3/24/2017

Powrót do korzeni - Ulysses Moore

Z okazji wydania w lutym piętnastej części serii Ulysses Moore (tu może zajrzeć sobie na recenzję) postanowiłam przypomnieć sobie, co się wydarzyło w poprzednich częściach, oraz poprowadzić na temat wydanych dotąd tomów coś w rodzaju refleksji.


Wrota czasu

Cała historia zaczyna się dosyć... nieśmiało.  
Bliźniaki Jason i Julia wraz z rodzicami przeprowadzają się do Kilmore Cove i zamieszkują w Willi Argo, która stoi na szczycie urwiska. Wkrótce dociera od nich awizo i wraz z nowym przyjacielem Rickiem postanawiają odebrać paczkę na poczcie. W środku niej znajdują cztery klucze. I to nie byle jakie - stare, ciężkie, o główkach w kształcie zwierząt.
Aligator. Jeżozwierz. Żaba. Dzięcioł.
Dzieci otwierają nimi stare, odrapane drzwi, tym samym rozpoczynając niesamowitą przygodę.
Już w pierwszej części czuć tą specyficzną magię Kilmore Cove. Sama nazwa małego miasteczka zagubionego gdzieś w Kornwalii zaczarowuje rzeczywistość - przyciąga, sprawia, że czujemy się, jak gdybyśmy znali to miejsce od wielu lat. Jest jak... port? W końcu dzieci za każdym razem wracają do tej sennej miejscowości, by odpocząć, obmyślić plan dalszego działania. Ich poprzednicy też tak robili.
To jest niczym rytuał.

Marzenia i wspomnienia są z tej samej mąki - musimy je piec na wolnym ogniu, by przemienić w świeży chleb, taki, który potrafi zaspokoić nasz głód na starość.


Antykwariat ze starymi mapami

Po przekroczeniu Wrót Czasu, dzieci trafiają do Krainy Puntu mieszczącej się w starożytnym Egipcie. Kluczą po labiryncie Domu Życia, poszukują jakichkolwiek poszlak na temat tajemniczej mapy. Po drodze spotykają Maruk, młodą Egipcjankę z dziwną fryzurą, która im pomaga. Oczywiście po piętach depcze im podstępna Obliwia, która chce poznać tajemnicę Wrót Czasu i zagarnąć je dla siebie. Tylko jak ona się tam znalazła?
Uwielbiam to, jak Baccalario nawiązał w tej części do Wielkich Arkan taroka, najstarszych kart do gry na świecie, od których mają pochodzić współczesne karty.
Kocham wszelkie powiązania z mitologią egipską oraz Tutenchamonem, jakie można zaleźć w Antykwariacie ze starymi mapami. To wszystko dodaje książce pewnego rodzaju wiarygodności - możemy się poczuć, jakbyśmy sami kroczyli wśród zabudowań starożytnej, zagubionej krainy.

Mapy są dla tych, którzy potrafią je odczytać. Każdy człowiek ma swoją mapę. Każdy człowiek, chłopcze, musi odnaleźć swoją własną ścieżkę...


Dom Luster

Historia zaczyna się coraz bardziej rozkręcać - do gry wkracza nowa postać, której historia pozwala nam dowiedzieć się czegoś nowego o tajemniczym Ulyssesie Moorze. Akcja w dalszym ciągu toczy się wokół intrygującej mapy, odkrywając kolejne sekrety Kilmore Cove - tory kolejowe prowadzą donikąd, telefony komórkowe nie potrafią złapać zasięgu, a na głównym placu stoi pomnika króla, który... nigdy nie istniał.
Tym, co najbardziej przykuwa mój wzrok w tej książki, to przepiękna mapa
(ach, te mapy...) Kilmore Cove po wewnętrznej stronie twardej okładki - dzięki niej można sobie lepiej wyobrazić sobie to, jak bohaterowie się przemieszczają, gdzie się znajdują. Pobudza chęć wizualizowania sobie całej historii w głowie.
Samotny pozostał król, który przegra swoją partię.Chce wygrać z trójką i trojgu zgotuje śmierć.


Wyspa Masek

Jason, Julia i Rick po raz kolejny przekraczają próg Wrót Czasu i pojawiają się w osiemnastowiecznej Wenecji, by odnaleźć starego przyjaciela Ulyssesa Moore'a, który mógłby im pomóc w rozwikłaniu zagadki byłego właściciela Willi Argo. Ich podróż to oczywiście nie jest lekka przebieżka wzdłuż placu świętego Marka - od samego początku na ich drodze pojawiają się problemy. A to żebracy są niegrzeczni, a to po piętach depcze im gość w upiornej masce karnawałowej.
Wyspa Masek to jedna z moich ulubionych części. Zauroczył mnie w niej głównie sposób przedstawienia nowożytnej Wenecji, miasta, które kocham całym sercem. Przepiękne stroje, wąskie kanały, mosty zawieszone nad nimi, tajemnicze zakamarki, maski, pod którymi ludzie ukrywają swoje twarze, i Vivaldi. Pojawiają się odniesienia do miejsc, które naprawdę istnieją (widziałam Cafe Florian na własne oczy), oraz do tych, których prawdopodobnie nigdy nie było albo istniały, ale o nich zapomniano.

Maski ukrywają jedynie rysy twarzy. Potrzeba o wiele więcej zręczności, żeby ukryć zamiary serca.


Kamienni strażnicy

Dzieciaki wracają z Wenecji, ale nie mogą sobie pozwolić na jakąkolwiek chwilę odpoczynku. Muszą odnaleźć byłego zawiadowcę stacji w Kilmore Cove, który jest kolejnym elementem układanki prowadzącej do odkrycia, kim jest Ulysses Moore. Tylko jak go znaleźć, sokoro nikt go nie widział od ponad dziesięciu lat, a stacja kolejowa zamieniła się dosłownie w szklarnię?
W tej części sprawy jeszcze bardziej się komplikują, a bieg zdarzeń nieustannie zmienia swój kierunek, niejednokrotnie zaskakując czytelnika. Najbardziej cenię ten tom za kilka jego ostatnich rozdziałów, które dają czytelnikowi pewne poszlaki, dzięki którym czytający może sam częściowo zrozumieć to, kim jest Ulysses Moore. Wszystko to jest przedstawione w niesamowity sposób, bardzo klimatyczny. Lubię wracać do tych kilku scen tylko po to, by poczuć emocje towarzyszące przeżywaniu ich.

Przyjacielu podróżniku, jeśli chcesz jechać w świat, musisz kochać bez tchu i piasek i wiatr, a przyjaciół mieć stu.


Pierwszy klucz 

Szósty tom, w którym w końcu dostajemy odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Wątki łączą się ze sobą, a historia się dopełnia. Dostajemy całkowity obraz sytuacji przeszłej i teraźniejszej, które zgrabnie się ze sobą splatają. Bez poznania pierwszej nie sposób zrozumieć tą drugą.
Jason i Julia trafiają do średniowiecznego Ogrodu księdza Gianniego, potężnego kasztelu z cytadelą, przycupniętego na skale. Niestety, razem z nimi pojawiają się tam Obliwia i Manfred, jej wierny ochroniarz. Wszyscy chcą odnaleźć Pierwszy Klucz, jedyny, który otwiera każde Wrota Czasu.

Kiedy mama zmarła... mój ojciec jako jedyny nie płakał. Powiedział, że była wielką podróżniczką i że wielkiej podróżniczki nie należy zatrzymywać.

To wspaniały tom - jest przesycony tajemniczością, magią, dawnymi historiami. Jednocześnie jego zakończenie pozostawia pewien niedosyt - w końcu pewne pytanie pozostały bez odpowiedzi. To otwiera autorowi furtkę do następnych tomów...
Czy są one lepsze? O tym opowiem może innym razem.


18 komentarzy:

  1. Przypomniałaś mi tymi zdjęciami, że mam gdzieś w domu kilka pierwszych tomów, a nawet kiedyś zaczęłam czytać. Było to jednak bardzo bardzo dawno i już prawie nic nie pamiętam, więc nie zagłębiam się w opisy, co by nie zrobić sobie ewentualnego spoilera, jeśli zapragnę wrócić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że kiedyś wrócisz do tej serii i odkryjesz ja na nowo :)

      Usuń
  2. Jak pewnie wiesz, z wymienionych tomów czytałam tylko pierwszy, toteż wypowiedzieć się za wiele nie mogę, mam jednak pytanie - czytałaś może "Kod Królów", również pióra zacnego Pierdomenica (zawsze rozwala mnie to jego imię :D)? Czytałam to kilka lat temu, ale bardzo mi się wtedy podobało. Kojarzysz może?
    Uściski,
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam "Kod królów" kilka lat temu i pamiętam, że wtedy bardzo mi się podobał :) Zresztą ja uwielbiam wszystko, co spod pióra Pierdomenica wyszło.
      Wszyscy ludzie, przy których wspomnę o jego imieniu i nazwisku, są strasznie rozbawieni :D

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam tę serię gdy była młodsza i jakoś nigdy mnie nie urzekła. Moze jeszcze raz dam jej szansę :)

    Pozdrawiam Agaa
    http://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie mają różne gusta, więc spoko ;)

      Usuń
  5. Nigdy nie czytałam tej serii. Ba, nie wiedziałam, że istnieję. Może niedługo po nią sięgnę, kto wie? Nie zagłębiałam się zbytnio w post, żeby nie natknąć się na jakieś spoilery, ale dam tej opowieści szansę. :)

    Pozdrawiam,
    http://kozlovskaiza.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy raz słyszę o tej pozycji i ogólnie o tej serii, przyznam się z ręką na sercu. Nie wiem jak to możliwe nawet. Może gdzieś mi umknęła albo nie zwróciłam na nią większej uwagi. Muszę to koniecznie zmienić :D
    Buziaki :*

    skrytaksiazka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Słyszałam, że taka seria istnieje, ale nigdy jej nie czytałam. Chyba nie moje klimaty, choć oczywiście mogę się mylic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesli nie jesteś pewna do końca, to nie musisz koniecznie czytać, choć zawsze warto spróbować ;)

      Usuń
  8. Kiedyś (jakieś sto lat temu co najmniej) miałam pierwszą część tej serii, ale już kompletnie jej nie pamiętam. Chyba czas wrócić :)

    ab-photographs.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Słyszałam właśnie o tej serii i wydaje się być naprawdę ciekawa
    lubię takie klimaty

    /MAGSAILE/

    OdpowiedzUsuń
  10. Mi ta seria jakoś nie przypadła do gustu :) Wolę bardziej rzeczywiste historie ;)
    na-wrotkach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię i takie, i takie. Ważne, aby książka mi się spodobała ;)

      Usuń
  11. Z tego co pamiętam, jakiś czas temu czytałam dwa pierwsze tomy. Pamiętam, że bardzo mnie wciągnęły i nie wiem dlaczego więcej już nie czytałam. Może warto sobie te książki przypomnieć. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiem, że to nie fair, ale rzuciłam okiem tylko na opisy tych książek. Powolutku zaczynam uzupełniać tomy UM w swojej biblioteczce, żeby może w wakacje się zabrać za UM i powrócić do tego świata. I jakoś wolę na czystko sięgać po te książki. Bez obrazy. Wiesz, tak jak kiedyś, kiedy nie wiedziałam, co będzie w następnym tomie.

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie komentarze pod postami typu "Jaki super blog :) Ciekawy post. Zapraszam do mnie!" usuwam. Niech Twój komentarz nawiązuje do tematu mojego posta!
Nie bawię się w "obs. za obs.". Obserwuję blogi tylko wtedy, jeśli naprawdę mi się podobają.
Odwiedzam Wasze blogi w miarę moich możliwości...
Kontakt: napisz.tutti@gmail.com

Copyright © 2016 Only experiences , Blogger