4/07/2017

Gdańsku, czy to ty?


Pod pewnymi względami nie cierpię wycieczek zorganizowanych. Wszystko jest ułożone według ściśle określonego planu, w którym brak miejsca na jakikolwiek akt spontaniczności czy chwilę refleksji. Przechodzi się od zabytku do zabytku według ściśle określonego szlaku będącego często tą najbardziej zadbaną ulicą, wizytówką danego miejsca.
Można zobaczyć zewnętrzną warstwę, ale tego, co się pod nią kryje, nie sposób odkryć. Ba, nawet brakuje czasu na poznanie tego, co widzimy na pierwszy rzut oka, i zagłębienie się w tym. Dostrzegamy kolory, ale nie możemy się nimi zachwycić. Czujemy atmosferę, ale trudno jest nam się w niej zatracić ze względu na ciągły pośpiech.
Mogę stwierdzić, że Gdańsk jest całkiem ładnym miastem, nawet jeśli wdziałam tylko jego niewielką cząsteczkę w jej niepełnej postaci. Idąc starówką cieszyłam się z żywości tego miejsca, ale jednocześnie w pewien sposób przytłaczał mnie ten natłok turystów. Za dużo - źle. Za mało - jeszcze gorzej. Uwielbiam pełne życia miejsca, o ile ich ożywienie w pewnym momencie nie zacznie mnie przyprawiać o dyskomfort psychiczny. Za dużo ludzi, którzy przechodzą obok i nie myślą o chwili zatrzymania się i pochwycenia tego wszystkiego.


Trzy dobre zdjęcia - tyle przywiozłam z tego krótkiego wypadu z zorganizowana grupą. Tłok przeszkadzał w robieniu dobrych zdjęć, a i bardzo ograniczony czas nie pozwalał na to, by pójść gdzieś dalej, zagłębić się w uliczki, znaleźć spokojniejsze miejsca i je po prostu odkryć.
Szybko, szybko.
Bez głębszych przeżyć.
Idealistyczne dusze trochę przez to cierpią.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszelkie komentarze pod postami typu "Jaki super blog :) Ciekawy post. Zapraszam do mnie!" usuwam. Niech Twój komentarz nawiązuje do tematu mojego posta!
Nie bawię się w "obs. za obs.". Obserwuję blogi tylko wtedy, jeśli naprawdę mi się podobają.
Odwiedzam Wasze blogi w miarę moich możliwości...
Kontakt: napisz.tutti@gmail.com

Copyright © 2016 Only experiences , Blogger