5/20/2017

Le stelle


Niektórzy za koniec swojego świata uznawali sytuacje zupełnie błahe, związane z ludźmi, którzy tak naprawdę byli dla nich tylko tłem potrzebnym do pławienia się we władnym blasku.
Tymczasem ona wpatrywała się w bezgraniczną przestrzeń przed sobą, w której w oszałamiających rozbłyskach światła, znikało to wszystko, o co przez tak długi czas się troszczyła. Każdy człowiek będący bliski jej sercu przeistaczał się w popiół i, niesiony wiatrem, ruszał w podróż po usianym miliardami gwiazd niebie.
Ziemny wiatr bawił się jej włosami, wyswobadzając kolejne pasma z wcześniej tak misternie zaplecionego warkocza. Nie dbała o to, pochłonięta całkowicie sceną, która się przed nią rozgrywała.
Chciała coś zrobić, by zaprzestać dalszemu rozwojowi tej tragedii. Gdyby tylko mogła, stłamsiłaby własnymi rękoma rozszalały ogień i podtrzymałaby to, co byłoby w stanie ich zabić.
Silna, niezwykle chłodna dłoń przytrzymywała ją zdecydowanie w pasie, nie pozwalając jej na ucieczkę i nieustannie przypominając jej, że tak naprawdę była bezsilną dziewczynką, która tylko próbowała naprawić świat. W świecie pełnym zła i brutalności ustawiała ołowiane żołnierzyki na mapach nieznanych gwiazdozbiorów i wygłaszała płomienne przemówienia, mając nadzieję obronić to, co jeszcze jej zostało. Sądziła, że wszystko kontroluje i nic nie stoi jej na przeszkodzie, by wypełnić plany mające przywrócić ład i wolność ludziom, którzy tak długo chodzili skuci wyimaginowanymi łańcuchami, zapuszczając się coraz bardziej w pochłaniającą ich ciemność.
Uważała się za dorosłą kobietę, a kiedy nadszedł czas, okazało się, że nie potrafiła się obronić i sprostać wyznaczonemu jej zadaniu.
Zawiodła ich wszystkich.
Rodzinę.
Przyjaciół.
Tych, którzy liczyli na to, że okaże się kimś więcej niż dziewczynką na miejscu dowódcy.
Nie była w stanie zrobić czegokolwiek, co mogłoby ich uratować. Mogła jedynie przeżywać ich tragedię i dziękować w duchu komukolwiek, kto sprawował piecze nad tym wszystkim gdzieś wysoko u góry i nie zwracał na nich zupełnie uwagi, za to, że nikt inny nie stał się przedmiotem  bezsensownego pokazu siły i agresji. Choć jej rozpacz była ogromna, nie pragnęła, aby ktoś inny przeżywał to samo, co ona.
To była tylko i wyłącznie jej wina, nawet jeśli ja oszukano i zdradzono.
Stała na ogromnej otwartej przestrzeni, zanurzona w wysokiej, gęstej trawie, chłonąc każdy szczegół przedstawienia, którego kres powoli już nadchodził. Ogień dopełniał swojego dzieła, wiatr rozwiewał popiół i dym, niosąc go wysoko w górę i przysłaniając jasno świecący księżyc. Wszystko się waliło – deska po desce, cegła po cegle. Dusza za duszą wznosiła się ponad sceną zniszczenia i, zataczając obszerne kręgi, wędrowała w stronę gwiazd rozpostartych na nieboskłonie.
Jakikolwiek był ich cel podróży, miała nadzieję, że zmierzały w o wiele lepsze miejsce.
- Co było warte tego wszystkiego? – odezwał się mężczyzna przytrzymujący ją, wyciągając rękę ponad jej ramieniem i zamaszystym ruchem wskazując dogasający w zgliszczach ogień.
- Nic nie było warte ich śmierci – odparła, czując jak łamał się jej głos.
- Och, tylko zabawa w nędzną rebelię i walkę o wolność – poprawił ją drwiąco. Choć nie widziała jego twarzy, mogła przysiąc, że była wykrzywiona w uśmiechu pełnym złośliwości i uciechy z powodu popełnionej zbrodni. – Wolność. Tylko śmierć ich mogła tu wyzwolić.
Jego ostatnie słowa były dogłębnie bolesne, a jednocześnie niezwykle prawdziwe. Jedyną rzeczą, która sprawiała, że ludzie stawali się pozbawieni ograniczeń w świecie kontrolowanym przez bezwzględną tyranię, było odejście na drugą stronę, nie zaznawszy przedtem zbyt wielu dni przepełnionych szczęściem i poczuciem bezpieczeństwa.
- Więc co teraz zrobicie? – spytał, ale nie otrzymał odpowiedzi. Dziewczyna milczała, uporczywie wpatrując się w gwiazdy na niebie i rozmyślając nad swoim położeniem.
Została schwytana przez wroga, nie miała najmniejszych szans na ucieczkę, nie była w stanie kontynuować swojego dzieła, a jej samej prawdopodobnie nie pozostało zbyt wiele życia.
Powinna była bać się o los tych wszystkich ludzi, którzy byli gdzieś tam daleko i spali niespokojnie pod rozświetlonym ciałami niebieskimi niebem, zastanawiając się, czy następnego dnia będzie dane im się obudzić. Była jednak dziwnie spokojna i rozluźniona, jak gdyby wystarczyła chwila, aby się pogodzić z własną tragedią.
Wojna wymagała ofiar, a ona była tylko kolejną osobą na liście, której krew miała być przelana za to, by inni mogli znowu żyć spokojnie. Jej osobista tragedia ginęła nieoczekiwanie w morzu pełnym podobnych historii.
Dobrze wiedziała, że gdzieś istnieją jeszcze ludzie, którzy są w stanie kontynuować jej dzieło i o wiele lepiej niż ona zatroszczyć się o to, by inni, obciążeni niewidzialnymi, okowami poczuli się w końcu prawdziwie wolni i bezpieczni.
Nie była ich jedyną nadzieją.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszelkie komentarze pod postami typu "Jaki super blog :) Ciekawy post. Zapraszam do mnie!" usuwam. Niech Twój komentarz nawiązuje do tematu mojego posta!
Nie bawię się w "obs. za obs.". Obserwuję blogi tylko wtedy, jeśli naprawdę mi się podobają.
Odwiedzam Wasze blogi w miarę moich możliwości...
Kontakt: napisz.tutti@gmail.com

Copyright © 2016 Only experiences , Blogger