4/11/2017

Jestem z Hufflepuffu


Jeśli zdarzyłoby Ci się być czarodziejem mieszkającym w Wielkiej Brytanii (co jest wątpliwe, ale pomarzyć sobie można zawsze), w wieku jedenastu lat otrzymałbyś list od Minerwy McGonagall, w którym zostałbyś poinformowany o przyjęciu Cię do Szkoły Czarodziejstwa i Magii Hogwart.
Przed wyruszeniem do nowego miejsca kaźni (zwanego szkołą) oczywiście trzeba załatwić takie sprawy jak zakupienie różdżki i odpowiednich szat, zaopatrzenie się w opcjonalnie wkurzającego zwierzaka i stos podręczników, przy których wadze mogolskie książki wydają się być lekkie jak piórko.
Potem nadchodzi czas na podróż pociągiem z perony 9 i 3/4 oraz przydzielenie do odpowiedniego domu przez stary, wyświechtany kapelusz, zwany Tiarą Przydziału.
Wyobraź sobie, że trafiasz do Hufflepuffu.
I co teraz?

Stereotypowo

Prawdopodobnie połowa fanów Harry'ego Pottera sądzi, że w Hufflepuffie są najsłabsi czarodzieje, którzy nie brylują wiedzą, nie parają się Czarną Magią, nie są przebiegli, nie pełzają po podłodze niczym wąż, nie są głównymi bohaterami, nie latają genialnie na miotłach, nie pakują się tarapaty średnio co trzy miesiące i prawdopodobnie nigdy nie zdobyli Pucharu Domów.
Czemu tak jest?
Rowling bardzo dobrze o to zadbała, umieszczając biednych puchonów bardziej w tle i czyniąc tylko dwóch bohaterów godnymi wykazania się swoimi umiejętnościami.
Świętej pamięci Cedrik wyłamał się poza przyjęte przez część społeczności schematy i dostał się do Turnieju Trójmagicznego. Był zdolnym uczniem, nawet wygrał ten durny Turniej tylko po to, aby później zostać sprzątniętym z tego świata przez Voldzia.
Trochę słabo to brzmi, co nie?
Jest jeszcze oczywiscie ukochana przez wszystkich Dora Tonks, która była... fajtłapą. Tak trochę.
Może nawet bardziej niż trochę.



Może jest nieco inaczej?

Jak już wcześniej ustaliliśmy, część osób uważa, że Hufflepuff jest be, ponieważ były w nim tylko dwie fajne postacie, że Gryffindor jest (prawie) najlepszy, bo dostało się do niego słynne Złote Trio i cała horda Weasleyów, Ravenclaw jest okej ze względu na ogólny (a także domniemamy) poziom inteligencji, a Slytherin to już w ogóle (prawie) najlepszy wybór, gdyż kształciła się w nim cała śmietanka towarzyska Śmierciożerców (czyż to nie cudowne?).
Delikatnie mówiąc, te osoby są... w błędzie. I to dość dużym. Jaki jest sens bycia w jakimś domu tylko z powodu tego, że ulubiona postać do niego przynależała? Co z tego, że się samemu zupełnie do tego domu nie pasuje?
Puchoni może nie dokonali wielkich rzeczy, ale wbrew powszechnej opinii o ich słabości mają wiele zalet (tak jak każdy z domów). Przynajmniej większość z nich jest lojalna, wierna, pomocna, pełna empatii i pokojowo nastawiona do innych osób. Kto nie chciałby znać takiego człowieka czarodzieja i nie mieć w nim solidnego oparcia?
Czy ten słaby puchon nie ma prawa być kimś niezwykłym - specjalistą w jakiejś dziedzinie, wielkim aurorem albo po prostu najlepszym przyjacielem? Czy zawsze musi być tym, który zostanie uznany od razu za gorszego?
Możesz sobie sam odpowiedzieć na te pytania, a jeśli jesteś z Hufflpuffu, tak jak ja (choć widzę w sobie też domieszkę Slytherinu), to piąteczka! Jeśli jesteś z innego domu, to śmiało też możemy przybić sobie piątkę.
Cieszmy się ludzie, albowiem ranga Hufflpuffu trochę wzrosła, od kiedy Eddie wcielił się w Newta Skamandera w Fantastycznych zwierzętach i jak je znaleźć.


Rysunek: źródło
Pierwszy gif: źródło
Drugi gif: źródłem są najgłębsze otchłanie Tumblra

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszelkie komentarze pod postami typu "Jaki super blog :) Ciekawy post. Zapraszam do mnie!" usuwam. Niech Twój komentarz nawiązuje do tematu mojego posta!
Nie bawię się w "obs. za obs.". Obserwuję blogi tylko wtedy, jeśli naprawdę mi się podobają.
Odwiedzam Wasze blogi w miarę moich możliwości...
Kontakt: napisz.tutti@gmail.com

Copyright © 2016 Only experiences , Blogger