5/24/2017

Jak to jest z byciem klasowym skarbnikiem?


W podstawówce w czasie trwania trzech pierwszych lat mojej edukacji jedną z moich aspiracji było pełnienie funkcji w samorządzie klasowym. Myślałam sobie, że fajnie byłoby być takim przewodniczącym albo chociażby zastępcą? Prestiż, sława i te sprawy. Nie myślałam o tym, że wiąże się to z jakąś odpowiedzialnością. Była to dla mnie tylko jakaś funkcja, pozycja społeczna w małej, hermetycznej grupie.
Później moje marzenie przepadło. Może o nim zapomniałam. Być może wrażenie wspaniałości pełnienia jakiejkolwiek ważnej roli w klasie przybladło i przestało mnie pociągać. Najprawdopodobniej jednak po trzech porażkach dałam sobie spokój, uświadamiając sobie, że nie mam żadnych szans, a tym bardziej predyspozycji.
W trzeciej klasie gimnazjum nastąpił jakiś przełom i zostałam wybrana na skarbnika. Wynikło to z propozycji mojej ówczesnej wychowawczyni, a klasa przystała na ten pomysł. Po prawie dziewięciu latach spełniło się moje dziecięce pragnienie. Jako dziecko nazwałabym to byciem kimś ważnym. Jako nastolatka wiedziałam, że nie chodziło w tym o zaistnienie.

Wieczne zbieranie kasy

Do sprawy podeszłam jak najbardziej profesjonalnie - kupiłam zeszyt, porobiłam tabelki i wypisałam w nim nazwiska wszystkich osób. To chyba była jedna z najmilszych części tego wszystkiego. Potem zaczęło się proszenie dzień w dzień o przynoszenie składek osób, które z zapłaceniem trzech złotych zwlekały całą wieczność, wydawanie pieniędzy, kiedy nie miało się już prawie w ogóle drobnych, i szukanie miejsca, w którym dałoby się drobne zamienić na grubsze. Trochę frustrująca jest sytuacja, gdy nikt nie chce wymienić jednogroszówek (ekhm!) na pełne złotówki, aż w końcu kobieta w sklepie mięsnym lituje się nad tobą i wymienia chociaż te dwa złote. W sumie to sama byłabym niechętna, gdyby ktoś przyszedł do mnie z woreczkiem pełnym groszy.

Prestiżu brak

Nie odczułam jakiegokolwiek podniesienia statusu społecznego. Pełnienie funkcji skarbnika było raczej tylko dodatkiem do całego szkolnego życia i błaganiem w myślach, aby tego dnia, kiedy nie miałam przy sobie mojego magicznego zeszytu, nikt nie przyniósł mi składki lub nie zapytał się mnie o sprawy finansowe. Czasami działało i mogłam odetchnąć z ulgą. Innymi razy działo się wbrew moim błaganiom i potem nie wiedziałam, co jak, ile i kto.
Przetrwałam jakoś te dziesięć miesięcy, nie zawalając niczego katastrofalnie i wypadając ogólnie dobrze. Nadal jednak nie ogarniam, jak można byłoby nazwać moją pracę w tamtym czasie porządną i poukładaną. Ja się czasami gubię we własnej szkole.
W życiu też.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszelkie komentarze pod postami typu "Jaki super blog :) Ciekawy post. Zapraszam do mnie!" usuwam. Niech Twój komentarz nawiązuje do tematu mojego posta!
Nie bawię się w "obs. za obs.". Obserwuję blogi tylko wtedy, jeśli naprawdę mi się podobają.
Odwiedzam Wasze blogi w miarę moich możliwości...
Kontakt: napisz.tutti@gmail.com

Copyright © 2016 Only experiences , Blogger