5/16/2017

Schematy na Wattpadzie


Wattpada używam regularnie już od kilku miesięcy. Wcześniej zdarzało mi się kilka razy z niego korzystać, ale nigdy nie kończyło się to dłuższą znajomością. W koncu przekonałam się do niego przez to, że można było znaleźć na nim powieści, których czytanie na blogach było straszną męczarnią dla oczu, a na Wattpadzie było o wiele łatwiejsze. Na początku czytałam tylko umieszczane na tej stronie opowiadania, ale z czasem zaczęłam tworzyć własne historie (ostrzegam: jestem w tym kiepska).
W ciągu tych kilku miesięcy udało mi się zaobserwować kilka schematów - większość z nich nie przypadła mi do gustu, ale... Podobno o gustach się nie dyskutuje.

Niewolnice, uprowadzone i tak dalej

Na początku w co drugim napotkanym przeze mnie opowiadaniu na Wattpadzie pojawiał się wątek porwanej lub sprzedanej kobiety. Sama historia oparta na czymś takim mogłaby (podkreślam) być ciekawa, gdyby nie to, że w większości wypadków ofiara z prędkością światła zakochuje się w facecie, który ją uprowadził/zakupił (błędne wykreślić), a on często okazuje się potulny jak baranek. Lub gościem, obok którego większość kobiet bałaby się siedzieć w autobusie, a w którym główna postać pokłada niezdrową fascynację.
Opowiadanie o tematyce uprowadzenia czy sprzedania mogłoby być dobrze rozegrane, ale zazwyczaj takie wydarzenia są naprawdę spłycane, negatywne myśli i strach bohaterki zostają zbagatelizowane, a cała sytuacja zostaje pokazana w pozytywnym świetle (bo w końcu doprowadziła do true love pomiędzy postaciami, co nie?). To, co spotyka postacie w większości takich historii na Wattpadzie, jest surowo karanym przestępstwem (tak, handel ludźmi i uprowadzanie są zakazane prawnie), ale w świadomości protagonisty przeistacza się w coś przyjemnego, dającego dobre doznania. Świat, który powinien być okrutny, bardzo szybko zamienia się w sielankę.
Czy naprawdę ktoś z autorów tych opowiadań wierzy w to, że możliwa jest miłość ze strony porywacza czy gwałciciela? Bo ja nie.

Brzemienność i te sprawy

Niektóre fanfiction opowiadają o nastoletnich lub całkowicie niezaplanowanych ciążach. Ten motyw także mógłby być naprawdę całkiem dobrze wykreowany, ale czasami zamienia się w korowód nielogiczności. Pierwsze symptomy ciążowe pojawiają się po dwóch dniach i objawiają się jednym jedynym zwróconym posiłkiem. Ciąża zostaje wykryta następnego dnia po wizycie u ginekologa, a płeć dziecka dosyć rzadko jest wiadomo od razu.
Myśleliście, że to koniec? Nie! Otóż poród jest od czasu do czasu sprowadzony do wysiłku potrzebnego do przechadzki po polu, choć w rzeczywistości wygląda to (i boli) milion razy gorzej. I nie, dziecko nie znika magicznie po narodzinach, jeśli nie zostanie nikomu oddane. W opowiadaniach czasami młodzi rodzice kilka razy do niego wstaną w nocy lub je nakarmią i na tym opieka się kończy. O dłuższym pobycie niemowlęcia na deskach historii często można pomarzyć. Dobrze jest, jak chociaż śpi. Gorzej, jeśli nikt o nim w ogóle nie pamięta.


Metamorfoza w pięć sekund

Wyobraźcie sobie dziewczynę, która chodzi w prostych, niewyróżniających się niczym ciuchach, ma często kompletny nieład na głowie, a jej cera nie wie, co to podkład czy bronzer. Na dodatek jest typowym introwertykiem, ma jedna przyjaciółkę, lubi siedzieć w domu, czytać stosy książek, pić herbatę litrami i miziać swojego burego kota.
W opowiadaniach na Wattpadzie czasem dzieje się tak, że wystarczy jedno spojrzenie w lustro, by bohaterka stwierdziła, że a) jest brzydka b) inna niż wszystkie dziewczyny c) musi zmienić wygląd. Poskramia włosy i prostuje je prostownica niczym rasowa fryzjerka, nie parząc się (ja prawdopodobnie wylądowałabym na pogotowiu z poparzeniami). Znikąd wyciąga cały kuferek z kosmetykami i maluje się tak, jak gdyby tylko to robiła od narodzenia (ja tymczasem próbowałam milion razy zrobić kreskę, obejrzałam tysiąc tutoriali, a na powiece nadal wychodzi mi zygzak). Jak za dotknięciem różdżki wszystkie rzeczy w jej szafie zamieniają się droższe, bardziej ekskluzywne ubrania. a trampki zaczynają przypominać dziwnie szpilki.
Metamorfoza na wyglądzie się nie kończy. Czasami bohaterka tej samej nocy wyrusza na podbój nocnego klubu (oczywiście tego najlepszego), czuje się jak królowa tego świata, pije wódkę i wie, kto i gdzie sprzedaje najlepszy towar.
No i zapomina o kocie, którego wcześniej z taką ochotą miziała.
Najbardziej to właśnie żal mi tego kota.
Zdjęcia: licencja CC0

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszelkie komentarze pod postami typu "Jaki super blog :) Ciekawy post. Zapraszam do mnie!" usuwam. Niech Twój komentarz nawiązuje do tematu mojego posta!
Nie bawię się w "obs. za obs.". Obserwuję blogi tylko wtedy, jeśli naprawdę mi się podobają.
Odwiedzam Wasze blogi w miarę moich możliwości...
Kontakt: napisz.tutti@gmail.com

Copyright © 2016 Only experiences , Blogger