd na niebie. Chciałabym przejść w bród rzekę i przemierzyć dwa odległe zbocza wąwozu jednym krokiem. Zajrzałabym do każdego zaułka, domu, lasu, byleby tylko odnaleźć jakąś magię tkwiącą w tych miejscach, a potem pisałabym bez końca, aż ręka omdlałaby mi z wysiłku. Wiesz, chciałabym po prostu żyć.
Nie mogłam uwierzyć, że cokolwiek mogłoby być tak proste.

Licencja CC0 - źródło

5/02/2016

Rimini

Rimini





Copyright © 2016 Only experiences , Blogger