5/08/2017

Ale tak na czytniku?


Kiedyś zawitałam w pewne miejsce. Przytłoczyła mnie trochę jego surowość i jak można byłoby ująć, niedostępność. W tym miejscu nie udało mi się nawiązać jakiegokolwiek kontaktu z ludźmi Ba, w pewnym sensie jedne z ich słów mnie po prostu odstraszyły od odwiedzania tego miejsca. Teraz w ramach mojego małego, osobistego buntu po prostu nie zaglądam tam.
Tych kilka słów zostało sprowadzonych do ogólnego znaczenia: że też ta młodzież czyta książki elektroniczne.

Tylko papier!

Nigdy nie robiło na mnie dobrego wrażenie ubolewania nad tym, że ktoś sięga po powieści w wersji elektronicznej. Wbrew pozorom jest wiele osób mających takie zdanie. Wystarczy  trochę przeczesać grupy ksiązkoholików na Facebooku, aby odkryć naprawdę skrajne opinie o takim zabarwieniu. Oto niektóre z nich połączone w jeden monolog z delikatnym ubarwieniem w celach pobawienia się ironią (tudzież sarkazmem):
- Bo jak to tak używać książki, która nie ma kartek z papieru, grzbietu do przypadkowego złamania (czytaj: profanacji), rogów do zagięcia (czytaj: profanacji)? Nie można nawet na nią nałożyć okładki i przykleić na nią paska z kodem kreskowym. A poza tym ja czytam papierowe książki, mój ojciec też, dziadek je czytał, pradziadek także, a prapradziadek... Cóż... On umiał się tylko imieniem i nazwiskiem podpisać, ale papierową książeczkę kościelną miał. Tylko nie umiał jej przeczytać, ale liczy się sam fakt jej posiadania.
Chwila ciszy.
- W ogóle technologia to zło wcielone, Szatan i lewica/prawica (do wyboru) w jednym. Tfu, tfu!

Serio?

Czy to naprawdę ma aż takie znaczenie? Książka to nie jest jedynie przedmiot stworzony z sklejonych lub zszytych ze sobą kartek, ale określona historia składająca się ze słów, obrazów i uczuć. Bez względu na to, czy zapoznaję się z powieścią w formie papierowej, czy elektronicznej, nadal jest to ta sama historia. Umieszczona jest tylko na zupełnie innych nośnikach.
Tysiące lat temu ludzie spisywali swoje historie w postaci malowideł naściennych język. Może nie opowiadali o kosmicznych podbojach, epickich romansach i hobbitach biegających z pierścieniem, ale nadal coś przekazywali. Na przykład to, jak można był upolować mamuta.
Po pierwszym poradniku dotyczącym polowania na mamuty (dystans, kochani, dystans) nadszedł na czas na inne różne formy przekazywania swoich historii. Ci, którzy dłubali w glinianych tabliczkach dłutem, nie sądzili, że pewnego dnia ludzie będą posługiwać się papirusami i zwojami, a dłuta odrzucą w niepamięć. 
Gdy Jan Gutenberg w 1450 toku wynalazł ruchomą czcionkę (choć może być i tak, że podpatrzył ten pomysł u pewnego Holendra, a później opracował go na nowo i udoskonalił), prawdopodobnie nie wyobrażał sobie, jak będą wyglądać drukarnie kilkaset lat po jego śmierci. Tymczasem jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku ludzie nie przypuszczali, że będą czytać tekst na czymś podobnym - w dużym uproszczeniu - do ekranu telewizora. 
Być może za kilkadziesiąt lat nie będziemy już potrzebowali papierowych książek czy e-czytników, ale każdy z nas będzie miał coś w rodzaju hologramu i to właśnie on będzie mu służył do poznawania nowych historii innych ludzi.
Czy naprawdę ważne jest to, jak ktoś czyta? O wiele lepiej byłoby się skupić na tym, że w ogóle ktokolwiek sięga po książki bez względu na ich formę. Może właśnie wygodniej dla danej osoby jest brać ze sobą e-czytnik? Może nie lubi nosić opasłych tomów ze sobą? Może po prostu jest jej tak wygodnie?
Cieszmy się, że ktoś w ogóle czyta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszelkie komentarze pod postami typu "Jaki super blog :) Ciekawy post. Zapraszam do mnie!" usuwam. Niech Twój komentarz nawiązuje do tematu mojego posta!
Nie bawię się w "obs. za obs.". Obserwuję blogi tylko wtedy, jeśli naprawdę mi się podobają.
Odwiedzam Wasze blogi w miarę moich możliwości...
Kontakt: napisz.tutti@gmail.com

Copyright © 2016 Only experiences , Blogger