5/04/2017

Pisarskie perypetie Tutti


Każdy człowiek, który regularnie pisze, ma wspomnienia związane z swoimi niektórymi tworami, z których nie jest być może szczególnie dumny, ale zabrały mu naprawdę wiele czasu i wymagały od niego naprawdę dużo wysiłku, przynajmniej intelektualnego. 
Ja na pewno zapamiętam pisanie pracy na olimpiadę, za którą zabrałam się dość... nietypowo.

Chrzanić wstęp, zacznę od środka

Ponieważ na początku wszystkie moje materiały potrzebne do napisania bardzo mądrego początku pracy mnie przerażały swoją mądrością, postanowiłam przejść do sedna tematu i pisać następne punkty, które były już łatwiejsze do ogarnięcia.
Oczywiście nie obyło się bez pójścia do biblioteki po książkę, która okazała się być mi potrzebna, bo akurat idealnie nadawała się do właśnie opisywanego przez mnie aspektu. Znalazłam w niej jedną jedyną informację, po czym musiałam iść ją odnieść, gdyż była jednym nadającym się do użytku egzemplarzem w bibliotece.
W trakcie pisania jednego z podpunktów mój komputer musiał zrobić mi coś, co wcześniej nigdy mu się nie zdarzyło - Word bezsprzecznie i chamsko się zawiesił. W takiej chwili! Nie, nie mógł tego zrobić podczas pisania czegokolwiek innego - musiał to zrobić w czasie tworzenia w łzach i bólu pracy na olimpiadę 

Muszę coś zmienić... na mapie

Pewnie wielu z Was zna to uczucie.
Skończyłam robić jeden z elementów topograficznych potrzebnych w pracy, po obróbce w GIMP-ie zapisałam mapę w formacie JPG i rozsiadłam się na krześle, myśląc z ulga, że przynajmniej an ten dzień skończę użerać się z grafiką. Po chwili otworzyłam plik, by go jeszcze przejrzeć, i odkryłam, że musiałabym zmienić jakiś element mapy, coś dodać, a nawet coś usunąć. Oczywiście nie zapisałam mapy w projekcie programu, więc jestem zmuszona zasiąść do robienia jej od początku. 
Tym razem nie zapomniałam o zapisaniu jej w dwóch formatach.

Wstęp oczywiście na samym końcu

Na początku zupełnie nie potrafiłam się do tego zabrać. Zostało mi kilka dni do oddania pracy nauczycielowi, a mojego wstępu nadal nie było. Na ekranie widniało kilka zdań, które brzmiały okropnie niespójnie, a ja z trudem wystukiwałam na klawiaturze kolejne słowa.
W końcu jednak wena nadeszła równo o dwudziestej drugiej i od tej chwili już nie potrafiłam przestać pisać przez następne dwie godziny. Sytuacja powtórzyła się także następnego dnia, więc po dwóch dobach mój wspaniały początek pracy już jakoś wyglądał i był całkiem dobry.
Oczywiście później byłam zła na siebie za to, że czegoś nie poprawiłam - zawsze mogłam coś dodać, usunąć, zmienić. Zresztą nadal uważam, że mogłam to napisać lepiej przynajmniej pod względem doboru słów.
Wrodzony perfekcjonizmie, witaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszelkie komentarze pod postami typu "Jaki super blog :) Ciekawy post. Zapraszam do mnie!" usuwam. Niech Twój komentarz nawiązuje do tematu mojego posta!
Nie bawię się w "obs. za obs.". Obserwuję blogi tylko wtedy, jeśli naprawdę mi się podobają.
Odwiedzam Wasze blogi w miarę moich możliwości...
Kontakt: napisz.tutti@gmail.com

Copyright © 2016 Only experiences , Blogger