10/30/2016

Kulinaria, marzenia i podróże w czasie

Kulinaria, marzenia i podróże w czasie

Kolejny raz zostałam nominowana do Liebster Blog Award, tym razem przez Śpioszka z bloga Przekrocz siebie, na którego z całego serca Was zapraszam. Na jedno pytanie niestety nie mogłam odpowiedzieć, ponieważ pojawiło się w poprzednim poście tego typu. Starałam się jednak napisać jak najbardziej wyczerpujące odpowiedzi.

1. Jakie były Twoje trzy najlepsze posiłki?

Wszystkie, które wiążą się ze szpinakiem, który już od jakiegoś czasu jest jednym z moich ulubionych warzyw. Uwielbiam pierogi z tymi zielonymi liśćmi i dodatkiem fety, udekorowane cebulką. Kocham kaszę jaglaną w połączeniu z kawałkami piersi kurczaka i szpinakiem. Ubóstwiam połączenie tegoż podsmażonego na patelni warzywa z czosnkiem i marchewką oraz wszystkie jego pozostałe postaci.

2. Jakim cytatem mogłabyś określić samą siebie?

- Na pustyni jest się trochę samotnym.  
- Równie samotnym jest się wśród ludzi.
Nadal czasami zdarzają mi się momenty, kiedy gdzieś jestem i czuję się tak, jakbym nie przynależała do żadnej grupy społecznej. Od czasu do czasu tak jest i większość ludzi przez to przechodzi. To mija - u mnie po kilku chwilach, inni może muszą czekać trochę dłużej.
Niektórzy wieczność.

3. Twoje obecne największe marzenie?

Od jakiegoś czasu wiem, że po ukończeniu osiemnastego roku życia chciałabym zostać dawcą krwi i szpiku kostnego. Być może jest to jedno z moich najbardziej realnych pragnień. Zrobię coś nie tylko dla siebie, ale także dla innych ludzi. 
Nie trzeba być koniecznie lekarzem, ratownikiem medycznym czy pielęgniarką, by ratować ludzkie życie i robić coś dla społeczeństwa - zostanie dawcą krwi i szpiku kostnego jest najlepszym przykładem tego.

4. Jaki masz w swoim życiu cel, do którego dążysz? 
Co robisz, aby go osiągnąć?

Iść dalej, rozwijać się i robić to, co lubię. Nie chcę zatrzymywać się w miejscu - pragnę odkrywać nowe drogi oraz kolejne możliwości, jednocześnie poznając coraz lepiej samą siebie.
Chciałabym odkryć w końcu, co mogłabym w tym życiu robić. Na razie mam jedną wielką pustkę w głowie co do mojej kariery zawodowej. Liceum, matura - dalej na razie nic. Czekam na to, jak bardzo zmienię się w ciągu następnych trzech lat. Może w trzeciej klasie w koncu uda mi się sprowadzić moją przyszłość na jakieś określone tory?

5. Twoja ulubiona komedia?

Powróciłam do oglądania serialu Scream Queens, który jest dość dziwnym i niecodziennym połączeniem komedii z horrorem. Więcej na temat tej produkcji napiszę, kiedy skończy się emisja drugiego sezonu - czekajcie na post!


6. Ludzie często powtarzają, że chcieliby wrócić do dzieciństwa podstawówki czy po prostu szkoły. 
A do jakiego etapu w Twoim życiu Ty chciałabyś wrócić?

W pierwszej klasie gimnazjum niesamowicie tęskniłam za podstawówką, jednak teraz z perspektywy kilku lat nie chciałabym wracać do tego etapu w swoim życiu. Jako uczennica podstawówki byłam nieśmiałą, płaczliwą pierdołą życiową, która miotała się od przyjaciółki do przyjaciółki. Potem wrzucono mnie na głębszą wodę, w nowe środowisko, moja przyjaźń się rozleciała, wydarzyło się kilka innych sytuacji. Wiecie co się stało? Wcale nie utonęłam i nie przeżyłam swoich najgorszych trzech lat w życiu.
Naprawdę.
Nauczyłam się wielu ważnych rzeczy, stałam się bardziej otwarta i opanowałam w większym stopniu swoją skłonność do płaczu. Przestałam być tą wielką pierdołą życiową, którą byłam jako dwunastolatka. Trzy lata minęły - na niektórych się przejechałam, a na ramionach innych czasami się opierałam, kiedy już nie dawałam rady.
Są słowa i czyny, które chciałoby się cofnąć, ale co się stało, to się nie odstanie. Miałam swoje szanse, nie pomyślałam, czasami powiedziałam o słowo za dużo lub za mało. Popełniałam błędy, ale zawsze zauważałam ich istnienie i wyciągałam z nich wnioski. Dostałam lekcje, z których wyniesiona wiedza miała mi się przydać w przyszłości.
Staram się jej nie marnować.

7. Jaki sen najbardziej utkwił Ci w pamięci?

Ostatnio - czyli kilka miesięcy temu - przyśniło mi się, że mieszkałam w Tczewie (województwo pomorskie, położone nad Wisłą, 60 tysięcy mieszkańców - profil w liceum zobowiązuje), na jednym z wyższych pięter wysokiego bloku. Pamiętam, że w oknach wisiały niezbyt długie, zielone firanki ze wzorkiem w koty. Uściślając: kocie głowy. 
Znaczenie?
Niewiadome.

8. Najmniej lubiana pora roku przez Ciebie?

Moje preferencje co do pór roku zmieniają się w zależności od miesiąca i pogody. Wiosną i zimą czekam z utęsknieniem na słoneczne lato. Tymczasem podczas wakacyjnych miesięcy zdarza się, że mam naprawdę dość upałów, kiedy to w moim pokoju jest nie do wytrzymania.

9. Jaką posiadasz pasję/hobby, które nie jest związane z Twoim blogiem?

Żadną.
Wszystko, czym się interesuję, przedstawiam i łączę tu, na swoim blogu. Nie mam żadnej ukrytej pasji, żadnego hobby skrzętnie skrywanego przed światem. Właśnie na Only experiences publikuję swoje opowiadania, zdjęcia, przemyślenia względem książek czy też te nieszczęsne pseudowiersze. Nie chowam tego do szuflady ani nie zamykam w sejfie w bunkrze.

10. Dokończ zdanie. Nigdy, przenigdy...

... nie chciałabym myśleć źle o innych. 

Problem leży w tym, że jest to niewykonalne. 
Niestety, jestem człowiekiem, a w ludzkiej naturze leży bezpodstawne ocenianie innych. Staram się, tak bardzo się staram, a tak wiele razy mi się to nie udaje...

Zdjęcia: licencja CC0

10/26/2016

Kiedy twórca siedzi w klatce...

Kiedy twórca siedzi w klatce...

Gdy człowiek postanawia coś stworzyć, ma określony plan, koncept. W swoich myślach widzi całokształt dzieła. Potrafi już na etapie samego wymyślania dostrzec każdy szczegół i uchwycić wszystkie kolory. W końcu bierze sprawy w swoje ręce i spod jego rąk coś powstaje - nieważne co. Może to być książka, rzeźba, obraz, film czy nawet czerwona sukienka ze złotymi guzikami. 
Najważniejsze jest, że stworzył coś w określonym stylu, kształcie i kolorze, a odbiorca to zauważył i zapamiętał.

Widownia wszystko weryfikuje

Odbiorca ma naturalny zwyczaj przyzwyczajania się do tego, co ktoś inny mu przedstawia. Widząc po raz pierwszy lub kolejny dorobek artysty albo jego pojedyncze dzieło, zapamiętuje pewne charakterystyczne elementy, które twórca przekazuje w swojej działalności. Klimat, styl, ważne szczegóły, czasami koloryt lub sposób wypowiadania się.
Człowiek lubi bazować na tym, co jest mu znane i bliskie. Dana forma mu odpowiada i to właśnie z nią z przyjemnością obcuje. 
Problem zaczyna się jednak wtedy, kiedy niektórzy ludzie oczekują od autora jednego i tego samego. Czasami nawet wręcz wymagają, by dorobek danego twórcy zawsze miał podobny charakter i styl. Gdy ktoś zacznie eksperymentować na płaszczyźnie swojej twórczości, rzucają się na niego ze złością i wręcz krzyczą, że to już nie to samo, że kiedyś jego prace były lepsze, najczęściej nawet nie podając sensownych argumentów.
Były lepsze, gdyż odbiorcy byli do nich przyczajeni.
Nie są już takie same, bo teraz są stworzone na zupełnie inny sposób.
Twórcy nie chcą stać nieustannie w miejscu i być zamkniętymi w jednej formie. Pragną się rozwijać w różnych kierunkach, eksperymentować, próbować nowych rzeczy i łączyć różnorakie elementy ze sobą.

Kilka słów na koniec

Najsmutniejsze jest to, że niektórzy po usłyszeniu kilku głosów niezadowolenia tego typu wycofują się ze swoich planów i wracają do bezpiecznej strefy, która jest wszystkim dobrze znana. Dobrowolnie zamykają się w klatce i ograniczają własne umiejętności ze względu na garstkę osób, które po prostu nie rozumieją, że ludzie nieustannie się zmieniają i pragną te same zmiany przełożyć na to, co robią najlepiej.

Nie wpychajmy kogoś na siłę z powrotem do pudełka, jeśli to, co robi, nie sprawia nikomu krzywdy oraz nie łamie zasad dobrego smaku.
Jeśli zdarzy mu się zrobić coś źle przy eksperymentowaniu, poradźmy mu tak, by mógł się dzięki temu rozwinąć, nie cofnąć.

Zdjęcie: licencja CC0

10/22/2016

La fine

La fine

Koniec.
Myślałam, że nastanie zupełna ciemność, nieprzenikniona i nieskończona. Sądziłam, że będę kluczyć, próbując odszukać w swej wiecznej, głupiej nadziei jakieś wyjście, które pozwoliłoby mi ujrzeć znowu choć trochę światła.
Zimno.
Może to ono mogłoby mnie ogarnąć, gdybym zapuściła się w taki świat. Czepiałoby się swoimi długimi, smukłymi palcami mojego ciała, próbując stłamsić jego ciepło i wydrzeć ze mnie wszystko, cokolwiek by się dało zabrać.
Emocje.
Wspomnienia.
Duszę.
Spodziewałam się, że poczuję pustkę lub zapadnę w stan permanentnego smutku i będę nurzać się w swoim przygnębieniu i chwytać drobinek nadziei jak koła ratunkowego.
Może zapomniałabym o wszystkim, co kiedyś mnie spotkało, choćby miało być najpaskudniejszym momentem mojego życia. Błądziłabym w zakamarkach własnego umysłu, próbując sobie przypomnieć imiona bliskich, nazwy ulic lub to miłe uczucie, jakie zazwyczaj spotyka ludzi, kiedy z przymkniętymi powiekami badają opuszkami palców rysy twarzy innego człowieka.
Może nie czułabym nic.
Tylko czy wegetacja w jednym miejscu przez całą wieczność bez żadnych myśli kotłujących się w głowie miałaby jakikolwiek sens?
Nie chciałam, by ktoś odebrał mi wszystkie słowa, które mi pozostały.

Raz.
Dwa.
Trzy.
Otwieram oczy.

Odkrywam, że końca nie ma.


***
Tekst powstał w ramach konkursu Lipa 2016. Nie udało mi się niestety zająć żadnego miejsca, ale za to pozostało mi coś takiego. Znowu krótkie opowiadanie, z którego na dodatek nie jestem jakoś specjalnie zadowolona. Moja polonistka stwierdziła jednak, że nadaje się do konkursu, więc je wysłałam do Bielska-Białej. Efekt jest, jaki jest.
Dajcie mi koniecznie znać, co sądzicie o moim najnowszym tworze!
Tutti
Zdjęcie: licencja CC0

10/18/2016

Przepustka do Nieba

Przepustka do Nieba

- Kiedy umrę, stanę przed tą bramą Nieba, tuż przed obliczem Boga. I wiesz, co mi powie? Pan, proszę pana, był w każdą niedzielę na mszy świętej. Przyjmował pan księdza, kiedy była kolęda, i dawał na tacę w kościele. Nie widzę żadnych przeszkód, by nie był pan w stanie pójść do Nieba.
Bardzo podobne słowa usłyszałam pewnego ciepłego, licowego wieczoru, kiedy słońce skryło się już za widnokręgiem, a komary zaczynały przypuszczać już do ataku. Nie wypowiedziało ich żadne dziecko czy nastolatek ani staruszka, która byłaby bardziej pomarszczona niż pień starego, sękatego drzewa.
Słowa należały do dorosłego i może dlatego mnie tak zasmuciły.

Czy to wystarczy?

Nie jestem najżarliwszą chrześcijanką na świecie, nie świecę też przykładem pod względem życia duchowego. Nie kocham Boga na tyle, ile chciałbym Go kochać. O modlitwie często zapominam, a i zdarza mi się ranić innych ludzi, najczęściej nieumyślnie. 
Doskonale jednak wiem, że samo przesiedzenie tej godziny tygodniowo w kościelnej ławce to nie wszystko. Sama obecność od razu wcale nie definiuje tego, czy człowiek znajdzie swoje miejsce od samego początku w mieszkaniu Boga. 
Bez zwątpienia uczestniczenie w życiu Kościoła jest dość istotnym elementem wiary. Czasami jednak zapominamy, że to nie jest coś wystarczającego. Gdzie jest ofiarowywanie jałmużny z własnej woli, a nie tradycji czy obowiązku? Czy nadal my, chrześcijanie, potrafimy stosować się co do przykazań? Gdzie jest kierowanie się miłosierdziem, empatią i krztyną wyobraźni?
To jest naprawdę ważne - może nie zawsze udaje się nam idealnie stosować się wobec tego wszystkiego, o czym napisałam, szczególnie w przypadku trudnych wyborów moralnych. Warto mieć jednak tą świadomość, że to nie tylko siedzenie w ławkach definiuje, kim dla Boga jesteśmy na końcu naszej drogi, ale nasze zachowanie wobec bliźnich i nasze intencje względem nich.


10/14/2016

Rękopisy nie płoną

Rękopisy nie płoną

Po Mistrza i Małgorzatę chciałam sięgnąć już od dawna ze względu na to, że w I pirati dei mari immaginari, czyli piętnastej części z serii Ulysses Moore, pojawiają się nawiązania do wielkiej powieści Michała Bułhakowa, którą pisał przez ponad kilkanaście lat. Dziś książka ta jest uznawana za perłę literatury rosyjskiej XX-ego wieku, choć jeszcze kilkadziesiąt lat temu była wprost deptana przez sowieckich cenzorów. Doczekała się licznych adaptacji czy to filmowych, czy to na deskach różnorakich teatrów. Udało jej się także trafić do kanonu szkolnych lektur, co jednak nie zepsuło jej ogólnego obrazu.
Akcja Mistrz i Małgorzaty dzieje się na kilku płaszczyznach, które zgrabnie się ze sobą przeplatają i razem tworzą niesamowity obraz radzieckiej Moskwy z lat 30 ubiegłego wieku.

Woland i jego świta

Szatan oraz jego towarzysze reprezentują wymiar fantastyczny. Jednocześnie swoimi działaniami wpływają w znaczącym stopniu na świat rzeczywisty, często zacierając granice pomiędzy fikcją a realnością.
Mogłoby się wydawać, że Woland jako usposobienie zła powinien je szerzyć wszem i wobec w Moskwie. Tymczasem podczas jego wizyty w stolicy ZSRR okazuje się, że ono już tam jest - ludzie nie wierzą w Boga, są chciwi, jeden nanosi na drugiego itd. Zamiast czynić zło, Woland tak naprawdę je demaskuje. Jest to właśnie nawiązanie do Fausta autorstwa Goethego.

... Więc kimże w końcu jesteś?
- Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąć, wieczne czyni dobro.
 
J. W. Goethe Faust

Margot i Mistrz

Wątek miłosny łączący parę tytułowych bohaterów należy zdecydowanie do sfery świata rzeczywistego. Przynajmniej z początku. 
Nigdy zbyt bardzo nie lubiłam czytać o związkach, w których ludzie zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia i od początku wiedzą, że są sobie przeznaczeni. Jednak tym razem po prostu zakochałam się właśnie w takiej parze. Bułhakow tak niesamowicie pięknie opisał łączące Małgorzatę i Mistrza uczucie, że nie mogłam wyjść z podziwu. To nie była wcale młodzieżowa miłostka, ale głęboka miłość ludzi w średnim wieku, którzy już przeżyli coś w swoim życiu. 
Małgorzata swoim postępowaniem udowodniła, że bez względu na to, co się wydarzy, będzie wspierać swojego ukochanego i nawet jeśli coś ich rozłączy, zrobi wszystko, by tylko znów go odszukać. 
Tymczasem Mistrz, ten biedny, schorowany na duszy człowiek, pokazał, że czasami pragnienie dobra tej drugiej osoby jest silniejsze od naszych własnych potrzeb.
Choć obie ich postawy w zasadzie są ze sobą sprzeczne, to jednocześnie uważam je za naprawdę piękne. Ona pragnąca być z nim bez względu na wszystko; on przedkładający to, by nie musiała żyć z nim w nędzy i rozpaczy, ponad własną potrzebę bycia blisko niej.

– Podobają się panu moje kwiaty? 
Dokładnie pamiętam dźwięk jej głosu, taki dosyć niski, ale załamujący się niekiedy, i chociaż to głupie, wydało mi się, że żółte, brudne mury uliczki powtarzają echem jej słowa. Śpiesznie przeszedłem na tę stronę, po której szła ona, podszedłem do niej i odpowiedziałem: 
– Nie. 
Popatrzyła na mnie zdziwiona, a ja nagle i najzupełniej nieoczekiwanie zrozumiałem, że przez całe życie kochałem tę właśnie kobietę!

Piłat i Jeszua

Trzecią, a jednocześnie ostatnią płaszczyzną powieści jest książka o Poncjuszu Piłacie, która była dziełem życia Mistrza. Zniszczona przez recenzentów i cenzorów. Wrzucona do ognia, a później z niego wyciągnięta z nadpalonymi stronicami.
Jest to historia napisana na kanwie biblijnej śmierci Jezusa (tu Jeszui) i roli Piłata w niej. Chrystus jest tu pozbawiony całej swojej boskości - staje się po prostu dobrym, prawym człowiekiem, który zostaje skazany na śmierć na krzyżu przez prokuratora Judei i umiera z jego imieniem na ustach. Choć dla niektórych może to wydawać się bluźniercze wobec religii chrześcijan, to jednak warto przypomnieć sobie, w jakich czasach Bułhakow pisał swoje dzieło. Władze komunistycznej Rosji starały się wyplenić z ludzi wiarę, więc książka zawierająca wprost odniesienia do osoby Boga i Jezusa nie przeszłaby cenzury.

– Utrzymujesz zatem, że nie nawoływałeś do zburzenia świątyni... czy jej podpalenia, czy też zniszczenia w jakiś inny sposób? 
– Nikogo, hegemonie, nie nawoływałem do czegoś takiego, powtarzam. Czy wyglądam na człowieka niespełna rozumu? 
– O, nie, nie wyglądasz na człowieka niespełna rozumu – cicho odpowiedział procurator z jakimś strasznym uśmiechem.

Dlaczego warto przeczytać?

Pomimo tego, że w drugiej klasie nie będę rozszerzać języka polskiego i nie będę musiała czytać, np. Mistrza i Małgorzaty na potrzeby lekcji, to jednak cieszę się, że sięgnęłam po tę powieść. To, że jakaś książka jest w tej części kanonu lektur, która nas nie obowiązuje, nie oznacza od razu, że jest nudna i niewarta uwagi. Warto czasami sięgnąć głębiej, by poszerzyć swoje horyzonty, poznać coś nowego. 
Książka Bułhakowa jest warta przeczytania ze względu na bogactwo motywów, świetny styl pisania autora, nawiązania do wielkich dzieł literatury światowej, niesamowity wątek miłosny, przecudnych bohaterów oraz wysoką pozycję we współczesnej kulturze. 



10/10/2016

Gimnazjum to zło

Gimnazjum to zło

O likwidacji gimnazjów zapewne każdy z Was już słyszał. Co jakiś czas pani minister zwołuje konferencję i opowiada żarliwie o dobrej zmianie (czy na pewno dobrej?), nie podając żadnych nowych konkretów. PiS spełnia swoje obietnice wyborcze, planując powrót do stanu z komuny. Poza granicami naszego kraju państwo, które w ciągu dwóch dekad zmienia system kształcenia dwa razy, a na dodatek pod koniec wraca do stanu sprzed pierwszej zmiany, musi wydawać się bardzo dziwne, jeśli nawet nie śmieszne.
Na temat gimnazjum słyszałam już tak wiele różnorodnych opinii, a na dodatek sama jestem jego absolwentką, więc nie mogłabym nie wypowiedzieć się na temat jego likwidacji. Moje stanowisko? Jestem przeciwna.
I tyle.

Córka kuzynki siostry mojej sąsiadki źle wspomina tą szkołę

Tymczasem istnieją ludzie, którzy nienawidzą czasu spędzonego w podstawówce czy w szkole średniej - czy właśnie dla nich powinniśmy zlikwidować te szkoły? Moja znajoma nigdy nie wróciłaby z powrotem do pierwszych sześciu lat swojej edukacji. Każdy etap szkolnictwa można przeżyć dobrze lub źle. Wiele zależy od naszego podejścia i tego, w jaki sposób nawiążemy relacje z innymi uczniami, oraz od nich samych.
Zmiana środowiska może wydawać się straszna dla dwunastoletniego dziecka i taka właśnie była w moim przypadku, choć do gimnazjum szłam z moją przyjaciółką. Bałam się nieznanego, co było całkowicie naturalne. Dorośli także obawiają się tego, jak poradzą sobie na nowym etapie życia pośród zupełnie nieznanych sobie ludzi.
Z perspektywy czasu jestem świadoma tego, jak bardzo potrzebna była mi ta zmiana. Przeniesienie się z mojej pseudo-wsi do centrum miasta stało się dla mnie świetną lekcją życia i przygotowało mnie do aklimatyzacji w szkole średniej w klasie, do której szłam zupełnie sama. To w gimnazjum ogarnęłam, jak mogę sprawniej i lepiej budować więzi międzyludzkie, oraz nauczyłam się wielu innych rzeczy, o których opowiem może innym razem.
Na początku tęskniłam za podstawówką, miejscem, które było mi świetnie znane. Znałam każdy korytarz i potrafiłam wyczuć, jak zachowywać się wobec poszczególnych nauczycieli. Jednocześnie z perspektywy tych kilku lat widzę, że nie potrafiłam dostatecznie się tam rozwinąć. W 2013 roku nastąpiła zmiana - nowe szkolne mury, do których teraz powracam z przyjemnością, nowa kadra nauczycielska (de facto lepsza) oraz częściowo nieznani mi uczniowie, których w większości polubiłam.
Muszę przyznać, że pierwszy rok nie był zbyt dobry, jednak w kolejnym w końcu udało mi się przystosować do szkoły. Dziś potrafię dostrzec, co robiłam źle, co przeszkadzało mi w nawiązywaniu odpowiednich relacji z rówieśnikami. Jestem świadoma tego, że nic nie jest idealne, a moje częściowo złe odczucia nie powinny brać emocjonalnej przewagi nad korzyściami, całym całokształtem i szerszym spojrzeniem na wielu moich rówieśników.
W dorosłym życiu będę zmieniała środowisko pewnie jeszcze z dziesięć razy. Tylko wtedy nikt nie będzie mnie prowadził za rączkę ani nie powie mi, co będę musiała zrobić w danej sytuacji.

Zdjęcie: licencja CC0

Siedlisko patologii i przemocy

Trzydzieści lat temu w szóstej czy ósmej klasie podstawówki uczniowie już próbowali palić papierosy, pić alkohol czy brać narkotyki. Zdarzały się nastoletnie ciążę i akty agresji. Czasy się zmieniły, zachowania pozostały te same, choć dzisiaj dostęp do używek jest znacznie łatwiejszy, a i media ułatwiają rozpowszechnianie wiadomości o nieprawidłowych zachowaniach młodzieży oraz przyśpieszają proces seksualizacji w tej grupie wiekowej, a nawet wśród dzieci.
Nie ma żadnej magicznej granicy podstawówka/gimnazjum, kiedy to nagle trzynastolatek idzie do monopolowego i prosi panią przy ladzie o puszkę piwa lub paczkę tych najtańszych papierosów. Nauczyciele nie zachęcają nikogo do sięgania po używki. Dyrekcja też nie. To własne decyzje moich rówieśników wynikające z tego, jak wcześniej zostali wychowani. Jeśli ktoś pochodzi z dysfuknyjnej rodziny, to nic dziwnego, że prawdopodobnie z czasem jego zachowanie nie będzie dostosowane do norm społecznych.
Wiele mówi się o presji wywieranej przez rówieśników na jednostkę, o słowach typu Jeśli się z nami nie napijesz, jesteś nikim czy też chęci zaimponowania innym. Takie zachowania zdarzają się na każdym etapie edukacyjnym. Jednocześnie pojawia się pytanie, czy rodzice rozmawiali ze swoimi dziećmi na takie właśnie tematy. Czy mówili pociechom, że nie muszą pokazywać swojej wartości w taki sposób ani być najbardziej lubianymi osobami w klasie? Czy sami dorośli nie zachęcali abstynenta do picia w obecności dzieci? Czy nie mówili Daj spokój, to tylko kieliszek lub Jak się nie napijesz ze mną, to się obrażę? Czy budowali z najmłodszymi więź opartą na zaufaniu, miłości i rozmowie? Czy omawiali z nimi temat wyniszczania organizmu przez używki? Czy przekonywali swoje dzieci, że to ich mądrość świadczy o ich wartości, a nie wygląd zewnętrzny czy ilość wypitych puszek piwa bez zrzygania się?
W większości nie.

Zdjęcie: licencja CC0

Gimnazjaliści się źle uczą - takie słabe wyniki tych egzaminów mają

Wyniki rzeczywiście nie zachwycają. Należy jednak pamiętać o tym, że wśród uczniów zdających egzamin są ci słabi, średni i naprawdę dobrzy. Niektórzy mogą mieć tak naprawdę sporą wiedzę, ale w stresie mogą o czymś zapomnieć lub na teście może pojawić się pytanie z zakresu materiału, który był dla nich trudny do opanowania.
Placówki są naprawdę zróżnicowane. W jednych jest wspaniała kadra pedagogiczna, w innych szkoda o niej gadać. Chodzą do nich różni uczniowie, a każdy z nich został wcześniej inaczej wychowany i ma odmienne podejście do nauki.

Likwidacja rozwiąże wszystkie problemy

Nie.
Problemom się stawia czoła, rozwiązuje się je, udoskonala obecny system, a nie przewraca wszystko do góry nogami w jak najkrótszym czasie. Powinno się stawiać na rozwój, dialog pomiędzy uczniami, nauczycielami i rodzicami, kształtowanie umiejętności, na pozytywne  i ciekawe podejście do nauki i przedstawiania materiału, obserwację ucznia oraz pomaganie mu w trudnych dla niego sytuacjach. 

Zdjęcie: licencja CC0

Ten sztuczny wytwór nie wychowuje żadnych porządnych i zdolnych uczniów

Zaskoczę Was. Istnieją tacy, nawet jest ich całkiem sporo, ale zazwyczaj się o nich nie mówi. Po co w telewizji wspominać o jakichś przeciętniakach czy osobach, które mają dobre oceny, jakieś wybitne osiągnięcia naukowe czy społeczne? Jakieś teksty o tych drugich pojawią się może w gazetach lokalnych, ale ich historie mają nikłą szansę przebicia się do mediów o ogromnym zasięgu. 
Czemu? Najlepiej oczywiście sprzedaje się kontrowersyjny materiał o ludziach, którzy nie przestrzegają zasad moralnych czy społecznych.
Większość społeczeństwa nie zainteresuje się kimś, kto zachowuje się całkiem w porządku, ale ogromną sensację wzbudzi uczeń, który handlował narkotykami, ukradł coś kosztowego lub próbował wyłupić oczy przypadkowo napotkanemu kotu. Takie samo zainteresowanie pojawia się jeśli chodzi o księży-pedofilów, nauczycieli-zwyrodnialców czy lekarzy, którzy nie odróżniają trzustki od wątroby.

A w telewizji...

W niej były różne rzeczy. Była nastolatka, która pomyślała, że sprzedawanie marihuany jest na czasie, i postanowiła handlować torebkami herbaty, wmawiając innym, że to narkotyki najlepszego sortu. Były gwałty, pobicia, wrzucanie nagich zdjęć do sieci, okradanie szkolnego sklepiku (kto zostawia otwartą kasetkę z pieniędzmi na widoku?), wyśmiewanie, gnębienie, przerywanie ciąży podejrzanymi środkami, zbiorowy seks i tak dalej. I to wszystko w jednym serialu. Na dodatek w tym samym budynku.
Nie dziwię się, że niektórzy mogą z tego wszystkiego wywnioskować, że każda szkoła tak teraz wygląda, wszyscy uczniowie są głupi i niedojrzali (przynajmniej na ich wiek), a co dwa dni trzeba wzywać karetkę lub policję.
Sorry, rzeczywistość tak nie wygląda.

Tu możecie podpisać petycję w obronie polskiej szkoły - KLIK.


10/07/2016

To już drugi rok...

To już drugi rok...

Potraficie wyobrazić sobie, że jestem tu już dwa lata?
Nigdy nie sądziłam, że będę tak długo prowadzić jakiegokolwiek bloga. Myślałam, że posty będą pojawiać się tu co najwyżej trzy razy na miesiąc, czasami na dwa, a niektóre z nich w dalszym ciągu będą niskich lotów, jak to było na mojej poprzedniej stronie. 
Tymczasem w ciągu tych dwóch lat niesamowicie się podciągnęłam. Posty mają coraz bardziej konkretne tematy i obecnie są dodawane regularnie, mniej więcej co cztery dni. Mój styl pisania się nieustannie poprawia - można to zauważyć, choćby porównując moje obecne teksty z tymi z 2014 roku. Różnica może nie jest ogromna, ale jest widoczna.
Dziękuję Wam za to, że jesteście tu ze mną już drugi rok, i mam nadzieję, że kolejne dwanaście miesięcy spędzimy w takim samym, a może nawet większym gronie :) Będę starała się być coraz bardziej biegła w tym, co robię - pisać lepsze i być może dłuższe teksty, kreatywnie tworzyć nowe rzeczy i podchodzić do wszelkich tematów z profesjonalizmem, bez przesadnego kategoryzowania.

Garść statystyk na koniec

Uzbierało się mniej więcej 50154 (+32392) wyświetleń.
Napisaliście ponad 2946 (+2196) komentarzy .
Najwięcej wyświetleń w dalszym ciągu ma post Time to say goodbye (1323).
Mój blog zaobserwowało 182 (+137) osoby, a na Facebooku jest Was 25.
Powstało aż 144 (+79) postów.


10/02/2016

L'anima

L'anima
chcesz mojego uśmiechu dobra
serca nie widzisz

jak zwykle
to tylko okruchy szkła w czymś nieuchwytnym

Zdjęcie: licencja CC0

Copyright © 2016 Only experiences , Blogger