7/31/2016

Może tego o mnie nie wiecie...

Może tego o mnie nie wiecie...

... ale jeśli wiecie, to sobie utrwalicie.

Dzisiaj przybywam do Was z odpowiedzią na nominację Anii Podleckiej do Liebster Blog Award. Jak wiecie, uwielbiam odpowiadać na wszelkie pytania, zwłaszcza że mogę zamiast zwykłego tak rozpisać się na kilka linijek.
Każdy pretekst do pisania jest dobry.

1. Czemu zdecydowałaś się założyć bloga?
Jak większość osób zrobiłam to z czystej ciekawości. Pod koniec podstawówki chciałam spróbować czegoś nowego i założyłam swój pierwszy zakątek w Internecie, który nie przetrwał do dziś. Spodobało mi się jednak tworzenie własnego miejsca,  w którym mogłam pisać to, co chciałam, toteż postanowiłam założyć tego bloga. Wyszło mi to na dobre - mogłam zacząć coś od nowa, mając juz pewne doświadczenie.

2. Masz jakieś cele dotyczące blogowania?
Chciałabym nadal się rozwijać, pisać coraz lepsze notki i tworzyć coraz bardziej interesujące miejsce, w którym każdy mógłby znaleźć coś dla siebie. Być może kiedyś odważę się zmienić nazwę na bardziej oryginalną i zapadającą w pamięć. Własna domena także przydałaby się, co nie?

3. Czy wierzysz w to, że marzenia się spełniają?
W pewnym sensie tak, choć wolę sobie zbyt wiele nie obiecywać. Już raz wymarzyłam sobie nie wiadomo co, a kiedy okazało się, że nie udało mi się osiągnąć swojego celu, był już tylko płacz i zgrzytanie zębów. Zamiast radości było rozczarowanie.
Można marzyć, wierzyć, że coś się uda, ale nigdy na zbyt wielką skalę.

4. Jaki jest Twój ulubiony cytat i czemu go lubisz?

Rozumienie to pierwsze z wielkich złudzeń czasu. Wcale nie trzeba rozumieć, aby móc działać.
Nie jest może moim ukochanym cytatem, ale lubię do niego wracać. Pochodzi on z książki Mapa przejść autorstwa pana Pierdomenico Baccalario. Wcale nie musimy czegoś rozumieć w stu procentach, aby zacząć coś robić. Czasami wystarczy sam pomysł, a doświadczanie nabywamy w trakcie wykonywania czynności.
Pragnąc najpierw zdobyć wiedzę, swoje działanie odkładamy w czasie i czasami w końcu okazuje się, że jest już na nie za późno.

5. Kto Cię motywuje?
Różne osoby, począwszy od pisarzy i byłych narkomanów, kończąc na moich ulubionych blogerach i pewnych znajomych, np. Kudi, która nie dość, że będzie  niedługo w telewizji, to jeszcze jest działaczem społecznym i aktywistą na rzecz praw zwierząt. Jeśli ktoś przedstawia sobą jakiekolwiek wartości i dąży do ustawionego sobie celu, to mogę go bez problemu nazwać kimś, kto w jakiś sposób mnie motywuje do działania.

6. Jakie jest Twoje ulubione zajęcie?
Inteligentni ludzie podobno się nie nudzą, toteż robię naprawdę wiele różnorodnych rzeczy. Prowadzę sumiennie i z pasją bloga. Fotografuję wszystko, co jest ładne - kwiaty, koty, krajobrazy, mewy itd. Piszę opowiadania, a czasami zdarzy mi się naskrobać jakiś pseudowiersz, który - o dziwo - i tak się większości osób zawsze spodoba. Kocham czytać książki i szukać ciekawych pozycji, którymi mogłabym się z Wami podzielić. 


7. Czy masz plany dotyczące wakacji?
Cóż, jest środek wakacji, a ja na nominację odpowiadam trochę po terminie, ale nic nie szkodzi. Najwyżej opowiem, co udało mi się już zrobić. Od dawna nie miałam tak produktywnych wakacji. Podciągnęłam się, jeśli chodzi o język włoski - prawdopodobnie będę go mieć w szkole średniej, więc wolę mieć już porządne podstawy. Nadrobiłam w końcu zaległości czytelnicze, które pojawiły się w czasie roku szkolnego. Bardzo dużo pisałam i jestem z tego naprawdę dumna, bo dzięki temu rozwijam swoje pisarskie umiejętności.

8. Co sądzisz o dzisiejszej blogosferze?
Myślę, że jest naprawdę zróżnicowana. Jest tak dużo blogów, że każdy znajdzie coś dla siebie, co będzie zgodne z jego upodobaniami. Są blogi lepsze i gorsze, przynajmniej dla mojego gustu. Istnieją te, które będą prowadzone przez bardzo długi czas, oraz takie, których działalność zostanie zawieszona po kilku miesiącach. 
Ktoś pisze dla pieniędzy, ktoś z pasji i dla czystej przyjemności.

9. Czy Twoim zdaniem blogerkom potrzebne są markowe ciuchy i makijaż?
Nie obchodzi mnie to, czy blogerka nosi markowe ciuchy i ma perfekcyjnie zrobiony makijaż. Liczy się to, jak przedstawia swój kontent, czy jest ciekawa osobą, której twórczość potrafi mnie zainteresować. 
Niektórzy kupują rzeczy z znanymi logami tylko dla szpanu i zaistnienia wśród znajomych, czego tak właściwie nie pochwalam. Jeśli ktoś jednak nosi markowe ubrania, bo mu się podobają i są dla niego wygodne, to nic do takiej osoby w tym aspekcie nie mam.

10. Planujesz prowadzić bloga, gdy będziesz starsza?
Nie wiadomo, jak życie się człowiekowi ułoży w ostateczności, ale chcę prowadzić mój zakątek w Internecie jak najdłużej. Myślę, że nie ma zbyt dużych szans na to, bym w szkole średniej porzuciła pisanie postów, nawet jeśli będę miała dużo materiału do nauczenia się. W gimnazjum miałam konkurs przedmiotowy, dobre oceny, a na dodatek publikowałam moje twory regularnie. 

11. Może założysz kiedyś kanał na YouTube?
Na razie się do tego za bardzo nie nadaję - jestem na razie niewystarczająco pewna siebie, by zrobić taki krok. Musiałabym mieć także jakiś porządny kontent, który musiałby się komukolwiek spodobać.
Być może skusiłabym się na to w akcie nagłej desperacji.

Zdjęcie; licencja CC0

7/28/2016

Tak, podziwiam Carrie Fisher

Tak, podziwiam Carrie Fisher

U niektórych prawdziwy zachwyt budzi widok sportowców zdobywających kolejne medale, wspinających się po kolejnych szczeblach sportowej kariery. Dla innych obiektem zafascynowania są współczesne gwiazdy muzyki i Internetu lub zupełnie zwyczajne osoby. W swoich obiektach uznania często dostrzegają siłę, dobroć, całą gamę wartości i - co jest czasami w nich najważniejsze - zupełnie niezszarganą niczym reputację.

A ja podziwiam Carrie Fisher

Znaną większości jako księżniczka Leia z Gwiezdnych wojen lub - w dużym uproszczeniu - jako ta, która latała po kosmosie w tej dziwnej fryzurze, w której wyglądała, jakby ktoś przyczepił do boków jej głowy okrągłe, cynamonowe bułeczki. Mało kto z moich rówieśników wie, że grała w The Blues Brothers lub że pisze książki, a jej córka, Billie Lourd, jest aktorką.
Kiedy miała 19 lat, zagrała w Nowej Nadziei, pokonując w wyścigu o rolę Leii takie aktorki jak Sissy Speck, Jane Seymour czy Kim Basinger. Podobno angaż udało jej się załatwić przez łózko, ale do dziś nie wie, czyje ono było.
Podczas kręcenia Imperium kontratakuje brała kokainę - Hoth podobno przypominało krajobraz po zażyciu właśnie tego narkotyku. Zresztą stwierdziła, że w tamtych czasach w Hollywood każdy coś brał.
Na planie The Blues Brothers spotkała Johna Belushiego. Nim umarł, zdążył jeszcze wciągnąć ją głębiej w środowisko, w którym królowały takie narkotyki jak kokaina i heroina. Ostrzegł ją, aby nie przesadzała z ich zażywaniem. Sam odszedł ze świata, zażywając tzw. speedball, czyli mieszankę kokainy i heroiny.
Sama Carrie jakiś czas później stanęła na krawędzi śmierci po tym, jak zażyła narkotyki i alkohol jednocześnie. Zauważyła, że bierze więcej niż ludzie wokół niej. Twierdzi, że kiedy chciała czuć mniej, brała po prostu większa dawkę.
Po latach doszło uzależnienie od kodeiny, silnego leku przeciwbólowego, który posiada właściwości depresyjne oraz którego zażywanie skutkuje zaburzeniami snu. Podczas pobytu w szpitalu psychiatrycznym zdiagnozowano u niej także alkoholizm oraz chorobę dwubiegunową.

Inni

Istnieją ludzie, którzy twierdzą, że nie można patrzeć na osoby, które stoczyły się na samo dno wraz z własnymi słabościami w postaci narkotyków czy alkoholu. Jaką wartość ma osoba, która pozwoliła, aby jej życiem zawładnęła rzecz materialna?
Wiecie, sztuką jest cały czas utrzymywać się na powierzchni, ale czymś  naprawdę godnym podziwu jest odbicie się od dna i płynięcie w górę, nawet jeśli ten kamień przyczepiony od nogi chce pociągnąć człowieka znowu w dół.
Może nie pochwalam Carrie Fisher za to, że brała narkotyki, silne leki przeciwbólowe i popadła w alkoholizm, ale podziwiam ją za to, że walczy o choćby kawałek normalności i nadal próbuje choć trochę wyrwać się z pęt uzależnień, nawet jeśli ceną za to jest terapia elektrowstrząsowa i utrata części wspomnień.


Chęć wyjścia na prostą i powrotu do lepszego świata - czy taka wola walki nie jest wspaniała?


7/25/2016

Na co narzekają książkoholicy?

Na co narzekają książkoholicy?

1. Czemu one są takie drogie?
Uwielbiamy kolekcjonować kolejne tomiszcza, układać je w dziwny i pokręcony sposób na niezliczonych ilościach półek. Kochamy się o nie potykać, kiedy leżą na podłodze w postaci małych stosów, i wkładać je do szafy, gdy już brakuje nam miejsca na regałach.
Czasami odczuwamy jednak pewien rodzaj wątpliwości, stojąc przy kasie w księgarni i uświadamiając sobie, że za te kilka powieści moglibyśmy sobie kupić porządne, markowe buty.

2. Zdecydowanie za cienka!
Znacie to uczucie, kiedy czytacie naprawdę wspaniałą książkę, od której nie potraficie się oderwać, a ona nagle się kończy. Niby nie jest to zbyt straszne, jeśli jest dopiero początek serii, ale same oczekiwanie na kontynuację świetnej powieści może wprowadzić w szaleństwo.
Gorzej jest w przypadku samodzielnych pozycji i tych, których dalszego wydawania nikt nie chce się podjąć. Człowiek się wtedy zastanawia, dlaczego przeczytana przez niego powieść nie mogła być trochę grubsza i zawierać trochę więcej przygód jego ukochanych bohaterów.
Mniejsza czcionka i nie tak szerokie marginesy mogą zdziałać cuda.

3. Nie mam miejsca na książki
Miejsce na regale kiedyś w końcu musi się skończyć, nawet jeśli regularnie oddajcie książki, które Wam się nie spodobały. Głównym powodem tego stanu rzeczy jest to, że na jedną powieść, której człowiek się pozbędzie, przypada pięć kolejnych, które jakimś cudem zdobędzie. Zawsze zostaje jeszcze miejsce w szafkach obok ubrań i podłoga, choć tej drugiej opcji nie polecam.
Uwierzcie mi - kiedyś próbowałam.

4. Dlaczego doba ma tylko 24 godziny?
Choć każdy z nas chciałby poświęcić co najmniej jedną godzinę dziennie na czytanie, to jednak nie zawsze nam się to udaje. Tu trzeba posprzątać, pójść do szkoły, może pracy, a na dodatek jeszcze wskoczyć do sklepu spożywczego, żeby móc cokolwiek zjeść. Czasami dochodzą takie zadania jak nadprogramowa nauka, projekt z deadlinem na następny dzień oraz góra ubrań do wyprasowania. 
Jak tu znaleźć tyle czasu na dokładniejsze zagłębienie się w lekturze i delektowanie się nią?
Gdyby dzień miał kilka godzin więcej, może i dałoby się tak robić, ale przy 24 godzinach jest to czasami nieosiągalne.

5. Nie mam co czytać
Co z tego, że potrafimy przynieść po pięć książek z biblioteki, a nasze własne zbiory są dość bogate w jeszcze nieprzeczytane powieści. Po prostu czasami nie mamy ochoty na nic, co mamy pod ręką i zaczynamy kolejne powieści z nadzieją, że może nas urzekną i dotrwamy do ich końca.

Zdjęcie: licencja CC0 - źródło

7/21/2016

Garden

Garden

Moje umiejętności fotograficzne ostatnio nieustannie stoją w tym samym miejscu, choć mam wrażenie, że już jest lepiej niż rok temu. Przynajmniej jakoś zaczęłam edytować zdjęcia i bawić się obróbką w GIMP-ie. Niewielkie jest to pocieszenie, ale zawsze jakieś.
Mam nadzieję, że uda mi się zrobić wiele ciekawych zdjęć, kiedy już uda mi się wyjechać nad morze. Może nowe otoczenie jakoś pomoże mi się trochę podciągnąć, jeśli chodzi o fotografię. Nie zdziwiłabym się, gdyby ktoś z Was stwierdził, że takie ciągłe oglądanie kwiatów powoli zaczyna się robić po prostu nudne.

Ciao!
Tutti


Powyższe zdjęcie ma w sobie to coś. Podoba się mi.


Kwiaty ogórka.
W tym momencie mój ogródek przestał być w jakikolwiek sposób interesujący.

7/18/2016

Pamięć

Pamięć
słowa więdną zamknięte
chcą wzrosnąć tłamszą je dłonie
istnieją w wspomnieniach
martwych i żywych


Zdjęcie: licencja CC0

7/14/2016

Oskarżenia wobec nieczytających

Oskarżenia wobec nieczytających

Nie wszyscy czytają na przerwach w szkole Dostojewskiego pomiędzy jednym a drugim kęsem kanapki. Nie każdy z nas po powrocie do domu umiejętnie lawiruje pomiędzy fortyfikacjami z książek, na dodatek zbyt licznie ustawionymi na podłodze. Może nie całe polskie społeczeństwo będzie potrafiło opowiedzieć, co się dokładnie zdarzyło w porządku chronologicznym w pierwszej części Harry'ego Pottera. Tylko czy my, czytający przynajmniej kilkanaście książek rocznie, możemy czuć się przez to lepsi od nich?

Kto książki nie tknie, jest idiotą

Już kilka razy spotkałam się z opinią, że tylko oczytane osoby mogą być osobnikami szanowanymi, inteligentnymi, mającymi coś ważnego do powiedzenia. Istnieją ludzie, którzy choćby nie wiadomo przez ile pozycji w swoim życiu przebrnęli, to jednak nie staną się dzięki nim ani trochę mądrzejsi. Co najwyżej przez chwilę będą potrafili wypowiedzieć się na jakiś temat szerzej niż inni, ale i ta wiedza w końcu wyparuje i uniesie się wprost w eter.
Zresztą sama wiedza nie czyni z nikogo geniusza. Dopiero wykorzystanie jej w praktyce może określić, czy rzeczywiście się czegoś nauczyliśmy.
Poza tym nie wszyscy mają ochotę siedzieć nad książkami całymi dniami, aby naczytać się miliona nieprzydatnych im definicji. Wolą dojść do rozwiązania sami, próbując rożnych możliwości aż do skutku.

Tylko mole książkowe są warte Twojej przyjaźni

Nie, czytanie nie powinno być warunkiem, na podstawie którego powinniśmy dobierać sobie towarzystwo innych ludzi. Sama w szkole dosyć często rozmawiam z osobami, które z literaturą mają nikłą lub średnio intensywną styczność. Po prostu to, czy ktoś czyta, od razu nie przekłada się na to, że będzie mi się z nim dobrze rozmawiało lub moja znajomość z tą sobą przetrwa kolejne dwadzieścia lat.  
Człowiek to nie tylko liczba zaliczonych stron w danym miesiącu.

Nieczytający nie robią nic wartościowego ze swoim życiem

Kto powiedział, że jedyną słuszną czynnością na tym świecie jest czytanie opasłych tomisk?
Nie wszyscy czują pociąg do siedzenia na kanapie i przesuwania wzrokiem po kolejnych linijkach tekstu. Wielu ludzi ma inne, dużo ciekawsze rzeczy do roboty niż branie powieści do ręki i przedzieranie się przez kolejne strony.
Czy naprawdę musimy wszyscy lubić to samo?
Ja mogę nałogowo czytać, więc i Ty masz równie duże prawo do tego, by całymi godzinami jeździć konno bądź z zapałem projektować strony internetowe. To Ty rozporządzasz swoim czasem i sam możesz decydować o tym, co Cię bardziej interesuje.
Czytanie nie jest jedyną formą samodoskonalenia się na świecie. Każdy z nas może kształtować swój charakter w dowolny sposób i każdy jest właściwy, choćby jednym z nich miało być modelarstwo.

Skąd się bierze taki zły sposób myślenia?

Po prostu ludzie lubią chełpić się tym, że znajdują się w mniejszej części społeczeństwa. Już sam fakt, że są w tej mniejszej połowie sprawia, że czują dumę. Niektórzy przez pryzmat przeczytania siedemdziesięciu książek w ciągu roku uważają się za lepszych, mądrzejszych, bardziej wartościowych od innych ludzi. Ba, istnieją nawet tacy, którzy przebrnięcie przez jedną pozycję w dwa miesiące uważają za nic.
Czasami my, ksiąkoholicy, zapominamy o tym, że tak naprawdę nie liczy się wcale ilość książek na półce i stron ładnie podliczonych na Goodreads, a jakość oraz to, co wyniesiemy z lektury. Można przeczytać tysiąc książek i nadal stać w miejscu lub spotkać tą jedną, która zmieni całe życie czytelnika.

Więc równie dobrze zacznij zmieniać świat lub robić cokolwiek innego, co po prostu kochasz, jeśli czytanie nie kręci Cię na tyle, by poświęcić mu większą część swojego wolnego czasu.


Zdjęcie: licencja CC0 - źródło

7/11/2016

Pajęczyny

Pajęczyny
Dom – to tylko jedno słowo oplatające ją pajęczyną wspomnień. Cienkie nici osiadają na dłoniach i twarzy. Na pierwszy rzut oka nie można ich dostrzec, jednak dzięki zmysłowi dotyku wie, że one tam są. Wyciera dłonie o spodnie, próbując się pozbyć natrętnych towarzyszy. 
To działa, ale tylko na chwilę, bo wkrótce pojawiają się kolejne pajęczyny, w które wpada.


Tekst bardzo krótki - leżał sobie gdzieś tam w czeluściach komputera kilka miesięcy, czekając, aż go odnajdę. Pewnie miał być wstępem do jakiegoś opowiadania, ale pewnie po kilku zdaniach stwierdziłam, że to nie to, i porzuciłam pracę. Często mi się to zdarza. Zaczynam, piszę i w pewnym momencie przestaję stukać w klawiaturę, czasami zostawiając początkowy fragment, choć zazwyczaj go usuwam.
Mam nadzieję, że spodobała się Wam moja archiwalna i niedokończona próbka twórczości, jakże radosnej.
Tutti

Zdjęcie: licencja CC0

7/07/2016

20 książkowych faktów o mnie

20 książkowych faktów o mnie

1. Czytać zaczęłam zupełnie nagle. W pierwszej klasie podstawówki, jak i wcześniej, czytanie było dla mnie czymś naprawdę nieprzyjemnym i męczącym. Elementarza nie cierpiałam - zresztą uczono mnie poprzez powtarzanie w kółko tych samych liter. W drugiej klasie coś jednak się zmieniło i z niewiadomego powodu zaczęłam czytać z przyjemnością.

2. Wiele zawdzięczam Harry'emu Potterowi. Całą serię o młodym czarodzieju przeczytałam w wakacje po zakończeniu nauki w trzeciej klasie podstawówki. Proza Rowling sprawiła, że pokochałam książki całym sercem i stałam się prawdziwym molem książkowym.

3. Jako dziewięciolatka tak naprawdę nie lubiłam Zakonu Feniksa. Nie dziwię się sobie. Mój czytelniczy staż był bardzo krótki, a książka, z którą się zmierzyłam, miała blisko tysiąc stron. Pamiętam, że czytanie wtedy niesamowicie się mi dłużyło i pod koniec książki już nawet trochę się zmuszałam do dokończenia jej. 

4. Nigdy nie przeczytałam do końca Dzieci z Bullerbyn. Niektórzy uważają tę lekturę za absolutny klasyk powieści dziecięcych i do dziś ją wychwalają pod niebiosa, czytając ją co jakiś czas. Tymczasem ja raz przebrnęłam przez tyle, ile ode mnie wymagano, i odłożyłam dzieło Lindgren na bok. Powód? Nie wiem. Może przygody bohaterów mnie aż tak nie zafascynowały?
Nie bijcie.
Naprawdę.
Miałam z osiem, dziewięć lat.

5. Moją ukochaną serią jest Ulysses Moore, o czym mogliście się przekonać w wielu postach. Bez końca mogłabym czytać o przygodach mieszkańców Kilmore Cove - wiem, że przekraczanie Wrót czasu nigdy by mi się nie znudziło. Ubolewam nad tym, że w Polsce nadal mało wiadomo nad tłumaczeniem kolejnych tomów...
Jeśli chcielibyście wiedzieć, ile zawdzięczam książkom pana Baccalario, to zapraszam Was do przeczytania tego postu.

6. Czytam w różnych miejscach. Najczęściej na łóżku lub fotelu, choć podłoga też jest całkiem wygodna. W podstawówce na lekcjach matematyki często czytałam pod ławką, za co raz prawie dostałam uwagę, kiedy pewnego razu miałam nieszczęście siedzieć w pierwszym rzędzie. I tak nic wtedy nie robiliśmy, więc po co miałam marnować czas?

7. Uwielbiam kupować książki. Zazwyczaj mam jednak problem z wyborem tego, co mam nabyć. Jeśli jakaś powieść ma stać na mojej półce, to jednak musi mi się spodobać, toteż powinna zostać porządnie wybrana.

8. Potrafię czytać na szkolnym korytarzu, kiedy wszyscy wokół się drą. Natomiast przy dźwięku telewizora lub przy akompaniamencie kilku pojedynczych, całkiem spokojnych głosów nie mogę się skupić.

9. Jeśli czytam książkę obcojęzyczną, nie potrafię obejść się bez wypisywania nieznanych mi słów na marginesach. Wiem, że powieści trzeba szanować, czcić itd., ale przynajmniej widać przez to, że poświeciłam dziełu dużo czasu. Możecie się z łatwością domyślić, jak zaczyna wyglądać czytane przez mnie obecnie Me before you.

10. Jak każdy książkoholik uwielbiam wąchać książki.
Szczególnie nowe, choć tymi z biblioteki nie pogardzę.

11. Moje zakładki są zawsze w fatalnym stanie. Podczas czytania szczególnie interesujących fragmentów się po prostu nimi bawię - zginam rogi, skubam je. Raz nawet... Okej, wolę nie mówić.
Jedynymi zakładkami, które będą pewnie zawsze wyglądać dobrze, są te z panem Baccalario.
Dobrze wiecie z jakiego powodu.

12. Kocham biblioteki. Zawsze, kiedy do nich wchodzę, mówię sobie, że mam tylko odnieść kilka pozycji. Do domu tymczasem wracam z pięcioma następnymi książkami. Biblioteka powiatowa w moim mieście jest zresztą wspaniale zaopatrzona!

13. Herbata jest dla mnie idealnym dodatkiem do lektury. Uwielbiam powoli sączyć gorący napój z kubka, przesuwając jednocześnie wzrokiem po kolejnych linijkach tekstu. Jest to naprawdę idealne połączenie. Co z tego, że istnieje w moim przypadku dość duże zagrożenie wylania herbaty?
Książka nie jest z cukru - nie rozpuści się tak od razu.

14. Nie mam miejsca na książki. Jak na razie rozwiązuję ten problem, oddając książki z dzieciństwa bibliotece szkolnej. Ostatnio udało mi się przekazać kilka pozycji na rzecz Domu Dziecka, o czym możecie poczytać w tym poście.

15. Jedynymi podręcznikami, które przeczytałam w całości, były te z geografii. Choć może Was to przerazić, to jednak przyjemnie mi się je czytało.
Typowy geograf.

16. Swego czasu miałam niesamowitą obsesje na punkcie koni. Z tego okresu pozostała mi prawie że cała seria Heartland. Do dziś nie potrafię się z nią rozstać - sentyment i wdzięczność za ratowanie mojego tyłka w podczas pisania rozprawek zdecydowanie wygrywają.

17. Uwielbiam nosić ze sobą powieści. Nieważne jest to, czy będę je czytać tam, gdzie się wybieram, czy nie. Muszą być i już.
A nuż autobus mi odjedzie i będę musiała czekać następną godzinę na przystanku?

18. Uwielbiam czytać książki dla dzieci. Czymś fantastycznym dla mnie jest możliwość poczucia się znowu jak kilkuletnia Magda. Zresztą niejednokrotnie przekonywałam się o tym, że powieści przeznaczone dla młodszych czytelników potrafią być o wiele bardziej wartościowe od tych skierowanych w stronę młodzieży czy dorosłych.

19. Najgorszą lekturą, jaką przeczytałam w swoim życiu, był Ten obcy. Przepraszam wszystkich, którzy lubią tę książkę, ale dla mnie czytanie jej było katorgą - bohaterów niezbyt polubiłam, cała fabuła dłużyła mi się niemiłosiernie. Może i przekazywała jakieś wartości, ale widocznie nie wsiąkły we mnie na tyle, bym je zapamiętała.

20. Nie lubię braku konsekwencji w zachowaniach bohaterów literackich. Kiedy występują nieścisłości pomiędzy charakterem postaci a jej działaniami, nie są one zazwyczaj poparte jakimiś logicznymi wyjaśnieniami czy powodami.

Za nominowanie mnie do tego tagu dziękuję serdecznie Muminkowi.
Tymczasem do wykonania go zachęcam Polę.

Zdjęcie: licencja CC0 - źródło

7/03/2016

Dzień dobry

Dzień dobry

Witasz się tak z ludźmi spotkanymi na ulicy, czasem uśmiechasz się do nich.
Siostrze potrafisz rzucić krótkie cześć, kiedy wychodzisz z domu.
Czule odnosisz się do własnej dziewczyny, obejmując ją od tyłu, odgarniając ciemne loki z jej karku i całując delikatnie jej szyję. Wkładasz w to najwięcej miłości i ciepła, jak potrafisz.
Chcesz, aby ludzie Cię szanowali i wiedzieli w Tobie kogoś wartościowego, pełnego cnót. Pragniesz, aby inni, spotykając Ciebie, podnosili wzrok i myśleli:

 Jaki on dobry. Dlaczego ja taki nie potrafię być?

Są tacy, którzy postrzegają Cię jako kogoś całkiem uczynnego. Pomożesz umyć samochód, czasami zrobisz zakupy schorowanej sąsiadce.
Dobrze się uczysz, może masz porządną pracę oraz nowy dom z elegancko przystrzyżonym trawnikiem. Mógłbyś nawet nosić codziennie czarne lakierki i nieskazitelny garnitur - i tak już zapewne wyglądasz jak zwykły, acz porządny typ Polaka.
Nie to co inni, prawda?

A jednak masz ciemną stronę twarzy, której nie potrafisz dostrzec, przeglądając się każdego ranka w lustrze. Choćby każdy powiedział Ci, kim tak naprawdę jesteś, i tak byś nie uwierzył w ich słowa. Negowałbyś. Ignorowałbyś to, co chcą Ci przekazać. Zaśmiałbyś się każdemu z nich w twarz. 
Bo przecież Ty wiesz najlepiej, prawda?
Sam w końcu uważasz siebie za człowieka pełnego cnót i wartości.

Czasami oglądasz, co stworzyli ludzie o wiele sławniejsi od Ciebie. Mają więcej pieniędzy, są powszechnie szanowani i lubiani.
Po prostu mają lepiej niż Ty.
Nie mam pojęcia, czy czujesz zazdrość lub nienawiść z tego prostego powodu: osiągnęli o wiele więcej do Ciebie.
Zastawiasz się, jakim cudem dziewczyna pisząca o kosmetykach współpracuje z wielkimi firmami.
Dlaczego ktoś, kto gra w gry komputerowe, ma taką widownię?
Mieli lepszy start?
Bogatych rodziców?
Widownię w postaci głupich uczniów podstawówek i gimnazjów?
Według Ciebie muszą być mało inteligentni, skoro oglądają coś takiego.

Nie widzisz w tym żadnych wartości.
Nie rozumiesz fenomenu, który ogarnął ten wirtualny świat.
Chce Ci się śmiać albo jesteś po prostu zły.

Pokażę, jak jest naprawdę.

Być może to była Twoja pierwsza myśl, impuls, który skierował się do działania. Siadasz przy komputerze, podłączasz klawiaturę, ewentualnie mikrofon i utrwalasz swoje słowa. Uważasz je za coś odkrywczego, uzdrawiającego ten cały świat z głupoty. Myślisz, że otworzą innym oczy na to, co jest prawdziwe i wartościowe.

Wiesz jak jest naprawdę?

Zupełnie inaczej.

Potrafisz wytknąć każdemu nawet najdrobniejszy błąd, przeinaczyć mnóstwo słów, wyrywając je z kontekstu. Niektóre rzeczy bierzesz zbyt serio i nadajesz im rangę największej zbrodni, jaką popełniła dana osoba. Bez problemu potrafisz wytknąć komuś, że ma kilka nadprogramowych kilogramów, i rzucić mu prosto w twarz słowami sprzedałeś się.

Wiesz, co jest najgorsze?

Nazywasz ludzi pustogłowymi amebami, idiotami, kurwami, debilami, pojebami. Mógłbyś rzucać mięsem bez końca i nadal uważałabyś, że jest to w porządku.
Uważałbyś, że otwierasz innym oczy na prawdę i uzdrawiasz ten chory zakątek Internetu, a tak naprawdę zadawałbyś tylko kolejnym osobom głębokie rany oraz namawiał innych do nienawiści względem bliźnich.

Tak łatwo wyzywać kogoś, nie myśląc o tym, że po drugiej stronie siedzi żywa osoba, która odczuwa takie same emocje jak Ty, prawda?

Mówisz, że inni nie przekazują żadnych wartości.
Więc pytam się: co Ty sobą reprezentujesz, drogi hejterze?


Zdjęcie: licencja CC0
Copyright © 2016 Only experiences , Blogger