3/09/2017

Relacja z olimpijskiego pola bitwy


Miałam wrażenie, że mam dużo czasu, że przez miesiąc powtórzę na spokojnie wszystko. Jak zwykle cztery tygodnie stopniały do jednego i nagle poczułam się przytłoczona tym wszystkim. Tylko tym razem było gorzej, bo tak naprawdę nie wiedziałam, czego się spodziewać. Rozrzut olimpiady w szkołach średnich jest ogromny - sześć lat edukacji w trzech podejściach mających poziom o wiele wyższy niż maturalne egzaminy.
Na szybko przeglądałam mój dwuletni atlas, który wygląda, jakby został wyrzucony przez okno co najmniej dwadzieścia razy. Trochę się bałam tego, że o czymś zapomnę, że zadanie z Młodym Geografem mnie pokona i na starcie kilkanaście punktów odejdzie w niebyt.
W ciągu kilku dni powtórzyłam sobie jeszcze raz pewne zagadnienia z repetytorium, a zwłaszcza te związane z geologią, która nigdy nie była moją największą miłością.

Trochę wiedzy, trochę szczęścia

Jak się tego spodziewałam, było trudno, choć nie oczekiwałam, że w połowie zadania nagle nie będzie wiadomo, czy Młody Geograf jedzie na północ, czy zmierza na wschód (moim skromnym zdaniem powinien zostać ten jeden raz w domu lub chociaż zrobić sobie jakąś mapę z trasą).
Wyniki z wszystkich trzech podejść, z których składała się część pisemna, pojawiły się dopiero wieczorem. Widząc swoje imię i nazwisko na liście osób dopuszczonych do części ustnej, wypowiedziałam wybitnie niecenzuralne słowo i odtańczyłam taniec radości.
Następnego dnia odbyła się część ustna składająca się z quiz i omówienia wylosowanego tematu. Quiz poszedł mi dosyć przyzwoicie jak na tak wysoki poziom pytań w nim zawartych. Natomiast prezentacja ustna... poszła mi źle. Wylosowałam swój temat, usiadłam przy stole, na którym czekał na mnie przygotowany atlas, i na kartce wynotowałam wszystkie informacje potrzebne mi do wystąpienia.
Znacie to uczucie, kiedy macie przemawiać i w myślach obiecujecie sobie, że wejdziecie na scenę i pokażecie wszystkim, kto tu rządzi, ale wraz z rozpoczęciem waszego przedstawienia nagle opuszcza was cała pewność siebie?
Właśnie to mi się zdarzyło.
Problemy zaczęły się już na samym początku - nigdy nie miałam w zwyczaju używać wskaźnika, pokazując jakieś obiekty na mapie. Przez całe gimnazjum do określenia położenia czegokolwiek na siatce kartograficznej wystarczył mi ruch ręki. Tak więc miałam w dłoni po raz pierwszy w swoim życiu wskaźnik, który, szczerze powiedziawszy, nie przypadł mi do gustu. Niby miał być przedłużeniem ręki ułatwiającym pokazywanie różnych rzeczy na mapie, ale tymczasem czułam się, jakbym nie miała wcale ręki. Raczej jakąś tyczkę. Toteż z powodu głupiego wskaźnika i kompletnego niezgrania z nim, ogarnęła mnie panika i przez chwilę nie potrafiłam zlokalizować wzrokiem jakiegoś państwa.
Po chwilowym zaciemnieniu umysłu, udało mi się wskazać niezgrabnie to państewko na mapie, po czym przeszłam do omówienia tematu, który wylosowałam. Na początku szło mi całkiem dobrze, nawet jeśli trochę się plątałam podczas konstruowania zdań i wyglądałam jak zagubiona, zestresowana duszyczka, która wolałaby w owej chwili być na antypodach.
Później nie było już tak różowo (o ile można było wcześniej mówić o jakimkolwiek pozytywnym wrażeniu). Nagle zacięłam się i zupełnie nie wiedziałam, co miałam w danej chwili powiedzieć, choć miałam wszystko wypisane na kartce. Komisja tymczasem... Oni tak właściwie nie mogą nic zrobić, by wyciągnąć ucznia z takiej stagnacji umysłowej. Musiałam sama jakoś w poczuciu paniki ogarnąć się i dokończyć swoje wystąpienie. W końcu odzyskałam język w gębie, powiedziałam z trzy zdania, jeszcze bardziej się plącząc i przy okazji zapominając o dodaniu kilku ważnych rzeczy.
Co z tego że miałam wszystkie potrzebne informacje zanotowane na kartce, skoro w końcowej fazie swojej odpowiedzi ustnej zupełnie nie potrafiłam odnaleźć się pośród nich i każdemu spojrzeniu na własne pismo towarzyszyła mi wielka, czarna dziura w mózgu?

Ktoś musi być ostatni

Swoje zmagania z olimpiadą na etapie etapu okręgowego zakończyłam na jednym z ostatnich miejsc. Wynik mnie nie zasmucił - samo przejście do etapu ustnego było dla mnie czymś naprawdę fantastycznym, bo nigdy się tego nie spodziewałam, a poza tym nie obiecywałam też sobie nie wiadomo czego.
Wiem, że muszę przez następny rok poćwiczyć nad wystąpieniami publicznymi - z perspektywy czasu widzę, co zrobiłam źle. Zauważyłam też, że potrzebuję także większego obycia w mówieniu przed kimś nieznanym. W planach mam więc ćwiczenie przed aparatem. Mam nadzieję, że to mnie w jakiś sposób przygotuje na przyszły rok, a na dodatek przyda się na ustnej maturze.

Lekcja na dziś: niektóre doświadczenia są cenne, nawet jeśli są okupione przegraną.

24 komentarze:

  1. Gratuluję udziału w konkursie i przejścia do kolejnego etapu! Kolejne lata to pewnie będą pierwsze miejsca, elita <3
    Nie ma co się poddawać, też mam problemy z konstruowaniem spójnej wypowiedzi... W głowie to tak pięknie brzmi, a słowa to kupa :\
    Hah, ja całe gimnazjum spędziłam z wskaźnikiem i skończyło się rezygnacją z przyszłości geograficznej :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie umiejętność trzymania wskaźnika wcale nie warunkuje przyszłości ;)

      Usuń
  2. Z olimpiadami to niestety tak bywa, że długo się nie udają, a w ostatniej chwili jakoś dajesz radę. Aczkolwiek umiejętność publicznego występowania jest na nich szalenie ważne. Kurcze, nawet nie umiem sobie wyobrazić luksusu występowania z kartką! Na części ustnej byłam szczęśliwa, kiedy egzaminator w ogóle pokazał mi treść pytań i dał chwilę do namysłu, a nie pytał szybko i wgapiał się we mnie. Albo, co gorsza, wymyślał pytania których nie było na liście, bo akurat mu się coś przypomniało. Na szczęście taką nieśmiałość można pokonać bez problemu, zwłaszcza kiedy masz dość czasu by znowu startować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olimpiada Geograficzna może różnić się pod względami organizacyjnymi do tej z języka polskiego :) Wnioskując z Twojej wypowiedzi, zadawano Ci pytania, a ja po prostu losowałam temat do omówienia.

      Usuń
  3. Nie wszystko zawsze może się udawać bezbłędnie, ale ze wszystkiego można wyciągnąć lekcje. Tak czy siak gratuluję. :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję etapu okręgowego :) Brałam kiedyś udział w olimpiadzie historycznej - fajne doświadczenie :)
    LeonZabookowiec.blogpsot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Doświadczenie ciekawe, a zarazem uczące czegoś.

      Usuń
  5. Na początek - wielkie gratulacje i brawa, że dostałaś się tak daleko. Jest to ogromny sukces i sama wiem jak wiele pracy potrzeba by coś zdziałać na tego typu konkursach. Bądź z siebie dumna. :)
    Wystąpienia publiczne też nie są moja dobrą stroną i chcę również nad nimi popracować. Co do wskaźnika - widzę, że nie jestem sama. Też nie nienawidzę tego czegoś i zdecydowanie wolę odpowiadać bez tej śmiesznej tyczki.
    Pozdrawiam cieplutko

    starwarspoland.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwsze konkursy zawsze uczą najwięcej. W przyszłym roku będziesz wiedziała, co robić.
    Trochę mi brakuje tego uczucia przed konkursami... Kiedy siadasz i zakodujesz pracę, otwierasz pierwszą stronę i nagle cały stres znika. Jesteś tylko ty i ta kartka papieru. Gdy już wychodzisz z sali i nagle pojawiają się wątpliwości czy na pewno dałaś z siebie wszystko. Takiego rodzaju adrenaliny doświadcza się chyba tylko przed konkursami (nawet sprawdziany czy testy to nie jest to samo). Pozdrawiam, życzę dalszych sukcesów i mam nadzieję, że w przyszłym roku twoje nazwisko będzie przy jednym z pierwszych miejsc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im częściej biorę udział w takich rzeczach, tym mniej się nimi stresuję. Jest lekka obawa, ale nie trzęsą mi się ręce (jak to miało miejsce w drugiej gimnazjum na etapie rejonowym po wyjściu z sali). Za to muszę się godzić z tym, ze otwarcie pracy i jej zakodowanie pomaga odpłynąć mniej przyjaznym emocjom :)
      Sprawdziany a konkursy to zupełnie inna liga. pierwsze można poprawić, napisać w drugim terminie. Z drugim już się takich cudów wyczyniać nie da :)
      Dziękuję :)

      Usuń
    2. Ja mam tak, że czym wyższy szczebel konkursów tym mniej się stresuję. Może dlatego, że w tych ,,ważniejszych" konkursach jest więcej osób?

      Usuń
  8. Wielkie gratulacje! Super to opisałaś i nie należy się przejmować tym, że jest się na ostatnim miejscu, tylko cieszyć się z tego, że udało się przejść dalej.
    Mój blog ---> KLIK

    OdpowiedzUsuń
  9. Życzę dalszych sukcesów. Z czasem na pewno staniesz na podium. ;)

    xclaudia-wojcik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Szkoda, że Ci się nie udało. Zwłaszcza, że to przez głupi wskaźnik i tę przemowę. Może za rok się uda lub dwa. Zawsze coś. :D Ale i tak nieźle, że dostałaś się do ustnego etapu! Gratuluję! Zakładam, że większość ludzi było starszych od Ciebie. W ogóle podziwiam Twoją wiedzę z geografii, bo moja to... Moja edukacja geografii zakończyła się w 1kl na programie Cejrowskiego. xD Rozumiem Twój ból (wiem, że to głupio i dziwnie brzmi :-/ ); w sensie, że pewnie jesteś/byłaś zła, że publiczne wystąpienie Cię znokautowało. Mam podobnie, kiedy mam coś powiedzieć przed publiką. W ogóle rozmawiać, tłumaczyć coś ludziom... Dlatego wolę pisać. Wiem, że to złe. Przez to też przerażają mnie ustne matury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość ludzi była z klas 2,3 z najlepszych liceów w województwie, więc moje z brązową tarczą się przy nich chowa ;)
      Trzeba poćwiczyć i postarać się przełamać tą barierę :)

      Usuń
  11. Nie ma co się przejmować :) Zaszłaś i tak bardzo daleko!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ojej, ale daleko zaszłaś! Gratuluję, bardzo, bardzo; nawet, jeśli etap ustny nie poszedł świetnie, to przecież wszystko przed Tobą, w następnej edycji to w ogóle wymieciesz :) A samo przejście do pierwszego etapu jest ogromnym sukcesem. I w ogóle bardzo podziwiam, tym bardziej, że po pierwsze, olimpiada, czyli bardzo wysoki poziom i po drugie, geografia jest dla mnie dość trudnym przedmiotem i chyba nigdy bym tego wszystkiego nie spamiętała :') Więc podziwiam, czapki z głów!
    O, znam ten moment, kiedy powtarzasz sobie, że przecież zostało jeszcze tyyyle czasu, a tu nagle okazuje się, że to, o cholera, za tydzień...
    Znam, bo mam tak właśnie w tej chwili. W piątek mam trzeci etap kuratoryjnego z polskiego, a do niedawna byłam w połowie ,,Pana Wołodyjowskiego". Teraz błyskawicznie przyspieszyłam. Muszę jeszcze poczytać parę zadanych opowiadań i powtórzyć parę rzeczy. Ale jejku, kiedy to zleciało? :D Ale dobrze, chcę to już mieć za sobą.
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam tych wszystkich rzeczy, ale staram się coś wtłuc sobie do mojego durnego łba :)
      Życzę powodzenia na trzecim etapie kuratoryjnego i tego, abyś była chociaż na tym progu punktowym lub powyżej niego ;)

      Usuń
  13. Gratuluję, że i tak coś osiągnęłaś. Wystąpienia publiczne lub przed większą widownią to dla mnie koszmar. Przed chwilą wszystko idealnie pamiętałam i miałam poukładane w głowie, prezentacja się zaczyna i nagle pustka.
    MÓJ BLOG 💘

    OdpowiedzUsuń
  14. Lekcja na dziś (choć właściwie to lekcja na, ekhem, całe życie #głęboko) bardzo trafna i słuszna. Gratuluję ogólnie dojścia i tak bardzo daleko, gratuluję pozyskania wiedzy i gratuluję pozyskania doświadczenia. Doświadczenie i wiedza to potęgi klucz!
    Występy publiczne faktycznie mogą być trudne, ale zapewniam - można to wyćwiczyć. Wiem z doświadczenia, bo biorę udział w międzyszkolnych debatach oksfordzkich. Na mojej pierwszej debacie dwa lata temu miałam totalną pustkę w głowie, po prostu recytowałam moją mowę z pamięci (więc i tak mam niebo łatwiej niż miałaś Ty - jakbym miała mowy wymyślać na poczekaniu, to z moimi wątpliwymi umiejętnościami konstrukcji spójnych zdań niewątpliwie bym poległa :D) i czułam, jak moje ręce szaleją w dzikim tańcu tremy. Teraz, podczas ostatnich debat - nic. Znaczy wszystko. Pełna świadomość, wiem o czym mówię, mogę reagować skutecznie na pytania czy uwagi, ręce gestykulują sobie może trochę zbyt dramatycznie, ale na pewno nie rozdygotanie. Da się więc, da się :D Wierzę więc, że w następnych roku ich zmiażdżysz. Zmiażdż ich!
    B.

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie komentarze pod postami typu "Jaki super blog :) Ciekawy post. Zapraszam do mnie!" usuwam. Niech Twój komentarz nawiązuje do tematu mojego posta!
Nie bawię się w "obs. za obs.". Obserwuję blogi tylko wtedy, jeśli naprawdę mi się podobają.
Odwiedzam Wasze blogi w miarę moich możliwości...
Kontakt: napisz.tutti@gmail.com

Copyright © 2016 Only experiences , Blogger