7/14/2017

Co wydra robi w wakacje?

Co wydra robi w wakacje?


Jak pewnie wiecie lub nie wiecie trzy tygodnie temu rozpoczęły się wakacje, a ja na trochę opuściłam to miejsce, przez co nie zdążyłam napisać, co tak naprawdę mam w planach robić. Moje zamiary nie są ani specjalnie ambitne, anie niezwykle odkrywcze, ale przynajmniej we wrześniu będę mogła powiedzieć, że nie przeleżałam całych dwóch miesięcy brzuchem do góry.

1. Pisanie. Prawdopodobnie powtarzam się, ale nadal jednym z moich głównych celów jest doskonalenie mojego warsztatu. Może dziennikarką nie zostanę, ale z pewnością kiedyś ta umiejętność się przyda. Poza tym od zawsze pisanie sprawiało mi wiele radości i cieszę się, widząc, jakich postępów dokonuję na przestrzeni roku czy dwóch lat.
Poza tym bardzo dużo wysiłku wkładam w moje opowiadanie - jeszcze nigdy nie miałam tyle zapału do pracowania nad tak dużym projektem literackim!

2. Czytanie. To też nie jest nic zaskakującego, ale tym razem w dużej mierze na moim biurku piętrzy się stos lektur. O ile Pan Tadeusz jest dosyć przyjemny i lepiej mi się go czyta, niż się spodziewałam, tak Lalki się obawiam. Czasami spoglądam z niepokojem na objętość dzieła Prusa i w duchu pytam się, po co, do licha, mam pamiętać, co powiedział dany bohater i w jakich okolicznościach. Mam za to nadzieję, że chociaż część tych powieści czegoś mnie nauczy.

3. Porozmyślać nad pewnymi rzeczami. Ostatni rok obfitował w naprawdę wiele nowych spostrzeżeń, z którymi muszę w końcu coś zrobić. Mam też kilka nowych pomysłów, które najwyższy czas wcielić w życie. Istnieje także kilka przeszkód, z którymi muszę się uporać.
Wypadałoby również zastanowić się nad priorytetami na najbliższy rok szkolny. Co mogłabym sobie odpuścić? Na czym powinnam skupić więcej uwagi i siły?

4. Relacje. Jestem świadoma tego, że powinnam zająć się znajomościami, których podtrzymywanie było utrudnione ze względu na to, jak wiele rzeczy działo się u mnie i moich starych znajomych w ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy. Dobrze jest pobyć z ludźmi, którzy dają człowiekowi najwięcej radości.

7/11/2017

Kiedyś wszystko było prostsze

Kiedyś wszystko było prostsze

Tytuł posta to słowa, które są oczywiste i boleśnie prawdziwe dla większości ludzi. Nie trzeba mieć trzydziestu lat, aby przystanąć w miejscu, spojrzeć wstecz i zauważyć, że dawniej wiele rzeczy było o wiele prostszych. Wystarczy być w małym odstępie czasu od ukończenia osiemnastego roku życia, by stwierdzić, że tak naprawdę pomimo coraz szerszych perspektyw i zwiększonej swobody zaczynamy czuć, że zbyt wiele spraw jest dla nas za trudnych.

Miraż

Kiedy miałam dziesięć lat, chciałam jak najszybciej przekroczyć ten magiczny próg dorosłości poczuć się prawdziwie wolną. Jako dziecko moje myślenie było bardzo proste - wiązałam pełnoletność z niezależnością, łatwością podejmowania decyzji i możliwością robienia tego, czego mi się żywnie podobało. Nie cierpiałam, kiedy inni mi czegoś zabraniali i często nawet nie rozumiałam, dlaczego. Jak każde dziecko nie lubiłam rozkazów.

Prawda

W końcu zaczęłam powoli dorastać i odkrywać, że zbliżanie się do osiemnastki to nie jest wcale cudowny, słodki sen, w którym wszystko jest piękne. Pojawia się swoboda, ale wolny czas coraz bardziej zanika. Więcej obowiązków, więcej wiedzy, większa świadomość na temat różnych spraw. Im dalej, tym pojawiają się coraz trudniejsze decyzje, których podejmowaniu nie sprzyjają setki ludzkich głosów podpowiadających różnorakie opcje. Zaczyna kształtować się obraz tego, co tak naprawdę czeka mnie i każdego z Was - obowiązki, postanowienia, wybory, starania kończące się zbyt wiele razy klęską, odpowiedzialność za każdy czyn i słowo, oczekiwania tak wielu osób.
Świadomość tego, że za chwilę przestanę być prowadzona za rączkę i wszystko stanie się jeszcze bardziej skomplikowane (zaczynając na sprawach domowych, przechodząc przez relacje międzyludzkie, które często są bardziej toksyczne niż wesołe miasteczko w Czarnobylu, a kończąc na tym, czy ten konkretny wybór nie sprawi, że przez duża część mojego życia będę spędzać czas, pracując za płacę minimalną i żałując tego, że kiedyś coś zrobiliśmy), przytłacza i sprawia, że chcę zostać w tym miejscu, w którym obecnie stoję, i nie zbliżać się już bardziej do czerwonej linii opatrzonej złowieszczym napisem dorosłość.
To zabawne, że kiedyś pragnęłam tu być, a teraz chciałabym znowu przez chwilę być autentycznie kilkuletnią wersją siebie, która nie zastanawiała się nad tym, czy ma jakąkolwiek przyszłość, czy nie zostanie sama przez resztę swojego życia, czy się odnajdzie pośród nowych ludzi, czy nie wybierze źle. Miałam inne problemy, których ważności wcale nie neguję, ale obecnie duża część z nich wydaje mi się być absurdalnymi sprawami.
Kiedyś wyobrażałam sobie niemało rzeczy i teraz wiem, że wiele z nich okazało się być w rzeczywistości czymś innym, niż się spodziewałam.
Czy jednak na pewno wszystko było prostsze? Czy nie było tak samo ciężkie, tylko z innych przyczyn niż obecnie? 
I czy ta prostota była mnie i wielu z was na pewno dobra?

7/09/2017

A życie leci

A życie leci

Wróciłam z długiej podróży i choć było na niej iście epicko, to jednak uświadomiła mi ona parę rzeczy, na przykład to, że w chwilach, kiedy potrzebowałabym swojego mózgu, nie działa on na zbyt wysokich robotach, by po fakcie wybudzić się ze snu zimowego i zacząć się strasznie przejmować wszystkim, nawet zdarzeniem, które jest bez znaczenia. Potrafię myśleć o jednej sytuacji na okrągło i wymyślać tysiące scenariuszy wydarzeń,m podczas gdy inni na moim miejscu wzruszyli ramionami, olali sprawę i poszli dalej. Oni potrafią, a ja, niestety, nie.
Trzeba to zmienić - i myślenie, i zbytnie przejmowanie się.

Przetrwałam

Skończyłam właśnie pierwszą klasę liceum z czerwonym paskiem. Właściwie kilka tygodni po tym wydarzeniu dało mi bardzo wiele czasu na przemyślenia na temat mojej obecnej szkoły i tego, czy tak właściwie dobrym pomysłem było pójście do niej. Uświadomiłam sobie, jak bardzo wieloma rzeczami poczułam się po prostu rozczarowana, choć wcześniej tego tak naprawdę nie zauważałam. Czasami nadal przemyka mi przez myśl, że mogłam jednak umieścić na pierwszym miejscu inną szkołę w mojej miejscowości lub postawić na placówkę w większym mieście. Zaczęłam dostrzegać też dosyć duże zmiany w obrębie relacji międzyludzkich pomiędzy moją poprzednia szkołą a obecną. W pewnych aspektach jest lepiej, w innych gorzej. Niektóre rzeczy są mi znane od dawna, inne stały się nowością i powodem wspomnianych już rozczarowań.

Powrót

Jak być może zauważyliście (albo i nie), moja częstotliwość pojawiania się tutaj ostatnio drastycznie spadła. Kiedy nagle w moim życiu pojawiło się tyle wolnego czasu, nie mogłam oprzeć się pokusie i zaczęłam jeszcze robić to, co w czasie ostatniego roku szkolnego poszło trochę w odstawkę: czytanie i pisanie. Na moim biurku piętrzy się stos lektur (tak to jest, kiedy człowiek w przypływie ambicji już w pierwszej klasie postanawia sobie przeczytać lektury z zakresu rozszerzonego), a plik w Wordzie z moim nędznym opowiadaniem rozrasta sie w szaleńczym tempie.
Przepraszam, jeśli ten post nie spełnia niczyich oczekiwań, ale postanowiłam właśnie w taki sposób wrócić do mojego małego zakątka w internecie. W najbliższych dniach będziecie mogli przeczytać post wyższych lotów.


7/02/2017

Di nuovo

Di nuovo

inni mają domy
do których zawsze mogą wrócić
ludzi
z którymi mogą dzielić
myśl chwili serca

a ty nie masz nic
jak zwykle
znowu skazany na porażkę
Copyright © 2016 Only experiences , Blogger