3/21/2017

Powoli wariuję


Czasami wydaje mi się, że ciągłe wgapianie się w atlas zaczyna mocno oddziaływać na mój mózg. W takim stopniu, że patrząc na pudełko płatków, zamiast napisu Iron (żelazo dla ludzi nieznających angielskiego na poziomie co najmniej A1) widzę słowo Iran
Spoko, może mi się przewidziało - co z tego, że niecodziennie składniki odżywcze zamieniają się w naszych oczach w nazwy bliskowschodnich państw.

Wariactwo level high

Może poważniej pod względem medycznym zabrzmi zachwyt nad małym atlasem z 1986 roku, który według mnie prezentuje się naprawdę elegancko i świetnie. Wisi mi to, że nazwy geograficzne są zapisane cyrylicą. Najważniejsze jest to, że atlasik mnie zachwycił w takim stopniu, że pożyczyłam go od znajomej. 
Nieprędko go oddałam. 

To się przeniosło na książkoholizm

Na mieście jest księgarnia, gdzie można znaleźć używane książki po dwa złote. W większości są to podręczniki, a wśród z nich znajdują się również i te do geografii. Jeden zdobyłam, gdyż, uwaga, już go czytałam, ale jako że pochodził jeszcze z początków reformy gimnazjalnej, nie mogłam go mieć w swoim posiadaniu. Zawierał jednak więcej informacji niż nowe książki, więc go zaadoptowałam (książek się nie kupuje - książki się adoptuje). W końcu może mi się jeszcze przydać.
Drugi wpadł do mnie pomimo tego, że miałam już jeden taki egzemplarz. Tylko ten miał mapkę, której nie posiadała książka zakupiona przez mnie na początku nauki.
Trzeci jakoś tak przypadkiem trafił w moje posiadanie. Szybko się okazało, że nie ma żadnych wartości.
Był po prostu beznadziejny.

Czegoś mi brakowało...

Wrzesień w pierwszej klasie liceum był dla mnie naprawdę dziwnym miesiącem i to nie ze względu na to, że rozpoczęłam nową szkołę. Nie musiałam już przez trzy dni z rzędu wstawać o szóstej rano i pędzić do szkoły na kwadrans po siódmej, by wziąć udział w kółku. Z początku tak wczesne budzenie się było naprawdę trudne. Jęczałam, złorzeczyłam na tak nieludzką godzinę, ślamazarzyłam się przy przebieraniu się czy też jedzeniu (w efekcie czego często byłam trochę spóźniona).
Kiedy to wszystko ustało, nagle zaczęło mi tego brakować. Noszenia atlasu i teczki z testami, siedzenia na wpół śpiąco w ławce i stania przy mapie podczas powtórki wiadomości.
Wniosek: jestem dziwniejsza, niż sądziłam.

18 komentarzy:

  1. Zawsze lubiałam geografię, a podróżowanie wręcz uwielbiam ;D
    Przy okazji, zapraszam na swojego bloga:)
    Be Beauty (klik)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hah, dziś spotkałam moją panią od geografii i też na chwilę zatęskniłam za kółkami, tylko tymi po lekcjach :P Widzę miłość do atlasów. ^^
    Zaczytanego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mojej byłej nauczycielki na razie nie spotkałam (trzeba to zmienić!).
      Wolę wcześniej wstać do szkoły niż później kończyć ;)

      Usuń
  3. Jesteś tak ciekawą osobą, że czytam Twoje posty z zapartym tchem. Nie piszesz dużo, ale konkretnie i ciekawie ;) Jakoś nigdy nie byłam fanką geografii, ale taką obsesję miałam na przykład na historii :D

    Pozdrawiam, Oliwia :") Zjadam Szminkę

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham twoje poczucie humoru i estetyke! Te twoje "dziwactwo" jest bardzo urocze
    Www.nixstaystrong.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. W moim przypadku wariactwo to styl bycia. Przyzwyczaiłam się, że to co robię nie ma sensu dla nikogo poza mną :P.
    Dobrze mieć hopla na jakimś punkcie. Odrobina szaleństwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Chyba.
    Pozdrawiam!
    Sowa

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze Cię rozumiem. Również uwielbiam geografię, co skutkuje tym, że w klasie postrzegają mnie jako tą co wie gdzie leży jakie państwo, albo gdzie na mapie znajduje się takie a takie miasto. Kiedy byłam na wycieczce nad morzem i fale uderzały o klif, wszyscy widzieli w tym zwykłe niszczenie brzegu, ja widziałam to jako abrazję. Inni widzą zwykłe wzniesienia, ja moreny czołowe. Sama nie wiem czy to jest normalne.
    Myślałam, że tylko ja tak mam z tym wstawaniem na dodatkowe zajęcia. Kiedy trzeba wstać o szóstej (szczególnie jest to bolesne w zimie, kiedy jest zimno i ciemno) zaczyna doceniać się każdą minutkę snu.
    Książki się adoptuje - niezwykle trafne spostrzeżenie. :)
    Pozdrawiam

    starwarspoland.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem traktowana jak jakiś specjalista w tej dziedzinie :P No i raz ktoś nazwał mnie "bogiem geografii" przy okazji pomocy w nauce ;)

      Usuń
  7. Świetnie napisane z tym adoptowaniem książek, chyba zaadoptuję to stwierdzenie do swojego słownika na co dzień! :)

    Wydaje mi się, że jestem tu pierwszy raz - bardzo miło się Ciebie czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Najlepsze jest i tak zdziwienie w oczach ludzi, którzy zaczynają z tobą dyskusję na temat, na punkcie którego masz świra ^^
    Chociaż ludzkie dziwactwa mogą mieć drobny wpływ na nasze życie. Np. ja i mój kolega (byliśmy razem na konkursie geograficznym) często w trakcie rozmowy rzucamy do ciebie nazwy przypadkowych państw. Wtedy druga osoba odpowiada stolicą i jak gdyby nigdy nic wracamy do rozmowy. Nasi znajomi przestali już patrzeć jak na wariatów, ale niektórzy i tak zostają zbici z tropu :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, takie rozmowy muszą wyglądać naprawdę ciekawie i osobliwie. Też tak chcę!

      Usuń
  9. Haha pozytywnie wariujesz! :D Dobrze, że przynajmniej w kierunku, który Cię interesuje. przewrotowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wow, tak ciężko mi się przekonać do geografii, a widzę, że ktoś tu ma na nią niezłego hopla. Mnie bardziej jara historia, ale muszę się przełamać bo wiedza z geografii zdecydowanie się przydaję. Uwielbiam Twój styl pisania. :)
    MÓJ BLOG 💘

    OdpowiedzUsuń
  12. Kurczę, tacy właśnie wariaci są najfajniejsi :D Najlepiej w świecie jest mieć pasję. Najlepiej w świecie jest móc się uczyć tego, co Cię interesuje, móc się w to zagłębiać i zagłębiać. Akurat go geografii jakoś nie jestem przekonana. Uczenie się o innych państwach jest dla mnie superciekawe, natomiast takie rzeczy typu jakieś ukształtowanie terenu, badanie map - to raczej mnie odstrasza. Toteż szacun, szacun.
    Ukłony,
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie najbardziej odstrasza geologia - to zmora mojego życia. I małe państewka Oceanii też dają w kość.

      Usuń
  13. Geografioholizm. Ciekawie wygląda to słowo w zapisie... Pewnie jest coś takiego, powinno... geoholizm xd Nie, no przesada. To nie świrowanie, tylko pasja i bardzo dobrze, że ją masz. Przynajmniej coś konkretnego. Ostatnio na doractwie pojawił się zawód geodety... Ciekawe z kim sobie ten zawód skojarzyłam... ;)

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie komentarze pod postami typu "Jaki super blog :) Ciekawy post. Zapraszam do mnie!" usuwam. Niech Twój komentarz nawiązuje do tematu mojego posta!
Nie bawię się w "obs. za obs.". Obserwuję blogi tylko wtedy, jeśli naprawdę mi się podobają.
Odwiedzam Wasze blogi w miarę moich możliwości...
Kontakt: napisz.tutti@gmail.com

Copyright © 2016 Only experiences , Blogger